środa, 22 lutego 2017

Rozdział 24

*Lucy*
   Jak to mówią wszystko co dobre kiedyś się kończy. Tak właśnie było też z przerwą zimową, którą spędziłam tak miło, że nawet nie zauważyłam, że nadbiega już jej koniec, jednak jest coś co dopiero się zaczęło i oczywiście mam tu na myśli mój nowy związek. Podczas lotu samolotem, gdzie siedziałam obok mojego chłopaka, ustaliliśmy, że od razu po wylądowaniu pojedziemy do mojego domu, żeby oznajmić mojej mamie o tym, że jesteśmy oficjalnie razem. Oboje mieliśmy nadzieję, że na tą wiadomość ucieszy się tak samo jak nasi przyjaciele, a prawdopodobieństwo tego zwiększał fakt, że moja mama wręcz uwielbiała Louisa.
  - Trochę się boję. - oznajmiłam Louisowi kładąc swoją głowę na jego ramieniu.
  - Przecież mówiłaś, że twoja mama mnie lubi, więc na pewno będzie z tego powodu szczęśliwa.
  - Mam taką nadzieję, nigdy nie potrafię przewidzieć jej reakcji. Ale mam też nadzieję, że na moim powitaniu nie będzie u nas tego frajera Nicholasa. - warknęłam przypominając sobie rozmowę z mamą, kiedy jeszcze znajdowałam się w Austrii. Opowiadała mi o swoich kolejnych randkach z tym facetem, a wczoraj powiedziała mi, że są razem. Oczywiście bardzo mnie to zezłościło i przez resztę wieczoru Louis starał się mnie uspokoić. Zezłościł mnie również fakt, że Nicholas przyjdzie do nas za tydzień na obiad razem ze swoim synem, który jak się okazało jest rok starszy ode mnie. O tym również dowiedziałam się po fakcie dokonanym, gdzie mama oświadczyła mi radośnie, że zaprosiła swoją nową sympatię do naszego domu, nie konsultując ze mną tego wcześniej ani nawet nie pytając o zdanie na ten temat.
    Na razie starałam się jednak o tym nie myśleć. Miałam przy sobie ukochaną osobę, na której bardzo mi zależy i w tamtym momencie tylko to się dla mnie liczyło.
  - Samolot podchodzi do lądowania, prosimy wszystkich pasażerów o zapięcie pasów bezpieczeństwa. - z głośnika wydobył się głos stewardesy. Z ociąganiem podniosłam głowę z ramienia Louisa i wykonałam polecenie. Warczenie silnika samolotu słychać było coraz głośniej, a po chwili poczułam jak zatykają mi się uszy. Właśnie tego najbardziej nienawidziłam w lataniu samolotem.
   Kiedy bezpiecznie wylądowaliśmy i odebraliśmy swoje bagaże postanowiłam zadzwonić po taksówkę. W końcu nie mieliśmy innego transportu, a wizja jechania autobusem z ciężkimi bagażami nie była zbyt zachęcająca.
  - Pójdę się przywitać z Zaynem. - powiedział do mnie Louis w czasie gdy ja zamawiałam nam taksówkę.
   Dopiero teraz zauważyłam czarnego Mercedesa zaparkowanego niedaleko nas, który przyjechał po Kate.
  - Poczekaj aż skończę, wtedy pójdę z tobą. Też bym się chciała z nim przywiatać. - odparłam zatykając dłonią mikrofon telefonu.
  - To brat twojej przyjaciółki, widzisz się z nim za każdym razem kiedy u niej jesteś a na dodatek masz z nim lekcje. - mruknął niezadowolony.
  - Powiedziałam, że masz czekać, a moje zdanie nie podlega dyskusji.
   Louis spuścił głowę i kopnął grudkę topniejącego śniegu.
  - Teraz już wiem jak wygląda związek. - powiedział pod nosem, na co odwróciłam głowę w jego stronę.
  - Udam, że tego nie usłyszałam.
   Ku mojemu zadowoleniu kobieta przyjmująca zamówienie na transport oznajmiła, że ich linia jest teraz wolna, więc auto powinno zjawić się za kilka minut bez opóźnień. Oznaczało to,że mam chwilkę czasu na przywitanie się z Zaynen oraz pożegnanie z przyjaciółkami. Schowałam więc pospiesznie telefon do torebki i ciągnąc za sobą walizkę ruszyłam w kierunku Mercedesa.
  - Louis czy mógłbyś...- nie zdążyłam dokończyć pytania, ponieważ mój chlopak pobiegł przed siebie zostawiając mi swój bagaż i po chwili wskakując radośnie na Zayna. Zła chwyciłam za rączkę jego walizki i pociągnęłam ją dalej, po drodze zastanawiając się, kiedy Lou zdążył tak bardzo zaprzykaźnić się z przyrodnim bratem Kate.
  - Udusisz mi brata. - warknęła Kate stojąca z boku i przypatrująca się całemu zajściu.
  - Nie mam po co, za to chętnie udusiłbym ciebie. - odparł jej Lou puszczając bruneta.
  - Kiedy zdążyliście się tak bardzo zaprzyjaźnić? - spytałam stając z założonymi rękami.
  - Zawarliśmy ze sobą męski sojusz. - uśmiechnął się Zayn rozkładając ponownie ramiona, a następnie mnie nimi obejmując. Oddałam chętnie jego uścisk wbrew zazdrosnym spojrzeniom posyłanym przez Louisa w naszą stronę. Bawiło mnie to jak za każdym razem gdy przytulałam się do innego mężczyzny niż on marszczył brwi i patrzył się na danego osobnika morderczym wzrokiem nawet jeżeli chodziło tu o jego przyjaciela ze statusem: w związku.
  - Więc jak było w Austrii? - zapytał Zayn otwierając bagażnik swojego samochodu i pakując do niego po kolei wszystkie torby Kate.
  - Było świetnie. Następnym razem musisz jechać z nami. - odpowiedziałam, a na moją twarz wkradł się rozkoszny uśmiech na myśl o intymnej nocy spędzonej z Louisem oraz o rozpoczęciu naszego związku. Wyjeżdżając nawet nie pomyślałam o tym, że po powrocie będziemy już parą, a Lou z pełną świadomością i szczerością wyzna mi miłość. To były z pewnością najszczęśliwsze chwile w moim życiu.
  - Właśnie. - przytaknął Louis. - Za rok obowiązkowo jedziesz z nami, nawet nie wiesz jak świetnie zjeżdża się na nartach po Alpach.
  - Ale oprócz dobrej zabawy na stoku wydarzyło się chyba coś jeszcze między wami prawda? - Zayn poruszył brwiami i trącił Lou łokciem.
   Oboje spojrzeliśmy po sobie. Czyżby Zaynowi chodziło o naszą upojną noc? Ale skąd mógł o tym wiedzieć, przecież nie był tam z nami.
  - Mam na myśli to, że nareszcie jesteście razem. - wytłumaczył szybko, widząc nasze zakłopotane miny. - Kibicowałem wam od samego początku, mam nadzieję, że stworzycie udaną parę.
  - Ah to. - zaśmiał się z ulgą Louis. - Dzięki, ale skąd o tym wiesz.
  - Cóż, mam swojego stałego informatora. - uśmiechnął się i spojrzał wymownie na Kate.
  - No tak. - westchnęłam. Kate mówiła swojemu bratu o wszystkim, więc nie powinien dziwić mnie fakt, że i o tym go poinformowała, jednak nie byłam na nią z tego powodu zła. Wręcz przeciwnie. Słowa Zayna były bardzo miłe i miałam już do niego zaufanie, dlatego nie widziałam żadnej przeszkody w tym, żeby dowiedział się o zawarciu przez nas oficjalnie już związku. Byłam z tego bardzo dumna i do tej pory cieszyłam się na samo przypomnie o fakcie, że Louis jest moim chłopakiem.
   Nasza rozmowa z pewnością byłaby kontynuowana dalej, jednak przerwał nam dźwięk klaksonu taksówki zaparkowanej niedaleko nas. Zwróciło to uwagę kilkorgu ludzi, którzy obrócili się w stronę źródła dźwięku i dostrzegli Louisa. Część z nich wyjęła telefony, w przypuszczalnym celu, jednak nie przeszkadzało mi to. Na lotnisku mogło zjawić się nawet kilkunastu paparazzi z oślepiającymi i znienawidzonymi przeze mnie fleszami, a i tak uśmiech nie zszedłby z mojej twarzy. Dziś miałam dobry dzień i nikt ani nic nie był w stanie mi go zniszczyć.
   Kiedy taksówka dowiozła nas na miejsce, Louis wyjął nasze walizki i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Byłam cała zestresowana. Obawiałam się reakcji mamy, ponieważ zawsze liczyłam się z jej zdaniem. Często zwierzałam się jej z moich problemów po śmierci taty. Była wtedy dla mnie prawdziwą opoką. To dzięki niej w końcu pogodziłam się z jego śmiercią i udźwignęłam także daleką wyprowadzkę siostry, z którą również byłam mocno związana.
  - Nie stresuj się tak. - powiedział Louis zauważając moje zdenerwowanie. - Twoja mama na pewno będzie z tego powodu tak samo szczęśliwa jak my. W końcu to zaszczyt mieć tak przystojnego i wspaniałego zięcia.
  - Przecież nie jesteśmy małżeństwem tylko parą. - zauważyłam spoglądając na niego lekko rozbawiona.
  - Ale nikt nie powiedział, że nie będziemy. Urodzisz nam gromadkę dzieci i zamieszkamy gdzieś za granicą, gdzie będę mógł spokojnie rozkoszować się emeryturą.
  - Myślę, że jeszcze nie pora, żeby o tym myśleć, a ty masz zbyt bogatą wyobraźnię. - zaśmiałam się. Louis również się uśmiechnął. Wyglądał na rozmarzonego. To dziwne, bo nigdy go takiego nie widziałam, ale jego rozmarzenie udzieliło się również mi. Zaczęłam się zastanawiać jak wyglądałoby moje życie, gdyby stało się tak jak zasugerował Lou. Z gromadką dzieci w ładnym domu przy boku kochającego męża. Chyba o takim życiu marzy każda dojrzewająca nastolatka.
  - Ty naciśnij. - poprosiłam Louisa, kiedy dotarliśmy przed same drzwi. Nasz ganek zmienił się od mojego wyjazdu. Teraz nie było już tu śniegu, a przed drzwiami mama postawiła małe cytrynowe drzewka hodowlane, które stawiałyśmy co roku od śmierci taty, a to dlatego, że uwielbiał cytryny, a one nam o nim przypominały. Codziennie pił sok cytrynowy, który własnoręcznie wyciskał zachęcając przy tym domowników, żeby też spróbowali, jednak nikt z nas nie był na to chętny. Tata był tym bardzo zawiedziony.
   Louis przewrócił oczami i nacisnął dzwonek, ale po jego minie zauważyłam, że zaczął udzielać mu się ten sam niepokój co mi. Po chwili zobaczyłam jak sylwetka kobiety przechodzi z kuchni do holu, a potem drzwi już stały przed nami otworem.
  - Już jesteście! - krzyknęła moja uradowana mama i zaczęła przytulać nas oboje. - Wejdźcie, robi się przeciąg. - ponagliła nas, zamykając szybko drzwi.
  - Pięknie tu pachnie. - zauważył Louis zdejmując buty.
  - Zrobiłam indyka. - odparła mama z uśmiechem na ustach. - Mam nadzieję, że lubisz mięso z indyka, Louis?
  - Oczywiście. - kiwnął głową posyłając mojej mamie swój najlepszy uśmiech, Dobrze wiedziałam, że był to jeden z tych, żeby się jej przypodobać, jednak teraz wydawało mi się to dobre, ze względu na to co mieliśmy za chwilę powiedzieć.
  - Mamo. - zaczęłam, widząc, że Louis nie ma zamiaru zaczynać pierwszy.
  - Tak? - rodzicielka odwróciła się do mnie z tym samym nie zmienionym uśmiechem na twarzy.
  - Ja i Louis chcieliśmy ci coś powiedzieć.
   Mama zamarła na chwilę, a jej twarz zrobiła się blada.
  - Zostanę za dziewięć miesięcy babcią? - zapytała przestraszonym, niepewnym głosem.
  - Nie! Nic z tych rzeczy. - odparłam,a na twarzy mamy pojawiła się ulga.
  - Chcieliśmy pani powiedzieć, że od teraz ja i pani córka jesteśmy oficjalnie razem. - dokończył za mnie Louis, uśmiechając się i obejmując mnie ręką w talii.
  - To wspaniale! - wykrzyknęła i ku mojemu ogromnemu zdumieniu po raz drugi tego dnia przytuliła naszą dwójkę od siebie głaszcząc nas po głowach. - Witamy w rodzinie Louis! Od samego początku wam kibicowałam.
   Spojrzałam na Louisa z zadowoleniem. Widziałam, że jest tak samo szczęśliwy jak ja. Oboje cieszyliśmy się, że moja mama tak otwarcie przyjęła tą informację o której planowaliśmy jej powiedzieć od pierwszego dnia, gdy byliśmy już razem. Bardzo chciałabym poznać też jego mamę, jednak nie mówił mi o niej nic więcej oprócz tego, że mieszka razem z jego siostrą w Londynie i czasami ją odwiedza. Nie chciałam wywierać na niego nacisku, ale miałam nadzieję, że Lou mnie jej przedstawi. Myślę, że na pewno jest wspaniałą osobą, skoro urodziła tak wspaniałego syna.
  - Mógłbym pani w czymś pomóc? - zaproponował Louis, gdy tylko zauważył jak moja mama powraca do swoich domowych obowiązków i dogląda piekarnika z pieczenią.
  - Jeśli możesz rozłóż na stole pięć talerzy, dobrze?
  - Przecież nas jest tylko troje. - zauważyłam marszcząc brwi.
  - Oh, zapomniałam ci powiedzieć. - na twarzy mamy pojawiło się zakłopotanie. - Postanowiłam przełożyć obiad z Nicholasem i jego synem na dzisiaj.
  - Dlaczego akurat dzisiaj?! - wyrzuciłam ręce do góry, czując jak cała krew odpływa z mojej twarzy. - To rodzaj twojego przywitania po mojej tygodniowej nieobecności? - wycedziłam przez zaciśnięte zęby. - W takim razie gratuluję, jest świetny.
   Mama zastygła w miejscu, nie wiedząc co powinna powiedzieć, a Louis spojrzał na mnie karcąco jakbym to ja była wszystkiemu winna. W tamtym momencie byłam wściekła na nich oboje i chciałam, żeby wszyscy zniknęli i pozostawili mnie samą, jednak wiedziałam o tym, że tak się nie stanie, dlatego odwróciłam się i pobiegłam na górę do swojego pokoju.
   Nie zdążyłam przebiec nawet kilku schodków, kiedy poczułam na swoich biodrach męskie ramiona bez wątpienia należące do mojego chłopaka.
  - Zostaw mnie w spokoju. - syknęłam do niego, mając nadzieję, że posłucha mojego polecenia i odpuści, ale tak się nie stało.
  - Nie rób przykrości swojej mamie i zejdź na dół, tak będzie lepiej.
  - Oh, naprawdę? Lepiej dla kogo? - ze zdwojoną wściekłością odepchnęłam od siebie Louisa, jednak już po chwili znów trzymał mnie ciasno przy sobie.
  - Zrób to dla niej. - jego głos przyjął błagalny ton. Zupełnie nie rozumiałam czemu tak bardzo Lou zależy na mojej mamie. Chciał się jej jeszcze bardziej przypodobać, żeby zaskarbić sobie u niej sympatię?
  - Czemu tak bardzo ci na tym zależy?
  - Bo zależy mi na tobie. Nie chcę, żebyś ciągle kłóciła się z mamą. - wytłumaczył mi, jednak jego tłumaczenie nie bardzo mnie przekonywało. Mimo to westchnęłam i z rezygnacją udałam się na dół. Na twarzy mamy znów pojawił się uśmiech i z zadowoleniem dokończyła rozkładanie talerzy na stole.
  - Kiedy będziemy sami, w nagrodę sprawię, że znów będziesz krzyczeć moje imię. - wyszeptał mi do ucha Louis.
  - Trzymam cię za słowo. - odszepnęłam mu, składając na jego szyi krótki pocałunek.
   Trzeba przyznać jedno - seks z Louisem jest boski, nie wspominając już o jego zwinnych, długich palcach, dlatego ta obietnica w jego ustach zabrzmiała niezwykle kusząco. Chciałam wyszeptać mu do ucha jeszcze kilka słowek, ale po domu rozniósł się dzwonek do drzwi. Przewróciłam teatralnie oczami i z wielką niechęcią ruszyłam wraz z Louisem do holu, z którego już słychać było odgłosy cmokania w policzek i słodki głos mojej mamy witajacej gości.
  - Spokojnie, nie złość się tak. - Lou próbował na siłę załagodzić mój gniew, ale jego słowa tylko bardziej mnie denerwowały. Marzyłam wtedy o tym, żeby ta cała schadzka się skończyła więc żadne uspokajające czy pocieszajace słowa tutaj nie pomagały. 
  - Nick, proszę poznaj moją córkę. - usłyszałam nad sobą głos, a po chwili zobaczyłam stojącego obok mnie zadbanego, wysokiego mężczyznę, na oko trzy może cztery lata starszego od mojej mamy. Obok niego stał chłopak, myślę że mojego wieku uśmiechający się do mnie nieśmiało. Był rownie zadbany jak jego ojciec. Brązowe, elegancko, ułożone włosy i zero zarostu. Gdyby nie był jego synem może udałoby nam się złapać ze sobą dobry kontakt, bo wyglądał dosyć przyjaźnie.
  - Miło mi cię poznać, Lucy twoja mama tak dużo mi o tobie opowiadała, cieszę się, że nareszcie udało nam się spotkać. - Nick uśmiechnął się i wyciągnął do mnie rękę. Z ogromną niechęcią uścisnęłam ją i mruknęłam pod nosem ciche ,,mi również".
  - A ten uroczy młodzieniec? - zapytał Nick zerkając na Louisa.
  - To Louis, chłopak Lucy. - odpowiedziała mama i w tym momencie oczy syna Nicholasa otworzyły się szeroko.
  - Ty jesteś Louis Tomlinson?! - zapytał trochę zbyt entuzjastycznie. 
  - Tak. - Lou kiwnął głową i uśmiechnął się do niego uprzejmie.
  - A ty z nim chodzisz?! - tym razem popatrzył na mnie z pełnym podziwem, jakbym dokonała czegoś nadzwyczajnego.
  - Martin. - syknął do niego Nicholas. - Nie bądź niegrzeczny.
  - Przepraszam, tato. - Martin - jak dowiedziałam sie tego przed chwilą zawiesił głowę i posłał przepraszaące spojrzenie Louisowi. Na moment zapadła między nami cisza, jednak mama szybko ja przerwała ze swoim standardowym uśmiechem na twarzy mówiącym, że nic się nie stało.
  - Więc może usiądziecie wszyscy do stołu? Wyjmę już indyka.
  - Jasne, to doskonały pomysł. - pokiwał głową Nick i po chwili wszyscy siedzieli już przy stole podczas gdy mama krzątała się w kuchni przy piekarniku.
  - Pomóc ci Clair? - Nick wychylił się ze swojego miejsca i zerknąl czujnym wzrokiem w stronę mamy jakby chciał pokazać na siłę jakim on jest wspaniałym i pomocnym mężczyzną, ale nie wiedział że na mnie nie robi to jakiegokolwiek wrażenia, a wręcz przeciwnie. Upewniam się tylko w swoim twierdzeniu, że jest zapatrzonym w siebie egoistą robiącym wszystko na pokaz.
  - Dziękuje, nie trzeba. - odkrzyknęła ku mojemu zadowoleniu mama, ponieważ naprawdę nie chciałabym żeby ten cały Nicholas chodził po naszej kuchni.
  - Długo jesteście razem? - odezwał się Martin, który najwyraźniej nie potrafił posiedzieć chwilę w milczeniu, a zwłaszcza kiedy naprzeciwko niego siedział sławny piłkarz.
  - Od niedawna. - odpowiedział mu Louis.
  - To super, nie wiedziałem, że dzięki nowej znajomości taty poznam Louisa Tomlinsona i nawet będę jadł z nim obiad. - Martin z każdą chwilą był tym coraz bardziej podekscytowany.
  - Może będziemy widywać się częściej. - Louis posłał Martinowi kolejny przyjazny uśmiech, jakby jego natrętne zachowanie ani trochę go nie denerwowało.
  - To by było ekstra.
   Znudzona przewróciłam oczami po raz drugi tego dnia i odwróciłam wzrok do okna nie chcąc dłużej patrzeć na scenke odgrywającą się przede mną. Kiedy wpatrywałam się w nieruchome drzewa poczułam na swoim kolanie rękę sunącą do góry w kierunku moich miejsc intymnych, jednak nie strąciłam jej z siebie. Może przez to, że zwyczajnie mi się nie chciało, a może przez to, że nie chciałam odtrącać od siebie Louisa, który swoim specyficznym zachowaniem i gestami chciał podtrzymać mnie na duchu.
  - Nie sądzisz, że Martin jest całkiem milutki? - zapytał szeptem.
  - Bardzo. - mruknęłam sarkastycznie.
  - Pomyśl, kiedy oni już sobie pójdą, pójdziemy na górę porobić ze sobą niegrzeczne rzeczy.
  - Louis, zamknij się. - syknęłam spoglądając nerwowo na Nicholasa i Martina w obawie, czy przypadkiem nie usłyszeli nic z tego co przed chwilą powiedział Lou. Na całe szczęście ich miny nie wyrażały żadnych specjalnych emocji, więc był to dla mnie znak, że nie doszło do nich, żadne słowo.
  - Nie chcesz wiedzieć co z tobą zrobię, gdy zostaniemy sami? - Lou dalej szeptał do mojego ucha, a jego ręka zatrzymała się przy rozporku moich spodni przez co głośno przełknęłam ślinę.
  - Do jakiej szkoły chodzisz, Lucy? - do moich uszu dobiegł przesadnie miły głos Nicholasa.
  - Do liceum Edmunda Bentleya. - odparłam siląc się, by z moich ust nie wydobył się niechciany jęk.
  - Słyszałem o tym liceum dużo dobrego, musisz więc być naprawdę zdolną dziewczyną. - Nick coraz bardziej próbował wkraść się w moje łaski i prawdopodobnie odpowiedziałabym mu na to coś niemiłego, ale przez czyjąś błądzącą przy guziku moich spodni rękę byłam w stanie tylko niewyraźnie się do niego uśmiechnąć.
  - Już jestem. - wszyscy odwrócili się w stronę mojej mamy niosącej z uśmiechem parującego indyka w brytfannie. Nick natychmiast poderwał się ze swojego miejsca, by pomóc mamie go pokroić, a Lou zabrał nareszcie swoją rękę na co odetchnęłam z ulgą.
  - Nie myśl, że to koniec. - szepnął mi do ucha jakby czytał w moich myślach. - Dałem ci dopiero przedsmak tego co będziemy robić.
  - Zapominasz o tym, że dalej mieszkam z mamą.
  - Wiem i nie przeszkadza mi to w zrealizowaniu moich zamiarów. Macie łazienkę, prawda?
  - Co ty znowu wymyślileś? - zapytałam, gdyż powoli zaczynałam poważnie obawiać się planów powstających w napalonym umyśle mojego chłopaka.
  - Nic co nie jest ci nieznane. - uśmiechnął się, a potem jak gdyby nigdy nic zabrał się za konsumpcję indyka zachwalając przy tym umiejętności kulinarne mojej mamy.
   Po obiedzie, gdy wszyscy byli już najedzeni doszło do najgorszej części programu, której nienawidzę najbardziej a mianowicie mówimy tu o sztucznych pochwałach i wychwalaniu wszystkiego co się tylko da pochwalić. Jest to standardowy i bardzo znany sposób na przypodobanie się, jednak na mnie nie działający o czym Nick chyba nie wiedział lub przeciwnie: wiedział, ale chodziło mu o to, żeby zapunktować u mojej mamy, a nie u mnie. W końcu jaka kobieta nie chciałaby żeby jej nowy partner oprócz jej samej nie wychwalał również jej córki.
  - Nawet nie wiesz Clair jaki jestem szczęśliwy, że mogłem poznać twoją córkę, a nawet jej chłopaka. - brnął dalej Nicholas popijając co chwilę sok pomarańczowy, żeby nawilżyć podniebienie. Cóż, chyba każdemu byłoby sucho w gardle gdyby przez cały czas nie zamykała mu się buzia, ale nie zamierzałam tego komentować, a przynajmniej na razie.
  - Oh, Nick ja też jestem bardzo szczęśliwa, że poznała twojego syna i mogłam was ugościć u siebie. - mama zaczęła swiergotać tak samo jak on czego miałam już serdecznie dosyć. Najchętniej osobiście wyprosiłabym Nicka za drzwi, ale wiedziałam co mi za to grozi, dlatego wolałam nie próbować swoich sztuczek.
  - Mam nadzieję, że takich spotkań będzie więcej, ale niestety razem z Martinem powinniśmy się już zbierać. - te słowa usłyszałam bardzo wyraźnie przez co mój humor natychmiast uległ zmianie.
   Z zadowoleniem zgodziłam się odprowadzić razem z mamą naszych gości do drzwi. Louis w tym czasie sprzątał ze stołu brudne talerze, ponieważ zaoferował, że posprząta po obiedzie. Jednym słowem: przyjął zaproszenie od mojej mamy i poczuł sie jak członek rodziny do tego stopnia, że domowe obowiązki także zaczęły leżeć w jego interesie, czego akurat nie miałam mu za złe.
   - Pa, Lucy. - pożegnał się ze mną Martin pozwalając sobie na delikatny uścisk. Posłałam mu odrobinę wymuszony uśmiech, a następnie odwróciłam się mając nadzieję, że pożegnanie Nicholasa w moim przypadku okaże sie niczym niezbędnym. Myliłam się. Nick nie zamierzał mi odpuszczać.
  - Do zobaczenia Lucille. - skrzywiłam się. Tak brzmiało moje pełne imię, jednak nikt go nigdy nie wymawiał. Nicholas postanowił więc być wyjątkiem za co w myślach przyłożyłam mu w twarz.
  - Do widzenia. - warknęłam.
  - Widzę, że za mną nie przepadasz. - zauważył schylając się do mojego poziomu i szepcząc, żeby nikt tego nie usłyszał. - Wiem co sobie o mnie myślisz, bo kiedy byłem w twoim wieku również znalazłem się w takiej samej sytuacji jak ty, ale musisz mi uwierzyć, że nie chcę niszczyć twojego życia ani próbować udawać twojego tatę. Chciałbym, żebyśmy się przynajmniej dogadali nie tylko ze względu na twoją mamę.
  - Jasne, w porządku. - mruknęłam chcąc jak najszybciej znaleźć się daleko od Nicholasa.
   Gdy odsunęłam się od niego na bezpieczną dla mnie odległość mogłabym sobie przysiąc, że zobaczyłam na jego twarzy smutek i przez chwilę nawet zrobiło mi się go szkoda, ale szybko odpędziłam od siebie to uczucie i wróciłam do Louisa kończącego pakowanie talerzy do zmywarki.
  - Pomóc ci? - zaoferowałam stając za nim i obejmując go w pasie.
  - Nie trzeba, już skończyłem. - odparł, odwracając się do mnie i kładąc ręce na moich biodrach.
  - Bardzo ci dziękuje Louis, jesteś taki pomocny. Zawsze mogę na ciebie liczyć. - mama weszła do kuchni na wstępie od razu zachwalając Louisa. Chyba powinnam się już do tego przyzwyczaić.
  - Nie ma sprawy. Będę jeszcze w czymś pani potrzebny? - spytał uśmiechając się słodziutko.
  - Już nie, resztę zrobię sama, jak chcecie mozecie iść na górę, pewnie chcielibyście pobyć chwilę sami.
  - Oh tak, pójdziemy już. - Lou pokiwał energicznie głową i pociągnął mnie za sobą na górę. Przeskakiwaliśmy po kilka schodków na raz przez co o mało się nie potknęłam, a kiedy już znaleźliśmy się na górze zostałam wepchnięta do łazienki, a później usłyszałam jedynie szczęk zamykanego zamka w drzwiach.
  - Louis możesz mi powiedzieć co ty właściwie...
  - Ćśś...- jego usta zaatakowały moje zanim zdążyłam dokończyć pytanie. Wziął moje ręce i umieścił mi je nad głową, a potem wepchnął mi do buzi język, zaczynając zachłannie mnie całować. Oddawałam każdy jego pocałunek, jednak oprócz tego nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Moje nogi podobnie jak ręce zostały unieruchomione przez jego.
  - Mam na ciebie cholerną ochotę. - wyszeptał pomiędzy pocałunkami. - Chcę cię wziąć tu i teraz.
  - Lou, nie możemy na dole jest moja mama. - odszepnęłam próbując zachować resztki zdrowego rozsądku i nie dać ponieść się emocjom i pożądaniu które z każdą minutą we mnie narastało i było coraz cięższe do odepchnięcia.
  - Będziemy cicho. - powiedział obiecującym głosem puszczając moje ręce, by włożyć mi je pod bluzkę.
  - Nie wiem czy to dobry pomysł...- zastanawiałam się na głos.
  - Nie daj się prosić.
   Jego ręce dalej bładziły pod moją bluzką dobierając się do zapięcia mojego stanika. Zanim zdążyłam odpowiedzieć cokolwiek poczułam jak stanik ze mnie opada, co było dla mnie jasnym znakiem, że rozsądek musi przegrać.
  - Dobrze, ale cicho. Mama nie może nic usłyszeć. - wyszeptałam odchylając glowę do tyłu na znak, że jestem gotowa całkowicie mu się oddać. Z własnych obserwacji wiem, że Louis lubi dominować. Nawet podczas naszego poprzedniego seksu w hotelu nie było mowy o tym, żebym to ja znalazła sie na górze i przejęła kontrolę, a kiedy braliśmy wspólną kąpiel nie pozwolił mi wyjść z łazienki, gdy miałam zamiar ją opuścić rezygnując ze wspólnej kąpieli.
  - Obiecuję, że nikt nas nie usłyszy.
  Po tych słowach zostałam pospiesznie pozbawiona górnej części garderoby, a usta Louisa przyssały się do moich piersi pozostawiając na nich drobne malinki. Starałam się nie wydawać z siebie zbyt głośnych odgłosów, jednak za każdym razem kiedy Lou mocniej zassał moją pierś nie mogłam powstrzymać się od jęku.
   Ten rodzaj przyjemności szybko się zakończył i zaczęliśmy przechodzić do konkretów. Pozbyliśmy się moich spodni, a co za tym szło również dolnej części bielizny. Kiedy zostałam już całkowicie bez ubrań Louis rozebrał też siebie przez cały czas patrząc na moje nagie ciało, które tylko bardziej go podniecało i wywoływało u niego większą erekcję.
  - Otwórz usta. - powiedział trzymając w ręku swoją zwiniętą koszulkę.
  - Po co? - zapytałam nie rozumiejąc w jakim celu mam to robić. Chce żebym zrobiła mu dobrze oralnie? Ale przecież nie było o tym mowy, nie rozmawialiśmy o tym, nie byłam jeszcze na to gotowa.
  - Chcę ci zatkać usta moją koszulką, żeby tłumiła twoje jęki. - wytłumaczył, a moja obawa co do najgorszego ustąpiła.
  - Nie widzę takiej potrzeby, to nie jest konieczne. - odparłam wykręcając twarz w drugą stronę. Mimo, że wepchnięcie do ust koszulki nie wydawało mi się takie straszne jak seks oralny to i tak nie byłam pewna czy mam ochotę ją mieć w buzi.
  - Tak będzie lepiej i bezpieczniej. Otwieraj. - głos Louisa stał sie stanowczy dokładnie taki jaki jest za każdym razem kiedy mi czegoś zabrania lub każe zrobić i dokładnie taki jaki najbardziej mnie podniecał, dlatego posłusznie wykonałam jego polecenie otwierając usta. Lou włożył mi do nich zwiniętą w rulonik koszulkę i zawiązał mi ją z tyłu głowy. Kiedy upewnił się, że supeł mocno się trzyma chwycił moje udo usadawiając je na swoim biodrze i jednocześnie dając mi tym znać, że mam zrobic tak samo z drugą nogą.
  - Tym razem będzie szybciej niż zwykle, bo nie mamy zbyt wiele czasu, dobrze?
   Pokiwałam głową, a od razu potem poczułam w sobie coś dużego co wypełniło mnie w całości. Jęknęłam, a mój jęk został skutecznie stłumiony przez koszulkę w mojej buzi. Kiedy jednak Louis zaczął się poruszać moich jęków było coraz więcej i w środku podziękowałam mu za to, że wpadł na tak genialny pomysł, żeby mnie zakneblować, bo w przeciwnym razie nie wiem czy udałoby mi się zachować ciszę.
   Jego pchnięcia stawały się z każdą chwilą coraz mocniejsze i szybsze, przez co moje ciało uderzało równo o zimną ścianę, ale nie przeszkadzało mi to. Gdy otworzyłam oczy, które na moment zamknęłam zobaczyłam jak Louis zagryza zębami dolną wargę i zaciska mocno powieki, by nie wydobyć z siebie jęku. Nie wiedziałam jak dlugo jeszcze wytrzyma, ale i tak byłam z niego bardzo dumna, bo wiedziałam, że zachowanie ciszy podczas seksu nie przychodzi mu łatwo.
  - Cholera kochanie jest mi tak dobrze. - jęknął, jednak na tyle cicho, żeby ten jęk nie wyszedł poza ściany łaznienki.
   Chciałam również coś powiedzieć, jednak zapomniałam o tym, że usta zatyka mi jego koszulka. W odpowiedzi mogłam więc tylko jęknąć, czując jak ostre pchnięcia zamieniają się w jeszcze ostrzejsze i szybsze. Wreszcie Odchyliłam głowę do tyłu czując jak po moim ciele rozlewa się przyjemne ciepło. Dłońmi, które nadal miałam zaciśnięte na szyi Louisa wyczułam jak jego skurczone mięśnie się rozluźniają co oznaczało, że także zaczyna szczytować. Wykonał jeszcze kilka słabszych pchnięć i wyszedł ze mnie pozbawiony sił. Sięgnął za tył mojej głowy, żeby odwiązać mi koszulkę, a potem rzucił ją i przyssał się do moich warg.
  - Byłaś cudowna. - wyszeptał w moje usta.
  - To ty byłeś cudowny. - odparłam oddając pocałunek i przyciągając jego nagie ciało bliżej siebie. - Ale ubierzmy się już i chodźmy zanim mama wejdzie na górę.
   Odsunęliśmy się od siebie i w pośpiechu zalożyliśmy ubrania porozrzucane po całej łazience. Louis cichutko przekręcił zamek w drzwiach i dalej szybko przebiegliśmy do mojego pokoju, gdzie od razu zamknęłam drzwi.
  - Moje podejrzenia się potwierdziły. - powiedziałam siadając na łóżku i ciągnąc na nie za sobą Louisa.
  - Jakie podejrzenia? - zapytał wciągając mnie na swoje kolana.
  - Że jesteś nienormalny. - zaśmiałam się czochrając mu włosy, które po szybkim seksie w łazience były już w lekkim nieładzie.
  - Dlaczego? - Louis uśmiechnął się cwaniacko doskonale wiedząc co mam na myśli, ale mimo to postanowił udawać nic nieświadomego.
  - Uprawialiśmy seks w łazience podczas gdy moja mama była na dole i mogła nas usłyszeć, a ty perfidnie mnie do tego namówiłeś.
  - Ale nie usłyszała. - stwierdził z zadowoleniem.
  - Jesteś głupi. - uśmiechnęłam się chowając głowę w zagłębieniu jego szyi.
  - I za to mnie kochasz.
  - Między innymi. Zostaniesz na noc?
  - A chcesz żebym został? - zapytał, biorąc mój podbródek w dwa palce i przekierowując go w swoją stronę.
  - Gdybym nie chciała, nie proponowałabym ci tego. Poza tym wygląda na to, że za chwilę będzie padać, a nie chcę żebyś zmókł i był potem chory.
  - Czyżbyś poczuła przypływ instynktu macierzyńskiego?
  - Nie, ja po prostu o ciebie dbam. - wzruszyłam ramionami i pocałowałam krótko Louisa w usta.
  - Cóż, więc chyba nie pozostaje mi nic innego jak zostać.
  - Chyba nie. - pokiwałam głową i zeszłam z kolan Lou, po to by położyć się płasko na łóżku. Louis odwrócił się w moją stronę, a potem zawisł nade mną łączac nasze usta razem.
  - Kocham cię. - szepnął mi do ucha na chwilę przerywając nasz pocałunek.
  - Ja ciebie też kocham. - odpowiedziałam gładząc delikatnie jego policzek dłonią.
  - Masz łaskotki? - spytał nagle.
  - Tak, najbardziej na brzuchu i na udach, a czemu pytasz?
  I w tym momencie gorzko pożałowałam tego, że udzieliłam mu na to pytanie odpowiedzi. Mianowicie Louis zsunął się ze mnie do połowy, podwinął mi bluzkę i zaczął łaskotać po brzuchu, a później po wewnętrznej części ud. Zaczęłam histerycznie się śmiać i błagać Louisa, żeby przestał, ale on kompletnie mnie nie słuchał i dalej robił swoje dopóki drzwi mojego pokoju nie otworzyły sie i nie zawitała w nich moja mama, która postanowiła nie zaprzestawać swojej tradycji i przerywać mi miłe chwile z chłopakiem.
  - Przepraszam, że wam przeszkadzam. - zaczęła od tekstu, który był stałym punktem programu. - Ale chciałam po prostu sprawdzić co u was i czy czegoś nie potrzebujecie. - uśmiechnęła się niewinnie.
  - U nas wszystko w porządku i wydaje mi się, że na razie nic nie jest nam potrzebne. - odpowiedział uprzejmie Louis.
  - To wspaniale, gdybyście  jednak czegoś potrzebowali jestem na dole.
  - Jasne mamo. - mruknęłam.
  - Poczekaj! - zatrzymałam ją w połowie kroku, kiedy wycofywała się już do schodów.
  - Tak kochanie?
  - Chciałam ci powiedzieć, że Louis zostanie dzisiaj u nas na noc. - zerknęłam w stronę okna. Deszcz zaczął bębnić w szyby tak jak przypuszczałam na moją korzyść. - Nie będzie w końcu wracał w taką pogodę.
  Mama również spojrzała w okno.
  - Faktycznie, jest nie najlepsza pogoda. Pościele Louisowi łóżko w pokoju Danielle.
  - Nie ma takiej potrzeby, będzie spał ze mną. - powiedziałam szybko. Wiedziałam, że mama nie będzie z tego powodu bardzo zadowolona, jednak mam już 18 lat i moim zdaniem powinna przyzwyczajać się już powoli do tego, że śpię z chłopakiem w jednym łóżku, a nawet uprawiam z nim seks. Na przykład w łazience.
  - Niech się pani nie obawia, będziemy grzeczni. Nie dotknę Lucy nawet palcem. - dodał Louis robiąc minę uroczego chłopca.
  - I tak wiem, że się już dotykacie. -powiedziała pewnie. - Ale dobrze, pozwolę wam, jesteście już przecież dorośli. - westchnęła. - Tylko nie mogę się jakoś do tego przyzwyczaić.
   Kiedy mama po odbytej rozmowie opuściła pokój wróciliśmy z Louisem do naszych poprzednich zajęć, bynajmniej nieco ciekawszych od rozmów z moją mamą. Kolację zjedliśmy w pokoju. Została przyniesiona nam ona przez mamę, jak podejrzewam po to, żeby wedrzeć się do nas na chwilę i skontrolować co ze sobą robimy mimo jej poprzedniego stwierdzenia, że w końcu jesteśmy dorośli. Po kolacji Louis wtaszczył swoją walizkę na górę, a kiedy już to zrobił poszliśmy razem pod prysznic, który nie obył się bez wzajemnego dotykania, jednak nie potrwał on długo, ponieważ oboje byliśmy zmęczeni dzisiejszym dniem i chcieliśmy jak najprędzej położyć się do łóżka.
  - Po ktorej stronie śpisz? - zapytał Louis stojąc przy moim łóżku.
  - Po prawej, więc ty śpisz po lewej. - odpowiedziałam kładąc się na swoją połowę.
  Lou pokiwał głową, ale zamiast skierować się pod kołdrę wyjął ze swojej walizki notes i długopis. Zaciekawiona podeszłam do niego i zerknęłam na zapisaną kartkę przez jego ramię.
  - Co to jest?
  - Notes. - odpowiedział.
  - To akurat widzę, ale czemu masz tu napisane różne, dziwne miejsca? - zapytałam patrząc jak Louis skreśla słowo ,, łazienka".
  - Bo to są miejsca, w których chcę uprawiać z tobą seks. Jak widzisz dwa są już odhaczone.
  - Od kiedy ty to prowadzisz? - spytałam zszokowana.
  - Od kiedy jesteśmy razem. Chcesz zobaczyć? - Louis był zachwycony swoim pomysłem i z chęcią podał mi swoj notes. Nadal zaskoczona i lekko przerażona tym co zaraz miałam przeczytać wzięłam go od niego i przeczytałam na głos pierwsze miejsce z nie tak krótkiej listy.
  - Sypialnia. - skreślone. - Łazienka. - skreślone. - Kuchnia. Przymierzalnia. Samochód. Biurko w pokoju Lucy. Co do cholery? Louis czy ty zwariowałeś?
  - Czytaj dalej skarbie. - powiedział dumny z siebie jak paw. 
  - Szafa?
  - Tam też lubię. - wzruszył ramionami.
  - Leżak w ogrodzie. Basen. Ty jesteś chory. - stwierdziłam po przeczytaniu całej listy, oddając Louisowi notes.
  - Mam fantazje, które chcę z tobą spełnić. Uwierz mi, że żadna dziewczyna nigdy nie podniecała mnie tak jak ty.
  - Mjałam potraktować to jak komplement? - zapytałam kręcąc ze śmiechem głową i kładąc się do łóżka.
  - Oczywiście że tak. - odparł kładąc sie koło mnie.
  - Z kim ja się związałam.
  - Ze mną. - wyszczerzył się dumnie i objął mnie ramieniem. Położyłam głowę na jego nagim torsie i zamknęłam oczy rozmyślając o tym co przed chwilą przeczytałam. Ostatnia pozycja brzmiała bardzo ciekawie i mimo, że na pewno nie należała do rzeczy normalnych, gdzie można się kochać to chciałam tego spróbować. W końcu czemu nie? Warto chyba urozmaicić swoje życie seksualne.
  - Zgaś już lampkę. - poleciłam Louisowi nie otwierając oczu.
  - Lucy. - usłyszałam jego niepewny, niski głos, gdy w pokoju nastała już ciemność. - Ale nie przestraszyłaś się chyba tego no nie? Bo jeżeli nie chcesz to moge te wszystkie dziwne miejsca wykreślić i...
  - Nie musisz. Przynajmniej będziemy mieli ciekawe życie seksualne. - odpowiedziałam i otworzyłam jedno oko po to by zobaczyć wielki uśmiech na twarzy mojego chłopaka.
  - Ale godzę się nie na wszyskie. - od razu dodałam, żeby w głowie Louisa nie zrodziły się kolejne pomysły, ponieważ w jego przypadku jest to bardzo prawdopodobne.
  - Tylko te na które się zgodzisz. - zapewnił mnie całując w czoło. - Dobranoc skarbie.
  - Dobranoc Louis.

  Następny rozdział: 15 marca





  




sobota, 14 stycznia 2017

Rozdział 22

*Lucy*
   Kiedy otworzyłam oczy Louis jeszcze spał obejmując mnie ramionami w talii jak miał to w zwyczaju, gdy spaliśmy razem. Zaspanym wzrokiem zerknęłam na na duży, biały zegar wiszący na ścianie.Była już 14, więc podniosłam się ostrożnie z łóżka uważając przy tym, żeby nie obudzić Lou. Podeszłam do swojej walizki i wyjęłam z niej ubrania, które miałam zamiar założyć dzisiaj oraz żele do kąpieli, której nie wzięłam wczoraj z racji podróży i zmęczenia. Gdy tylko wyjęłam rzeczy z walizki usłyszałam za sobą kroki. Louis najwyraźniej też już się wyspał lub też został obudzony przeze mnie, jednak nie pytałam go o to, a bez słowa ominęłam kierując się do łazienki.
  - Nie dostanę buziaka na przywitanie? - zatrzymał mnie słowami.
  - Później, na razie chcę iść się umyć. - odparłam.
  - To świetnie się składa, bo też miałem taki zamiar. Poczekaj, wezmę tylko swoje rzeczy. - powiedział zadowolony, a następnie wyjął kilka ubrań ze swojej torby stojącej przy naszym łóżku.
  - Chyba nie myślisz, że będziemy się razem kąpać? - stanęłam kompletnie zdezorientowana na środku nie robiąc ani kroku w stronę drzwi do łazienki.
  - Dlaczego nie? Zaoszczędzimy wodę.
  - Nie ma mowy, Louis. To wykluczone.
  - Lucy, nie daj się prosić. Przecież robiliśmy ze sobą bardziej intymne rzeczy niż kąpiel, nie pamiętasz? - Lou postanowił dalej iść w zaparte, jednak ja postanowiłam również być w stosunku do niego nieugięta. Może i miał rację, że robiliśmy ze sobą dużo intymnych rzeczy, ale nie wyobrażałam sobie z nim wspólnej kąpieli. Za bardzo bym się przy nim speszyła. Widział mnie już półnago, ale nigdy nie widział mojego ciała całkowicie odsłoniętego i wolałam, żeby pozostało tak jeszcze przez pewien czas.
  - Pójdziesz się myć po mnie. - powiedziałam twardo i weszłam do łazienki. Zanim zdążyłam zamknąć drzwi do środka wdarł się Louis i z wielkim uśmiechem na twarzy podszedł do wanny odkręcając wodę.
  - Chyba coś ci już powiedziałam. - warknęłam, ale on całkowicie się tym nie przejął i podszedł do mnie składając krótki, czuły pocałunek na moich ustach.
  - Kochanie nie złość się tak, bo złość piękności szkodzi. - powiedział odgarniając przy tym kosmyk włosów z mojej twarzy. - Wykapiemy się dzisiaj razem. Zobaczysz, że ci się spodoba.
  - No dobrze. - westchnęłam i zrezygnowana usiadłam na brzegu wanny obserwując lejący się strumień wody.
   Kiedy wanna była już pełna, Louis zdjął swoje bokserki bez żadnych zahamowań i wszedł do wanny podczas gdy ja nadal stałam ubrana w piżamę przebierając niepewnie z nogi na nogę. Co prawda przeszłam przez pewną metamorfozę nie tylko dotyczącą mojego stylu ubierania się, ale i zachowania, jednak trudno mi było zachować pewność siebie przy Louisie. Przy nim zawsze pozostaną ta starą, niepewną Lucy czekającą na gest ze strony drugiej osoby.
  - No wchodź. Woda jest ciepła. - powiedział przesuwając się bardziej do brzegu wanny, żeby zrobić mi więcej miejsca.
  - Nie chcę. Wykąp się sam. - mruknęłam podejmując tą decyzję w pełnej spontaniczności, ponieważ stwierdziłam, że nie dam rady się przed nim rozebrać i wskoczyć tak po prostu do wanny, by przez następne 15 lub 20 minut myć swoje nagie ciało przy tym nieokiełznanym i nieprzewidywalnym osobniku płci męskiej. Ten pomysł wydawał się zbyt ryzykowny i jednocześnie wstydliwy dla mnie.
   Odkręciłam się wiec na pięcie z zamiarem opuszczenia łazienki, ale nie było mi to dane. Louis szybko zatrzymał mnie, zaciskając rękę na moim nadgarstku i przytrzymując mnie za niego mocno. Muszę powiedzieć całkiem szczerze, że jego uścisk jest naprawdę silniejszy  niż się tego spodziewałam, bo kiedy tylko puścił mój nadgarstek zobaczyłam na nim nieduży czerwony ślad jego palców. Wiem jednak, że nie zrobił tego specjalnie. Kto jak kto, ale Louis nie należy do typów znęcających się nad kobietami. Znam go wystarczająco, żeby to stwierdzić.
  - Nie wyjdziesz stąd, dopóki się ze mną nie wykąpiesz. - oświadczył stanowczo, tak, że ton jego głosu nie pozwalał na jakikolwiek sprzeciw.
   Zupełnie nie wiem czemu, ale lubiłam tego Louisa. Jego stanowczy ton i tą pewność w oczach. Tak jak powiedział powoli zdjęłam z siebie ubrana, ale nadal pozostałam w niepewności, więc dosyć szybko weszłam do wanny, żeby uciec w jej najdalszy kąt. To działanie również zostało mi udaremnione. Mianowicie ten oto samiec alfa - Louis Tomlinson przyciągnął do siebie moje nagie ciało i usadowił między swoimi nogami, a następnie sięgnął po mój truskawkowy żel do mycia ciała.
  - Umyję cię. - zawiadomił mnie, nalewając na rękę trochę różowego płynu.
  - Przecież sama potrafię się umyć. - zaprotestowałam.
  - Wiem, ale dzisiaj to ja cię będę mył.
   Nie widziałam sensu dłuższych dyskusji z Louisem, ponieważ wiem, że i tak bym z nim przegrała, więc umilkłam pozwalając mu na to co chciał zrobić.
   Zdziwiłam się, gdy zamiast uczucia zimna poczułam na sobie tylko jego ciepłe dłonie, które zaczęły wmasowywać żel w mój brzuch. Ułożyłam się wygodnie na jego klatce piersiowej i co chwilę pomrukiwałam z przyjemności, która dawały mi jego powolne ruchy na swoim ciele.
  - Mówiłem, że będzie ci się podobać. - powiedział przy moim uchu kontynuując mycie, ale tym razem przenosząc ręce z mojego brzucha na piersi.
   Kiedy je masował czułam się jak w siódmym niebie. Doskonale wiedział, gdzie i kiedy ma zacisnąć palce jakby czytał poradniki o obsłudze kobiet. Z moich ust wychodziły czasami cichutkie jęki, które tylko zachęcały Louisa do dalszych ruchów, a ja byłam pewna, że za każdym razem, gdy je z siebie wydaję, on się uśmiecha.
  - Teraz pora na dolne części ciała. - oświadczył zaprzestając masowania mi piersi i schodzą dłońmi, które dawały mi tyle rozkoszy w kierunku moich miejsc intymnych.
   Nagle, zupełnie niespodziewanie poczułam wejście we mnie dwoma palcami. Jęknęłam głośno i odchyliłam głowę do tyłu. Czułam jak Louis zaczyna ruszać palcami wewnątrz mnie dając mi jeszcze więcej przyjemności niż wcześniej.
  - Rozchyl szerzej nogi. - rozkazał nad moim uchem, a ja spełniłam ten rozkaz usadawiając się wygodniej na jego ciele.
   Palce Lou przyspieszyły. Włożył je we mnie głębiej, a ja z trudem brałam kolejne oddechy.
  - Louis... - jęknęłam, a potem poczułam jak wypełnia mnie w całości dokładając trzeci palec.
   Krzyknęłam jego imię czując jak powoli zbliżam się do osiągnięcia orgazmu. Jego ruchy stały się szybsze i mocniejsze prawdopodobnie zachęcone moimi krzykami i jękami rozchodzącymi się po całej łazience jeżeli nie hotelu. Co chwilę wyjmował ze mnie palce i z powrotem je wkładał sprawiając, że czułam go wyraźniej.
   Wreszcie moje ciało zesztywniało, usta zastygły przestając wydawać z siebie jęki, a ręce zaciśnięte na jego nagich udach puściły je pozwalając ciału na przyjęcie mocnej fali zalewającego mnie orgazmu. Lou przestał poruszać we mnie palcami, a następnie powoli je wyjął i nieznacznie od siebie odsunął, żebym mogła dojść do siebie.
   Kiedy odzyskałam kontrolę nad sobą pocałowałam Louisa w usta w wyrazie podziękowania, a potem chwyciłam za gąbkę z zamiarem samodzielnego umycia się mimo kilku jego sprzeciwów. Cała kąpiel trwała dłużej niż to planowałam, jednak wreszcie udało nam się wyjść z wanny i zaczęliśmy wycierać się hotelowymi ręcznikami zgrabnie złożonymi przy umywalce.
   - Mógłbyś zapiąć mi stanik? - poprosiłam Lou stojącego za mną i ubierającego swoje bokserki.
  - Nie wiem czy umiem. - podrapał się po plecach, jednak podszedł do mnie i po chwili mocowania się z zapięciem udało mu się wykonać tą jakże trudną misję.
   Kiedy zakładałam na siebie dolną część bielizny po pokoju rozległo się pukanie do drzwi.
  - Otworzę. - zaoferował się Lou, szybko zakładając na siebie spodnie i koszulkę, a później wyszedł z łazienki zostawiając mnie w niej samą.
   Zdążyłam ubrać się do końca, gdy usłyszałam damski śmiech zza drzwi niewątpliwie należący do Kate, a po nim męski głos. Rozpoznałam w nim głos Justina, który towarzyszył jej zawsze i wszędzie przy każdej możliwej okazji. Z urywki rozmowy, którą cała trójka ze sobą prowadziła zdołałam usłyszeć to, że planują iść do restauracji zjeść dobry, tradycyjny austriacki obiad, dlatego szybko wyjęłam ze swojej przepełnionej przedmiotami kosmetyczki, tubkę fluidu, cienie do powiek, tusz do rzęs oraz kilka innych kosmetyków i przystąpiłam do nakładania na twarz makijażu.
*Louis*
   Podczas, gdy Lucy nadal zajmowała łazienkę co przewidziałem, że trochę może potrwać ja i Justin graliśmy na Xboxie, którego on ze sobą zabrał jako nieodłączny element rozrywki, a Kate prowadziła ożywioną rozmowę ze swoim bratem zdając mu całą relację z ostatnich 24 godzin jej życia. Myślę, że to dobrze, że się czymś zajęła,bo nie zniósłbym jej narzekań i kolejnych prób manipulacji moim przyjacielem, którego i tak zdążyła już dostatecznie zmanipulować.
  Po pół godzinie grania, Lucy wyszła z łazienki w pełnym makijażu i idealnie dopasowanym ubiorze przygotowana na wyjście, o którym prawdopodobnie usłyszała przez mało szczelne drzwi łazienki. Przywitała się czule z Kate, chociaż widziały się zaledwie kilka godzin temu, a potem z Justinem całując go w policzek co nie spodobało mi się, dlatego rzuciłem obojgu złowrogie spojrzenie, które oboje zignorowali. Nie rozumiem, dlaczego nie mogą po prostu powiedzieć sobie zwykłego "cześć". Myślę, że tak byłoby najlepiej. Dla mnie.
   Potem poszliśmy pod drzwi Liama, gdzie przebywała również Lily. Oznajmiliśmy im, że za wychodzimy za kilka minut i każde z nas wróciło do swojego pokoju, żeby się ubrać. Na dworze wiał silny wiatr i sypał duży śnieg, dlatego stwierdziłem, że dobrym pomysłem będzie założenie ciepłej czapki i szalika, którego zazwyczaj nie noszę, ponieważ sądzę, że jest to nie męskie.
   Gdy cała nasza szóstka zeszła już na dół nieoczekiwanie podbiegł do nas kilkuletni chłopiec, który zaczął skakać do góry z radości, a potem przyczepił się do mojej nogi. Jego ojciec stojący z boku uśmiechnął się do mnie przepraszająco, a potem wytłumaczył, że jego syn jest wielkim fanem drużyny, w której gram razem z chłopakami i bardzo chciałby wziąć od nas autografy i pamiątkowe zdjęcia. Podobno od wczoraj zauważył nas w hotelu wychylając się zza drzwi swojego pokoju, jednak nie zdążył do nas podbiec, ponieważ był w samej piżamie.
  - Jak masz na imię? - spytałem chłopca, po zrobieniu sobie z nim zdjęcia.
  - Max, a ty Louis. - odpowiedział wniebowzięty.
  -  Lubisz grać w piłkę?
  - Bardzo, ale niedawno skręciłem kostkę i mama nie pozwala mi jeszcze grać nawet w domu. - teraz jego wyraz twarzy zmienił się na zasmucony.
   - Nie martw się, na pewno niedługo mama znowu pozwoli ci grać. Myślę, że kiedyś wyrośniesz na prawdziwego piłkarza.
  - Naprawdę? - Twarz Maxa na nowo się rozpogodziła, a chłopiec znów się do mnie przytulił. - Podrzucisz mnie tak wysoko do góry? - zapytał z nadzieją.
   Nie potrafiłem mu odmówić. Był mną tak bardzo zafascynowany i szczęśliwy, że byłbym potworem gdybym odmówił tak uroczemu dziecku. Wziąłem go więc zgodnie z prośbą na ręce i podrzuciłem kilka razu uważając przy tym, żeby przypadkiem nie wyślizgnął mi się z rąk. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz bawiłem się z dzieckiem, ale to naprawdę wspaniałe uczucie, gdy możesz sprawić, że dzięki tobie dzień takiego kilkulatka może się zmienić na lepszy.
   Kiedy Max znalazł się już z powrotem na ziemi, jego tata podziękował nam kilka razy i wziął chłopca za rękę prowadząc go na górę. Machał mi przez chwilę dopóki nie zniknął za drzwiami pokoju 58, a gdy już straciliśmy się wzajemnie z zasięgu wzroku na mojej twarzy jeszcze przez długi czas utrzymywał się uśmiech.
  - Nie wiedziałam, że lubisz dzieci. - zagadała Lucy, kiedy opuściliśmy już hotel głównym wejściem.
  - Nigdy nie mówiłem, że ich nie lubię. - odparłem.
  - Louis ma uczucia, trzeba o tym napisać. - zaśmiała się złośliwie Kate trzymając się u boku Justina.
  - Za to ty nie masz ich wcale. - odpyskowałem.
  - Przejrzałeś mnie na wylot. Powinieneś zostać wróżbitą zamiast piłkarzem.
  - Przestańcie. - wtrąciła się Lucy zanim zdążyłem znów odpowiedzieć Kate tym razem używając lepszej riposty.
  - To ona zaczęła, nie słyszałaś? - zacząłem się bronić.
  - Mogłeś mi nie odpowiadać. - Kate beztrosko wzruszyła ramionami i posłała mi jeden ze swoich złośliwych uśmieszków. Jej naprawdę nie da się lubić. Dziwię się jak Lucy, Lily, Justin czy Zayn z nią wytrzymują, bo zaczynam odnosić wrażenie, że nie tylko w stosunku do mnie jest złośliwa.
  - Po prostu oboje nic do siebie nie mówcie, jeżeli znowu macie zamiar się kłócić. - Lucy westchnęła ciężko.
   Niechętnie poszedłem za jej radą walcząc z ochotą zrewanżowania się z Kate i umilkłem całkowicie odwracając od niej wzrok. Szedłem tylko przy boku Lucy trzymając ja za rękę.
  - Może zjemy tutaj? - zaproponował Liam, kiedy stanęliśmy obok niedużej, ale ładnie wyglądającej restauracji " Drei Kaiser".
  - Czemu nie. - wzruszyłem ramionami i wszyscy weszliśmy do lokalu.
   Od razu poczułem przyjemne ciepło. Przy drewnianych stolikach siedziało już kilka osób, jednak żadna z nich na całe szczęście nie zwróciła na nas zbytniej uwagi. Młoda kelnerka siedząca za barkiem zerwała się ze swojego miejsca i podeszła do nas z uśmiechem wskazując nam największy stolik, który był w stanie nas pomieścić. Następnie wręczyła nam menu trochę przesadnie wdzięcząc się do mnie i chłopaków i zostawiła na chwilę samych dając nam czas na podjęcie decyzji co chcemy zamówić.
   Kiedy po pewnym czasie do nas wróciła zaczęła zbiór zamówienia ode mnie i miałem wrażenie, że nie zauważa Lucy, Lily i Kate, które z nami siedzą. Posyłała tylko zalotne uśmiechy do mnie Justina i Liama i niby przypadkiem odsłaniała swój dekolt w i tak rozpiętej dosyć już koszuli.
  - Obejmij mnie. - syknęła Lucy kładąc mi widocznie dłoń na kolanie.
  - Dlaczego chcesz, żebym cię tak nagle obejmował? - spytałem, jednak spełniłem jej prośbę, która w zasadzie brzmiała mi bardziej jak żądanie.
  - Nie widzisz jak ta kelnerka się do was wdzięczy?
  - Ale ona mnie i tak nie interesuje. - zapewniłem Lucy przysuwając ją do swojego boku w ramach zapewnienia.
  - Więc to wszystko panowie? - zapytała kelnerka próbując uśmiechnąć się do nas słodko i powabnie, ale moim zdaniem całkowicie jej to nie wychodziło.
  - Chciałem zauważyć, że są też z nami panie. - dodał kąśliwie Liam widocznie zażenowany zachowaniem Austriaczki.
  - Ah, tak, rzeczywiście. - zaśmiała się na co wywróciłem oczami. Zdenerwowanie dziewczyn zaczęło udzielać się też mi. Dziewczyna rzeczywiście była nie zwykle denerwująca, a do tego kompletnie nie miała wstydu. Bo w końcu jak można pokazywać prawie całe piersi i to w dodatku facetom, przy których boku siedzą już piękne kobiety?
   Wreszcie po zebraniu wszystkich zamówień dziewczyna odeszła od naszego stolika, a złość Kate i Lucy widać było najbardziej.
  - Jak ta suka może się tak zachowywać? Czy ona nie ma wstydu? - zaczęła Lucy.
  - Jeżeli jeszcze raz tu przyjdzie wyszarpie jej wszystkie kudły. Mam nadzieję, że się na nią nie patrzyłeś Justin? - zwróciła się Kate do siedzącego grzecznie przy niej Justina, który na jej pytanie natychmiast pokręcił głową.
  - Oczywiście, że nie kaczuszko. Ona jest brzydka, bezczelna i niegrzeczna. Takie dziewczyny mnie nie interesują, tylko ty jesteś moim oczkiem. - Justin schylił się i pocałował Kate w usta, na co Lucy spojrzała na mnie wymownie.
   Musiałem więc iść w ślady przyjaciela i również pocałować moją Lucy, a dodatkowo objąć ją czule, żeby nie poczuła się gorsza. Morał z tego taki mężczyźni: Wszyscy jesteśmy pantoflami.
   Po kilku minutach, w czasie których temat zszedł na inne tory nie dotyczące obsługującej nas kelnerki, niegrzeczna Austriaczka znów pojawiła się w polu widzenia tym razem niosąc zamówione przez nas gorące napoje. Dziewczyny przybrały swoje pozycje obronne, a ja zacząłem modlić się w duchu, żeby tym razem kelnerka zwyczajnie odstawiła napoje i wróciła do kuchni, jednak tak się nie stało.
   Gdy stawiała kawę przed Justinem pochyliła się nad nim w sposób, w którym widać było dosłownie całe jej piersi co nie uległo czujnej uwadze Kate zaciskającej z nerwów pięści mimo, że Justin nawet nie spojrzał w piersi Austriaczki, a odwrócił wzrok przysuwając się bliżej do swojej "kaczuszki".
   Po chwili po restauracji rozległ się głośny pisk kelnerki. Wszyscy zwrócili na nią wzrok. Była cała oblana gorącą kawą Justina, a Kate siedziała obok niego z dumnie podniesioną głową i szatańskim uśmiechem na twarzy co niewątpliwie wskazywała na to, że to ona jest sprawczynią wypadku kelnerki.
  - Czy pani jest nienormalna? - zapiszczała żałośnie, próbując wytrzeć wielką plamę na fartuchu serwetkami ze stołu.
  - Raczej pani. Nie powinno urządzać się striptizu facetom mający, już towarzystwo. Poza tym to nie klub Go Go tylko restauracja z tego co mi się wydaje. - warknęła na nią wściekła Kate.
   W normalnych okolicznościach pewnie utwierdziłbym się tylko w przekonaniu, że przyjaciółka Lucy to żmija, ale w tym momencie całkowicie ją rozumiałem i popierałem w tym co zrobiła. Kelnerce się należało, a dodatkowo powinni wyrzucić ją z tej pracy. Przez nią Lucy traciła niepotrzebnie swoje nerwy, a przecież złość piękności szkodzi.
  - Lepiej będzie jeżeli znikniesz nam już z oczu - syknęła do niej Lucy, a kelnerka tym razem usłuchała i szybko zniknęła nam z zasięgu wzroku.
*Lucy*
   Niedługo po całym incydencie dania dostarczył nam do stołu sam właściciel restauracji gorąco przepraszając nas za zachowanie kelnerki. Po obiedzie otrzymaliśmy również pyszne desery na koszt lokalu chociaż jestem pewna, że były nam one dane tylko dlatego ponieważ właściciel obawiał się zrobienia mu przez Louisa, Justina i Liama złej reklamy, która mogłaby go słono kosztować.
   Podczas jedzenia deseru Kate co chwilę podszczypywała Justina za biodra i mówiła mu, że po zjedzeniu tego wszystkiego zrobią mu się boczki, na co on denerwując się, zabawnie marszył nos i czoło. Liam karmił Lily ciastem jak przystało na zakochane gołąbki, a ja i Louis...? Z perspektywy osoby trzeciej mogłoby się wydawać, że kulturalnie jemy obok siebie deser, jednak przez cały czas czułam pod stołem rękę Louisa sunącą od mojego kolana do samego krocza co bardzo mnie rozpraszało i gdybyśmy nie znajdowali się w miejacu publicznym dałabym mu niezłą nauczkę. Jednak nic straconego. Po wyjściu z restauracji, stwierdziliśmy, że jest już za późno i za ciemno na dalsze wycieczki, więc wróciliśmy do hotelu, a podczas drogi powrotnej w głowie już układałam swój "mały" plan zemsty. 
   Gdy weszliśmy do pokoju Louis zdjął szybko buty i kurtkę i popędził do telewizora, gdzie właśnie leciał mecz koszykówki. Przewróciłam oczami, bo Lou trochę popsuł moje plany, ale ja nie zamierzałam ich zmieniać lub co gorsze porzucać. Po rozebraniu się w holu zmysłowym krokiem ruszyłam w jego kierunku zasłaniając mu ekran. Widziałam jak już otwierał buzię, żeby kazać mi się usunąć sprzed ekranu, jednak kiedy tylko zdjęłam się z siebie bluzkę ukazując mu swój koronkowy stanik zamknął ją z powrotem i zaintrygowany wyłączył telewizor.
   Kontynuowałam swoją grę, zdejmując z siebie powoli spodnie, a za nimi skarpetki. Kiedy zostałam w samej bieliźnie usiadłam lekko zszokowanemu moim nagłym nietypowym zachowaniem Louisowi na kolanach, przodem do jego twarzy i uśmiechnęłam się zadziornie składając maly pocałunek na jego szyi.
  - Sprawiasz, że zaczynam robić się twardy. - wymruczał Louis kładąc swoje ręce na moich biodrach.
  - Mhmm... ale chyba wiesz, że należy ci się kara? - powiedziłam utrzymując z nim kontakt wzrokowy.
  - Za co? - zapytał zdziwiony.
  - Nie udawaj, że nie wiesz. Przez ciebie, a raczej twoją wędrującą rękę nie mogłam zjeść w spokoju deseru.
  - Ah o to ci chodzi. - uśmiechnął się dumnie. - Myślę, jednak, że ci się podobało.
  - Czyżby? - uniosłam do góry brwi. - A wiesz co tobie będzie się podobać? 
   Louis zagryzł dolną wargę i uniósł kącik ust do góry. Wiedziłam co będzie mu się podobać i właśnie to miałam zamiar zrobić. Pochyliłam się nad nim bliżej i zagryzłam kawełek skóry nad jego uchem. Lou w odpowiedzi mruknął z zadowoleniem i zacisnął mocniej palce na moich biodrach. Lewą ręką chwyciłam za jego przyjaciela w spodniach, który już zdążył wstać i zaczęłam wykonywać powolne ruchy w górę i w dół.
  - Ohh...- z ust Louisa wydobył się długi jęk.
   Gdyby moje działania nie były tylko w ramach zemsty pewnie dalej kontynuowalabym pobudzanie Georga, ale mój cel został osiągnięty. Chciałam tylko zostawić Lou niedosyt, dlatego wstałam z jego kolan i schylilam się, żeby podnieść swoje rzeczy z podłogi.
*Louis*
  - Hej, co robisz? - spytałem Lucy wstając z łóżka i podchodząc do niej. Nie wiedziałem czy to kolejna część jej niespodzianki, czy może chce się ubrać i po raz kolejny pozostawić z problemem za ciasnych spodni.
  - A jak myślisz? - uśmiechnęła się złośliwie zakładając na siebie bluzkę. - Koniec striptizu, skarbie, to była tylko moja mała zemsta.
  - Chyba śnisz. Ja się tak szybko nie poddaję. - oznajmiłem, a później podniosłem ją i położyłem na łóżku.
   Lucy nie próbowała się podnieść wbrew moim przypuszczeniom. Leżała pode mną uważnie obserwując każdy mój ruch.
   Najpierw pozbyłem się jej bluzki chcąc dalej patrzeć na jej piersi podtrzymywane w staniku, którego własnoręcznie zapinałem po naszej wspólnej kąpieli, a potem przyssałem się do jej szyi robiąc na niej malinkę w tym samym miejscu, gdzie ja sam ją miałem.
  - Cholera jesteś taka piękna. - mruknąłem schodząc ustami niżej aż do pępka, a następnie w stronę wewnętrznej części jej uda.
  - Podniecam cię? - spytała, zarzucając mi ręce na szyję.
  - Zobacz sama. - powiedziałem biorąc jej rękę i kładąc na wybrzuszeniu w moich spodniach.
   Lucy popatrzyła na moje krocze, a później ku mojemu jeszcze większemu zdziwieniu zaczęła rozpinać guzik spodni, a później je zdejmować w czym nieco jej pomogłem. Gdy jej ręce zaczęły unosić do góry moją koszulkę, musiałem ją zatrzymać zanim podnieciłbym się do takiego stopnia, że nie potrafiłbym już przestać i po prostu przeleciał ją na tym łóżku, w tym momencie.
  - Co jest? - spytała zdezorientowana
  - Jeżeli teraz nie przestaniemy, nie wytrzymam i będę musiał cię ostro pieprzyć. - oświadczyłem całkiem poważnie zachowując przy tym tą samą poważną minę.
   Lucy przygryzła wewnętrzną stronę policzka, przechyliła głowę w bok i po kilkunastu sekundach trwających dla mnie całą wieczność pokiwała głową.
  - W porządku. W takim razie się pieprzmy, i tak mam już na ciebie ochotę.
  - Jesteś tego pewna? Wiesz co teraz mówisz? 
  - Nie jestem pod wpływem alkoholu, więc myślę, że wiem, ale nie będę powtarzała się dwa razy.
   I nie musiała. Niemal od razu zabrałem się do pracy, rzucając się na Lucy jak dzikie zwierzę wypuszczone z klatki. Pozwoliłem jej zdjąć mi koszulkę, a sam jednym sprawnym ruchem ściągnąłem z niej koronkowe majtki.
  - Kurwa, mam ochotę już w ciebie wejść, ale zanim to zrobię jeszcze się pobawimy. - powiedziałem, a Lucy w odpowiedzi tylko jęknęła zdejmując ręce z mojej szyi i kładąc je po obu stronach swojego ciała.
   Zsunąłem się po niej i zatrzymałem się przed jej kobiecością. Potem rozłożyłem szeroko jej nogi i następnie polizałem jej mokre już krocze.
  - Louis co ty chcesz...
  - Ćśś kochanie, nic nie mów. Gwarantuję, że będzie ci dobrze.
   Nie usłyszałem już więcej pytań. Kiedy tylko powoli zacząłem wchodzić w Lucy językiem poczułem jak wplata palce w moje włosy i zaczyna za nie dosyć mocno ciągnąć, co jednak mi nie przeszkadzało. Problem byłby tylko wtedy, jeśli zostałbym bez włosów i musiał je zastąpić jakąś sztuczną, mało ładną peruką, jednak na to chyba się nie zbierało.
   Wślizgnąłem się do jej środka w całości, zataczając w niej małe kółeczka, co bardzo ją podniecało, bo czułem jak mocniej zaciska palce na moich włosach. Zaczęła się wić na łóżku, dlatego przytrzymałem ją za uda, żeby ją unieruchomić. W końcu bez żadnej zapowiedzi wsunąłem w Lucy jeden palec, a ona krzyknęła głośno moje imię. Wiła się na łóżku tak bardzo, że z trudem ją trzymałem, żeby z niego nie spadła. Kiedy natrafiłem językiem na jej wrażliwy punkt jej jęki przybrały na sile, a ja naciskałem na niego intensywniej. Po kilkunastu sekundach wysunąłem z jej środka język i palec nie chcąc, żeby doszła w ten sposób. Jęknęła rozczarowana.
  - Lou, dlaczego przestałeś? Potrzebuję więcej.
  - I dostaniesz więcej, malutka. Ale w inny sposób.
   Szybko rozpiąłem stanik Lucy, który pozwoliłem jej zostawić dopóki naprawdę w nią nie wejdę i zdjąłem z siebie bokserki ukazując jej oczom mojego dużego przyjaciela stojącego w gotowości. Kąciki jej ust uniosły się na jego widok i wyciągnęła swoją rękę, żeby ją na nim zacisnąć.
  - Kurwa. - jęknąłem. - Nie rób tego, bo przysięgam ci, że zaraz dojdę i wtedy skończy się nasza zabawa. - zagroziłem, a Lucy cofnęła rękę.
   Z kieszeni spodni wyjąłem swój portfel, a z niego gumkę, którą miałem przy sobie zawsze na wszelki wypadek. Jak to mówią; przezorny zawsze ubezpieczony, a teraz naprawdę się przydała. W pośpiechu rozerwałem foliowe opakowanie i założyłem na siebie prezerwatywę, a następnie jednym mocnym ruchem wbiłem się w Lucy. Od razu ogarnęła mnie przyjemność. Zerknąłem na nią z góry, ale wbrew moim oczekiwaniom na jej twarzy malował się ból, jakby seks nie sprawiał jej przyjemności. Przez chwilę pomyślałem, że może jest dziewicą, bo w końcu nigdy jej o to nie pytałem, ale wydawało mi się oczywiste, że mając 18 lat, odbyła już swój pierwszy stosunek. Na wszelki wypadek postanowiłem jednak się nie ruszać. Wolałem nie sprawiać jej więcej bólu, bo wiem, że pierwszy raz zawsze bardzo boli.
  - Lucy, jesteś dziewicą? - spytałem zaniepokojony.
  - Nie. Po prostu dawno nie uprawiałam seksu. - jej odpowiedź od razu sprawiła mi ulgę. - Możesz się poruszać to uczucie zaraz przejdzie.
   Za jej zgodą zacząłem wykonywać pierwsze powolne i posuwiste ruchy uważnie ją przy tym obserwując. W końcu pierwsze zaskoczenie minęło i z jej ust na nowo wychodziły przyemne jęki co uznałem za znak, że mogę poruszać się szybciej. Zwiększyłem więc tempo i co chwilę wychodziłem z niej, żeby wejść z powrotem ze zdwojoną siłą.
  - Jesteś taka ciasna. Podoba ci się jak cię pieprzę?- wysyczałem zaciskając zęby, żeby móc wydobyć z siebie zdanie pomiędzy jękami.
   Lucy nic nie odpowiedziała tylko pokiwała głową. Myślę, że nie była w stanie wypowiedzieć z siebie ani słowa. Wygięłam się w łuk i wbiła paznokcie w moje plecy, ale w tamtym momencie nie czułem bólu. Nawet podobało mi się kiedy mnie drapała.
   Wykonałem jeszcze kilka mocnych pchnięć biodrami i oboje doszliśmy w tym samym czasie. Zmęczony i spocony położyłem się obok Lucy i przytuliłem ją do siebie.
  - To był najbardziej wyczerpujący seks w moim życiu. - oświadczyłem.
  - Ale podobało ci się? - zapytała mnie nieśmiało, bawiąc się kosmykiem swoich włosów.
  - Oczywiście, że tak i to nawet bardzo. A jak było tobie?
  - Dobrze. Nigdy się tak nie czułam. - Lucy uśmiechnęła się i złożyła krótki pocałunek na moich ustach,a potem jej głowa spoczęła na mojej piersi. Kiedy leżeliśmy obok siebie tak spokojnie, sami, nadzy, świeżo po dobrym seksie w pokoju hotelowym postanowiłem przeprowadzić z nią mały wywiad środowiskowy, żeby dowiedzieć się czegoś więcej niż do tej pory mi mówiła. Uznałem to za doskonały moment.
  - Ile razy uprawiałaś seks, nie wliczając tego teraz, ze mną? - zadałem pierwsze pytanie.
  - Nie wiem. Cztery może pięć razy. - odparła kładąc ręke na moim brzuchu.
  - Z kim?
  - Z moim byłym chłopakiem Taylerem.
  - Ile czasu ze sobą byliście?
  - Niewiele ponad pół roku. Czemu nagle mnie o to wszystko wypytujesz?
  - Nie wiem. - wzruszyłem ramionami. - Po prostu chcę się o tobie czegoś dowiedzieć.
  - A czemu zerwaliście?
  - Nie pasowaliśmy do siebie. Tyler miał zupełnie inne zainteresowania niż ja. Uwielbiał jeździć motocyklami, a mnie to nudziło. W końcu nie mieliśmy ze sobą o czym rozmawiać, więc oboje stwierdziliśmy, że najlepiej będzie zakończyć ten związek. - Lucy westchnęła. - No a ty ile miałeś dziewczyn?
  - Żadnej. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. - Kobiety były mi potrzebne tylko do jednej rzeczy. Nigdy nic do żadnej z nich nie czułem, ale nie myśł, że z tobą jest to samo. - zapewniłem.
  - A co jest ze mną? - Lucy podniosła się i zaczęła przyglądać mi się bardzo uważnie chcąc dowiedzieć się ode mnie więcej.
   Nie powiem, było to dla mnie problemem, bo nie byłem przyzwyczajony do mówienia o swoich uczuciach. W zasadzie to nigdy o nich nie mówiłem, nikomu, ale zupełnie niewiem czemu Lucy wzbudzała moje zaufanie. Byłem jej gotowy o tym powiedzieć i nawet zaczynałem tego chcieć, ale nie dlatego, że Lucy tego bardzo chciała. Po prostu stwierdziłem, że na to zasługuje, a ja poczuję się trochę lepiej.
  - Z tobą jest zupełnie inaczej. Nie ubierasz wyzywających strojów tylko po to, żeby zwrócić na siebie moją uwagę. Szanujesz siebie i swoje ciało i nawet potrafisz mi odmówić i powiedzieć kilka niemiłych rzeczy z czym się dotąd nie spotkałem, dlatego mi tym imponujesz. Przy tobie czuję się dobrze. Uwielbiam spędzać z tobą czas, dlatego tak bardzo zależało mi na tym, żebyś tutaj ze mną przyjechała i dlatego też zarezerowałem bez twojej wiedzy nam pokój razem. Zapominam przy tobie kim tak naprawdę jestem.
  - A kim jesteś?
  - Potworem. Jestem potworem bez uczuć. - wydusiłem zaciskając zęby, żeby nie rozpłakać się jak małe dziecko.
  - Dlaczego tak o sobie myślisz?
  - Bo prawie zabiłem własną siostrę. - wyszeptałem, jednak na tyle głośno, żeby Lucy mogła usłyszeć.
  - Jak to zabiłeś? Nie rozumiem.
   Wziąłem głęboki oddech i mimo, że wiedziałem, że nie muszę tego robić, a mogę zwyczajnie zakończyć tą rozmowę to zdecydowałem się opowiedzieć Lucy całą historię od początku do końca, nie pomijając przy tym żadnycg szczegółów. Podczas mojej długiej opowieści, ona przez cały czas uważnie mnie słuchała ze spokojnym wyrazem twarzy i głaskała mnie na przemian po włosach i po policzku, a na koniec pocałowała czule w czoło.
  - Myślę, że to co zrobiłeś Lottie rzeczywiście nie było dobre, ale jej wypadek to nie twoja wina i nie możesz się za niego obwiniać. - powiedziała.
  - Właśnie, że moja. - zaprzeczyłem, a w kącikach moich oczu zaczęły zbierać się łzy na samo przypomnienie o tamtym wydarzeniu, które często widywałem w swoich koszmarach. - Jestem nic nie wartym chujem. Powinienem się za to smażyć w piekle.
   Łzy wypłynęły z moich lczu i ciurkiem popłynęły mi po policzkach, ale nie próbowałem ich zatrzymać. Wtuliłem swoją głowę w zagłębienie szyi Lucy i płakałem jej w ramię jak małe dziecko pozwalając na to, żeby tuliła mnie do siebie i przeczesywała moje zmierzchwione już przez nią wcześniej włosy.
  - Wiesz, czasami trzeba wypłakać wszystkie łzy, żeby na usta znów powrócił uśmiech. - szepnęła całując mnie w głowę.
  - Na twoich jest tak rzadko. - zauważyłem.
  - Bo ja nie wypłakałam jeszcze wszystkich. - powiedziała najcichszym szeptem jaki dotąd u niej słyszałem.
   Nic więcej już żadno z nas nie powiedziało. Leżeliśmy tak razem w milczeniu i nikt nie chciał go przerwać, bo było przyjemne i potrzebne nam obojgu. Czułem się wtedy jakby Lucy była moją starszą, odpowiedzialną siostrą, a jej bezradnym młodszym bratem i zdałem sobie sprawę, że przecież nie powinno tak być, ponieważ ja jestem dorosłym mężczyzną i to ja powinienem ją do siebie z czułością tulić i pocieszać.
    Jestem nic nie warty i nic i nikt nie jest w stanie mnie już zmienić.
  Następny rozdział: 14 lutego.
  








  

Rozdział 23

*Lucy*
   Śniadanie w hotelu serwowane było tylko do godziny 11, więc z tego względu razem z Louisem musieliśmy wstać wcześniej niż tego chcieliśmy. Równo o 10, opuściliśmy nasz pokój i zeszliśmy na dół, gdzie siedzieli już Liam i Lily. Dosiedliśmy się do ich stolika i przywitaliśmy się ze sobą, jeszcze nieco zmęczeni i niewyspani.
  - Obsługuje tu jakiś kelner? - zapytałam wychylając się ze swojego miejsca i szukając wzrokiem mężczyzny w czarnym fartuszku.
  - Nie, Lucy. - zaśmiał się Louis. - Musisz sama nałożyć sobie jedzenie, kelner obsługuje tylko podczas obiadu, ale dzisiaj ja mogę być twoim kelnerem jeśli chcesz.
  - Chętnie, dziękuje. - uśmiechnęłam się do Louisa.
  - Co chcesz, żeby ci nałożyć? - spytał, gdy podnosił się już ze swojego miejsca, żeby udać się w kierunku trzech ogromnych stołów z wyłożonymi na nich najróżniejszymi specjałami, które dopiero teraz zauważyłam.
  - Nie wiem. - wzruszyłam ramionami. - Wybierz mi coś, tylko nie za dużo.
   Louis pokiwał głową i ruszył w kierunku stołów, a ja rozparłam się wygodnie na krześle. Chwilę potem, podczas gdy Lou nakładał nam jedzenie na talerze do bufetu zeszli Justin i Kate trzymający się za ręce. Gdy podeszli do naszego stołu Justin odsunął krzesło Kate jak prawdziwy dżentelmen, a później ruszył w ślady Louisa zmierzając po jedzenie dla siebie i mojej przyjaciółki, czule ją wcześniej całując w pomalowane na czerwono usta.
  - Muszę przyznać, że Justin zachowuje się wyjątkowo męsko. - stwierdziła Lily patrząc za oddalającym się blondynem z wielkim podziwem i dumą.
  - W końcu jesteśmy parą. - odparła Kate nieznacznie się przy tym uśmiechając.
  - Parą?! - od razu odchyliłam się na swoim krześle z zaskoczenia. Wiedziałam, że Justin i Kate mają się ku sobie, ale nie pomyślałabym, że będą razem tak szybko.
  - Od kiedy jesteście razem? - zapytała Lily wychylając się zza ramienia Liama z zaciekawieniem.
  - No właśnie, dlaczego Justin mi nic nie powiedział? - dodał Liam również oczekując odpowiedzi na swoje pytanie.
  - Jesteśmy razem dopiero od wczoraj późnego wieczora, dlatego dowiadujecie się o tym teraz. -wytłumaczyła Kate. - Nie wiem tylko jak zareaguje na to Zayn, on nie pała sympatią do Justina. Kłóci się z nim za każdym razem gdy tylko go widzi.
  - Na pewno zrozumie, że Justin nie chce cię zranić. Twój brat to naprawdę spoko koleś. - Liam pogładził Kate po ramieniu uśmiechając się do niej pocieszająco.
  - Co to za nowa sensacja? - zainteresował się Louis, gdy tylko znów usiadł przy stole stawiając przed sobą i przede mną talarze wypełnione mnóstwem jedzenia mimo, że prosiłam go o tylko trochę.
  - Justin i Kate są razem. - zawiadomiłam go biorąc kromkę chleba z talerza.
  - Mówicie serio?
  - Tak, ja i Kate od tej pory oficjalnie jesteśmy parą. - uśmiechnął się Justin zasiadając na miejscu obok swojej dziewczyny i również rozkładając między nimi dwa talerze po brzegi wypełnione jedzeniem tyle, że Kate to odpowiadało. Zawsze uwielbiała dużo jeść z tą różnicą, że ona nigdy nie tyła od nadmiaru jedzenia.
  - No cóż...w takim razie gratuluję. - mruknął Louis pakując do ust rogalika z czekoladą.
   Spojrzałam na niego, ale on nie spojrzał na mnie. Miałam nadzieję, że wyczytam z jego twarzy jakieś odczucia, ale on skupiał się tylko i wyłącznie na tym, żeby zjeść. W pierwszej chwili myślałam, że to co powiedział Justin zrobi na nim jakieś wrażenie i da do zrozumienia, że być może on też powinien bardziej zaangażować się w to co nas łączy nadając temu jakieś imię, jednak jak to mówią nadzieja matką głupich. Chyba po raz pierwszy zazdrościłam Kate czegoś tak naprawdę (wyłączając jej niezwykle przystojnego brata, który przez długi czas był obiektem moich westchnień) i nie czułam się z tym dobrze.
   Przez resztę śniadania Kate i Justin opowiadali o swoim trwającym od kilku godzin związku, a ja wyobrażałam sobie jak wspaniale by było, gdybyśmy to ja i Louis byli na ich miejscu. Później Kate wspomniała o sesjach zdjęciowych, w których brała udział oraz o tym, że są duże szanse na to, że znajdzie się na okładce gazetki reklamowej Zary.
   Wtedy spojrzałam na swój talerz. Był już prawie pusty, choć jedzenie, które się na nim znajdowało przypominało kopiec dla zapaśnika. Louis nie dobrnął jeszcze nawet do połowy, a po jego minie było widać, że powoli ma już dosyć objadania się. W moich oczach zaczęły zbierać się łzy. To nie dziwne, że Louis nie chce ze mną być. Nie wyglądam tak jak Kate. Ona jest ładna, wysoka i szczupła, a do tego pewna siebie. Ideał kobiety, dlatego Justin tak szybko się nią zauroczył, a potem zakochał. A ja? Mogę jedynie marzyć o tym jak Louis angażuje się ze mną w związek. Tak samo jak mogę pomarzyć o figurze modelki, pewności siebie i sesjach zdjęciowych dla Zary.
   Wstałam więc pospiesznie od stołu zostawiając na talerzu dwa małe rogaliki, które jeszcze nie zostały przeze mnie skonsumowane i wyjęłam z kieszeni Louisa kluczyk do naszego pokoju.
  - Co się dzieje, dlaczego idziesz? - zapytał oderwany od rozmowy z chłopakami.
  - Trochę źle się czuje. Kręci mi się w głowie, chcę się iść położyć. - skłamałam. Louis niczego nie podejrzewając pokiwał głową i powiedział, że za chwilę do mnie przyjdzie, co dało mi kilka lub też kilkanaście minut wolnego czasu na zrealizowanie moich zamiarów, a właściwie to powrotu do dawnych przyzwyczajeń niekoniecznie tych dobrych, jeśli wiecie co mam na myśli.
   Szybko dotarłam na nasze piętro i trzęsącymi dłońmi otworzyłam pokój a następnie pobiegłam do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na wypadek gdyby Louisowi zamarzyło się wrócić wcześniej i ze łzami w oczach włożyłam do swojego gardła dwa palce wywołując u siebie wymioty. Nienawidziłam wykonywać tej czynności. Za każdym razem budziła we mnie to samo obrzydzenie do samej siebie, ale jednocześnie sprawiała, że czułam się piękniejsza, dlatego to robiłam.
   Dzisiaj, po roku czasu od ostatnich wymiotów znów poczułam tą potrzebę i nie potrafiłam jej w sobie pohamować ani stłumić tego okropnego uczucia wyobrażenia siebie jako grubaski nie mieszczącej się nawet w rozmiar L. Gdy całe śniadanie, które w siebie dzisiaj wepchnęłam zostało przeze mnie zwrócone, wstałam nacisnęłam spłuczkę i spojrzałam w lustro. Uśmiechnęłam się do siebie z dumą i pomyślałam w głowie ,,Brawo Lucy teraz już nie masz w sobie tylu zbędnych kalorii, zrobiłaś to co należało", ale pojawił się też we mnie ten drugi głos, krytykujący mnie i mówiący do mnie ,, I co myślisz, że dzięki temu będziesz szczuplejsza? Nigdy nie będziesz wyglądała jak twoja przyjaciółka, zawsze będziesz tłustą świnką, a Louis nigdy nie będzie cię chciał. Gdyby o wszystkim się dowiedział brzydziłby się tobą tak jak ja".
   Potrząsnęłam głową próbując wyrzucić drugi głos z głowy i zabrałam się za mycie zębów. Po myciu zębów upewniłam się, że w łazience nie pozostawiłam żadnego śladu po tym co przed chwilą się tu wydarzyło, a później opuściłam ją i położyłam się na łóżku idealnie pościelonego przez pokojówkę podczas naszej nieobecności.
   Kilka minut później do pokoju wszedł uśmiechnięty od ucha do ucha Louis. Spojrzałam na niego niemrawo, gdy on właśnie zaczął zmierzać w moją stronę rzucając się obok mnie.
  - Jak się czujesz? - spytał przykładając dłoń do mojego czoła.
  - Nie martw się, nie mam gorączki. - mruknęłam odsuwając od siebie jego rękę.
  - Jesteś na mnie zła? Zrobiłem coś nie tak? - Louis zawisł nade mną ustawiając swoje ręce po obu stronach mojej głowy blokując mi tym jakikolwiek ruch. Jego uśmiech zastąpiło teraz zmartwienie na jego twarzy, którego nie lubiłam, dlatego uśmiechnęłam się mimowolnie zapewniając Lou, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
  - Świetnie, bo za chwilę wybieramy się na stok. - oświadczył całując mnie krótko w usta i schodząc z łóżka.
  - Nie wiem czy mam ochotę zjeżdżać dzisiaj na nartach. - powiedziałam zgodnie z prawdą.
  - Dlaczego nie? - Louis odwrócił się w moją stronę i znów usiadł na łóżku.
  - Po prostu. Nawet nie pamiętam jak się na nich jeździ, a poza tym nie mam ochoty na to, żeby ktoś robił mi zdjęcia jak się potykam nieudolnie próbując wrócić do dawnej formy.
  - Nikt nie będzie robił ci zdjęć. Na stoku nie ma paparazzi, a przynajmniej nie powinno ich być.
  - Oni są wszędzie Louis. Teraz wystarczy wpisać w internecie moje nazwisko a wyskoczy ci stek moich zdjęć robionych z zaskoczenia i to na dodatek niekoniecznie ładnych.
   Louis westchnął ciężko i położył rękę na mojej.
  - Wiem, że tego nie lubisz, ale nie mam na to wpływu. Oni zawsze nas znajdą, nawet w innym kraju.
  - Naprawdę umiesz pocieszać. - mruknęłam z sarkazmem.
*Louis*
   Wszyscy chyba wiedzą, że słaby ze mnie pocieszyciel, ale nic na to nie poradzę. Znam się tylko na piłce i ewentualnie potrafię coś ugotować. Bardzo chciałem, jednak namówić Lucy, żeby poszła na stok, bo w końcu po to tu przyjechaliśmy,więc postanowiłem użyć bardziej brutalnych metod wobec niej.
   Bez pytania ściągnąłem ją z łóżka przerzucając sobie jej lekkie ciało przez plecy i mimo jej krzyków i pisków żądających, żebym ją puścił udałem się z nią do holu, gdzie usadziłem ją na niewielkiej komodzie.
  - Dlaczego ściągasz mnie z łóżka bez mojego pozwolenia?! - zapytała rozwścieczona. - I na dodatek niesiesz jak worek kartofli.
  - Taka była moja wola. - oświadczyłem ze spokojem sięgając po kurtkę Lucy i zaczynając ją w nią ubierać.
  - Ale moja wola jest inna. A poza tym sama umiem się ubrać. - warknęła na mnie, jednak nadal siedziała na miejscu, w którym ją usadziłem pozwalając mi na kontynuowanie jej ubierania.
  - W walizce mam płaskie kozaki, wyjmij je z niej. - powiedziała, gdy zapiąłem jej kurtkę pod szyję i założyłem szalik i czapkę.
   Chwilę potem oboje byliśmy ciepło ubrani i gotowi do wyjścia. Zeszliśmy na dół, gdzie Lily, Liam, Justin i Kate już na nas czekali i wspólnie ruszyliśmy na stok pieszo.
  - Bolą mnie już nogi, mówiłeś, że to blisko. - zaczęła narzekać Lucy wlokąc się za mną gdzieś z tyłu.
  - Bo to jest blisko. - odparłem. - Za pięć minut będziemy na miejscu.
  - Zanieś mnie tam. - zażądała stając na środku zaśnieżonego chodnika.
  - Ale Lucy, ja...
  - Przecież to tylko pięć minut.
  - No dobrze.- zgodziłem się.
   Tak więc przez resztę drogi niosłem moją zmęczoną Lucy na plecach, a ona jedynie co chwilę mnie pospieszała mówiąc, że idziemy jako ostatni. Raz pozwoliłem sobie zauważyć, że nie szlibyśmy jako ostatni gdyby nie siedziała mi na plecach, jednak szybko umilkłem, gdy zagroziła mi, że będę za karę spać dzisiaj na kanapie.
   Na stok dotarliśmy dopiero po piętnastu minutach niż po pięciu jakie były wcześniej planowane, jednak kolejka na wyciąg oraz do wypożyczalni nart była niewielka dlatego zbytnio nad tym nie ubolewałem. Podczas zakładania nart zza drewnianej budki wychyliło się kilku paparazzich, co wywołało natychmiastową złość u Lucy, ale szybko udało mi się ją uspokoić mówiąc, że za chwilę sobie pójdą, ponieważ nie dostaną się na górkę z której będziemy zjeżdżać.
   Na początku musiałem uczyć Lucy jak powinna zjeżdżać, ale szybko nabrała w to wprawy i już za trzecim razem zjeżdżała bez mojej pomocy. Kilka razy uniknęła wpadnięcia w zaspę śnieżną, ale poza tym szło jej naprawdę dobrze. Po godzinie zjeżdżania z prostej trasy przeszliśmy na najtrudniejszą co było dla mnie dużo ciekawsze, bo wreszcie mogłem wykazać się swoimi umiejętnościami, których i tak nikt nie podziwiał oprócz dwóch fotografów czyhających gdzieś na dole.
   Raz minąłem się z Liamem, któremu dane było zjeżdżać samemu bez obecności Lily, którą zostawił na małej górce z Kate, ale szybko zniknął z zasięgu mojego wzroku, a ja musiałem zbierać Lucy z ziemi, ponieważ górka okazała się dla niej za trudna i potknęła się o leżącą na śniegu grubą gałąź, którą jej zdaniem ktoś specjalnie podrzucił na jej tor zjazdu.
  - Powinniśmy się już zbierać za chwilę zrobi się ciemno. - powiedziałem, gdy po raz ostatni zjechałem razem z Lucy z górki asekurując ją przed kolejnym niechcianym upadkiem.
  - A Lily i Kate? - zapytała poprawiając swoje narty.
  - Zeszły już ze stoku godzinę temu. Justin chyba też, musimy poszukać tylko Liama.
  - W porządku. - pokiwała głową, a potem oboje udaliśmy się w kierunku zejścia ze stoku narciarskiego.
*Lucy*
   Wreszcie odnaleźliśmy Liama, który bezradnie chodził wzdłuż stoku poszukując swoich przyjaciół. Na nasz widok bardzo się ucieszył i wspólnie odnaleźliśmy kolejne trzy zguby.
   Niebo zaczęło zachodzić różnobarwnymi chmurami zapowiadając nadchodzącą ciemność, jednak wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że godzina jest jeszcze dla nas wczesna, więc postanowiliśmy udać się do pobliskiego klubu, który właśnie był otwierany. Oczywiście zostaliśmy do niego wpuszczeni od razu, bez kolejki i zbędnych pytań. Muskularnemu ochroniarzowi za dowód osobisty wystarczył fakt, że do klubu wchodzi trzech piłkarzy co było gwarancją dużej liczby gości.
   Klub prezentował się bardzo elegancko. Niewątpliwie przychodzili tu sami bogaci ludzie. Na ścianach były porozwieszane neonowe tabliczki, a wielkie kanapy ze lśniącej skóry mogły spokojnie pomieścić dziesięć osób. Barek przyciągał wzrok kolorowymi alkoholami rozstawionymi na mnóstwie szklanych półek przez co od razu zachciało mi się wypić jakiegoś drinka.
  - Czego się państwo napiją? - zapytał uprzejmie barman stojący za barkiem i czyszczący kryształowe kieliszki do szampana.
  - Ja tequile. - poprosił Justin.
  - To ja też. - powiedział Louis.
  - Jak wszyscy to wszyscy. - dodał Liam wygodnie rozsiadając się na jednej z wielkich kanap.
  - Więc dla panów trzy razy tequila? - podsumował inteligentnie, a kiedy nasi chłopcy dżentelmeni pokiwali głowami zwrócił się do mnie i do dziewczyn.
  -  A dla pięknych pań?
  - A co pan proponuje? - zapytała Kate siadając na barowym stołku naprzeciwko mężczyzny, który w świetle neonów wydawał się dosyć przystojny. Nie był Austriakiem co wywnioskowałam po jego akcencie i specyficznej urodzie.
  - To zależy od tego jakie alkohole panie preferują.
  - Może przejdźmy na ,,ty". Wydaje mi się, że jesteśmy w podobnym wieku. - zaoferowała Kate uśmiechając się czarująco do barmana.
  Mężczyzna z chęcią się na to zgodził i wszystkie trzy przedstawiłyśmy mu się, a potem zasiadłyśmy obok siebie przed barkiem nawiązując z nim rozmowę, podczas kiedy panowie, z którymi przyszłyśmy pochłonięci byli własną rozmową. Okazało się, że barman ma na imię Dominico. Powiedział nam również, że jego rodzina pochodzi z Hiszpanii, a on przyjechał tu na stałe dla swojej narzeczonej, z którą zamierza wziąć ślub na wiosnę. Był bardzo miły, zagadałyśmy się z nim do tego stopnia, że nawet nie spostrzegłyśmy ile gości znajduje się już w klubie.
  - Może powinnyśmy iść do chłopaków, widzę jak kilka lasek przez cały czas się na nich gapi. - zaoferowała Lily spoglądając co chwilę nerwowo na Liama.
  - Nie przesadzaj, oni są zapatrzeni w swoją tequilę. - odpowiedziałam jej biorąc kolejny łyk Margarity zrobionej przez Dominico.
  - Wypij więcej, może się bardziej wyluzujesz. - dodała Kate znad swojego kieliszka. Piła już trzecią kolorową whiskey i jak do tek pory była chyba już najbardziej wyluzowana z nas trzech.
  - Wszystkie trzy z nimi chodzicie? - zapytał Dominico przygotowując kolejne drinki dla przybywających z każdą minutą gości i zerkając na chłopaków.
  - Nie, tylko Kate chodzi z Justinem. To znaczy z Justinem Bieberem. - odpowiedziałam za przyjaciółkę szukającą swojego telefonu po całej torebce.
  - A ty przyjaźnisz się z...
 - Z Louisem Tomlinsonem o ile naszą relację można nazwać tylko przyjaźnią. - westchnęłam.
  - Nie lubisz tego? - zapytał.
  - Czego?
  - Tego, że nie jesteście razem, a wasza relacja przypomina falę wielkich zawirowań.
  - Skąd wiesz?
  - Nie wiem, tylko się pytam. - wzruszył ramionami Dominico, odchodząc od butelek z alkoholami i zaczynając czyścić brudne kieliszki.
  - Zayn, ale ja wcale się nie upiłam, a poza tym to jestem już dorosła. - Kate odszukała swój telefon i teraz trzymała go przy uchu próbując przekrzyczeć tłum. Z tego co słyszałam rozmawiała ze swoim starszym bratem, który nawet z odległości kilku tysięcy kilometrów musiał ją kontrolować.
  - Muszę na chwilę wyjść, zaraz wrócę. - zwróciła się do mnie i do Lily, a po chwili wybiegła z klubu dziko po drodze gestykulując.
  - Komu tak zawzięcie się tłumaczyła? - Dominico postawił wyczyszczone szklanki gdzieś z boku i teraz skupił całą swoją uwagę na mnie i na Lily.
  - Swojemu starszemu bratu. Traktuje ją jak swoją przyszywaną córkę. - wytłumaczyłam.
  - Dobrze mieć takie troskliwe starsze rodzeństwo. Ja wychowywałem się razem z moimi dwoma starszymi siostrami i zawsze miałem w nich oparcie. To dobra rzecz.
  - Też mam starszą siostrę, ale... - nie zdążyłam dokończyć zdania, ponieważ mój wzrok przykuła męska postać idąca w stronę mniejszego pokoju ze striptizem, która do złudzenia przypominała mi Louisa. Wiedziałam, że coś mogło mi się pomylić, ponieważ wypiłam już trochę alkoholu, ale puste miejsce obok Liama, na którym Lou nie tak dawno siedział dało mi pozwolenie do podejrzeń, dlatego musiałam to sprawdzić.
  Zaniepokojona przeprosiłam Dominico i zerwałam się ze swojego stołka idąc w tłum kłębiących się ludzi.
  - Hej, Lucy gdzie idziesz?! - krzyknęła za mną Lily, ale nie miałam wtedy czasu na odpowiedzi. Machnęłam tylko na nią ręką i szłam dalej próbując dostać się jak najszybciej do wejścia pokoju ze striptizem.
   Serce biło mi jak oszalałe. Chciałam myśleć, że coś mi się pomyliło i mężczyzna, który właśnie tam wchodził nie był Louisem, a Louis poszedł tylko do toalety, jednak byłam zbyt pewna, że to był on, żeby dawać sobie złudne nadzieje. Gdy nareszcie dotarłam pod czarne drzwi z plakatem striptizerki tańczącej na rurze zatrzymało mnie dwóch ochroniarzy.
  - To oddzielny klub, tu nie ma wstępu. - odezwał się jeden z nich gburowatym głosem.
  - Ale ja muszę tam wejść. - powiedziałam stanowczo tupiąc nogą jakby to miało przynieść mi jakieś korzyści.
  - Przykro mi panienko, ale tu nie wejdziesz. Tu wchodzą tylko mężczyźni.
  - Ale tam jest mój mężczyzna i muszę go stąd zabrać jak najszybciej, zrozumcie mnie. - dalej szłam w zaparte mając nadzieję, że może tym razem uda mi się wzbudzić w ochroniarzach współczucie, ale nic z tego.Byli totalnie nieugięci, a mi brakowało pomysłów jak ich namówić na to, żeby pozwolili mi wejść do tego przeklętego miejsca dla nie szanujących się kobiet.
  - Dobra, w takim razie pogadamy sobie inaczej. - warknęłam, postanawiając sięgnąć do radykalnych metod.
   Otworzyłam moją torebkę, wygrzebałam z niej portfel i wyjęłam z niego sto euro podając je gburowatemu ochroniarzowi. Ten na widok pieniędzy od razu się uśmiechnął i otworzył mi drzwi.
  - Proszę bardzo, życzę powodzenia w szukaniu chłopaka.
  - Dziękuje. - odparłam wściekła, a moja wściekłość przemieniła się ponownie w niepokój, gdy tylko znalazłam się w środku tego obrzydliwego miejsca.
   Na środku tańczyły dwie striptizerki obie ubrane w bardzo skąpą, wyzywającą bieliznę i wysokie czerwone szpilki. Jedna była młoda, myślę, że w moim wieku, miała lśniące czarne włosy i ciemny makijaż na twarzy. Zastanawiałam się dlaczego to robi. Nie mogła znaleźć sobie normalnej pracy,w której nie musiałaby rozbierać się przed bandą napalonych facetów? To naprawdę odrażające.
   Mimo obrzydzenia szłam dalej. Ominęłam jedną z kanap, na której siedziało kilku mężczyzn ubranych w garnitury, a w końcu stanęłam nieruchomo wgapiając się w jeden punkt przede mną.
   Miałam ochotę krzyczeć i płakać jednocześnie. Przede mną przy jednej ze striptizerek stał Louis, wkładając jej do stringów cienki plik banknotów. Teraz byłam tego całkowicie pewna. Stałam nieruchomo dopóki Louis nie odwrócił się i nie spojrzał na mnie. Otworzył szeroko oczy i szybko podbiegł w moją stronę zostawiając dziewczynę.
  - Lucy, co ty tu robisz, przecież powinnaś być w tamtym klubie.
  - Śmiesz jeszcze mieć o to do mnie pretensje?! - wrzasnęłam, a wszyscy którzy byli zgromadzeni spojrzeli na nas łącznie ze striptizerkami.
  - Proszę nie krzycz, porozmawiajmy na zewnątrz.
  - Nie będę z tobą rozmawiać. Jesteś zwykłym gnojem, nienawidzę cię. Żałuję, że dałam ci się namówić na ten wyjazd i żałuję, że cię poznałam. - wysyczałam przez zaciśnięte zęby, a potem automatycznie, nie wiedząc do końca co robię uderzyłam zszokowanego i zażenowanego Louisa z całej siły w policzek. Jego głowa odchyliła się w bok, a na skórze odcisnął mu się ślad mojej ręki.
   Myślałam, że coś powie. Krzyknie na mnie lub cokolwiek, ale on stał w milczeniu przykładając swoją dłoń do piekącego policzka. Nie tracąc więcej czasu wyszłam wyszłam z klubu tylnymi drzwiami chcąc jak najszybciej dostać się na świeże powietrze. Niebo zrobiło się już czarne, a po ulicach szli zmęczeni ludzie wracający z pracy lub też młodsze towarzystwo nie wiedzące co zrobić ze swoim życiem i poszukujące frajdy na mieście. Co do mnie, nie mogłam wrócić do hotelu, ponieważ klucze do pokoju miał jak zwykle Louis, a ja nie zamierzałam po nie wracać z powrotem do klubu, dlatego zdecydowałam pozwiedzać miasto i może znaleźć jakieś ciche, ustronne miejsce gdzie mogłabym się wypłakać.
   Nie potrafię opisać jak się wtedy czułam. Jeszcze nikt mnie nigdy tak nie zawiódł. Wiedziałam, że ja i Louis nie jesteśmy w związku, a on mi nigdy nic nie obiecywał, ale to i tak bolało, bo miałam głupią nadzieję, że może skoro przespaliśmy się ze sobą coś w nim drgnie.
  - Lucy! - nagle usłyszałam za sobą wołanie. Zatrzymałam się na środku uliczki, którą właśnie przechodziłam i odwróciłam się w kierunku osoby, która mnie wołała. W moją stronę biegł Louis, a gdy zobaczył, że się zatrzymałam na jego twarzy pojawiła się niewielka ulga i po chwili stał przy mnie zdyszany.
  -Chcesz dostać drugi raz w twarz? - zapytałam od razu z sarkastycznym uśmiechem, chociaż wcale nie czułam się tak dobrze jak próbowałam to pokazać. Czułam się beznadziejne i nic nie mogło tego zmienić.
  - Nie, chociaż wiem, że mi się to należy. - odpowiedział. - Posłuchaj ja wiem, że pewnie teraz myślisz o mnie same najgorsze rzeczy, ale...
  - Masz rację, myślę, że jesteś skończonym dupkiem, dziwkarzem i nie zasługujesz na żadną z rzeczy, którą masz. - warknęłam przerywając Louisowi.
  - Być może, ale zrozum, że to wina alkoholu. Za dużo wypiłem, nie powinienem iść do tamtego klubu. Przepraszam.
  - Myślisz, że teraz wrócę z tobą po twoich marnych przeprosinach? Wykorzystałeś mnie. Od początku chodziło ci tylko o to, żeby się ze mną przespać i mną pobawić. Zabrałeś mnie tu, właśnie w tym celu, a potem? Przestałbyś się mną interesować, zablokował numer, żebym nie mogła do ciebie dzwonić. Rzucił do kąta jak starą zabawkę, prawda?!
  - Nie. Nie prawda. - Lou pokręcił głową i gdybym go już nie znała może nawet stwierdziłabym, że jest mu smutno i żałuje, ale niestety byłam prawie pewna, że znowu udaje.
  - Kocham cię. - palnął, a ja roześmiałam się na cały głos udawanym, żałosnym, pełnym rozpaczy śmiechem.
  - Kochasz? Co ty możesz kurwa wiedzieć o miłości. Jeszcze na dodatek znowu kłamiesz, żeby mnie udobruchać.
  - Przysięgam, że to prawda! - zaprzeczył rozpaczliwie.
  - Jak mogę ci wierzyć? Tobie, który najpierw powtarza mi za każdym razem, że jestem piękna, a potem przy najbliższej okazji idzie do klubu Go Go na striptiz.
  - Bo jesteś piękna. Dla mnie jesteś najpiękniejsza i zawsze będziesz. To ty nauczyłaś mnie co to znaczy miłość. Tyle razy byłaś przy mnie kiedy tego potrzebowałem i płakałem. Pocieszałaś mnie wtedy i głaskałaś po włosach. Jesteś pierwszą osobą, której powiedziałem o Lottie, przy której płakałem jak dziecko i czułem się z tym dobrze. Wiem, że cię cholernie zawiodłem moim zachowaniem, ale błagam uwierz mi, że to co mówię teraz jest prawdziwe. Że cię kurewsko kocham tylko za każdym razem bałem ci się do tego przyznać, bo jestem tchórzem, a tak wspaniała osoba zasługuje na więcej niż na miłość takiego tchórza.
   To wyznanie mnie wzruszyło. Nie wiedziałam, że Louis tak o mnie myśli. Nie wiedziałam nawet, że on coś o mnie w ogóle myśli, ale nie umiałam tak nagle wybaczyć mu tego całego świństwa i o tym zapomnieć. Jednym słowem byłam kompletnie rozdarta. Nie wiedziałam co mam zrobić ani co mam powiedzieć. Stałam tylko nieruchomo czekając na dalszy rozwój wydarzeń między nami.
  - A ty... mnie kochasz? - spytał nieśmiało spuszczając głowę w dół i podnosząc ją co chwilę, by obserwować moją reakcję.
   Czy go kochałam? Nie wiem. Nigdy nie zadawałam sobie tego pytania. Byłam w nim zakochana, to pewne, ale nie miałam pojęcia czy go kocham. Miłość to dużo silniejsze uczucie niż zakochanie i ciężko jest stwierdzić kiedy pojawia się prawdziwa miłość.
  - Nie wiem, Louis. Nie potrafię ci odpowiedzieć. - szepnęłam zgodnie z prawdą po dłuższym czasie napiętego milczenia. - To chyba zły czas na wyznawanie sobie miłości. - dodałam po chwili przekierowując na niego swój wzrok.
  - To przez to, że cię zdradziłem, tak?
  - Nie zdradziłeś mnie, bo nigdy nie byliśmy razem, zapomniałeś?
  - Ale ta relacja chyba do czegoś nas zobowiązywała, no nie?
  - Nie wiem, to pytanie powinieneś zadać sobie.
   Louis pokiwał głową i znów spuścił smętnie głowę. Miał ponury wyraz twarzy, chyba czuł się teraz tak samo jak ja. Staliśmy tak w milczeniu przez dłuższy czas, aż postanowiłam zakończyć między nami ciszę zarówno jak i swoją wzajemną niezręczną obecność.
  - Daj mi klucze do pokoju. - powiedziałam wyciągając w jego kierunku rękę.
   Bez słowa włożył rękę do kieszeni, wyciągnął z niej mały kluczyk i podał mi go.
  - Mam dzisiaj spać na kanapie? - zapytał
  - Nie ma takiej potrzeby, bo nie będę spać dzisiaj w naszym pokoju. - oświadczyłam podejmując tą decyzję w tym samym czasie, w którym wypowiedziałam to zdanie, całkowicie spontanicznie, jednak wiedziałam, że to wyjście będzie dla nas obojga najlepsze, ponieważ wyszłam z założenia, że ciężko by nam było być w jednym pokoju nie odzywając się do siebie przy tym ani słowem.
   Lou westchnął z rezygnacją, a po chwili odwrócił się do mnie plecami i odszedł. Miałam cichutką nadzieję, że coś jeszcze powie, może spróbuje błagać mnie o to, żebym jednak została, ale wydawało mi się nawet, że pogodził się z tym co się stało i postanowił wrócić do klubu oglądać tańczące striptizerki. Załamałam się wtedy jeszcze bardziej, a łzy poleciały niekontrolowanie po moich policzkach. Nie potrafiłam udawać kogoś kim nie jestem, chociaż w takich momentach tak bardzo chciałam.
  - Hej Lucy!
  - Czego znowu chcesz, Louis? - spytałam nawet się nie odwracając w jego stronę.
  - To nie Louis. To ja. - odwróciłam się. Przede mną stała Kate ze zmartwionym wyrazem twarzy. Domyśliłam się po jej minie, że dowiedziała się już o wszystkim, jak to ona, jednak teraz nie miałam jej tego za złe. Uznałam, że to może lepiej, bo naprawdę potrzebowałam wtedy wsparcia przyjaciółki.
  - Już wiesz? - zapytałam szeptem.
  - Tak. Lily gadała z Liamem, powiedział jej, że Louis poszedł do tego klubu, a potem widziałam jak się kłócicie, ale postanowiłam poczekać na odpowiedni moment.
  - Może powinnaś nam przerwać. - westchnęłam. - Ale to nieważne.
  - Naprawdę mi przykro.
   Kate zbliżyła się w moją stronę dwa kroki, a potem przytuliła mnie, na co oddałam jej uścisk. Pewnie przytulałybyśmy się tak dalej, jednak nadal stałyśmy na środku chodnika, a ludzie mijający nas dziwnie się nam przyglądali, dlatego oddaliłyśmy się od siebie i zgodnie stwierdziłyśmy, że lepiej będzie wrócić do hotelu.
   Po drodze Kate zaszła do pobliskiego sklepu po butelkę wina. Powiedziała, że wino najlepiej rozwiązuje smutki i chociaż na początku nie byłam tego pewna, to w końcu uległam przyjaciółce. Gdy znalazłyśmy się już w hotelu, weszłyśmy do windy, gdzie Kate zarządziła, że jedziemy na jej piętro, do jej pokoju, ponieważ lepiej nie przywoływać smutnych wspomnień i nie wracać do pokoju, gdzie dzisiejszego poranka budziłam się przy boku Louisa. Na to również się zgodziłam i tym razem z chęcią poszłam za nią do jej pokoju znajdującego się w labiryncie krętych korytarzy.
  - To duży hotel. Jeden z największych, można się więc było spodziewać tych wszystkich korytarzy, ale i tak nie jestem z tego zadowolona, bo mój pokój leży dalej od Justina, mimo, że zaznaczałam, że żądam, żeby nasze pokoje były tuż obok siebie. - westchnęła, kiedy weszłyśmy do środka.
  -Więc dlaczego nie macie pokoju razem? - spytałam mając nadzieję, że jeżeli odbiegnę od tematu Louisa zapomnę o nim i o całym zajściu sprzed zaledwie pół godziny.
  - Bo nie ja nie chciałam. Nie byliśmy razem, gdy tu przyjechaliśmy, więc zarządziłam, że śpimy oddzielnie, ale jutro chcemy wziąć pokój razem, jeżeli jeszcze da się to zmienić.
   Kiwnęłam głową i usiadłam na łóżku Kate, Próba odwiania myśli od Louisa nie powiodła się. W głowie cały czas miałam moment, kiedy wsadzał za gumkę majtek tej dziewczyny pieniądze. Brzydziłam się nim, nie chciałam go widzieć, ale jednocześnie marzyłam o tym, żeby teraz przyszedł tutaj i mnie przytulił. Byłam pełna sprzeczności. Nie rozumiałam samej siebie i to było okropne.
  - Nadal o tym myślisz? - zagadała Kate nalewając do plastikowych kubków wina. - Wybacz, że nie w kieliszkach jak należy, ale nie przewidziałam sytuacji i nie wzięłam ich ze sobą.
  - Nie ma sprawy. Najważniejsze jest to, że mamy się czego napić, a bardziej to ja, bo to mnie facet nie chce. To ja jestem tą nieszczęśnicą. - powiedziałam załamanym głosem biorąc z kubka duży łyk wina dla pocieszenia.
  - Nie mów tak. Louis to zwykła świnia i kobieciarz, nie zasługuje na ciebie. On nie jest niczego wart.
  - Nie rozumiesz. Ja go kocham. - pokręciłam głową.
  - Kochasz go? Przecież jemu mówiłaś zupełnie co innego.- Kate popatrzyła na mnie ze zdumieniem.
  - Wiem. Może to zabrzmi śmiesznie i żałośnie, ale wtedy tego nie wiedziałam. Byłam na niego wściekła i nie myślałam, ale teraz jestem tego pewna. Kocham go i nienawidzę jednocześnie. - wyrzuciłam z siebie i z pełną świadomością mogłam teraz stwierdzić, że to co mówię jest prawdą. Kocham Louisa Tomlinsona mimo, że dosyć często zachował się w stosunku mnie jak dupek.
  - Okej, więc... nienawidzisz go za to co ci zrobił,a kochasz za...?
  - Sama nie wiem za co. - wzruszyłam ramionami. - Po prostu nie wyobrażam sobie życia bez niego. Od momentu tego pechowego sylwestra nie było dnia w którym o nim choć przez chwilę nie pomyślałam ani nie zatęskniłam, kiedy nie wiedzieliśmy się dłużej. Uwielbiam jego uśmiech i kiedy jest szczęśliwy, a kiedy jest smutny czuje nieodpartą potrzebę na przytulenie go i pocieszenie. Zupełnie jakby włączał mi się wtedy instynkt macierzyński.
   Kate popatrzyła na mnie chwilę w milczeniu, a potem wstała i zabrała mi wino z ręki.
  - Co ty robisz? - zapytałam zdezorientowana, nie rozumiejąc poczynań mojej przyjaciółki.
  - Jak to co? Idziemy szukać tego gamonia. Nie znoszę go to fakt i nadal myślę, że nie jest ciebie wart, a zwłaszcza po tym co odstawił, ale... jesteś moją przyjaciółką i nie chcę żebyś cierpiała, a widzę, że ty go naprawdę kochasz. A na prawdziwą miłość nie ma innej rady jak pogodzenie się z nią i jej przyjęcie.
  - Mówisz jak swatka i wielka znawczyni miłości. - roześmiałam się.
  - Możliwe, ale po tym co usłyszałam nie zamierzam siedzieć z założonymi rękami. Skoro ja potrafiłam zmienić kobieciarza w pantofla, to ty też będziesz umiała.
  - Dziękuje Kate, jesteś wspaniała. - uśmiechnęłam się i przytuliłam do przyjaciółki, a z oczu znów popłynęły mi łzy, ale tym razem były to łzy szczęścia.
  - Jesteś w stanie mu to wybaczyć? - zapytała nie wypuszczając mnie ze swoich objęć.
  - Chyba tak, jeśli obieca mi, że przestanie być takim dupkiem i wreszcie nada jakąś nazwę naszej relacji.
  - Więc idziemy, zmieniać Louisa.
   I tak wyszłyśmy z pokoju Kate do tej pory zamknięte z butelką wina i zaczęłyśmy iść korytarzami do windy. Czułam się pewna siebie. W głowie miałam ułożone to co chciałam powiedzieć Lou, ale i tak pozostała we mnie obawa o to, że na jego widok znów się zamknę i nie powiem mu ani słowa tylko spakuję swoje rzeczy i wyjdę z naszego pokoju bez słowa.
  - Jedziemy do waszego pokoju? - zapytała mnie, gdy weszłyśmy do windy.
  - Tak. Poczekam tam na niego, w końcu będzie musiał wrócić.
   Kate nacisnęła odpowiedni guzik, który włączył się i zamigotał zielonym światełkiem.
  - Wiesz co chcesz mu powiedzieć?
  - Tak, mam tylko nadzieję, że się go nie wystraszę, a Louis wykaże jakąkolwiek chęć do pojednania. Boję się tylko jeszcze jednej rzeczy...
  - Jakiej?
  - Tego, że jego słowa nie były prawdziwe i mnie nie kocha, albo tego, że zdenerwował się na mnie za te kilka ostrych słów, które o nim powiedziałam i nawet nie zechce ze mną rozmawiać. - powiedziałam z obawą. W końcu nie musi być tak pięknie i kolorowo jak przed chwilą to sobie wyobrażałam. Ta druga, mniej wyidealizowana wersja wydarzeń jest nawet bardziej realistyczna, więc czemu nie miałoby się tak stać?
  Wreszcie winda dojechała na piętro i drzwi otworzyły się. Korytarz był pusty. Nie było nikogo. Powoli wyszłam z windy i z narastającą gulą w gardle, na trzęsących się z nerwów nogach podeszłam do drzwi naszego pokoju i wyciągnęłam z kieszeni kluczyk, który dał mi Lou. Włożyłam go do zamka w drzwiach i przekręciłam.
  - Chcesz żebym zaczekała na tego pacana z tobą, czy mam iść do siebie? - spytała mnie przyjaciółka stojąca w dalszym ciągu nade mną.
  - Kate, nie obraź się, ale wolę zostać i poczekać na niego sama. Muszę samodzielnie przygotować się na tą konfrontację, ale dziękuję ci za wszystko.
  - Nie ma sprawy, rozumiem. Będę trzymała kciuki.
   Po raz ostatni przytuliłyśmy się o potem Kate poszła znikając po chwili w windzie. Zamknęłam drzwi, jednak nie na klucz, żeby Louis mógł wejść i usiadłam na łóżku, które teraz wydawało mi się ogromne. Może to ze strachu i obawy, a może to przez to, że zawsze oprócz mnie siedział lub leżał na nim jeszcze Lou. Na nowo byłam załamana i przestraszona. Pewność siebie, którą miałam przez kilka sekund po wyjściu z pokoju Kate wyparowała ze mnie całkowicie, a mi pozostało tylko czekać. Nie potrudziłam się nawet o zdjęcie z siebie kurtki czy butów, chciałam tylko, żeby Louis już przyszedł i chciałam mieć tą rozmowę z głowy. Rozważałam co zrobię, kiedy mnie wyśmieje i oznajmi, że to był tylko żart i w rzeczywistości nie kocha mnie ani trochę. Nie chciałam dać mu satysfakcji i się rozkleić. Zaplanowałam, że w takim wypadku jak najszybciej się spakuję i trzaskając drzwiami wyjdę z pokoju nie dając nic po sobie poznać. Jak prawdziwa feministka uważająca posiadanie przy sobie faceta jako zło konieczne.
   I wtedy usłyszałam trzask drzwi, ale nie ten w mojej głowie, a rzeczywisty trzask. Natychmiast poderwałam się z łóżka i stanęłam na równe nogi. Przy drzwiach stał Louis, jednak widząc mnie nie zrobił ani kroku.
  - Mam wyjść i poczekać za drzwiami, aż się spakujesz? - zapytał po dłuższej chwili uciążliwego milczenia.
  - Nie. Chciałam ci coś powiedzieć.
  - Słucham. - zrobił jeden krok do przodu i spojrzał mi prosto w oczy, ale nie mogłam z nich nic wyczytać. Nie było w nich nic. Żadnego smutku, szczęścia czy czegokolwiek innego.
  - Nie wiem czy to co mi powiedziałeś przed klubem było prawdą, ale... jeżeli tak to.. ja też cię kocham. Musiałam wszystko sobie przemyśleć. Strasznie mnie zraniłeś i to już nie pierwszy raz, ale nie powinnam się za to na ciebie wściekać, bo jak już mówiłam nie jesteśmy parą...i to mnie tak strasznie boli...- zakończyłam spuszczając głowę w dół i z wielkim zainteresowaniem zaczęłam wpatrywać się w czubki moich butów, jakby nagle stały się najciekawszą rzeczą na świecie.
  - Kochasz mnie? - Louis spojrzał na mnie z nadzieją i podszedł bliżej mnie.
  - Tak. - pokiwałam głową. - Teraz jestem tego pewna.
   Nagle poczułam na sobie jego usta. Oddałam ten pocałunek, zakładając mu ręce na szyję jak miałam to w zwyczaju robić za każdym razem, kiedy się całowaliśmy. Louis objął moją twarz pogłębiając pocałunek, a gdy już się od siebie oderwaliśmy usłyszałam słowa na które czekałam w głębi duszy już od bardzo dawna. Jestem pewna, że nie zapomnę ich do końca życia.
  - Chcesz ze mną być? Jesteś na to gotowa?
  - Jeśli ty jesteś gotowy na zaangażowanie się w to i obiecasz mi, że już nigdy więcej mnie nie zranisz. - odparłam z wielkim uśmiechem na ustach.
  - Obiecuję. Kocham cię, Lucy.
  - Kocham cię Louis.
   I właśnie tak zostaliśmy oficjalnie parą. Całowaliśmy się przez dobre dziesięć minut i żadne z nas nie potrafiło się od tego drugiego oderwać. Byłam taka szczęśliwa, że nareszcie poprosił mnie o to i odważył się powiedzieć, że mnie kocha, że cały świat przestał dla mnie istnieć, bo mój świat był obok mnie i właśnie zachłannie mnie całował, jakby jutro miało już nie nastąpić. Miałam nadzieję, że teraz moje życie będzie lepsze i nie będę musiała się martwic już tym, że Lou ogląda się za innymi dziewczynami, bo to ja jestem jego dziewczyną. A jeżeli jednak odważy się to zrobić, to będę miała pełne prawo do tego, żeby porządnie mu przyłożyć, jednak myślę, że to nie będzie już potrzebne. W końcu jesteśmy już razem.
  Następny rozdział: 1 marca