czwartek, 16 czerwca 2016

Rozdział 8

*Lucy*
   Wstałam o 6:30 rano, obudzona przez mój budzik w telefonie, dzwoniący na szafce nocnej w moim pokoju tuż obok mnie. Zmęczona przetarłam zaspane oczy i wyłączyłam go, a następnie powoli wygramoliłam się z łóżka. Wczoraj, Lily wyszła ode mnie dopiero po godzinie 21, dlatego późno położyłam się spać i teraz jestem jeszcze strasznie niewyspana, jednak nie mogłam wyprosić mojej przyjaciółki. Proponowałam jej, żeby została u mnie na noc, ale odmówiła, mówiąc, że woli spać w swoim łóżku.
   Powolnym krokiem, dowlokłam się do szafy i wybrałam kilka ubrań na dzisiaj, po czym wyszłam z pokoju i poszłam do łazienki. Łazienka zajęła mi, jednak więcej czasu niż myślałam. Kiedy wyszłam z niej już umalowana, uczesana i ubrana zerknęłam na zegarek wiszący na ścianie naprzeciwko łazienki. Wskazywał godzinę 7:30. Z niepokojem stwierdziłam, że powinnam już wychodzić i nie zdążę już nawet nic zjeść, a mój żołądek wręcz domagał się jedzenia. Na dodatek mój telefon zawibrował i wydobyła się z niego charakterystyczna muzyczka, pokazując, że dzwoni do mnie moja mama.
  - Halo? - odebrałam.
  - Cześć, Lucy. Dzwonię do ciebie spytać czy wyszłaś już do szkoły? - w słuchawce zabrzmiał surowy głos mamy.
  - Umm, tak mamo. Właśnie już wychodzę. - skłamałam.
  - To dobrze. Kiedy wrócisz, zrób coś sobie na obiad. Pieniądze leżą w...
  - Tak mamo, wiem, w górnej szafce. - przerwałam jej zniecierpliwiona. - Muszę już kończyć.
  - Dobrze, ja wrócę od Danielle w sobotę. Trzymaj się.
   Gdy już się rozłączyłam odetchnęłam z ulgą. Zeszłam na dół do kuchni i przygotowałam sobie szybkie śniadanie składające się z kanapek z serem żółtym i szklanki soku pomarańczowego. Po zjedzeniu posiłku, pobiegłam na górę i zabrałam moją torbę. Ponownie zerknęłam na zegar. 7:45. W 15 minut w życiu nie zdążę do szkoły, a nie mogę wydawać cały czas pieniędzy na taksówkę. Nagle do głowy przyszedł mi pewien pomysł. Znam osobę, która ma samochód i może mogłaby mnie podwieźć - Louis. Głupio mi do niego dzwonić i go o to prosić, ale to moje jedyne wyjście, jeżeli nie chcę dostać spóźnienia już pierwszego dnia po powrocie do szkoły.
   Wzięłam więc telefon z szafki nocnej, na której w dalszym ciągu leżał i wybrałam numer Louisa. Ze zniecierpliwieniem czekałam, aż wreszcie odbierze. W końcu po kilku sygnałach napiętego czekania, usłyszałam w słuchawce jego zachrypnięty głos.
  - Cześć, Lucy.
  - Hej Louis. Wiesz, trochę głupio mi cię o to prosić, ale mam mały problem. - zaczęłam nieśmiało.
  - Co się stało?
  - Mógłbyś mnie podwieźć do szkoły? Bo tak jakby nie wyrobiłam się z czasem i...
  - Nie ma sprawy, już po ciebie jadę. - ożywił się Louis. - Będziesz mi musiała tylko powiedzieć, jak się jedzie do twojej szkoły.
  - Dziękuję, ratujesz mi życie. - powiedziałam z ulgą
  - Nie przesadzaj. Zaraz będę. - odpowiedział i w słuchawce rozległ się dźwięk przerwanego połączenia.
   Usiadłam na łóżku z telefonem w ręku i uśmiechnęłam się sama do siebie. To było miłe ze strony Louisa, że tak od razu zgodził się po mnie przyjechać. Może to znak, że on też coś do mnie czuje? Chciałabym to wiedzieć, ale za bardzo boję się go o to spytać. Nie chcę wyjść na wariatkę i nie chce zepsuć tego co między nami jest. Za bardzo obawiam się, że mogłabym moim głupim wyznaniem wszystko zniszczyć. Moje rozmyślania przerwał klakson samochodu. Wyjrzałam za okno i zobaczyłam białe lamborghini zaparkowane pod moim domem należące do Louisa. Szybko zerwałam się z łóżka, włożyłam telefon do kieszeni i zbiegłam po schodach na dół. Zabrałam klucze z komody w przedpokoju i wyszłam z domu, zamykając najpierw drzwi. Louis wysiadł z samochodu, obszedł go dookoła i otworzył mi drzwi po stronie pasażera.
  - Jaki z ciebie dżentelmen. - zaśmiałam się wsiadając do auta i rzucając moją szkolną torbę na tylne siedzenia.
  - Tylko dla takich pięknych dam, jak ty. - odpowiedział, uśmiechając się szeroko i zamykając moje drzwi. Chwilę później usiadł na miejscu kierowcy i odpalił silnik, wyjeżdżając spod mojego domu i wjeżdżając na główną ulicę.
  - Gdzie jedziemy?
  - Collage przy ulicy Chappel, musisz skręcić w...
  - Wiem, gdzie to jest. - przerwał mi. - Moja siostra tam chodziła, czasami po nią przyjeżdżałem, gdy nie chciała wracać autobusem.
  - Ile teraz, twoja siostra ma lat? - spytałam zaciekawiona. Louis mało opowiadał mi o swojej rodzinie, a na stronce o nim też nie znalazłam o tym żadnych informacji.
  - Dziewiętnaście. Jest prawie w twoim wieku.
  - Też mieszka w Doncaster? - wypytywałam go dalej.
  - Nie. Mieszka z moją matką w Londynie. Chodzi na Uniwersytet Oxford. - odpowiedział Lou cały czas patrząc na drogę.
Zdziwiło mnie to, czemu Louis nic mi o tym nie powiedział. Oxford to jedna z lepszych uczelni w całej Wielkiej Brytanii. Jego siostra musi być bardzo mądrą osobą. Powinien być z niej dumny.
  - Mało mówisz o swojej rodzinie. - stwierdziłam poprawiając się na fotelu.
   Louis zacisnął mocniej dłonie na kierownicy, posyłając mi krótkie spojrzenie, po czym znów wlepił wzrok w drogę.
  - Bo nie lubię o niej mówić. - powiedział po dłuższej chwili napiętego milczenia.
  - Dlaczego?
  - Bo nie i koniec! - krzyknął nagle, uderzając jedną ręką w kierownicę.
   Spojrzałam na niego lekko przerażona tym niespodziewanym wybuchem. Zdecydowałam, że może lepiej będzie, jeśli nie będę się już więcej odzywać. Nie chciałam znowu go niepotrzebnie denerwować. Odwróciłam wzrok, nie wypowiadając przy tym ani jednego słowa i niemo wpatrywałam się w sklepy, które mijaliśmy. Słyszałam jak Louis głośno przełyka ślinę i wzdycha ciężko.
  - Przepraszam. - odezwał się po chwili. - Po prostu moja rodzina to bardzo drażliwy dla mnie temat. Nie chciałem tak krzyknąć i cię przestraszyć.
  - W porządku, rozumiem. Ja o pewnych rzeczach też nie lubię rozmawiać.
  - Więc, może lepiej zmieńmy temat. Jak ci minął wczorajszy wieczór?
   W tym momencie przypomniało mi się wszystko co się wczoraj stało. Zapłakana Lily, Liam i ten chamski sms, którego wysłał do mojej przyjaciółki. Teraz we mnie wezbrała się złość.
  - Wiesz, że twój przyjaciel Liam, najpierw przeleciał Lily, a potem odtrącił ją jak natrętną muchę? - powiedziałam z pretensją w głosie, choć wiem, że to nie jest wina Louisa i nie powinnam, zwalać na niego winę jego przyjaciela. - Cały wieczór spędziłam na pocieszaniu jej, bo była tym załamana. Zresztą nie dziwię się jej.
  - Przykro mi. Lily wydaję się być miłą dziewczyną, ale Liam taki już jest. Nie mogę z tym nic zrobić. Twoja przyjaciółka powinna następnym razem bardziej uważać. - po jego wyrazie twarzy mogłam stwierdzić, że jest mu naprawdę przykro, dlatego zrobiło mi się trochę głupio.
  - Przepraszam. To przecież nie twoja wina.
  - Nie masz za co przepraszać. W pewnym sensie jestem odpowiedzialny za Liama, ale na niektóre jego decyzje nie mam wpływu. Za to Justin chyba zakochał się w twojej drugiej przyjaciółce. - Louis uśmiechnął się pod nosem i posłał mi rozbawione spojrzenie.
   Nie wiedziałam o co mu chodzi. Widziałam co prawda jak Kate rozmawiała z Justinem na imprezie, ale to niemożliwe, żeby pomiędzy nią a nim coś zaiskrzyło. Ona jest bardzo wybredna i strasznie trudno jej dogodzić, a Justin nie wydaje się być w jej typie, ale może Louisowi się coś pomyliło i wcale nie chodzi mu o Kate.
  - O kim mówisz? - postanowiłam zapytać.
  - Jak to o kim? - zdziwił się Louis. - O Kate. Myślałem, że się przyjaźnicie.
  - Bo się przyjaźnimy, ale to niemożliwe, żeby Kate i Justin... Na pewno by mi o tym powiedziała. - dodałam pewna siebie.
  - Uwierz mi, że mi też ciężko było w to uwierzyć. Co prawda Justin do niczego się nie przyznał, ale widziałem po jego minie, kiedy mówił, że chce zaprosić Kate na przyjacielskie spotkanie. Znam go i wiem, że to nie będzie tylko przyjacielskie spotkanie. Ona się jemu podoba.
  - Albo chce się z nią tylko przespać jak Liam z Lily.
  - Gdyby chciał to zrobić, zrobiłby to już dawno.
  - Kate nie jest łatwa. - broniłam przyjaciółki. - Lily też nie, ona jest tylko czasami lekkomyślna. A wracając do Kate ona na pewno nie uległaby nigdy Justinowi.
  - Wiem, widać to po niej. Już raz mi groziła pięścią.
  - Zdenerwowałeś ją. - wzruszyłam ramionami.
   Wyjrzałam przez okno. Czerwony dach budynku mojej szkoły zaczął być coraz bardziej widoczny. To oznaczało, że za moment będziemy na miejscu. Szczerze mówiąc, to miałam nadzieję, że będziemy trochę dłużej jechać. Lubię być blisko Louisa i z nim rozmawiać. Wogóle nie miałam ochoty iść do szkoły i się z nim rozstawać. Gdyby ktoś powiedział mi jeszcze dwa tygodnie temu, że polubię Louisa Tomlinsona przez którego wylądowałam w szpitalu i zostałam pozbawiona sylwestra kazałabym mu udać się do jakiegoś dobrego psychiatry, a teraz już zastanawiam się nad tym, czy Louis przyjdzie do mnie po szkole, żeby dotrzymać mi towarzystwa.
  - Jesteśmy na miejscu. - powiedział kiedy zaparkował swpje lamborghini pod budynkiem szkoły.
  - Dzięki za podwózkę. - posłałam mu uśmiech i zabrałam swoją torbę z tylnych siedzeń. Kiedy się odwróciłam Louisa już nie było na miejscu kierowcy. Szybko podreptał do moich drzwi i zanim zdążyłam nacisnąć klamkę, drzwi już się otworzyły.
  - Dziękuje Louis, ale naprawdę nie musiałeś. - zawstydziłam się.
  - Prawdziwy dżentelmen zawsze dba o kobietę. - odpowiedział robiąc ukłon.
  - No dobra, ale nie rób już z siebie pajaca i tak wszyscy się na nas patrzą. - powiedziałam widząc ludzi z mojej szkoły, których wzrok był wpatrzony tylko we mnie i w Louisa. Czułam się jakoś niezręcznie, kiedy wszyscy się tak na nas patrzyli. Chciałam jak najszybciej zaszyć się w jakieś ustronne miejsce z dala od tych wszystkich ciekawskich spojrzeń.
  - Nie zwracaj na nich uwagi. Po prostu ci zazdroszczą. - szturchnął mnie Louis, kiedy zobaczył zakłopotanie na mojej twarzy.
  - Łatwo ci mówić.
  - O której kończysz lekcje?
  - O drugiej. - odpowiedziałam mając nadzieję, że za chwilę usłyszę pytanie które bardzo chcę usłyszeć.
  - Przyjechać po ciebie?
   "Tak, tak, tak!" - wykrzyknęłam w myślach. Właśnie na to czekałam.
  - Jeśli to dla ciebie nie problem. - uśmiechnęłam się niewinnie.
  - Dla mnie to sama przyjemność. Mam dzisiaj krótko treningi, więc mam dużo czasu. Będę mógł do ciebie potem wpaść?
  - Jasne. Muszę już lecieć, pa.
  - Pa. - odpowiedział Louis.
   Już miałam odejść, gdy nagle Louis przyciągnął mnie do siebie, schylił się i musnął swoimi miękkimi ustami kącik moich ust, po czym zwyczajnie pocałował mnie w policzek.
  - Myślałaś, że pozwolę ci odejść po samym "pa" - zapytał z zadziornym uśmiechem, po czym obszedł samochód i otworzył drzwi kierowcy pozostawiając mnie w zupełnym otępieniu. Przez moment myślałam, że pocałuje mnie w usta. Już się do tego przygotowywałam, a on zwyczajnie pocałował mnie w policzek. Ale zresztą mogłam się tego spodziewać. W końcu to, że ja coś do niego czuję, nie znaczy, że on też musi coś czuć do mnie. To, że podobam mu się jako dziewczyna nie oznacza, że będziemy ze sobą chodzić. Powinnam wcześniej się tego domyślić.
   Szybko wróciłam do siebie, posłałam Louisowi ostatni uśmiech i szybko odwróciłam się odchodząc w stronę szkoły. Od razu po moim wejściu rozległ się ogłuszający dzwonek na lekcje. Pospiesznie weszłam do szatni, żeby odłożyć kurtkę i wziąć kilka potrzebnych mi na dzisiaj książek. Gdy już zamknęłam szafkę zauważyłam dwie dziewczyny z pierwszej klasy stojące przy swoich szafkach. Spojrzały się na mnie dziwnie, a chwilę potem obie się zaśmiały. Nie bardzo wiedziałam o co im może chodzić, dlatego podeszłam do nich groźnie na nie spoglądając.
  - Z czego się tak śmiejecie, co?
   Kiedy mnie zobaczyły, obie natychmiast umilkły z minami niewiniątek.
  - Z niczego. - odpowiedziała jedna z kręconymi, blond włosami.
  - Zresztą co cię to interesuje? - zapytała druga trochę ośmielona zapewne przez swoją równie głupią jak ona koleżankę.
  - Bo interesuje, a tobie nic do tego, smarkulo. - odpowiedziałam ze złością. W końcu to ja należę do najstarszych klas w tej szkole. Te głupie dziewczynki, nie mogą mi nic zrobić. Nie miałam ochoty marnować na nie więcej czasu w końcu i tak jestem już spóźniona, dlatego obróciłam się na pięcie i z uniesioną głową wymaszerowałam z szatni.
   Chwilę później byłam już pod salą biologiczną. Zapukałam cicho i weszłam mamrotajając pod nosem "przepraszam za spóźnienie". Potem zajęłam miejsce obok Cassie i cicho wypakowałam z torby swoje książki.
  - Lucy, mów jak się czujesz? Tyle czasu cię nie było. - mówia Cassie przejętym głosem.
  Z ławki przed nami odwróciła się też Sophie.
  - Właśnie Lucy, jak się czujesz?
   Już miałam im odpowiedzieć, kiedy nauczycielka się odwróciła i posłała w naszą stronę surowe spojrzenie.
  - Rozmowy będą na przerwie dziewczęta, a teraz proszę uważajcie.
   - Opowiem wam wszystko potem. - powiedziałam półszeptem do dziewczyn i otworzyłam podręcznik na podanej stronie.
   Przez całą lekcję nie mogłam się skupić. Myślałam tylko o tym kiedy wreszcie opuszczę tą cholerną budę i znów spotkam się z Louisem.
   Po biologi od razu podbiegły do mnie dziewczyny z mojej klasy pytając mnie o mój pobyt w szpitalu i o to czy wszystko już ze mną dobrze. Streściłam im to o co mnie pytały i już miałam zacząć jakiś nowy temat, kiedy usłyszałam jak Mia z równoległej klasy, do której należy Kate mówi coś do drugiej dziewczyny, której nie znam.
  - Mówię ci na własne oczy widziałam jak podwiózł ją Louis Tomlinson. Na pewno zrobił to tylko dlatego bo daje mu dupy.
   Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam zresztą tak samo jak Cassie, Sophie, Clair i Amy, które podniosły się ze swoich miejsc razem ze mną.
  - Co ty powiedziałaś? - spytałam spod przymrużonych powiek podchodząc do niej tak, że stanęłyśmy obok siebie twarzą w twarz.
  - To co słyszałaś, złotko. Za niedługo cała szkoła będzie wiedzieć, że się puszczasz z Tomlinsonem.
  - Nie puszczam się z nim jak byś chciała wiedzieć. My się tylko przyjaźnimy i nic więcej. - powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
   Mówiąc, to, że tylko się przyjaźnimy coś w środku mnie zabolało. Rzeczywiście tak jest. Jesteśmy tylko przyjaciółmi i nikim więcej, tylko, że dla mnie Louis nie jest tylko przyjacielem, ale tego nikt nie musi wiedzieć, a zwłaszcza Mia.
  - Akurat. - prychnęła Mia. - Ale nawet jeśli jest tak jak mówisz to dla mnie i tak jesteś dziwką.
  - Bo mi po prostu zazdrościsz! - wykrzyknęłam zezłoszczona do granic możliwości.
  - Co tu się dzieje? - zza rogu wyłoniła się Kate ze swoimi klasowymi przyjaciółkami - Judie i Naomi. Stanęła z założonymi rękami spoglądając złowrogo na Mię, a potem podeszła do mnie.
   Mia ze złośliwym uśmieszkiem spojrzała na mnie a później na Kate.
  - Ohh, Kate to ty jeszcze nie wiesz? Powinnaś  wiedzieć jaką twoja przyjaciółka jest dziwką. Śpi z Louisem Tomlinsonem.
  - Ohh, Mia. - zaczęła Kate słodkim głosikiem co oznaczało, że za chwilę porządnie dopiecze tej szmacie. - Może po prostu przyznaj, że jesteś zwyczajnie zazdrosna, bo twoje życie seksualne jak i miłosne ostatnio nie najlepiej się układa. Wiem, bo twój chłopak nie raz mi się na to skarżył. Nie raz składał mi niemoralne propozycje, bo podobno jesteś aż tak słaba w łóżku, ale oczywiście mu odmówiłam.
   Mia otwierała usta ze zdziwienia i zamykała jak ryba, którą dopiero co wyciągnięto z wody, a Kate wzięła mnie pod rękę z triumfalnym uśmiechem na ustach i odciągnęła w przeciwną stronę.
  - Chodź, Lucy zostawmy ją. Najpierw niech do siebie dojdzie. - powiedziała moja przyjaciółka na tyle głośno, żeby Mia to usłyszała. - Zaraz do was dołączę dziewczyny! - krzyknęła do swoich przyjaciółek, które przytaknęły tylko i poszły w stronę automatu z napojami. Natomiast ja i Kate poszłyśmy do szkolnej kawiarni, gdzie jak się okazało siedziała Lily sącząc jakiś napój.
  - Hej, Lil. - przywitała się z nią Kate przysiadając się obok i robiąc też miejsce dla mnie.
  - O cześć Kate i hej Lucy. - odpowiedziała Lily nieobecnym głosem, nawet nie podnosząc wzroku.
  - Co ci się stało? - zapytała Kate widząc jak Lily pije ze smętnym wyrazem twarzy.
  - To długa historia. - odpowiedziała Lily nawet na nią nie spoglądając. - Nie chcę byc niemiła, ale po co tutaj przyszłyście?
  - Chciałam zabrać Lucy od Mii. Powiedziała jej, że jest puszczalska, bo podobno ten cały Louis podwiózł ją pod szkołę. Zresztą sama nie do końca wiem o co tu chodzi.
  - Co? - Lily się nagle ożywiła i podniosła wzrok znad kubka. - Jak to cie podwiózł?
   Westchnęłam z rezygnacją i opowiedziałam im całą historię z Louisem, pomijając szczegóły naszych rozmów w aucie i tego, jak Louis pożegnał się ze mną przed szkołą. Na razie chciałam zostawić to dla siebie, a co do sprawy Kate i Justina to nie miałam ochoty teraz z nią o tym rozmawiać, chociaż byłam ciekawa czy to co Louis mi o nich powiedział jest prawdą,
  - Mia sama nie jest cnotką nie przejmuj się nią. Pogada sobie trochę, a kiedy zobaczy, że masz to w nosie to da ci spokój. Poza tym jestem pewna, że zwyczajnie ci zazdrości. Louis jest przystojny i w dodatku sławny. - pocieszała mnie Lily.
   Kate na słowo przystojny wykrzywiła twarz w obrzydzeniu.
  - Nawet palcem bym go nie tknęła. To, że jest sławny nie znaczy, że też przystojny.
  - Dlaczego ty go tak nie lubisz? - zapytałam Kate, bo miałam już szczerze dość jej docinków na temat Louisa.
  - Już zapomniałaś jak cię potrącił i zrujnował nam sylwestra? Ty też nie powinnaś się za nim uganiać. - stwierdziła Kate.
  - Nie uganiam się za nim! - powiedziałam trochę za głośno, bo ludzie którzy niedaleko nas siedzieli popatrzyli na nasz stolik. - Ja po prostu go lubię. Rzeczywiście zepsuł nam sylwestra, ale przeprosił, a ja mu wybaczyłam, więc ty też powinnaś. - dodałam trochę ciszej.
  - Będę robiła to na co mam ochotę i na pewno nie będę lubiła tego pacana. Muszę już iść Judie i Naomi na mnie czekają. - powiedziała Kate i wstała od stolika, zabierając swoją czarną torbę z logo Nike, po czym oddaliła się z lekko obrażona miną.
   Patrzyłam jeszcze chwilę jak wychodzi z kawiarni, a potem na korytarzu spotyka swoje klasowe przyjaciółki. Naomi pokazała jej coś w telefonie, a Kate się zaśmiała i przybiła z nią piątkę. Nie to, żebym była zazdrosna, ale po prostu nie lubię Naomi ani Judie. Potem we trzy weszły po schodach nadal się śmiejąc i zniknęły mi z zasięgu wzroku.
   Nagle poczułam ciepłą rękę Lily na mojej.
  - Nie przejmuj się nią. Ona czasami taka jest.
  - Wiem. - westchnęłam. - Ale mimo wszystko nie lubię się z nią kłócić.
  Lily odsunęła swoją rękę od mojej, po czym wstała od stolika biorąc ze sobą kubek z niedopitym napojem w środku.
  - Ja tez już muszę iść. Zaraz mam zajęcia. Nie zwracaj uwagi na Mię, jeśli znowu będzie ci dogadywać.
  - Jasne. - powiedziałam bez przekonania, wstając. - Ja, też już pójdę.
   Wyszłam z kawiarni i ruszyłam w kierunku sali, w której teraz miałam mieć lekcje. Kiedy dotarłam pod salę chemiczną usiadłam po ścianą i wyciągnęłam książkę od chemii. Otworzyłam ją i zaczęłam powtarzać do kartkówki z chemii organicznej. Zanim zdążyłam przeczytać pierwsze zdanie, usłyszałam nad sobą wredny głos Mii.
  - Upiekło ci się Lucy. Twoja przyjaciółeczka cię uratowała, ale ze mną nie wygrasz. Przyznaj się wreszcie, że sypiasz z Louisem Tomlinsonem dla kasy.
  - Nie sypiam z nim. - wysyczałam zamykając z impetem książkę i wstając ze swojego miejsca. - To ty wreszcie przyznaj, że jesteś zwyczajnie zazdrosna.
  - O to, że dajesz mu dupy? No nie powiedziałabym. - zaśmiała się Mia. Jej śmiech był podobny do śmiechu baby Jagi, która uwięziła Jasia i Małgosię w domku z piernika. - Ile ci daje za noc?
  - Nic.
  - Ohh, czyli dajesz mu za darmo? - śmiech Mii coraz bardziej zaczął mnie denerwować. Miałam ochotę porządnie jej przyłożyć, ale przecież nie zrobię tego przy wszystkich. Grupka uczniów z innych klas już się zeszła, żeby obejrzeć z bliska naszą kłótnię. Jeszcze tego mi tu brakowało. Coś czułam, że zrobi się z tego niezłe przedstawienie.
  - Odwal się Mia. - powiedziałam nie mając ochoty na dalsze dyskusje z tą suką. Nie mogłam uwierzyć jak Kate mogła się z nią przyjaźnić w pierwszej klasie. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam gorszej suki od Mii.
  - Lucy, czy to oznacza, że przyznajesz się do wszystkiego? - zapytała słodkim głosikiem tak, żeby wszyscy, którzy zebrali się przy nas dobrze usłyszeli.
  - Do niczego się nie przyznaję. My się tylko przyjaźnimy!!! - wykrzyknęłam nie mogąc już dłużej zapanować nad emocjami.
   Słyszałam szepty większości osób, które jeszcze nie wiedziały o co chodzi. Pytały się nawzajem o co nam poszło. Bałam się, że zaraz Mia oświadczy wszystkim na głos, że puszczam się z Louisem chociaż to są kompletne kłamstwa. Wiedziałam, że po prostu była cholernie zazdrosna, bo pamiętam jak w zeszłym semestrze pokazywała swoim psiapsiółkom czasopisma, gdzie na okładce był Louis bez koszulki i wzdychała na jego widok. Mówiła, że w przyszłości chciałaby mieć tak przystojnego chłopaka. Potem zaczęła chodzić z Patrickiem, ale wszyscy dobrze wiedzieli, że jest z nim tylko dla popularności. Odkąd pamiętam Mia była typową blacharą. Obgadywała każdego i z każdym. Nawet swoje przyjaciółki z którymi chodzi wszędzie. Na solarium są chyba codziennie bo wszystkie są już niemal pomarańczowe. Nie wspomnę nawet o ich wyzywającym stroju i makijażu i tych tlenionych, blond kudłach. Nauczyciele nieraz zwracali im na to uwagę, ale ojciec Mii jest tak bogaty, że wszystkich przekupił, żeby zostawili jego córkę i jej przyjaciółki w spokoju.
   W tym momencie Mia wspięła się na ławkę w swoich botkach za kostkę od Marca Jacobsa, spojrzała na mnie z miną "Zaraz zobaczysz, suko" i zrobiła to czego się najbardziej obawiałam.
  - Pewnie wszyscy chcecie wiedzieć, o czym mówiłam? - zaczęła swoje przemówienie.
  Tłum uczniów pokiwał entuzjastycznie głowami ze zniecierpliwieniem czekając na to co dalej będzie mówiła Mia. Mia posłała mi triumfalne spojrzenie, po czym zaczęła kontynuować, a ja stałam jak słup soli nie mogąc się nawet ruszyć i czekając razem z innymi uczniami na to co będzie dalej.
  - Otóż nasza koleżanka Lucy Swan. - zaczęła znowu. - Puszcza się z jednym ze sławniejszych piłkarzy, którego pewnie wszyscy znacie - Louisem Tomlinsonem dla kasy. Sama byłam w wielkim szoku, kiedy to odkryłam. - mówiła udając wstrząśniętą. - Ale na własne oczy widziałam jak Louis podwozi ją lamborghini pod szkołę, a potem słyszałam jak umówił się z nią po szkole, więc chyba możemy domyśleć się po co, a raczej na co się umówili.
   Przez tłum uczniów przeszła fala śmiechu, a potem oczy wszystkich było skierowane na mnie.
  - Dziwka. - usłyszałam czyiś szept
  - Właśnie dziwka. - powiedział ktoś głośniej.
  - Ile bierzesz za noc?
   Słyszałam jeszcze inne podobne a nawet gorsze wypowiedzi. Łzy zaczęły mi napływać do oczu. Chciałam zapaść się pod ziemię. W tamtej chwili miałam ochotę się zabić. Myślałam tylko jak uciec z tej szkoły tak, żeby nikt mnie już nigdy nie znalazł. Mia zeszła z dumą z ławki, a ja posłałam jej tylko pełne bólu i żalu spojrzenie po czym przecisnęłam się przez tłum i pobiegłam w stronę wyjścia nawet nie wchodząc do szatni po kurtkę.
   Gdy znalazłam się już na zewnątrz w samej bluzie, poczułam mocny podmuch zimnego powietrza. Jednak zignorowałam przeszywające mnie zimno i pobiegłam tam, gdzie zawsze uwielbiałam siadać, w takich momentach jak ten. Był to park niedaleko mojej szkoły. Rzadko kto tamtędy przechodził, więc wiedziałam, że tam nikt nie zobaczy moich łez, Mogłam sobie spokojnie posiedzieć, popłakać i poużalać się nad swoim życiem. Dlaczego właśnie mi się to przytrafiło, a nie komuś innemu, kto na to zasługuje? Mia pewnie śmieje się teraz ze mnie razem z innymi. W tej szkole jestem już skończona. Nie mam tam po co wracać. W myślach przeklinałam to, że poprosiłam Louisa , żeby mnie podwiózł. Mogłam pójść na piechotę i się spóźnić, albo wydać to kilka funtów na tą głupią taksówkę, ale wolałam zrobić z siebie widowisko.
   Kiedy byłam już w parku usiadłam pod drzewem, położyłam torbę obok siebie i pozwoliłam swobodnie popłynąć moim łzom, które zmieszały się z moim makijażem. Prawdopodobnie teraz wyglądam jak klaun, ale nie dbałam już o to. Nie obchodziło mnie już nic. Skuliłam się z zimna, jednak nie chciałam wracać do domu. Musiałabym jechać autobusem i pokazać się w takim stanie ludziom co by było już dla mnie nie do zniesienia. Dzisiaj wystarczająco się już nacierpiałam. Liczyłam się z tym, że zaraz nauczycielka w szkole zobaczy moją nieobecność i zadzwoni do mojej mamy, ale to też miałam gdzieś. Płatki śniegu spadające z nieba upadały na moje ubrania i na moje włosy. Czułam jak powoli zamarzam razem ze swoimi łzami. Docisnęłam nogi do siebie jeszcze bardziej, jednak to też nic nie dało.Targało mną tyle emocji, że zaczęłam być wściekła na Louisa. Obwiniałam go w myślach o to wszystko co się teraz stało i o to, że jeśli teraz zamarznę na śmierć to on również będzie jego wina.
  Po kilkunastu minutach siedzenia byłam już tak przemarznięta, że nawet nie mogłam wstać. Drżałam z zimna i czułam skurcze mięśni  Z trudem sięgnęłam do torby po telefon i wybrałam pierwszy lepszy numer, który mi się wyświetlił.
  Po chwili usłyszałam w słuchawce znajomy, męski głos. Wiedziałam do kogo on należy i chociaż liczyłam na to, że trafi mi się numer Kate albo Lily to obawiałam się, że nie starczy mi już sił, żeby zadzwonić do którejś z nich, dlatego musiała poprosić Louisa o pomoc.
  - Louis, musisz mi pomóc proszę... - wyszeptałam do słuchawki.
  - Lucy, co jest?! Gdzie jesteś, słyszę wiatr. - mówił Louis poddenerwowanym głosem.
  - W parku. Nie mam kurtki jest mi zimno. Błagam przyjedź... - powiedziałam słabym głosem i upuściłam telefon. Dochodziły do mnie jeszcze jakieś krzyki Louisa, a potem ułożyłam się na trawie i zamknęłam oczy z wyczerpania.






 Koniec ósmego rozdziału! Myślicie, że Louis przyjedzie w porę po Lucy? Dajcie znać w komentarzach.

  

piątek, 10 czerwca 2016

Rozdział 7

*Lucy*
   Stałam przed ołtarzem w kościele, w długiej, białej sukni i z welonem na głowie Odwróciłam się.Wszystkie ławki były zapełnione gośćmi.  W pierwszej ławce siedziała moja mama, Danielle i mój tata z uśmiechami na twarzy. Wszędzie było pełno kwiatów, a do ołtarza prowadził długi czerwony dywan.  Wygląda na to, że miałam brać ślub, ale zastanawiałam się kim jest pan młody? Ksiądz stojący przede mną zaczął się niecierpliwić. Ja też, bo nadal nie wiedziałam z kim mam brać ślub, ale nie byłam tym przerażona. Wręcz przeciwnie. Ogarniała mnie wewnętrzna radość i spokój. Nagle zza dużych, żelaznych drzwi na końcu kościoła wyłonił się Louis w czarnym eleganckim garniturze i z różą schowaną w małej kieszonce na jego marynarce. Posłał mi swój zniewalający uśmiech i już zrobił pierwszy krok na schodkach prowadzących do krzeseł pary młodej wyłożonych białą, jedwabną płachtą, kiedy nagle rozległ się dźwięk wystrzału z pistoletu i Louis upadł przed moimi nogami cały we krwi. Zaczęłam krzyczeć i natychmiast uklęknęłam przy nim wołając, żeby ktoś mu pomógł, ale w ławkach już nikt nie siedział. W kościele nie było nikogo oprócz nas. Słychać było tylko mój rozpaczliwy krzyk, który zaczął  powoli rozdzierać moje płuca.
   Obudziłam się czując czyjąś rękę potrząsającą cały czas moim ramieniem. Słyszałam jakiś męski głos, wołający moje imię, więc otworzyłam oczy przestraszona, że ktoś wtargnął do mojego domu. Po chwili zdałam sobie sprawę, że przecież dzisiejszej nocy spał u mnie Louis, bo bałam być w domu sama po horrorze, który wczoraj wspólnie oglądaliśmy, dlatego kazałam mu zostać. Kiedy otworzyłam oczy, Louis odsunął się ode mnie patrząc na mnie przestraszony.
  - Wybacz, że cię budzę, ale tak strasznie krzyczałaś, że musiałem to zrobić.
  - Oh, miałam zły sen, to pewnie dlatego - powiedziałam przypominając sobie mój koszmar.
  - Co ci się śniło? - zapytał Louis z zaciekawieniem mi się przyglądając.
   Dopiero teraz zauważyłam, że jest w moim łóżku, chociaż miał spać w pokoju Danielle.
  - Dlaczego jesteś w moim łóżku? - zmieniłam temat.
  Louis zastanowił się chwilę, pewnie nad jakąś wymówką, dlaczego musiał spać ze mną, a potem powiedział:
  - No bo zasnęłaś wczoraj na kanpie w salonie, więc przeniosłem cię tutaj. Potem chyba wzięłaś mnie za poduszkę i się we mnie wtuliłaś, dlatego położyłem się obok ciebie, żeby cię nie budzić.
  - Oh. - tylko tyle zdołałam z siebie wydusić zawstydzona z relacji, którą mi zdał. Jak mogłam pozwolić na to, żeby mnie nosił, a w dodatku ze mną spał? Chociaż z drugiej strony to takie słodkie.Ciekawe jak to wyglądało kiedy mnie niósł...
   Moje rozmyślania przerwał Louis, który podniósł kołdrę i zaczął się się przebierać. Kiedy zdjął z siebie koszulkę, mogłam podziwiać jego cudowny, wyrzeźbiony tors. Nawet nie zauważyłam jak stanął przede mną z zadziornym uśmieszkiem na ustach.
  - Podoba ci się moja klata? Bo odkąd zdjąłem koszulkę przez cały czas się na nią patrzysz.
  - Co? Nie. - natychmiast odwróciłam się w drugą stronę, zawstydzona. Dlaczego pozwoliłam mu się przyłapać?
  - Więc nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli pójdę się teraz przebrać do łazienki? - zapytał wciąż się uśmiechając.
  - Oczywiście, że nie. Idź. - odparłam szybko, pospiesznie wychodząc z łóżka.
   Podeszłam do szafy delikatnie kręcąc pupą, gdy mijałam Louisa. Kiedy schyliłam się przy szafie, wyjmując z niej jakieś ubrania na przebranie, czułam jego wzrok na swoim tyłku. Odwróciłam się szybko i spojrzałam na niego triumfalnie.
  - I kto tu się na kogo gapi?
   Louis szybko odwrócił wzrok, zabierając swoje rzeczy leżące na krześle przy moim biurku.
  - Ymm...Ja już idę. - powiedział trochę speszony i wycofał się z mojej sypialni, kierując się szybkim krokiem do łazienki.
   Po jego wyjściu zamknęłam drzwi i zaczęłam się śmiać. Wiedziałam, że to na niego zadziała. Nie mogłam przestać się śmiać nawet wyjmując z szafy ubrania. Zdecydowałam ubrać się dzisiaj w czarną, luźną spódnicę i szary crop top z napisem na długi rękaw. Potem zeszłam na dół do łazienki, żeby się przebrać zabierając ze sobą moją kosmetyczkę.
   Kiedy weszłam do łazienki od razu zerknęłam w lustro. Jednak wcale nie wyglądałam tak źle, jak myślałam. Nałożyłam tusz na rzęsy i narysowałam kreski na powiekach. Następnie przebrałam się w przygotowane przez siebie wcześniej ubrania i wyszłam z łazienki. Louis również się już przebrał i siedział na kanapie w salonie zapatrzony w swój telefon. Kiedy podniósł oczy znad komórki, wstał i podszedł do mnie, wkładając telefon do kieszeni.
  - To ten...dzięki za noc i wczorajszy wieczór. Fajnie mi się z tobą spało, oczywiście bez żadnych podtekstów. - dodał szybko. - Ja już będę spadać.
  - Nie zostaniesz na śniadaniu? - zabrzmiałam jak desperatka, próbująca usiedlić swojego kochanka na jak najdłużej i skarciłam się za to w myślach, jednak miałam nadzieję, że Louis nie zwrócił na to uwagi. Zresztą chyba często słyszał takie propozycje śpiąc ze wszystkimi kobietami,które stanęły mu na drodze. Mam na myśli seks, oczywiście.
  - Wiesz, nie mam za bardzo czasu. Obowiązki wzywają. Mam trening za dosłownie niecałe dwie godziny, więc muszę wrócić do domu i się trochę ogarnąć.
  - No tak, rozumiem. - pokiwałam głową ze zrozumieniem, ale mimo to czułam się trochę zawiedziona. Sama nie wiem czemu. Jeszcze dwa dni temu byłam zła na Louisa. Obiecałam sobie, że zerwę z nim całkowicie kontakt, że zapomnę o nim, ale kiedy wczoraj przyszedł do mnie i spędziliśmy ze sobą trochę czasu to coś zaczęło mnie do niego ciągnąć. Tak nie powinno być, jednak tak właśnie jest. Zastanawiam się tylko czy on też coś takiego do mnie poczuł. Boję się tego przyznać nawet sama przed sobą, ale chciałabym żeby tak było.
   Louis posłał mi przepraszający uśmiech, a potem poszedł prosto do holu. Wziął z wieszka swoją dżinsową kurtkę i odwrócił się na chwilę w moją stronę machając mi na pożegnanie, po czym wyszedł. Chwilę później usłyszałam warkot silnika, mówiący, że już odjechał. Westchnęłam teatralnie i poszłam na górę do mojej sypialni poczytać książkę.
*Louis*
   Trudno mi było zostawić Lucy. Bardzo chciałem zostać u niej na tym cholernym śniadaniu, żeby móc spędzić z nią jeszcze chwilę, ale niestety nie mogę. Umówiłem się z Justinem i Liamem, że potrenujemy razem do zbliżającego się meczu. Musimy go wygrać.
   Obawiam się, że zacząłem do niej coś czuć, bo nigdy czegoś takiego nie miałem. Zawsze obchodził mnie tylko seks. Wcześniej nie starałbym się o wybaczenie kobiety, gdybym nie wiedział czy da mi potem dupy. Nigdy nie latałbym specjalnie do sklepu po ogórki i masę słodyczy tylko dlatego, że jakaś laska ma okres. Po prostu chodzi mi o to, że nigdy wcześniej się tak nie zachowywałem jak teraz. Przecież jeszcze kilka dni temu brałem Lucy za kolejny obiekt seksualny do zdobycia, dlatego dziwi mnie to co ta dziewczyna ze mną robi, ale widzę doskonale, że nie tylko ona mnie pociąga. Ja ją też. Widziałem jak patrzyła na mnie, kiedy zdjąłem przy niej koszulkę. Oprócz tego ona jest taka opiekuńcza. Cieszyło mnie to, że nie próbowała za wszelką cenę drążyć tematu o moim ojcu, tylko bez słowa mnie przytuliła. To było miłe z jej strony. Nie lubię o nim mówić i dobrze, że to uszanowała. Dla mnie w zasadzie to jest obcy człowiek i nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Kiedy byłem jeszcze mały zostawił mnie i moją matkę, a odezwał się do mnie dopiero teraz, po tylu latach, kiedy dowiedział się, że jego dawno zapomniany syn zrobił karierę i jest sławny. Według mnie to jest naprawdę żałosne.
   Najpierw podjechałem pod moją willę, żeby wziąć prysznic, zabrać torbę z ubraniami na zmianę i innymi rzeczami potrzebnymi na trening. Podczas pakowania torby na górze w mojej sypialni włączyłem telewizor wiszący na ścianie. Na ekranie pojawiła się blond prezenterka na oko po trzydziestce zapowiadająca znudzonym głosem pogodę na nadchodzący tydzień w Doncaster.
- W poniedziałek będzie zachmurzenie i znaczny spadek temperatury nawet do - 10 stopni celcjusza - mówiła pokazując na mapę - We wtorek i w środę zapowiadają się intensywne opady śniegu oraz towarzysząca temu niska tenperatura podobnie jak w poniedziałek sięgająca - 10 stopni celcjusza.
  - Eh, czyli będzie padać na okrągło śnieg. - stwierdziłem wyłączając telewizor i upychając do torby ostanie rzeczy. Później poszedłem do łazienki biorąc ze sobą świeże ubrania z garderoby.
   Po pół godzinnym prysznicu nawet nie miałem już czasu na zjedzenie w spokoju śniadania, dlatego zbiegłem szybko na dół z torbą na ramieniu i wyjąłem z lodówki sałatkę grecką i sok jabłkowy z zamiarem zjedzenia jej w drodze. Z holu wziąłem kluczyki do mojego nowego, białego lamborgini i opuściłem swoją rezydencję zamykając uprzednio drzwi na trzy zamki.
Gdy dojechałem już na niewielki stadion, na którym zawsze trenujemy, wysiadłem z samochodu i podszedłem do bramki, gdzie stał jak zwykle o tej porze ochroniarz - Josh.
  - Louis! - wykrzyknął na mój widok rozpromieniony. - właź chłopie, znowu treningi, co?
  - Ta - odpowiedziałem, podając Joshowi rękę na przywitanie. - Justin i Liam już są?
  - Tak. Przyszli razem jakieś piętnaście minut temu. Myślałem, że nie przyjdziesz, bo zawsze chodzicie we trzech.
  - Byłem u mojej koleżanki. - powiedziałem wymijająco i szybko poszedłem do szatni nie chcąc zagłębiać się w temat, bo wiedziałem, że Josh zaraz zacznie wypytywać mnie o Lucy, a tego chciałem uniknąć.
  Po przebraniu się, zostawiłem torbę z ekwipunkiem w szafce, zabierając z niej przedtem tylko wodę, po czym poszedłem na jedną z dużych, krytych hal jakie się tutaj mieszczą. Na boisku już byli Justin i Liam, którzy teraz właśnie rozgrzewali się przy bramkach rozmawiając ze sobą.
  - Mówię ci Jus, ona była taka gorąca i w dodatku niezła w łóżku. - mowił podekscytowany Liam.
  - No to niezłą sztukę, sobie upolowałeś. - zaśmiał się Justin klepiąc Liama po plecach. - Gratki stary.
  - O kim mówicie? - zapytałem stając obok nich. Dopiero teraz moi kumple mnie zauważyli.
  - O twojej imprezie w piątek. - odpowiedział Liam. - Przespałem się z niezłą laseczką, chyba koleżanką tej twojej niuni, za którą tak latałeś, jak jej tam było?
  - Lucy. I wcale za nią nie latałem tylko chciałem z nią porozmawiać. To wszystko. - powiedziałem chociaż to nie było całkowicie zgodne z prawdą, bo fakt przez połowę imprezy się za nią uganiałem. - Jak nazywała się ta koleżanka Lucy, którą przeleciałeś?
  - Lily Johnson, a czemu pytasz?
  - Lily. - pokiwałem głową przypominając sobie jak mnie podrywała w szpitalu i na początku imprezy, kiedy dopiero wszystkie przyszły. - Cóż na mnie też chyba leciała i to od samego początku. Podoba ci się?
   Nagle usłyszeliśmy głośny, wręcz ogłuszający gwizdek naszego trenera zbilżającego się w naszą stronę.
  - Widzę, że moja ulubiona trójca święta postanowiła dziś trochę potrenować? - przywitał nas z uśmiechem, który natychmiast znikł. - Więc nie plotkować jak baby tylko ćwiczyć! - nad naszymi głowami rozległ się ponowny gwizd, więc ja od razu zabrałem się za rozgrzewkę, a Justin i Liam pobiegli ćwiczyć na środku boiska podania.
   Po męczącym, godzinnym treningu, zmęczeni weszliśmy do szatni. Korzystając z chwili milczenia postanowiłem wypytać jeszcze Liama o Lily z czystej ciekawości.
  -Liam, to jak podoba ci się Lily?
  - Jest ładna, ale nie wiążę z nią wielkich planów. Była dobra na jedną noc. - odpowiedział wzruszając ramionami i wyciągając butelkę wody ze swojej torby.
  - Idę pod prysznic. - oznajmił po chwili i wyszedł zostawiając mnie i Justina samych w szatni.
   Justin odłożył swój napój, który dotychczas pił i wytarł ręką usta.
  - Smakuje jak siki dinozaura. - stwierdził z obrzydzeniem.
  - Skąd wiesz jak smakują siki dinozaura?
  - Nie wiem. Tak powiedziałem. A tak między nami to ty z tą Lucy coś poważnego?
  - Jesteśmy tylko przyjaciółmi. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. - Poza tym ja nie nadaję się na  poważny związek. Sądze, że jeszcze do tego nie dorosłem mimo, że mam już 22 lata.
  - Ja mam to samo. - Justin pokiwał głową ze zrozumieniem.
  - Ale widziałem, że trochę kręciłeś z Kate w piątek na imprezie. Stary jak ty to zrobiłeś, że się do ciebie odezwała?
   Mój przyjaciel od razu się rozpromienił i podniósł z dumą głowę.
  - To się nazywa urok osobisty, Louis. Kate jest uroczą dziewczyną, tylko trzeba ją odpowiednio podejść.
  - Mówisz jak zakochany. Czy aby na pewno rozmawiam z moim przyjacielem? - zaśmiałem się.
  - Daj spokój to nie ja uganiałem się przez połowę imprezy za Lucy i nie ja chciałem się z nią całować
  - Nie uganiałem się za nią. Chciałem z nią tylko porozmawiać. - powiedziałem, ale nie do końca było to zgodne z prawdą. Rzeczywiście uganiałem się za Lucy, bo chciałem jej wszystko wytłumaczyć, kiedy dowiedziała się od Nialla, że na początku planowałem ją przelecieć. Jednak tego Justin nie musi tego wiedzieć ani nikt inny. - Tak czy inaczej jesteśmy tylko przyjaciółmi. - skwitowałem pewnie pod koniec.
  - Skoro tak mówisz... - Justin wzruszył ramionami.
   Chwilę później drzwi od szatni się otworzyły i stanął w nich mokry Liam w samych spodenkach i z niebieskim ręcznikiem przewieszonym przez ramię. Podszedł do swojej szafki i wyjął ze swojej torby telefon. Przez chwilę czytał coś na nim ze zmarszczonymi brwiami, a potem się roześmiał wyciągając urządzenie przed siebie tak, żebyśmy mogli zobaczyć oboje z Justinem. Na ekranie widniała wiadomość:
   "Hej Liam, dzięki za tamtą noc, było naprawdę wspaniale. Pomyślałam, że może dasz mi się dzisiaj gdzieś wyciągnąć?"
   Na samej górze ekranu był nadawca: Lily Johnson.
  - No nieźle. Zamierzasz z nią gdzieś iść? - zapytał Justin przyglądając się Liamowi. Ja też byłem ciekawy co odpowie.
  - Nie. Mówiłem wam, że to była laska na jedną noc. Nie mam zamiaru chodzić z nią na randki, a potem być jak te inne słodkie parki karmiące się jedzeniem w restauracjach jakby nie mieli własnych rąk. - prychnął z pogardą.
  - Więc tak na przyszłość to nie dawaj laskom swojego numeru, jeśli nie masz zamiaru się z nimi ponownie spotykać. - doradził mu Justin, po czym dodał. - Jestem w tym doświadczony.
  - Dzięki, następnym razem pójdę za twoją radą. - odparł Liam i zaczął wystukiwać na swoim telefonie odpowiedź. Nie musiałem nawet wiedzieć co mój przyjaciel pisze, żeby być pewnym, że po jej otrzymaniu Lily się załamie. Nie zależało mi na niej, ale było mi jej zwyczajnie szkoda. Wiem, że dziewczyny źle znoszą jakiekolwiek odmowy, ale mężczyźni nie interesują się dziewczynami, które dają już przy pierwszej okazji dupy, dlatego też po części rozumiałem Liama. Zmieniając temat, postanowiłem sprawdzić Justina wykorzystując to co wcześniej powiedział.
  - Justin. - zacząłem niewinnie. - Dałeś swój numer Kate?
  - No tak, a czemu pytasz?
  - Więc to znaczy, że masz się z nią zamiar ponownie spotkać. A to znaczy, że ci się podoba. - zacząłem się śmiać przybijając sobie w myślach piątkę. Chciałem po prostu dowiedzieć się czy Justin wiąże z Kate jakieś plany, bo sam na pewno by mi tego nie powiedział. Znam go i wiem, że nie lubi rozmawiać o takich rzeczach podobnie jak ja, dlatego postanowiłem dowiedzieć się tego podstępem.
   Liam również zaczął się śmiać.
  - Uuuuuu czyżby Justin Bieber się zakochał?
  - Przestańcie, nie zakochałem się w niej, może rzeczywiście mi się podoba ale nic poza tym! - oburzył się Justin tupiąc nogą jak mała dziewczynka i wychodząc pospiesznie z szatni.
  - To kiedy zaprosisz ją na randkę? - wykrzyknął za nim Liam.
  - Nie zaproszę jej na randkę tylko na przyjacielskie spotkanie i nawet jak to zrobię to wam o tym nie powiem! - odkrzyknął zamykając za sobą z trzaskiem drzwi.
   Kiedy już wyszedł, razem z Liamem jeszcze przez chwilę się śmialiśmy, a potem Liam mnie zapytał.
  - Myślisz, że Justin będzie z Kate? Do tej pory cały czas sprowadzał na chatę co noc to inną panienkę, ale teraz... On nawet tej Kate palcem nie dotknął. Widziałem jak na nią patrzył kiedy ze sobą rozmawiali. Bez przerwy głupkowato się uśmiechał i przeczesywał ręką włosy.
  - Kto wie, może dorósł już do poważnego związku tylko nie chce się nam przyznać. Jeszcze chwilę temu mówił mi, że nie jest na to gotowy.
  - A mówią, że to kobieta zmienną jest. - stwierdził ze śmiechem Liam.
  - Tylko mu tego nie mów, bo się obrazi. - powiedziałem również się śmiejąc. - A tak między nami to myślę, że coś z tego będzie. Tylko szkoda, że Justin wybrał sobie na obiekt westchnień taką zołzę. - westchnąłem przypominając sobie reakcję Kate na mój widok i to jak wygrażała mi w szpitalu u Lucy pięścią. Cóż, może ja też dorosnę pewnego dnia do związku i wybiorę sobie na mój obiekt westchnień Lucy? Kto wie co przyniesie przyszłość...
*Lucy*
   Było południe, kiedy stałam w kuchni i robiłam sobie na obiad spaghetti. Wcześniej poszłam do sklepu spożywczego przy moim domu i kupiłam odpowiednie składniki. Odkąd Louis wyszedł czułam się jakoś dziwnie samotna. Brakowało mi jego obecności. Chciałam, żeby tu był. Teraz jestem już pewna, że się w nim zakochałam. Przed oczami cały czas miałam obraz naszego wczorajszego wspólnie spędzonego wieczoru. Było bardzo miło, tylko nadal zastanawiało mnie czemu Louis zareagował tak emocjonalnie na pytanie o jego ojca. Stwierdziłam, więc, że może dowiem się coś o nim z internetu.
   Cały czas pilnując gotującego się obiadu, wyjęłam telefon i wpisałam w wyszukiwarkę nazwisko Louisa. Na początku wyskoczyło mi o nim kilka mało znaczących artykułów; gdzie ostatnio grał mecz, ile bramek strzelił i inne tego typu rzeczy. Jednak, kiedy przesunęłam palcem w dół ekranu pokazała mi się strona utworzona przez jego fanki na jego temat z podpisem; 100 rzeczy których nie wiesz o Lousie Tomlinsonie. Niewiele myśląc kliknęłam w nią i zaczęłam czytać pierwszy punkt.
  1. Louis zaczął grać w Manchester United, kiedy miał 19 lat.
  2. Jego najlepsi przyjaciele to Justin Bieber i Liam Payne.
    Hmm, to akurat już wiem. Było jeszcze dużo punktów dotyczących jego kariery, ale jeden z nich najbardziej przykuł moją uwagę:
  28. Louis powiedział, że kiedy jest z dziewczyną, która mu się podoba lubi oglądać z nią horror, bo wtedy ma okazję się do niej poprzytulać.
   Na mojej twarzy od razu pojawił się wielki uśmiech. Czy to znaczy, że podobam się Louisowi? Najwyraźniej. Stałam tak przez chwilę, a uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Ocknęłam się dopiero, gdy mój telefon zawibrował mi w dłoni i włączyła się charakterystyczna melodyjka, którą mam na dzwonku. Na wyświetlaczu pokazało się imię jednej z moich przyjaciółek: Lily.
  - Co tam Lily? - zapytałam radosnym głosem, wyłączając elektryczną płytę na której gotowałam kluski na spaghetti.
  - Mogę do ciebie przyjść? - spytała Lily zapłakanym głosem. - Nawet nie wiesz co się stało...
  - Oczywiście, nawet nie musisz pytać. - odpowiedziałam natychmiast. - Ale słonko, co się stało?
  - Opowiem ci wszystko jak przyjdę. To nie jest rozmowa na telefon. - ucięła moja przyjaciółka i  szybko się rozłączyła. Naprawdę byłam ciekawa co takiego się stało i jednocześnie martwiłam się o nią. Nagle ochota na spaghetti mi odeszła, odłożyłam mojego iPhona na blat i usiadłam na krześle przy wyspie kuchennej oczekując ze zniecierpliwieniem na Lily.
                                                                   ***
   15 minut potem w moim domu rozległo się ciche pukanie do drzwi. Szybko podniosłam się z krzesła i otworzyłam je. Stała w nich Lily, tak jak się tego spodziewałam. Była cała przemoknięta od deszczu ze śniegiem, który padał od dobrych dwóch godzin. Na jej kurtce i futrzanym kapturze były jeszcze pojedyńcze płatki śniegu. Na twarzy miała czarne strużki po łzach, które cały czas spływały po jej policzkach.
  - Wejdź. - powiedziałam i otworzyłam szerzej drzwi, po czym szybko je zamknęłam, żeby zimne powietrze nie dostało się do środka.
   Lily zdjęła kurtkę, a potem poszłyśmy do mojej sypialni. Pomimo, że w domu nikogo oprócz nas nie było, zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku obok przyjaciółki.
  - Opowiadaj. Co się stało? - od razu zażądałam.
  - Liam... - zaczęła Lily nadal drżącym głosem. - To ten cały kolega Louisa, wielki mi piłkarz.
  - On ci coś zrobił? - spytałam z niepokojem przytulając do siebie Lily i zachęcając ją, żeby mówiła dalej.
  - Tak, zrobił. To zwykły cham i świnia, ale zacznę od początku. Mówiłam ci w piątek na tej nieszczęsnej imprezie, że pójdę z nim poflirtować. No więc poflirtowaliśmy, trochę wypiliśmy, a potem.... - urwała na chwilę. - Przespaliśmy się ze sobą. Myślałam, że ja mu się naprawdę podobam i ta nasza wspólna noc to potwierdziła, więc napisałam do niego smsa z pytaniem czy może nie wyszlibyśmy gdzieś dzisiaj razem, a on odpisał mi, że... Uhh zresztą sama zobacz. - Lily włączyła swój telefon, kliknęła w niego kilka razy, a potem przesunęła ekran w moją stronę. Pierwszą wiadomość napisała ona, a pod nią była odpowiedź od Liama:

"Lily jesteś taka naiwna. Myślałaś, że skoro się ze mną prześpisz, umówię się potem z tobą na randkę? Mała, naiwna Lily. Kochanie chcę ci uświadomić, że jesteś w błędzie i moja odpowiedź brzmi: nie. Nie umówię się z tobą i nie pisz do mnie więcej."

- Co za skretyniały dupek. - stwierdziłam z oburzeniem. - Nie płacz Lil, obiecuję ci, że z nim porozmawiam i to nie będzie miła rozmowa.
  - Dzięki Lucy. - wydukała Lily kładąc głowę na moich kolanach i zakrywając swoją zapłakaną twarz we włosach. - Ale obawiam się, że on się tym za bardzo nie przejmie. Mam tylko nadzieję, że Louis nie zrobi ci takiego świństwa jak Liam mi.
  - Ja też... - powiedziałam cicho.
   "Tym bardziej, że się w nim zakochałam" - dodałam sobie w myślach.



   Więc mamy już rozdział 7! W tym rozdziale było trochę mało scen z Lucy i Louisem razem, ponieważ postanowiłyśmy skupić się tu trochę na losach Lily i Liama, oraz na Justina i Kate, a swoją drogą Lucy nareszcie przyznała się przed samą sobą do tego, że zakochała się w Lou. Jak myślicie odwołując się do pary naszych głównych bohaterów. Louis odwzajemni uczucia Lucy? Gazix i Lucix. :* xoxo

środa, 8 czerwca 2016

Rozdział 6

*Louis*
   Następnego dnia, po imprezie obudziłem się z wielkim kacem. Po wyjściu Lucy było mi strasznie głupio, chciałem zapomnieć o wszystkim i dlatego trochę za dużo wypiłem. W dodatku wylądowałem w łóżku z Jane. Dla wyjaśnienia ja i Jane kiedyś mieliśmy ze sobą pewien układ. Łączył nas seks, ale w końcu Jane stała się wobec mnie zaborcza. Kontrolowała mnie na każdym kroku, chciała stałego związku, a ja nie chciałem się w coś takiego pakować, więc po prostu odciąłem się od niej. Sam nie wiem po co ją wczoraj do siebie zaprosiłem. Może dlatego, że wiedziałem jak to się wszystko skończy, ale i tak jestem na siebie strasznie zły. Lucy miała rację. Jestem zwykłą świnią, wykorzystuje kobiety tylko do seksu, ale niestety ja już taki jestem i chyba nie umiem się już zmienić.
   Nie chętnie zwlokłem się z łóżka i poszedłem do kuchni. Wyjąłem z szafki tabletkę na ból głowy i popiłem sokiem pomarańczowym stojącym na blacie. Nie miałem ochoty nic jeść, dlatego wróciłem do mojej sypialni, żeby się przebrać. Założyłem luźne w kroku spodnie dżinsowe i białą bluzę z logo mojego klubu. Zerknąłem na zegarek stojący na mojej szafce nocnej. Było już 20 minut po 12. Postanowiłem, więc zadzwonić do Lucy i spróbować ją jeszcze raz przeprosić, chociaż byłem pełen wątpliwości czy ode mnie odbierze. Rozejrzałem się po pokoju, ale nigdzie nie mogłem dostrzec swojego telefonu, więc zszedłem do kuchni z myślą, że może tam go zostawiłem.
Rzeczywiście mój Iphone leżał na kuchennym stole. Chwyciłem go i wcisnąłem zieloną słuchawkę przy nazwisku Lucy. Czekałem cztery sygnały i już miałem zrezygnować i się rozłączyć, kiedy usłyszałem jej cichy głos.
  - Słucham?
  - Hej Lucy. - przywitałem się.
  - Kto mówi? - zapytała, a w jej głosie było słychać rozkojarzenie.
  - No jak to kto, przecież masz mój numer. To ja Louis.
  - Ah, to ty. - westchnęła - Nie spojrzałam na wyświetlacz.
  - Inaczej byś nie odebrała? - spytałem chociaż to pytanie brzmiało bardziej jak stwierdzenie.
  - Bingo.
  - Słuchaj wiem co o mnie sobie pewnie teraz myślisz, ale pozwól mi wytłumaczyć. - zacząłem błagalnie.
  - Nie i nie dzwoń do mnie więcej. - zażądała twardo Lucy. - Zresztą tu nie ma nic do tłumaczenia, Louis. Ja już wszystko wiem.
   Zanim zdążyłem się odezwać usłyszałem przerywane połączenie. Próbowałem zadzwonić do niej jesze raz ale po jednym sygnale włączyła mi się jej poczta głosowa. Zdenerwowany rzuciłem komórką o blat. Nie wiem czemu, ale w tej dziewczynie było coś co mnie do niej przyciągało. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Najpierw rzeczywiście chciałem ją tylko posuwać, ale wczoraj, gdy zobaczyłem ból w jej oczach, kiedy dowiedziała się prawdy zrobiło mi się tak głupio i było mi jej strasznie żal. Nie chciałem, żeby przeze mnie było jej smutno. To  nie znaczy oczywiście, że zmieniłem zdanie o angażowaniu się w stałe związki. Ja po prostu chcę się z nią pogodzić i mieć z nią dobre relacje. Tylko na tym mi zależy.
   Ułożyłem więc w głowie idealny plan. Zdobędę jej adres i złożę jej niespodziewaną wizytę. Tylko skąd ja go wezmę? Tego nie przemyślałem, ale zaraz w końcu nazywam się Louis Tomlinson. Ja zawsze dostaje to czego chcę. Wystarczy trochę poszperać w internecie i na pewno znajdę to co chcę. Poszedłem więc na górę i otworzyłem laptopa. Wpisałem w wyszukiwarkę Lucy Swan. Jako pierwsze wyskoczyło mi jej konto na facebooku. Kliknąłem w nie, bo pomyślałem, że może uda mi się dzięki temu czegoś dowiedzieć. Niestety na jej profilu nie było podane zbyt dużo informacji. Dowiedziałem się tylko tyle, że mieszka w Sheffield - jednej z dzielnic w Doncaster niedaleko ode mnie. Przejrzałem jeszcze jej zdjęcia. Na jednym zdjęciu była razem z Kate. Zdjęcie mogłoby się wydawać zupełnie zwyczajne, jednak dla mnie miało duże znaczenie. Powiększyłem je i przyjrzałem się z bliska. Poznawałem tę okolicę. W tle za Kate i Lucy było widać strumyk i kilka ceglanych domków poustawianych równo obok siebie. Wiedziałem jak tam dojechać. Nie miałem co prawda pewności czy w jednym z tych domków mieszka Lucy, ale zawsze mogę kogoś podpytać o jej adres.
   Wyjąłem z szafy dżinsową kurtkę i ruszyłem do wyjścia. Postanowiłem pojechać moim czarnym range roverem, żeby się za bardzo nie wyróżniać.Wziąłem jeszcze z holu kluczyki i pojechałem na poszukiwania Lucy.
*Lucy*
   Po krótkiej rozmowie z Louisem, w złym nastroju wyszłam z pokoju z zamiarem zejścia na dół. Jednak zatrzymałam się, kiedy zobaczyłam moją mamę klęczącą przy walizce w swojej sypialni. Zapukałam w uchylone drzwi dwa razy i weszłam do pomieszczenia.
  - Mamo, po co pakujesz walizkę, gdzieś się wybierasz? - zapytałam
  - Oh, Lucy. Właśnie miałam ci o tym powiedzieć. Muszę jechać do Danielle. Dzwoniła do mnie wczoraj zapłakana. Rozstała się z Drakiem. Na pewno mnie teraz potrzebuje,więc zaproponowałam jej, że do niej przyjadę. Sama rozumiesz. Nie będzie mnie przez jakiś tydzień. Poradzisz sobie, prawda?
   Danielle to moja starsza siostra. Ma 21 lat i studiuje w Walii. Wyjechała tam od razu po śmierci naszego taty, który zginął w wypadku samochodowym trzy lata temu. Drake to jej narzeczony. No cóż, teraz to były narzeczony. Jestem bardzo blisko z moją siostrą, ale nieczęsto ją odwiedzam, bo bilety lotnicze niestety nie są tanie.
  - Mogę jechać do Danielle z tobą - zapytałam z nadzieją w głosie. - Bardzo się za nią stęskniłam.
  - Lucy, naprawdę będzie lepiej jeśli zostaniesz - powiedziała mama podnosząc głowę znad walizki. - Wiesz, że bilety dużo kosztują, a poza tym za chwilę wychodzę, nawet nie zdążyłabyś się spakować.
  - No dobrze. - zawiedziona, dałam za wygraną. - Tylko pozdrów ode mnie Danielle.
  - Będę o tym pamiętać - zapewniła mnie mama i posłała mi ciepły uśmiech, po czym zapięła walizkę i ruszyła z nią w stronę schodów. Pomogłam jej ją znieść, a potem przytuliłyśmy się na pożegnanie. Patrzyłam jeszcze jak mama idzie do taksówki, wkłada walizkę do bagażnika, wsiada do niej i po chwili rusza.
   Zamknęłam drzwi, kiedy taksówka zniknęła mi z oczu i rozłorzyłam się leniwie na kanapie. Obok mnie zakręcił się mój piesek. Biały maltańczyk, którego nazwałam Sisi. Sisi wdrapała się na kanpę i usiadła mi na brzuchu, drapiąc pazurkami moją bluzkę.
  - Złaź ze mnie Sisi - podniosłam się i posadziłam ją na podłodze, sama również siadając tyle, że na kanapie. Nie chciałam siedzieć w domu sama, dlatego postanowiłam zadzwonić do Lily lub Kate i zaprosić moje przyjaciółki do siebie. Jednak zanim zdążyłam wyciągnąć mój telefon z kieszeni, usłyszałam dzwonek do drzwi. Pomyślałam, że to na pewno moja mama się po coś wróciła, dlatego pospiesznie się podniosłam i otworzyłam drzwi nawet nie zaglądając uprzednio przez wizjer co miałam zawsze w zwyczaju. Ku mojemu zdziwieniu w progu nie stała moja mama tylko... Louis.
  - Skąd masz mój adres? - zapytałam mrużąc podejrzliwie oczy.
  - Twój facebook plus informacje od twoich bardzo miłych sąsiadów. - wyszczerzył się. - Będę musiał im jeszcze raz podziękować. To naprawdę mili i uprzejmi ludzie.
  - A ja chyba będę musiała z nimi poważnie porozmawiać. - oświadczyłam poważnie i już miałam zamknąć Louisowi drzwi przed nosem, kiedy wdarł mi się do domu, rozglądając się po nim dookoła.
  - Jesteś sama?
  - Jak widać. - powiedziałam i podeszłam do niego, chwyciłam go za nadgarstek jak nieposłuszne dziecko i zaczęłam ciągnąć w stronę drzwi.
   Na początku Louis nie stawiał żadnego oporu, nie bardzo wiedząc o co chodzi, ale potem zorientował się co zamierzam zrobić, więc zaparł sę nogami, nie pozwalając mi go wypchnąć za drzwi.
  - Traktujesz tak wszystkich swoich gości? - zapytał z udawaną urazą.
  - Tylko tych nieproszonych.
  - Miło mi. Szoda jednak, żebyś marnowała swoje siły. Ze mną nie wygrasz, jestem od ciebie dużo silniejszy. - stwierdził patrząc na to jak nadal z niepowodzeniem ciągnę go do wyjścia.
  - Czyżby? - puściłam go na chwilę i stanęłam z założonymi rękami.
  - Chcesz się przekonać? - zapytał a na jego twarz wdarł się zadziorny uśmieszek.
  Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, Louis wziął mnie, przewiesił sobie przez ramię i zaczął iść w stronę schodów. Szarpałam się z nim i cały czas krzyczałam żeby mnie puścił.
  - No skoro tego chcesz... - westchnął, po czym puścił mnie na chwilę, tak że moja głowa znalazła się na wysokości jego pośladków.
  - Louis!!! - krzyknęłam znowu niezadowolona - Teraz wiszę głową dosłownie przy twoim tyłku!
  - Podoba ci się mój tyłek? - zapytał i mogłabym przysiąc, że znowu głupkowato się uśmiecha.
  - Nie!
  - Zła odpowiedź, kochanie
   Louis znowu mnie opuścił. Tym razem zawisłam niebezpiecznie nad ziemią i pisnęłam przerażona. Kiedy weszliśmy już po schodach, Lou stanął pośrodku korytarza nie wiedząc zapewne w którą stronę ma teraz iść.
  - Tam jest mój pokój. - wskazałam ręką na pokój obok sypialni mojej mamy, nadal zwisając mu przez ramię w niewygodnej dla mnie pozycji.
   Louis wszedł ze mną do mojej sypialni i położył mnie na łóżku. Już myślałam, że wreszcie da mi spokój, ale niestety myliłam się. Zawisł nade mną i przytrzymał mnie za nadgarstki. Dobrze, że nie ma mojej mamy, bo jeśliby teraz weszła do mojego pokoju i zobaczyła nas w tej dwuznacznej sytuacji na pewno miałabym potem wygłaszane dwugodzinne kazanie na temat stosunków seksualnych i o antykoncepcji.
  - Nadal masz wątpliwości co do tego kto jest silniejszy? - zapytał Louis, przygniatając swoimi nogami moje.
  - Nie już nie mam, a teraz możesz mnie puścić - zaśmiałam się.
  - Nie tak szybko. Masz powiedzieć: Louis Tomlinson jest najprzystojniejszym mężczyzną na świecie albo nic z tego.
  - Nie powiem tego.
  - W porządku ja mogę być z tobą w takiej pozycji cały dzień tylko, że jak twoja mama wróci nie wiem co sobie o nas pomyśli.
  - Ona wraca dopiero za tydzień. Pojechała do mojej siostry, która obecnie mieszka w Walii.
   Dlaczego ja mu to powiedziałam? Teraz pewnie będzie odwiedzał mnie codziennie. Powinnam zapanować nad swoim słowotokiem.
  - To dobrze, będę cię odwiedzał codziennie - ucieszył się Louis mówiąc dokładnie to samo co sobie pomyślałam. Niech to szlag.
  - Uhh nie, nie pozwalam ci a tak poza tym to robi mi się niewygodnie. - zaczęłam narzekać. Nawet gdybym chciała go od siebie odepchnąć to i tak nie byłam w stanie, bo moje ręce nadal pozostawały w jego stalowym uścisku nad moją głową.
  - Więc po prostu to powiedz.
   Pewnie nadal bym się z nim targowała, żebym nie musiała tego mówić, ale w obecnej sytuacji nie miałam innego wyjścia. Dłużej bym już nie zniosła tej pozycji, dlatego postanowiłam mu ulec.
  - Louis Tomlinson jest najprzystojniejszym mężczyzną na świecie. - wydusiłam z ogromym niezadowoleniem.
  - Co powiedziałaś, chyba nie usłyszałem. - droczył się ze mną.
  - Przecież powiedziałam, masz mnie teraz puścić. - zażądałam od niego.
  - Powiedz to jeszcze raz, głośniej tak żebym usłyszał, bo wcześniej jakoś nie usłyszałem.
  - To powinieneś zaopatrzyć się w jakiś dobry aparat słuchowy. - mruknęłam wywracając oczami.
   Nagle poczułam w podbrzuszu okropny, przeszywający ból. Skrzywiłam się i syknęłam z bólu. Louis zauważył to i natychmiast mnie puścił, a ja od razu usiadłam na łóżku i skuliłam się, łapiąc się za brzuch.
  - Co się stało? To ja ci zrobiłem? Za długo na tobie leżałem? - zaczął zadawać mi pytania zaniepokojony moją nagłą zmianą zachowania.
  - Nie, to nie ty. Po prostu strasznie mnie rozbolał brzuch. Przepraszam pójdę na chwilę do toalety. Poczekaj tu i nic nie ruszaj.
   Potem szybko wyszłam z pokoju i weszłam do toalety. Usiadłam na kibelku i wszystko się wyjaśniło. Dostałam akurat teraz miesiączki. Po prostu świetnie, idealny moment. Co ja teraz powiem Louisowi. Na pewno będzie pytał co mi jest.
   Gdy już wyszłam po jakiś 10 minutach, Louis tak jak podejrzewałam od razu poderwał się z mojego łóżka z pytaniem co się stało i czy już wszystko ze mną w porządku.
  - Tak jest już okej. To nic takiego. - powiedziałam wymijająco - Nie chcę cię wyganiać Louis, ale trochę źle się teraz czuję, więc myślę, że powinieneś już sobie iść.
  - Jesteś pewna, że to nic takiego? - upewnił się patrząc na mnie badawczo.
  - Tak, to tylko takie... damskie sprawy.
   Na twarzy Louisa pojawił się uśmiech.
  - Masz okres? - zapytał, a raczej stwierdził zadowolony ze swojego odkrycia.
  - Tak, dlatego powinieneś już iść.
   Myślałam, że dłużej mi zajmie wyganianie go, ale Louis nie mówił już nic więcej tylko zszedł posłusznie na dół i skierował się do wyjścia. Pożegnałam się z nim jeszcze krótko, a później wróciłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam telefon i zdecydowałam zadzwonić do mojej koleżanki z klasy - Cassie, dowiedzieć się kiedy są przygotowania do egzaminu z matematyki i dowiedzieć się co było zadane. Jestem już w ostatniej klasie liceum i za kilka miesięcy będę miała egzaminy końcowe, dlatego wolę powoli zacząć się do nich przygotowywać. Przerwa świąteczna skończyła się już dawno, jednak ja siedziałam do tej pory w domu z racji mojego pobytu w szpitalu. Niestety od poniedziałku wracam do szkoły i znowu wrócę do moich codziennych obowiązków.
  - Halo? - odezwała się Cassie w słuchawce
  - Hej Cassie. Dzwonię po lekcje. Powiesz mi co było zadane?
  - Jasne, zaraz ci wszystko podam. Słyszałam, że byłaś w szpitalu, lepiej się już czujesz? To było coś poważnego? - w głosie Cassie słychać było zmartwienie.
  - Teraz czuje się już dobrze. Miałam tylko niegroźny wstrząs mózgu. - uspokoiłam ją. Z Cassie znałyśmy się od trzeciej klasy podstawówki i można powiedzieć, że się przyjaźnimy, ale nie tak mocno jak z Kate czy z Lily.
  - Tylko?! Dziewczyno, mówisz mi że miałaś wstrząs mózgu, leżałaś w szpitalu a ja mam uwierzyć, że to było tylko?
   Opowiedziałam jej więc wszystko. No dobra może nie do końca wszystko. Przedstawiłam Cassie tą samą historyjke co mojej mamie. Nie mogłam narażać na cokolwiek Louisa, w końcu mu to obiecałam, a ja obietnic dotrzymuje. Gadałyśmy z dobre pół godziny, dopóki nie usłyszałam ponownego dzwonka do drzwi. Pożegnałam się, dlatego z Cassie i zeszłam na dół zobaczyć kto znowu postanowił zakłócić mój spokój. Przez wizjer zobaczyłam Louisa  z siatką z supermarketu w ręce. Przewróciłam oczami i otworzyłam mu drzwi.
  - Znowu ty? Przecież mówiłam ci, że nie za dobrze się teraz czuje.
   Louis zignorował moją uwagę ii wtargnął do środka.
  - Wiesz co jest najlepsze, kiedy kobieta ma okres? Słodycze i kiszone ogórki! - wykrzyknął i zaczął wypakowywać na stół zawartość siatki.
   Kładł po kolei: batoniki czekoladowe, bitą śmietanę, dwa litrowe kubełki lodów, cztery paczki kwaśnych żelków, pudełko z czekoladkami nadziewanymi różnymi smakami i całe duże pudełko kiszonych ogórków.
  - Myślisz, że ja to wszystko zjem? - zapytałam obrzucając wzrokiem stos jedzenia na moim stole.
  - Oczywiście, że nie. Ja to z tobą zjem.
  - Jesteś nienormalny. - zaczęłam się śmiać. - Nawet we dwójkę tyle tego nie zjemy.
  - Cóż, w końcu mamy na to tydzień, więc myślę, że jednak zjemy.
  - Chcesz powiedzieć, że będziesz u mnie nocować? - spytałam z niedowierzaniem.
  - Bardziej miałem na myśli to, że  będę cię codziennie odwiedzać, ale oczywiście chętnie przystanę na twoją propozycję.
  - Nie, lepiej będzie jak mnie będziesz tylko odwiedzać.
  - Czyli zgadzasz się, żebym do ciebie przychodził? Ooo jesteś taka kochana. - Louis podszedł do mnie z rozłożonymi rękami i mnie przytulił , a raczej ścisnął tak, że na moment zabrakło mi powietrza w płucach.
  - Nawet gdybym się nie zgodziła to i tak byś mnie odwiedzał, więc co za różnica co powiem? - stwierdziłam delikatnie go od siebie odpychając.
  - W sumie racja. Może obejrzymy razem jakiś film? - zaproponował Louis, otwierając paczkę żelków i wyciągając ją w moim kierunku.
   Wzięłam od niego kilka i podeszłam do telewizora.
  - Jestem za. Jaki oglądamy film?
  - A jakie masz?
   Schyliłam się przeszukując moją biblioteczkę z filmami i zaczęłam wymieniać tytuły.
  - Trzy metry nad niebem, Frank, Anabelle...
  - Anabelle! - wykrzyknął entuzjastycznie Louis podchodząc do biblioteczki i biorąc odpowiednią płytę.
  - Nie, nie lubię horrorórw. Zawsze się na nich boję a potem nie mogę zasnąć w nocy.
  - Możesz się we mnie wtulić. Służę ramieniem. - puścił mi oczko i włożył płytę do odtwarzacza zanim zdążyłam ponownie zaprotestować.
   Kiedy na ekranie pojawiło się menu, Louis wcisnał na pilocie przycisk start i zaczęliśmy oglądać. Na początku sceny nie były, aż takie straszne, ale potem się przeraziłam i schowałam głowę w poduszki. Louis widząc to zaśmiał się i przyciągnął mnie do siebie.
  - Jestem wygodniejszy niż te poduszki.
  - No dobra, może rzeczywiście. - przyznałam i ułożyłam głowę na jego kolanach, a chwilę później jego lewa ręka oplotła moją talię.
   Po kilkunastu minutach leżenia w tej samej pozycji zrobiło mi się niewygodnie i zaczęłam się wiercić próbując znaleźć wygodniejszą pozycję, kiedy nagle usłyszałam stłumiony jęk Louisa.
  - Lucy, błagam nie wierć się tak, jeśli nie chcesz, żeby twoja poduszka zrobiła się twarda. - powiedział niskim, zachrypniętym głosem.
   Dobrze wiedziałam o co mu chodzi i zawstydziłam się. Jestem pewna, że w tamtym momencie moje policzki zrobiły się purpurowe, dlatego przysłoniłam je włosami.
  - Umm, przepraszam. - wymamrotałam i położyłam się z daleka od jego krocza, tak, że byłam na skraju kanapy. Nie odważyłam się już zmienić pozycji do końca trwania filmu. Tylko podczas jednej ze straszniejszych scen wtuliłam się w tors Louisa.
   Gdy na ekranie telewizora pojawiły się napisy końcowe, podniosłam głowę ze swojego miejsca i wyjęłam płytę z odtwarzacza. Za oknem było już ciemno chociaż dopiero kilka minut temu wybiła osiemnasta. Zza chmur wyłonił się  księżyc, a jego blada poświata wpadała przez okno. Co prawda zostawałam już w domu kilka razy sama na noc, ale dzisiejsza noc zapowiadała się straszna. Szczerze mówiąc czułabym się bezpieczniej gdyby Louis został u mnie dzisiaj na noc, ale nie miałam odwagi mu tego zaproponować.
  - Zagramy w dziesięć pytań? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Louisa. - Chodzi w tym o to, że zadajemy sobie nawzajem pytania na zmianę. Każdy może zadać dziesięć. - wyjaśnił.
  - Okej. - zgodziłam się i usiadłam na kanapie obok niego. - Więc zaczynaj.
  - Mieszkasz tylko z mamą? - zadał pierwsze pytanie Louis.
  - Tak. Mój tata zmarł w wypadku samochodowym trzy lata temu.
  - Przykro mi.
   Na chwilę ogarnął mnie smutek na samo wspomnienie o śmierci taty, ale szybko wróciłam do porządku i kontynuowałam grę.
  - A gdzie mieszkają twoi rodzice?
  - Mama w Londynie, czasami ją odwiedzam, albo ona mnie, a tata... nie wiem. W zasadzie nie obchodzi mnie to. - Louis zacisnął szczękę i spuścił wzrok. Chciałam go jeszcze delikatnie wypytać o ojca, jednak on zadał mi następne pytanie.
  - Co chcesz robić po skończeniu szkoły?
  - Pójdę na uniwersytet o ile zdam dobrze egzaminy końcowe i się tam dostanę, a skąd wiesz, że nadal chodzę do szkoły?
  - Widziałem twój dowód osobisty w szpitalu, kiedy musiałem udawać twojego narzeczonego, zapomniałaś? Dobra, teraz ja, a więc...
  - Hej, to się nie liczyło teraz moja kolej - zaprotestowałam - Co się stało z twoim tatą?
  - Nie chcę odpowiadać na to pytanie. - nagle zobaczyłam jak w oczach Louisa zalśniły łzy. Zrobiło mi się go szkoda, chyba jego tata musiał go strasznie zranić.
   Bez słowa przytuliłam go i pogłaskałam uspakajająco  po plecach.
  - W porządku, nie musisz mi nic o nim mówić.
  - Dzięki. - odpowiedział cicho wtulając się we mnie.
   Potem Louis zadawał mi jeszcze pytania związane ze szkołą i przyjaciółmi. Jakie mam oceny, z kim się przyjaźnię i tym podobne, a ja podpytałam go trochę o jego karierę. I tak z dziesięciu pytań zrobiło się koło dwadzieścia. Zanim się spostrzegłam zegar pokazał godzinę 21.
  -   Będę  się juże zbierał. Późno już. - oświadczył podnosząc się z kanapy.
  - Nie! - poderwałam się natychmiast. - To  znaczy... umm chciałam, żebyś został, bo tak ciemno już i... wogóle - poprawiłam się, kiedy spotkałam zdziwione spojrzenie Louisa.
  - Niech zgadnę. Chcesz żebym został u ciebie na noc, bo boisz się spać sama po tym horrorze? - zapytał ze śmiechem.
  - No.... właśnie, ale to twoja wina, bo ty mi puściłeś ten horror i to przez ciebie się teraz boję.
  - No dobra, tylko nie mam się w co przebrać do spania.
  - Dam ci jakąś bluzkę Drake' a z pokoju Danielle. - machnęłam ręką i zaczęłam wchodzić na górę. Widząc to, Louis podreptał za mną.
  - Kto to jest Drake? - zapytał dorównując mi kroku.
  - Były narzeczony mojej siostry - Danielle. - odpowiedziałam krótko, a potem ncisnęłam klamkę do pokoju siostry.
   Podeszłam do jej szafy i wyciągnęłam z niej czarną bluzkę należącą do Drake' a, po czym podałam ją Louisowi.
  - Powinna być dobra.
  - Dzięki. Gdzie masz łazienkę, chciałbym się umyć.
  - Po lewej. - pokazałam na odpowiednie pomieszczenie, a sama weszłam do swojego pokoju po piżamę z zamiarem pójścia do łazienki na dole.
  - Ręczniki są w szafce pod umywalką. A co do spania, to możesz spać w pokoju Danielle. - rzuciłam przez ramię, przeszukując moją szafę w poszukiwaniu jakiejś seksownej piżamki. Nie oceniajcie mnie. Po prostu nie chce wyglądać odpychająco przy Louisie.
  - Ja tam mogę spać z tobą. - stwierdził stojąc w progu łazienki.
  - Nie, Louis. - powiedziałam stanowczo i zeszłam na dół nie chcąc wdawać się z nim w kolejną dyskusję.
   Wzięłam szybki prysznic, umyłam włosy, zmyłam makijaż i umyłam zęby, a potem wyszłam z łazienki i rozwiesiłam mokre ręczniki na kanapie w salonie.
   Słyszałam szum wody na górze, więc stwierdziłam, że Louis nadal bierze prysznic, dlatego włączyłam telewizor i ułożyłam się wygodnie na kanapie oglądając kolejny odcinek Kardashianek. Nawet nie zorientowałam się, kiedy zasnęłam.
*Louis*
   Gdy skończyłem brać prysznic, wyszedłem z łazienki w koszulce, którą mi dała Lucy i w bokeserkach. Zajrzałem do jej sypialni, zapytać się gdzie mam powiesić mokry ręcznik, ale ku mojemu zdziwieniu tam jej nie było.
   Nagle z dołu usłyszałem odgłosy dochodzące najprawdopodobniej  z telewizora, więc stwierdziłem, że najpewniej tam jest, dlatego zszedłem po schodach na dół. Kiedy byłem już na dole stanąłem rozczulony widokiem, który zobaczyłem.
   Lucy spała słodko na kanapie trzymając nadal w ręku pilot do telewizora. Jej mokre, długie, kasztanowe włosy spływały po jej ramieniu, zwisając z kanapy. Była ubrana w krótką, cienką, pastelowo - różową bluzkę na krótki rękaw odsłaniającą jej pępek i krótkie spodenki z zawiniętymi nogawkami w czarnym kolorze. Dzięki temu mogłem podziwiać jej szczupłe nogi i płaski brzuch.
   Stałem tak przez chwilę, aż w końcu na palcach wyłączyłem telewizor, rozwiesiłem mój mokry ręcznik na kanapie obok jej ręcznika i wziąłem ostrożnie śpiącą Lucy na ręce tak, żeby jej nie obudzić. Po cichu zaniosłem ją na górę i położyłem ją do jej łóżka, a sam położyłem się obok, korzystając z okazji, że śpi i nie widzi jak się obok niej kładę. Zgasiłem zapaloną lampkę obok jej łóżka i nakryłem nas kołdrą. Chwilę potem, poczułem jak Lucy wtula się w moją klatkę piersiową zapewne myśląc, że to poduszka.
  - Dobranoc kochanie. - powiedziałem jej cicho do ucha, objąłem ją jedną ręką w pasie, a potem odpłynąłem razem z nią w głęboki sen.


               

      

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Rozdział 5

*Louis*
   Kiedy się trochę ocknąłem z tego co się stało między mną a Lucy, postanowiłem iść jej poszukać. Byłem zły na Justina, za to, że nam przerwał, bo być może teraz bym ją pieprzył. Nie ukrywam, że na tym najbardziej mi zależy, ale oczywiście Lucy nie musi o tym wiedzieć. Nie chcę się bawić w związki, nie jest mi to na rękę. Jest dobrze tak jak jest tyle, że potrzebuje jakiejś dziewczyny do pieprzenia no i właśnie nadarzyła się do tego świetna okazja. Wystarczy, że pobawię się w romantyka, a Lucy już będzie gotowa wejść mi do łóżka, o ile ten gamoń znowu tego nie spieprzy. Była już prawie moja, widziałem, jak chciała mnie pocałować. Już w szpitalu przyszedł mi do głowy ten genialny pomysł, ale nie do końca wypalił, dlatego postanowiłem kontynuować go dzisiaj i zaprosiłem Lucy na moją imprezę.
  Obszedłem cały salon i kuchnię na dole, ale nigdzie nie mogłem znaleźć Lucy. Może weszła na górę? Postanowiłem to sprawdzić i już miałem wejść po schodach, kiedy zauważyłem przy barierce Kate rozmawiającą... zaraz z Justinem? Tak to zdecydowanie był on i nawet się śmiali. Ta dziewczyna potrafi zaskakiwać, widziałem jak nas patrzyła jak by chciała powiedzieć ,, Dla mnie i tak jesteście moralnym zerem ", a teraz w najlepsze rozmawia z moim przyjacielem. Boję się tylko, że Justin chce ją tylko przelecieć, a wtedy Lucy na pewno byłaby zła na mnie za to, że nie ostrzegłem Kate co planuje mój przyjaciel. Chociaż Kate nie wydaje się łatwa, więc nie powinna ulec Justinowi.    Pomijając ten fakt, podszedłem do niej delikatnie odciągając ją od Justina. Z jej twarzy momentalnie zniknął uśmiech.
  - Czego chcesz? - zapytała oschle.
  - Nie wiesz może gdzie jest Lucy? Nigdzie jej nie mogę znaleźć.
  - Ostatni raz, kiedy ją widziałam była z tobą.
   Justin uśmiechnął się pod nosem.
  - Może się speszyła. - zasugerował nie przestając się uśmiechać - Chyba wszedłem w nieodpowiednim momencie.
  - O czym ty mówisz? - wychwyciła natychmiast Kate patrząc na przemian to na mnie to na Justina nic nie rozumiejącym wzrokiem.
   W myślach przyłożyłem Justinowi za to, że się wygadał. Kate od początku mnie nie lubiła. Zawsze kiedy mnie widzi rzuca mi takie spojrzenia jakby chciała mnie zabić. Dziwi mnie dlaczego zgodziła się przyjść na moją imprezę. Lucy musiała ją pewnie bardzo długo namawiać.
  - Ohh, umm Justin ma na myśli, to, że rozmawialiśmy o prywatnych sprawach i on... podsłuchał część naszej rozmowy - próbowałem się tłumaczyć, chociaż przyznam, że to była najgłupsza wymówka jaką kiedykolwiek słyszałem. Posłałem Justinowi błagające spojrzenie i na szczęście mój przyjaciel wiedział co robić
  - Kate, nie masz się czym przejmować, naprawdę. Jest tak jak mówi Louis. - powiedział do niej uspakajająco - Chodźmy się czegoś jeszcze napić
  Zanim Kate zdążyła się sprzeciwić, Jus pociągnął ją za rękę w przeciwna stronę, a ja poszedłem na górę, szukać Lucy
*Lucy*
   Kiedy wracałam do domu taksówką po drodze Louis dzwonił do mnie trzy razy, ale za żadnym nie odebrałam. Nie byłam w stanie z nim rozmawiać, poczułam wstyd po tym co się wydarzyło w ogrodzie. Nie chodzi tu oczywiście o Justina. Wysłałam mu tylko wiadomość o takiej samej treści co do Kate i Lily.

  "Źle się poczułam i postanowiłam wrócić do domu. Mam nadzieje, że nie masz mi tego za złe."

   Jednak chwilę później dostałam od niego odpowiedź.

   "Może jednak wrócisz na imprezę? Wiem, że nie wyszłaś przez złe samopoczucie. Wybacz mi za tamtą sytuację w ogrodzie. Jeśli wrócisz, dopilnuję, żeby tym razem Justin ani nikt inny nam nie przeszkodził."

   Nie miałam zamiaru powtarzać tego co zamierzaliśmy zrobić, ale pomyślałam, że może postąpiłam zbyt pochopnie od razu wychodząc od Louisa. Mogę się przecież dobrze bawić bez niego.

   "W sumie czemu nie, ale nie mam zamiaru robić powtórki z rozrywki, od razu ostrzegam."
   Prawie od razu telefon ponownie zawibrował mi w ręce

   "Czyli to znaczy, że nie dostanę od ciebie całusa? :( "

   "Tak, właśnie to znaczy Louis"

   Potem schowałam telefon do torebki, nie zamierzając już więcej odpisywać na smsy i kazałam taksówkarzowi zawrócić z drogi do miejsca z którego mnie odebrał. Na szczęście nie był to ten sam taksówkarz, który zawoził mnie i moje przyjaciółki za pierwszym razem.
  - Na pewno, chce pani zawrócić? - upewnił się mężczyzna w średnim wieku, zsuwając z nosa swoje duże okulary podobne do tych, które nosił Harry Potter.
  - Tak, proszę zrobić to o co proszę.
   Taksówkarz bez reszty zbędnych pytań, zawrócił z drogi i skierował samochód w przeciwną stronę.
Po mniej niż pięciu minutach znów stanęliśmy pod ogromną rezydencją Louisa. Na szczęście nie zdążyliśmy daleko odjechać, dlatego droga zajęła tak mało czasu.
  - Ile płacę? - zwróciłam się w stronę kierowcy, wyciągając z torebki portfel.
  - Nic, niech pani da sobie spokój. Ledwo zdążyliśmy ruszyć z miejsca. - uśmiechnął się życzliwie. Chyba musiał mieć dzisiaj dobry humor. Tym lepiej dla mnie, że nie muszę płacić, bo inaczej nie wiem czy starczyło by mi na drogę powrotną, po zakończeniu imprezy.
  - Dobrze. Dziękuję panu bardzo. - posłałam mu miły uśmiech i pociągnęłam za klamkę w drzwiczkach.
  - Miłej zabawy życzę. - rzucił mi jeszcze taksówkarz zanim zamknęłam drzwi.
   W polepszonym nastroju, ruszyłam przed siebie. Przekroczyłam nadal otwarta główną bramę i zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, bo muzyka dudniła już na tyle głośno, że z pewnością nikt by nie usłyszał mojego pukania. Drzwi chwilę później otworzyły się, ale nie stanął w nich tak jak poprzednio Louis. Otworzył je ktoś z gości, ale zanim zdążyłam zobaczyć kto, ta osoba wtopiła się w tłum.
   Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nigdzie nie mogłam dostrzec Louisa, ale za to zobaczyłam Kate rozmawiającą z Justinem przy barku z alkoholem w ręce. Zdziwiłam się na ten widok, bo na początku Kate mówiła na Justina "głuptok", ale cóż moja przyjaciółka szybko zmienia zdanie.          Zaczepiłam stojącą niedaleko mnie wysoką blondynkę z nadzieją, że może ona wie gdzie jest Louis. Chciałam go znaleźć, żeby powiadomić go o swoim przyjściu i wyjaśnić mu całą tą sytuację sprzed kilkunastu minut. Czułam się z tym jakoś niezręcznie, dlatego chciałam wyjaśnić mu to co się stało. W zasadzie to boję się, że zaczynam się w nim powoli zakochiwać. Staram się za wszelką cenę odgonić tą myśl od siebie i dlatego uważam, że to co chciałam zrobić było pomyłką. Nie powinnam tego chcieć. Ani ja ani on. Możemy co najwyżej zostać przyjaciółmi. Nie tylko przez sposób w jaki się poznaliśmy, ale głównie dlatego, że pochodzimy z dwóch różnych światów. On jest gwiazdą sportu, a ja...? Zwykłą nastolatką, w dodatku jeszcze nie skończyłam szkoły...
   Blondynka, którą zapytałam o Louisa, powiedziała mi, że widziała go jak szedł na górę z jakąś dziewczyną. Dziewczyną? Czy to możliwe, żeby on pieprzył się po kątach z jakąś laską, kiedy przed chwilą chciał mnie pocałować? Pomyślałam, że może coś jej się pomyliło i biegiem poszłam na górę, uprzednio dziękując jej za pomoc. Nie wiedziałam, w którym pomieszczeniu może być Louis. Na górze było dużo sypialni i łazienek, był też nawet pokój gier i prywatna siłownia Louisa.
 Nagle, gdy zbliżyłam się do jednej z zamkniętych sypialni usłyszałam długi, przeciągły jęk. Byłam prawie pewna, że należał on do osoby, której właśnie szukałam.
  - Ohh, Alyssa, właśnie tak kochanie. - mówił męski, lekko zachrypnięty głos.
   Z zaciśniętym gardłem, nacisnęłam cicho klamkę i uchyliłam drzwi. Zobaczyłam jakąś dziewczynę na kolanach przed Louisem, robiącą mu loda. Myślałam, że za chwilę zwymiotuję, dlatego pospiesznie odwróciłam się, zamykając z trzaskiem drzwi. Nie wiem czemu, ale coś we mnie pękło. Poczułam się zdradzona. Miałam do niego żal o to, emocje się we mnie wprost gotowały. Na początku chciało mi się płakać, a teraz rozpacz przerodziła się w złość na tyle silną, że powstrzymywałam się, żeby nie wejść do tego pokoju jeszcze raz i nie powyrywać tej dziwce wszystkich kudłów. Rozum mi mówił, że nie powinnam być zła, bo w końcu nie jesteśmy razem, ale w tym momencie mnie to nie obchodziło. Chciał się ze mną całować w ogrodzie, a teraz pozwala na to, żeby jakaś plastikowa lala, robiła mu dobrze? Czy chciał po prostu się ze mną zabawić jak z nią, bawiąc się w pieprzonego romantyka?!
   Zacisnęłam zęby i wściekła zeszłam na dół. Byłam pewna, że Louisowi chodziło wyłącznie o to. W końcu każdy gwiazdor taki jest. Jak mogłam pomyśleć, że mogłoby być inaczej?
   Byłam już na dole i właśnie podchodziłam do barku, napić się jakiegoś mocnego drinka, żeby nieco uspokoić buzujące we mnie emocje, kiedy poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam stojącego przede mną Louisa.
  - Lucy, to ty byłaś na górze i weszłaś do mojej sypialni?
   Postanowiłam udawać przed Louisem, że o niczym nie wiem, ale postanowiłam też, że ze mną nie będzie miał tak łatwo. Pokażę mu na co stać Lucy Swan.
  - Przyjechałam tu z powrotem dopiero przed chwilą. Szukałam cię, ale nie znalazłam, więc postanowiłam napić się jakiegoś drinka. Chcesz też? - zapytałam najsłodszym głosikiem na jaki było mnie stać.
   Louis miał zmieszany wyraz twarzy. Najwyraźniej nieco zbiłam go z tropu. Prawdopodobnie spodziewał się, że przyznam się, do tego, że widziałam go w nieciekawej sytuacji i wybuchne gniewem.
 - Umm, nie dzięki jakoś nie mam ochoty na alkohol. - odpowwiedział drapiąc się po karku i wbijając zawstydzony wzrok w podłogę.
   Pokiwałam głową i nalałam sobie wódki z lodem i sokiem, po czym zaczęłam kontynuować rozmowę.
  - Byłeś w sypialni się przebrać czy po co tam poszedłeś? - spytałam niby od niechcenia
  - Ymmm... nie, znaczy... tak. Oblałem się sokiem, więc poszedłem zmienić spodnie. - kłamał Louis. Dobrze widziałam, że się nie przebierał. Poza tym miał te same spodnie co poprzednio. To było beznadziejne kłamstwo. Jeśli chciał, żebym w to uwierzyła mógł przynajmniej przebrać te spodnie na inne albo wymyślić coś lepszego, jednak nie zamierzałam mu tego mówić.
  - Ohh, rozumiem. Postaraj się teraz nic na siebie nie wylać.
  - Tak, na pewno nie wyleję... Przepraszam cię, ale muszę iść do.... umm za chwile wracam. - rzucił na szybko i odszedł pospiesznie gdzieś w tłum tańczących gości.
    "Jesteś taki żałosny" pomyślałam patrząc na niego z politowaniem kiedy odchodził. "A mimo to on ci się podoba" - mówiło coś w środku mnie. "Nie, to dupek" - odpowiedziałam w myślach mojemu wewnętrznemu głosowi i ruszyłam w tłum tańczących ludzi.
  - Mogę panią prosić do tańca? - zapytał jakiś chłopak mniej więcej odrobinę po dwudziestce w wieku Louisa.
   Już miałam powiedzieć mu jakąś banalną wymówkę, kiedy stwierdziłam, że może uda mi się zagrać tym Louisowi na nerwach. Skoro on może to ja też.
  - Z chęcią. - uśmiechnęłam się i podałam mu rękę
  - Jestem Niall. - przedstawił się, ciągnąc mnie w głąb salonu.
  - Lucy.
  - Piękne imię. Prawie tak piękne jak ty.
   Zarumieniłam się i schowałam twarz we włosach. Niall był naprawdę przystojny. Miał czuprynę blond włosów, jasną cerę i błękitne oczy. Był wyższy ode mnie o dwie głowy, ale zresztą jak każdy. Nie należę do wysokich osób.
  - Znasz Louisa?
   To pytanie mnie nieco zdziwiło. Chyba normalne, że go znam skoro mnie tu zaprosił, zresztą jak pewnie każdy. Nie sądzę, żeby Louis zapraszał osoby, których nie zna, dlatego to samo powiedziałam Niallowi.
  - Więc chyba nie znasz go zbyt dobrze. - zaśmiał się chłopak. - Louis zaprasza nawet przypadkowe dziewczyny, których nie zna, żeby potem się z nimi bzykać. Z jedną już chyba to zrobił, bo widziałem jak bierze jakąś na górę. Nie powinienem tego mówić, bo to mój dobry kolega, ale chciałem cię po prostu ostrzec. Szkoda mi takiej ładnej dziewczyny jak ty, dlatego uważaj na niego.
   Wszystkie moje podejrzenia się potwierdziły. Louis jest typowym kobieciarzem, żeby nie nazwać go męską dziwką. Byłam wdzięczna Niallowi, że mnie przed nim ostrzegł.
  - Dziękuję ci Niall za ostrzeżenie, z pewnością będę na niego uważać.
   Niall pokiwał głową, a potem oboje daliśmy się porwać w wir tańca do piosenki "Someone like you" Adele. Po chwili tańca postanowiłam dowiedzieć się od niego parę rzeczy.
  - A w zasadzie to skąd znasz Louisa?
  - Poznaliśmy się na wspólnym meczu. Ja też jestem piłkarzem tyle, że nieco mniej znanym niż Louis. Gram w Doncaster Rovers.
  - Ahh, tak chyba cię kojarzę. Niall Horan, prawda?
  - Dokładnie. - Niall uśmiechnął się z dumą. - Oglądasz, mecze Doncaster Rovers?
  - Czasami zdarzyło mi się zobaczyć.
   Niall w pewnym momencie mocniej mnie objął, a ja wtuliłam się w zagłębienie jego szyi. Kątem oka zobaczyłam zazdrosne spojrzenie Louisa, ale natychmiast odwrócił wzrok, kiedy zobaczył, że się na niego patrzę. Chwilę potem Louis stanął przy nas i odepchnął Nialla ode mnie.
  - Odbijany, przyjacielu. - powiedział zadowolony, obejmując mnie w tali tak jak poprzednio robił to Niall.
  - Co ty robisz? - zapytałam z pretensją w głosie, niechętnie kładąc mu ręce na ramionach.
  - Teraz ja będę z tobą tańczył, nie podoba ci się? 
  - Nie.
  - Jesteś na mnie zła?
  - Skąd. Niby dlaczego miałabym być zła? - starałam się brzmieć naturalnie, ale trochę mi to nie wychodziło, ponieważ prawda była taka, że byłam na niego okropnie zła. Nie mogłam uwierzyć, że zaprosił mnie tu tylko po to, żeby mnie przelecieć.
  - Mówisz tak jakbyś była na mnie za coś wkurzona. Niall ci coś o mnie powiedział? - Louis chyba zaczął się domyślać o co mi chodzi, ale ja uparcie milczałam. W tle usłyszałam jak poprzednia piosenka się skończyła i teraz ktoś włączył coś szybkiego, ale Lou odwrócił się i gestem pokazał, żeby włączyć coś wolniejszego. Z głośników popłynęła więc wolna piosenka "Say Something" - A great big world.
  - Nie wierz mu. - odezwał się po chwili patrząc na mnie z miną zbitego pieska.
  - Nawet nie wiesz co mi powiedział.
  - Czyli przyznajesz się, że coś ci o mnie nagadał. - było to bardziej stwierdzenie niż pytanie
  - Może.
  - Lucy, proszę powiedz. Co on mówił?
   Chciałam się jeszcze pobawić z Louisem w podchody, ale stwierdziłam, że dłużej tak nie mogę. Musiałam mu wszystko wygarnąć. Nie byłam już dłużej w stanie ukrywać mojej złości tymbardziej, że było to po mnie widać.
  - To że jesteś zwykłym dupkiem i od początku chodziło ci tylko o to, żeby mnie przelecieć! - wykrzyczałam. - Ale nie obwiniaj Nialla o swoje niepowodzenie. Już wcześniej się tego domyśliłam jak tylko zobaczyłam cię z tą dziewczyną w twojej sypialni.
   Louis był kompletnie zbity z tropu. Otworzył usta ze zdziwienia i puścił mnie, a ja wykorzystując okazję odwróciłam się do niego plecami i poszłam przed siebie. Nie chciałam wychodzić jeszcze z imprezy. Moja gra się dopiero zaczęła. Chciałam flirtować z każdym i pokazać mu, że tylko on nie może mnie mieć. Moim celem było pokazanie mu, że dla mnie jest zerem, jednak na razie potrzebowałam wyjść i zaczerpnąć świeżego powietrza.
   Zanim zdążyłam dojść do drzwi, poczułam czyjaś silną rękę na ramieniu.
  - Lucy, daj mi wytłumaczyć.
  - Zostaw mnie. - strąciłam jego rękę z obrzydzeniem i wyszłam przed willę.
   Na szczęście Louis nie poszedł dalej za mną, więc mogłam spokojnie usiąść i pozbierać myśli. Przysiadłam sobie nad oświetlonym basenem i spojrzałam w swoje odbicie na tafli wody. Patrząc na nie, widziałam zagubioną dziewczynę, która nie jest do końca pewna swoich uczuć. Nie wiem czemu, ale pomimo tego co się dowiedziałam o Lousie i w jakiej sytuacji go zastałam nie potrafiłam przestać o nim myśleć. W mojej głowie cały czas odtwarzał mi się obraz, gdy prawie się pocałowaliśmy w ogrodzie. Miałam nieodparta chęć zrobić mu na złość, wywołania u niego zazdrości, ale obawiam się, że on szybko znajdzie sobie jakieś pocieszenie. Stwierdziłam więc, że moja zemsta będzie tu bez sensu i dam sobie ze wszystkim spokój.
*Louis*
   Lucy otworzyła ze złością drzwi i wyszła na dwór. Nie poszedłem za nią. Chciałem dać jej trochę czasu na przemyślenia. Źle, że się dowiedziała prawdy o mnie w taki sposób. Myślałem, że przynajmniej zdążę się z nią bzyknąć, ale pech chciał, że akurat Niall musiał wszystko wygadać. Mimo to nie byłem na niego zły. Szczerze to było mi nawet żal Lucy. Dziewczyna chyba się we mnie zabujała. Nie powinna się zakochiwać w kimś takim jak ja, ale to ja dałem jej do tego podstawy, dlatego postanowiłem naprawić przynajmniej po części swój błąd.
   Wyszedłem z domu i rozejrzałem się dookoła. Nad brzegiem basenu siedziała szczupła, niska dziewczyna o jasno- brązowych włosach. To była ona. Wolnym krokiem zbliżyłem się do niej i przysiadłem się obok.
  Lucy nawet nie podniosła na mnie wzroku. Siedziała wpatrzona w swoje odbicie ze smętnym wyrazem twarzy. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, aż postanowiłem pierwszy coś powiedzieć.
  - Wiem, że pewnie masz mnie teraz za skończonego dupka, ale...
  - To prawda. Jesteś zwykłą świnią. - przerwała mi w połowie zdania Lucy.
   Westchnąłem z rezygnacją, ale dalej kontynuowałem swój monolog
  - Nie chciałem, żebyś dowiedziała się tego i to w taki sposób, ale teraz żałuję tego, że chciałem ci zrobić takie świństwo. To znaczy nadal uważam, że jesteś gorącą laską, ale jesteś dobrą osobą. Nie powinienem tak cię potraktować. Nie zasługujesz na to.
  - Wow. Myślałam, że nigdy nie usłyszę czegoś takiego z twoich ust.- powiedziała z wyczuwalnym sarkazmem. - Jestem w szoku, ale to nie znaczy, że ci wybaczyłam. W zasadzie chciałeś mnie przelecieć i co potem? - podniosłą swój wzrok na mnie, wyczekująco
  - Myślałem, że będziemy tak jakby przyjaciółmi od.... no wiesz... - zacząłem zmieszany
  - Od seksu? - dokończyła za mnie Lucy.
  - No właśnie.
   Nie miałem odwagi, żeby się potem odezwać. Myślałem, że Lucy zaraz mi przyłoży, jednak nic takiego się nie stało. Ona po prostu z powrotem patrzyła w spokoju na wodę, nic nie mówiąc. Po dłuższej chwili niezręcznej ciszy, odezwała się melancholijnym głosem.
  - Miałeś mnie za łatwą od samego początku? Od samego początku chciałeś mnie tylko pieprzyć?
   Nie odezwałem się. Postanowiłem taktownie milczeć, bo co niby miałem jej odpowiedzieć? Tak, Lucy właśnie tak było? Jednak ona była mądra. Domyśliła się mojej odpowiedzi. Pokiwała głową ze zrozumieniem i wstała.
  - Muszę już iść.
   Automatycznie również i ja poderwałem się z miejsca.
  - Lucy, przepraszam - mówiłem błagalnym tonem. Coś w mojej głowie nie pozwalało mi jej stracić. Nie chciałem, żeby odeszła i nigdy więcej się do mnie nie odezwała. Po prostu musiałem ją zatrzymać.
  - Muszę już iść. - powtórzyła z naciskiem i odwróciła się kierując się w stronę wyjścia z mojej rezydencji.
  - Może, przynajmniej cię odwiozę? - zaproponowałem nieśmiało.
  - Przecież piłeś.
    "No tak musiałem wypić ten cholerny alkohol". Zrezygnowany spojrzałem smutno na oddalającą się Lucy, i krzyknąłem za nią.
  - Mogę chociaż do ciebie jutro zadzwonić?
   Odwróciła się na moment.
  - Nie wiem. - powiedziała prawie niesłyszalnie, po czym wyszła z terenu mojej posiadłości, zniknęła za zakrętem i całkowicie straciłem ją z zasięgu wzroku.





                                                                           ***      
Koniec rozdziału 5, czytasz = komentujesz ;) do następnego! <3  PS: pojawiły się nowe postacie w zakładce "Bohaterowie" /Lucix i Gazix