sobota, 1 kwietnia 2017

Rozdział 28

*Lucy*
   Od śmierci Lily minęło już ponad trzy miesiące. Nadal jest mi smutno, kiedy ją wspominam, ale poradziłam sobie już z najgorszym dzięki pomocy mojej terapeutki, Louisa, moich przyjaciół i mamy, którzy przez cały ten czas byli przy mnie. Nie tak zły okazał się również Nicholas, który gdy tylko dowiedział się co mi się przydarzyło przyszedł do mnie z czekoladkami i masą przeróżnych filmów, a potem codziennie dzwonił do mojej mamy, żeby zapytać ją o to jak się dzisiaj czuję. Zaprzyjaźniłam się też z jego synem Martinem i teraz często do siebie dzwonimy i się odwiedzamy, chociaż Louisowi nie do końca się to podoba, cały czas jest o mnie tak samo zazdrosny. Pewnie zastanawiacie się również jak poradził sobie Liam? No cóż...przez pierwsze tygodnie nie wychodził z domu. Był bardzo przybity śmiercią Lily, tym bardziej, że była to już druga dziewczyna w jego życiu, która umarła. Z czasem jednak pogodził się z jej śmiercią i znów zaczął się uśmiechać, chociaż ból w jego sercu z pewnością pozostał.
   Dzisiaj był ostatni dzień egzaminów. Z dumą mogę powiedzieć, że poszły mi one bardzo dobrze i teraz wszystko rysuje się przede mną w jasnych barwach. Moim marzeniem jest dostać się na studia filmowe, na które już złożyłam pierwsze papiery, jednak niestety nie ode mnie zależy czy szkoła mnie na nie przyjmie, ponieważ z tego co wiem ma ona wysokie progi, a osoby, które się tam dostały są bardzo utalentowane i zazwyczaj po ukończeniu uczelni dostają świetne role w wysokobudżetowych filmach lub też zostają reżyserami, co leży w moich planach.
   Gdy wyszłam na dziedziniec szkolny na ławeczce przy fontannie siedziała Kate z bukietem kwiatów i małym, czerwonym zniczem. Wspólnie wybierałyśmy się tego dnia na grób Lily. Kiedy mnie zobaczyła wstała z ławki i wygładziła swoją czarną sukienkę.
  - Idziemy? - zapytała.
   Pokiwałam głową. Cmentarz, na którym Lil została pochowana leżał niedaleko szkoły, dlatego nie było potrzeby wsiadania do autobusu. Przy cmentarzu kupiłam od starszej pani jeden znicz i bukiet fiołków, które Lily tak bardzo uwielbiała, a potem razem z Kate przekroczyłyśmy jego bramę. Szłyśmy alejkami cmentarza dopóki nie przystanęłyśmy przy nagrobku z wyrytym złotym napisem: ŚP. LILY JOHNSON. Na jej grobie leżało mnóstwo kwiatów. Paliło się też jeszcze kilka zniczy, choć większość z nich już przygasała. Największy bukiet ułożony na samym środku nagrobka został podarowany przez państwa Johnson, których strata Lily zabolała najbardziej. Nie rozmawiałam z nimi od dnia pogrzebu, ale wiem, że młodszy brat Lil strasznie płakał, gdy dowiedział się, że jego siostra już nie wróci. Każdemu kto ją dobrze znał było ciężko. Na jej pogrzeb przyszła nawet Mia ze swoją nieodłączną świtą i widziałam nawet jak w jej oczach pojawiły się łzy. Wydaje mi się, że chyba ruszyło ją sumienie, przez to, że za życia Lily była dla niej strasznie wredna jak i zresztą dla mnie i dla Kate, chociaż po pewnym czasie i dla nas zrobiła się nagle milsza.
  - Nadal nie mogę w to uwierzyć. - szepnęła Kate zapalając swój znicz.
  - Ja tak samo. - pokiwałam głową. - Gdyby ten samochód jej nie potrącił teraz byłaby tu z nami, napisałaby egzaminy i pewnie złożyła papiery na studia literatury angielskiej tak jak o tym marzyła.
   Kate westchnęła.
  - Teraz możemy mieć tylko nadzieję, że tam gdzie teraz jest, jest szczęśliwa. Wpadniecie z Louisem do mnie na obiad? Zayn robi spaghetti, będzie też Justin.
   Relacje Zayna i Justina też uległy zmianie. Zayn wreszcie uwierzył Justinowi, że nie będzie taki jak były chłopak Kate - Harry i nie zostawi jej ani nigdy nie zrani, a Justin zrozumiał, że brat jego dziewczyny jest nieodłączną częścią jej życia i zawsze będzie się nia opiekował oraz zawsze będzie jej kochającym starszym bratem. Panowie wybrali się nawet wspólnie do baru na piwo co było oznaką zawartego przez nich pokoju.
  - Jasne, na pewno przyjdziemy. - oparłam uśmiechając się do Kate. - Może wracajmy już do domu chyba zbiera się na burzę. - stwierdziłam patrząc w niebo. Czerwiec jest najbardziej burzowym miesiącem w Anglii. Po każdym cieplejszym dniu niebo zasłaniają ciemne chmury, a potem zrywa się porywisty wiatr i zaczyna się burza. Wolałam więc bezpiecznie wrócić do domu (Louisa) zanim złapie mnie czerwcowy deszcz.
*Louis*
   Od pół godziny czekałem z niecierpliwością na Lucy, siedząc na wysokim stołku przy kuchennym blacie i bębniąc w niego palcami. Byłem bardzo dumny z jej wyników i miałem nadzieję, że uda jej się dostać na wymarzoną uczelnię. Początkowo chciałem zapłacić dziekanowi za to, żeby ja przyjął, ale gdy tylko Lucy usłyszała o moich zamiarach kategorycznie mi tego zakazała mówiąc, że chce się tam dostać sama, a nie za pomocą znajomości i pieniędzy, choć i tak wydaje mi się, że dziekan widząc jej nazwisko na liście kandydatów przyjmie ją z otwartymi ramionami. Już teraz paparazzi śledzą praktycznie każdy jej ruch i nieustannie stoją pod jej domem, a chyba każda uczelnia chciała by mieć taką piękną celebrytkę.
   Oprócz sławy, której Lucy szybko nabrała zmieniło się też jej, a właściwie nasze życie seksualne. Wypróbowaliśmy już każdą możliwą pozycję, w każdym możliwym miejscu (nie tylko tych, które znajdowały się na mojej liście), ale powoli i to zaczynało nam nie wystarczać, dlatego kilka dni temu zlożyłem zamówienie w sex shopie, gdzie zamówiłem kilka erotycznych zabawek i seksowne stroje dla Lucy, w których chciałbym ją zobaczyć (wcześniej pytając o jej rozmiar). Oczywiście jeszcze o niczym nie wie, ponieważ chciałem, żeby to była dla niej niespodzianka, o ktorej miałem jej powiedzieć dopiero gdy paczka do mnie dotrze, a dotarła do mnie wczoraj wieczorem, dlatego dziś nastał dzień, w którym miałem jej wszystko pokazać i powiedzieć.
   Wreszcie zauważyłem przez okno jak Lucy zmierza, w kierunku mojego domu i wpisuje kod do bramki, a następnie puka do drzwi. Zerwałem się z radością ze stołka i wciągnąłem ją do środka od razu ja całując i zamykając za nami drzwi. W internecie jest już wystarczająco dużo zdjęć, na których namiętnie się całujemy lub też robimy sobie malinki na szyi. (Staramy nie dotykać się w miejscach publicznych, dlatego ograniczyliśmy się tylko do całowania.)
  - Louis, puść mnie, pogniesz mi sukienkę. - powiedziała Lucy wyswobadzając się z moich objęć.
  - Dlaczego twoje ubrania są ważniejsze ode mnie? - zapytałem udając obrażonego.
  - Przestań, wiesz przecież, że kupiłam tą sukienkę specjalnie na egzaminy. Poza tym muszę ci coś powiedzieć.
  - Ja tobie też. - powiedziałem, od razu przypominając sobie o paczce. - A w zasadzie to pokazać, chodźmy na górę.
   Pociągnąłem Lucy za rękę i zaprowadziłem ją do swojej sypialni, a gdy już się w niej znaleźliśmy podszedłem do szuflady i wyjąłem z niej paczkę z sex shopu opakowaną starannie w błękitny papier z nazwą sklepu.
  - Co to jest? - zapytała biorąc do rąk pudełko.
  - Otwórz. - powiedziałem z chytrym uśmiechem i usiadłem na swoim łóżku czekając na rozwój wydarzeń.
   Lucy spojrzała na mnie nieufanie, ale chwilę później rozdarła papier i otworzyła wieczko pudełka, a gdy tylko zobaczyła co jest w środku otworzyła szeroko oczy i zaczęła wyjmować każdy przedmiot ze środka. Była tam czarna opaska na oczy, czerwone kajdanki, mały knebel do ust i dwa czerwone stroje, które jej wybrałem: czerwony koronkowy stanik połączony cienkimi paskami razem z majtkami i zwiewna, prześwitująca czerwona halka, pod którą znajdowała się skąpa bielizna.
  - Kiedy ty to wszystko zamówiłeś? - zapytała odkładając pudełko do szafki.
  - Pięć dni temu. - odpowiedziałem. - Podoba ci się? Pomyślałem, że dobrze byłoby zmienić coś w sypialni.
  - Wiesz... - Lucy uśmiechnęła się i usiadła mi przodem na kolanach. - Chętnie wypróbowałabym z tobą te wszystkie erotyczne gadżety, ale z przykrością muszę ci powiedzieć, że na pewno nie dzisiaj.
  - Dlaczego? - zapytałem zawiedziony. - Przecież miałaś u mnie dzisiaj nocować.
  - To akurat się nie zmieniło, ale Kate zaprosiła nas na obiad, który robi dzisiaj Zayn. Nie możemy im odmówić.
  - Ale przecież, kiedy wrócimy zostanie nam mnóstwo czasu, zdążymy się ze sobą zabawić. - powiedziałem, za wszelką cenę próbując zapewnić nam gorący, romantyczny wieczór.
  - Kotku, wiesz, że obiad u Kate to również kolacja. Kiedy wrócimy będzie już późno, nie będzie mi się chciało z tobą bawić.
  - Więc nie możesz przełożyć tego obiadu na jutro? - spytałem prawie, że błagając Lucy o zmianę planów.
  - Nie, a teraz wybacz, ale muszę zmienić ubrania i szykować się do wyjścia. Tobie też to radzę.
  Lucy cmoknęła mnie w policzek i zeszła z moich kolan, a następnie udała się do mojej (a właściwie to już naszej) garderoby skąd wyciągnęła swoje rzeczy. (Po śmierci Lily spędziła u mnie wiele nocy, dlatego przeniosła część swoich ubrań do mnie. Teraz można powiedzieć, że po części mieszkamy razem. Proponowałem jej nawet, żeby przeprowadziła się do mnie na stałe, ale odmówiła mówiąc, że jest jeszcze na to za młoda, a nasz związek ma za krótki staż, żebyśmy zdecydowali się na tak poważny krok jakim jest wspólne mieszkanie)
  - Gdybyś mnie szukała, będę na dole! - krzyknąłem wychodząc z pokoju i kierując się schodami w stronę kuchni.
   Nie bardzo ucieszyła mnie wiadomość o obiedzie u Zayna i Kate kiedy miałem już plany na ten wieczór, jednak w końcu nie ładnie jest odmawiać przyjacielowi. Pomyślałem więc, że jeden wieczór mogę sobie darować, tym bardziej jeśli uprawia się seks trzy razy w tygodniu (chociaż jestemna etapach dyskusji, by zwiększyć tą dawkę i myślę, że jestem już coraz bliżej celu).
*Lucy*
   Równo o godzinie 14 dotarliśmy pod dom Kate i Zayna, gdzie już na samym wejściu czuć było zapach mięsa i przypraw. Gdy razem z Louisem weszliśmy do środka przywitał nas niecodzienny widok Zayna i Justina wspólnie gotujących.
  - Hej chłopaki. - przywitałam się stając za plecami Justina. - Nie wiedziałam, że będziecie razem gotować.
  - Hej Lucy. - Justin pocałował mnie w policzek. - Razem z Zaynem stwierdziliśmy, że szybciej nam pójdzie jeśli zrobimy obiad we dwoje.
  - Cóż ta odmiana jest bardzo pozytywna dla nas wszystkich. - zaśmiał się Louis.Chyba żadne z nas nie spodziewało się, że chłopaki aż tak bardzo się polubią po tygodniach ciągłych przepychanek i kłótni.
  - Ale wciąż nie szczędzą sobie złośliwości. - uśmiechnęła się Kate przytulając się do Justina od tyłu i dając mu buziaka w policzek.
  - Tym razem tylko w formie żartu. - obronił się Zayn. - Siadajcie do stołu ja i Justin już kończymy.
  - A właściwie to czemu nie ma Gigi? Myślałam, że przyjdzie? - zapytałam Zayna, gdy jedzenie zostało już podane i wszyscy konsumowaliśmy wspólnie posiłek.
   Zayn odsunął widelec od ust. Na chwilę umilknął, ale potem powiedział:
  - Nie mogła.
  - Wielka szkoda, bardzo ją lubię, miałam nadzieję, że będę miała dzisiaj okazję z nią pogadać. - westchnęłam nawijając na widelec kolejną porcję makaronu.
   - Może innym razem. - odparł patrząc w milczeniu w swój talerz.
   Zrozumiałam, że chyba powiedziałam coś nie tak, gdy mina Zayna znacznie zrzedła, a Kate zaczęła szeptać mu coś do ucha i głaskać go ze współczuciem po głowie. Nie wiedziałam czy to temat Gigi rozbudził w nim te negatywne emocje. Przecież tak dobrze układało im się w związku, więc czy to możliwe, żeby teraz było coś nie tak? Chciałam zapytać o coś jeszcze, jednak kiedy napotkałam ostrzegawczy wzrok Kate zamknęłam buzię i zajęłam się konsumowaniem posiłku. Zrozumiałam, że tak będzie lepiej.
   Przez resztę jedzenia Zayn nic nie mówił, a jedynymi słyszalnymi rozmowami, które pozwalały na uniknięcie ciszy były Justina i Louisa. Kiedy talerze wszystkich były już puste Zayn wstał i zabrał je od każdego, a potem wrócił do stołu z uśmiechem na ustach, zupełnie odmieniony.
  - Napijecie się czegoś? Wino czy od razu whiskey? - zaśmiał się. - Lucy? Kate? Chłopaki?
  - Ja na razie dziękuję. - powiedziałam. - Louis, też nie, on prowadzi.
  - Wrócimy taksówką. - Lou wzruszył ramionami. - Whiskey, Zayn!
  - Nie. - syknęłam. - Nie mam ochoty wlec cię pijanego do taksówki późnym wieczorem, a potem trzymać ci głowę nad kiblem i sprzątać twoje wymiociny.
  - Ale Lucy to tylko jedna szklaneczka. - błagał mnie Lou, jednak pozostałam w tycho
 nieugięta.
  - Jeśli wypijesz możesz odesłać tą paczkę.
   Louis spojrzał na mnie zdezorientowany, nie mając pojęcia co mam na myśli. Szybko jednak przypomniał sobie paczkę z sex shopu, którą dzisiaj mi pokazywał, więc umilkł i powiedział Zaynowi, że dzisiaj nie będzie pić alkoholu.
   Gdy trzej panowie zaczęli ,,męskie" rozmowy razem z Kate oddaliłam się od nich i poszłyśmy do kuchni, gdzie usiadłyśmy na stołkach przy blacie naprzeciwko siebie.
  - Powiesz mi o co chodzi z Zaynem? Powiedziałam coś nie tak przy stole? - zapytałam od razu.
  - To dość trudny temat. Jednym słowem Zaynowi i Gigi niezbyt dobrze się teraz układa. - powiedziała. - Mam nadzieję, że jednak wszystko między sobą poukładają. Zayn chodzi przez cały czas jak struty, aż żal na niego patrzeć.
  - Nie wiedziałam. Nie chciałam wywołać u niego takich złych emocji. Myślisz, że powinnam go teraz przeprosić albo... Kate? Wszystko w porządku? - zapytałam podnosząc sie ze swojego miejsca i podchodząc do przyjaciółki, która nagle zbladła i zatkała dłonią usta.
  - Przepraszam. - wydusiła i pobiegła w stronę toalety.
   Zaniepokojona wstałam i podeszłam do drzwi łazienki. Słyszałam jak Kate wymiotuje, co było dosyć niepokojącym sygnałem. Nigdy nie skarżyła się na tego typu dolegliwości, zawsze była zdrowa i pełna energii. Zaczęła nawet zdrowo się odżywiać na potrzeby swojej rozwijającej się z dnia na dzień kariery modelki, dlatego nie rozumiałam co może być z nią nie tak.
  - Kochanie? Dobrze się czujesz, mogę wejść? - zapytał Justin przez drzwi. Gdy tylko zobaczył jak Kate blednie i wbiega do łazienki, postanowił od razu zainterweniować podobnie jak Zayn, który również stał pod drzwiami.
  - Nie stresujcie się, pewnie zjadła coś nieświeżego. - powiedział Louis popijając herbatę.
  - Obawiam się, że to nie jest zwykła niestrawność. - pokręcił głową Zayn. - Kate już od pewnego czasu źle się czuje i wymiotuje. Martwię się o nią.
  - Justin? Mogę cię prosić na bok? - zapytałam.
  Wszyscy spojrzeli na mnie dziwnie, ale nikt się nie odezwał. Louis dalej pił herbatę, Zayn stał pod drzwiami, a Justin oddalił się ze mną w stronę kuchni, gdzie chwilę wcześniej siedziałam razem z Kate.
  - O co chodzi? - zapytał.
  - Wiem, że to wasza prywatna sprawa, ale mam pewne podejrzenia i muszę cię o to zapytać. - powiedziałam zagryzając wargę. - Czy razem z Kate zabezpieczacie się, kiedy uprawiacie ze sobą seks?
  - Oczywiście. - odparł. - Sugerujesz, że ona może być w ciąży?
  - To tylko moje podejrzenia. Po prostu nic innego mi nie pasuje. Kate jest zdrowa, prowadzi zdrowy tryb życia, więc tylko ciąża mogłaby być sensownym wytłumaczeniem. Zayn mówił, że dzieje się tak z nią już od pewnego czasu.
  - Pogadam z nią o tym, ale wydaje mi się mało prawdopodobne to, że mogłaby być w ciąży. Zabezpieczamy się, nie planujemy mieć teraz dziecka.
  Westchnęłam. Gdy Kate wyszła z łazienki Justin szybko opuścił kuchnię i podbiegł do swojej ukochanej. Zayn zaczął ją o coś wypytywać, ale ona uparcie milczała i zbywała ich banalnymi wymówkami. Kilka razy również i ja próbowałam się czegokolwiek od niej dowiedzieć, jednak ona milczała jak grób. W końcu wszyscy odpuściliśmy sobie ten temat i zajęliśmy się rozmowami. Na stole pojawiło się mnóstwo przekąsek i soków, ponieważ żaden z panów nie dostał pozwolenia na spożywanie alkoholu. (wyjątkiem był Zayn, którego dziewczyna nie była z nami obecna, jednak nie chciał pić sam, dlatego stwierdził, że też napije się zwykłego soku.) Louis zaczął fascynować się swoim nadchodzącym meczem, Justin razem z nim, a Zayn w końcu wpadł na pomysł, że świetnie byłoby zagrać na Xboxie.
  Justin i Louis chętnie się na to zgodzili, co było rzeczą oczywistą. Kate wywróciła tylko oczami i poszła z Justinem siadając mu na kolanach. W obliczu nudy nie miałam innego wyboru niż usiąść na kolanach Louisowi i wpatrywać się przez najbliższą godzinę w ekran telewizora, dlatego z ociąganiem wstałam ze swojego miejsca jako ostatnia i usiadłam na kolanach Lou. Z kieszeni wyciągnęłam swój telefon i zaczęłam przeglądać wszystkie swoje portale społecznościowe opierając głowę na torsie Louisa.
  - Lucy? Lucy. - usłyszałam. Podniosłam wzrok zza komórki i spojrzałam na wołającą mnie Kate.
  - Hmm?
  - Chyba siedzisz na niewłaściwych kolanach. - powiedziała śmiejąc się pod nosem.
   Na początku nie miałam pojęcia o co jej chodzi i co dziwnego czy może nie właściwego jak sama to określiła jest w tym, że siedzę na swoim chłopaku. Przecież ona robiła dokładnie to samo. Jesteśmy już dorośli nie musimy zachowywać się jak wtedy gdy miałyśmy po dwanaście lat i gdy posiadanie chłopaka polegało tylko na przytulaniu się i ukradkowym dawaniu sobie buziaka w policzek. Miałam zamiar jej o tym powiedzieć, gdy podniosłam głowę do góry i zobaczyłam, że mojej przyjaciółce chodziło zupełnie o coś innego. Zamiast na kolanach Louisa usiadłam na kolanach Zayna... Nawet nie wiecie jak bardzo było mi wtedy głupio. Siedziałam przez pięć minut na kolanach brata mojej przyjaciółki, podczas gdy mój chłopak siedział tuż obok, a ja kładłam głowę na torsie innemu mężczyźnie.
  - Bardzo cię przepraszam Zayn. - powiedziałam tym razem zajmując właściwe miejsce, przedtem dwa razy upewniając się, że Louis to na pewno Louis.
  - Spokojnie, nic się nie stało Było nawet fajnie. - uśmiechnął się Zayn puszczając mi oczko.
  - Czy może mi ktoś powiedzieć jak to się stało? - zapytał oburzony Louis. - Jakim cudem pomyliłaś mnie z Zaynem?
  - Spokojnie stary, nie dotykałem twojej dziewczyny. - zapewnił go Zayn, śmiejąc się. - Gramy?
  - Nikt z tego pokoju nie dotyka więcej Lucy. - syknął Louis włączając swojego pada. - I tak was wszystkich ogram.
   Przez całą grę chłopaków siedziałam na kolanach Louisa przeglądając swój telefon. Nie było już więcej mowy o pomyleniu kolan, ponieważ Lou jedną ręką grał, a drugą przytrzymywał mnie w pasie na wypadek, gdyby ktoś zechciał mnie dotknąć. Lubiłam to, gdy był o mnie tak bardzo zazdrosny, uważałam, że to urocze, ale czasami odrobinę przesadzał.
  - To w co teraz gramy? - zapytał Louis, gdy ich gra dobiegła końca, a zwycięzcą został Justin.
  - W Candy Crush! - wykrzyknął Justin wyjmując swój telefon i włączając grę.
  - Co to jest Candy Crush? - zapytał Zayn odkładając swojego pada na stolik.
  - Jak możesz nie wiedzieć? - spytał Louis podsuwając mu pod nos swój telefon z włączoną grą. - Cukierki. Nigdy w to nie grałeś?
  - Nie. - odparł Zayn.
  - To instaluj! - krzyknął Justin. - Louis, który masz poziom?
   I tym sposobem nie siedziałam już na niczyich kolanach, a po prostu na kanapie. Louis popędził do Justina pokazywać mu swoją planszę zostawiając mnie obok Zayna. Nie chciałam grać samotnie, dlatego połączyłam swoje siły razem z nim i razem przesuwaliśmy cukierki na planszy.
  - Patrz Zayn, bombowo nam idzie. - powiedziałam, gdy kolejna bomba wybuchła nam na planszy zbijając czerwone cukierki.
  - Ta gra jest świetna, żałuję, że wcześniej jej nie miałem. - odparł przysuwając się do mojego boku, by zbić kolejne cukierki.
*Louis*
   Rozmowa Lucy i Zayna szybko dotarła do moich uszu. Nigdy nie byłem typem zazdrośnika, ale po incydencie z pomyleniem kolan nieco bardziej wyczuliłem się na interakcje mojej dziewczyny z Zaynem. Z jego dziewczyną nie szło najlepiej. Kłócili się coraz częściej, o czym dobrze wiedziałem, bo przecież kumple zawsze mówią sobie takie rzeczy, a Lucy? Jest ładna, młoda i mądra. Ideał dziewczyny, dlatego wolałem być ostrożny i trzymać swoją dziewczynę przy sobie, chociaż dobrze wiedziałem, że to co sobie wyobrażam to absurd. Zayn jest moim dobrym kumplem i nigdy nie ciągnęło go nic do Lucy ani nie ciągnie, ale mimo to wolałem, żeby takie sytuacje jak ta dzisiaj nie miała więcej miejsca. Po prostu czułem się zagrożony. Lucy to moja pierwsza dziewczyna, którą mam na poważnie i nie chciałbym, żeby nasz związek rozpadł się przy pierwszej lepszej okazji, dlatego tak bardzo ją pilnowałem. W końcu jest moja i tylko moja.
  - Myślę, że powinniśmy już iść. - powiedziałem zerkając na zegarek.
   Godzina nie była jeszcze późna. Dochodziła 19, ale chciałem znaleźć się już u siebie.
  - Daj spokój jest jeszcze wcześnie. - powiedział Zayn. - Zostańcie jeszcze.
  - Może innym razem Zayn. Dziękujemy za obiad, chodź Lucy.
  - Nie teraz Lou. Posiedźmy jeszcze chwilę. - odparła znad ekranu swojego telefonu.
  - Posiedzimy innym razem. Chodź.
   Lucy przewróciła oczami i z ociąganiem podniosła się z kanapy całując Zayna w policzek na pożegnanie. Musiała pożegnać się także z Kate i z Justinem zamieniając z nimi ,,ostatnie dwa słówka", dlatego do samochodu wsiedliśmy dopiero dziesięć minut później.
  - W zasadzie to gdzie ci się tak spieszy? Nie będziemy dzisiaj próbowali tych gadżetów, nie licz na to. - powiedziała krzyżując ręce na piersiach.
  - Chciałem zjeść z tobą romantyczną kolację, tylko we dwoje. - wymyśliłem na poczekaniu. Nie mogłem jej w końcu powiedzieć, że skończyłem naszą przyjacielską schadzkę tylko dlatego, ponieważ byłem o nią cholernie zazdrosny, do czego teraz otwarcie się teraz przyznaję.
  - Przecież nawet nie masz nic w lodówce. - prychnęła Lucy.
  - Zajedziemy po drodze do sklepu.
  - Louis, możesz powiedzieć mi wreszcie o co ci chodzi?! - zapytała zdenerwowana.
  - Jestem o ciebie zazdrosny, okej?! Po prostu nie podoba mi się to, że tak bardzo spoufalasz się z Zaynem. Tyle.
  - Zatrzymaj samochód. - szepnęła.
  - Co?
  - Zatrzymaj samochód. - powtórzyła spokojnie Lucy z pełną powagą.
   Chcąc nie chcąc zatrzymałem auto na poboczu niedaleko polany. Nie wiedziałem w jakim celu to zrobiłem, ale wolałem nie sprzeciwiać się Lucy, bo naprawdę nie chciałem narażać się na jej gniew. Przez ten związek zrobiłem się cholernym pantoflarzem. Zupełnie jak Justin, ale teraz go rozumiem.
  - Czemu kazałaś mi się zatrzymać?
   Lucy nie odpowiedziała na moje pytanie, tylko odpięła swoje pasy i przez moją głowę przeszła myśl, że być może teraz chce wysiąść, dlatego w tej obawie zablokowałem drzwi. Nie chciałem, żeby wracała sama do domu przy ulicy, gdzie jeździ dużo samochodów. Chodziło tu o jej bezpieczeństwo, w takiej sytuacji mogłoby jej się coś stać lub co gorsze jakiś napalony czterdziestolatek bez żony i życia seksualnego mógłby chcieć ją zgwałcić. Jednak na całe szczęście nie chodziło jej o opuszczenie samochodu. Przełożyła nogę skrzynię biegów i migiem znalazła się na moich kolanach biorąc moją twarz w swoje dłonie. To podobało mi się dużo bardziej.
  - Posłuchaj mnie. - zaczęła, a wszelkie moje zboczone myśli na temat tego co będziemy teraz robić odpłynęły, ponieważ zauważyłem, że najwyraźniej nie o to jej również chodziło. - Zayn to brat Kate i od pewnego czasu mój przyjaciel. Nigdy mnie z nim nic nie łączyło ani nie będzie łączyć, bo kocham tylko ciebie. Odkąd cię bliżej poznałam i się w tobie zakochałam jedynym mężczyzną o którym myślę przed snem, z którym chcę się kochać, całować, przytulać, spać i robić mnóstwo innych rzeczy jesteś ty. Kocham cię najmocniej na świecie i nie musisz być o nikogo zazdrosny, bo jestem i będę już zawsze tylko twoja, rozumiesz?
   Pokiwałem głową. Ulżyło mi, a słowa Lucy sprawiły, że poczułem się przez nią doceniony i co najważniejsze kochany.
  - Też cię bardzo kocham i nie oddam cię nikomu. - powiedziałem łącząc nasze usta. Całowaliśmy się dopóki nie usłyszeliśmy dźwięku robionego zdjęcia. Kiedy oderwaliśmy się od siebie zobaczyłem jak paparazzi stoi niedaleko mojego auta przy swoim samochodzie z wielkim aparatem i robi nam zdjęcia. Mnóstwo zdjęć, ponieważ aparat co chwilę wydawał z siebie dźwięk. Zdenerwowany uchyliłem okno i krzyknąłem do niego:
  - Nigdy nie widział pan całującej się pary czy po prostu nie ma pan własnego życia?!
  - Za to mi płacą! - odkrzyknął.
   Lucy schowała swoją twarz na moim torsie i zaczęła się śmiać.
  - Jedź już. - wydusiła z siebie cały czas się śmiejąc i schodząc ze mnie by zając swoje miejsce.
  - Przynajmniej był szczery. - westchnąłem uśmiechając się pod nosem i odjeżdżając z pobocza.
   Samochód fotografa również ruszył, jednak skręcił przy najbliższym zakręcie podczas gdy ja nadal jechałem prosto. Zatrzymałem się jeszcze w pobliskim sklepie kupić kilka rzeczy na kolację, a potem wróciłem jadąc prosto do domu. Przyznam, że nie miałem ochoty własnoręcznie przygotowywać kolacji, ale nie miałem przecież innego wyboru. Gdybym był sam pewnie zjadłbym jakieś stare mięso wygrzebane z dna lodówki, jednak sam nie byłem, a moja dziewczyna zasługuje na coś lepszego niż przeterminowany kurczak, dlatego gdy tylko weszliśmy do środka zabrałem się za przygotowywanie grzanek z serem mozzarellą i pomidorem. Zrobiłem nawet samodzielnie jadalny deser, przez który cała moja kuchnia była w mące, a ja przypominałem bałwana, jednak myślę, że było naprawdę warto chociażby dla uśmiechu na twarzy Lucy i dla tego, kiedy później ścierała mi mąkę z twarzy. Jestem wielkim szczęściarzem mając taką dziewczynę.
 Następny rozdział: 11 maja


Rozdział 27

*Lucy*
   Piątek. To zapewne ulubiony dzień każdej pracującej bądź uczącej się osoby. Mój również, a dzisiejszy piątkowy wieczór zapowiadał się świetnie. Rodzice Kate nadal są na delegacji, więc postanowiłyśmy urządzić babską imprezę. Tylko ja, Lily, Kate... no i Zayn, który jest zawsze. Stwierdził, że również będzie obecny na naszej imprezie, ponieważ nie chce, żebyśmy upiły się tak jak poprzednim razem, ale myślę, jednak, że jego też uda nam się upić.
  - Gdzie jesteś? - zapytała mnie Kate po drugiej stronie linii. - Zayn może po ciebie przyjechać.
  - Jestem już pod waszym domem, nie trzeba. - odparłam wchodząc na posesję domu Kate i widząc jak wygląda przez kuchenne okno na ulicę, a gdy tylko mnie dostrzegła przerwała połączenie i otworzyła szeroko drzwi mimo panującego na zewnątrz chłodu. Pogodynki zapowiadały jeszcze niedawno, że marzec będzie miesiącem ciepłym i słonecznym, jednak jak na razie słońca nie było nigdzie widać, a temperatura tylko nieznacznie się ociepliła co oznaczało, że nie prędko będzie można zamknąć kurtki na dnie szafy.
  - Jest już Lily? - spytałam zdejmując swoje rzeczy w holu i wchodząc za przyjaciółką dalej, gdzie jej brat już przygotowywał najróżniejsze przekąski w kuchni.
  - Hej Lucy. - przywitał się w dalszym ciągu krojąc paprykę w paski.
  - Hej, co przyrządzasz?
  - Właśnie kroję paprykę na sałatkę. Zrobiłem już masę przekąsek na nasz babski wieczór. - powiedział dumnie pokazując nożem, który trzymał w ręku na trzy sałatki stojące obok niego, kilkanaście malutkich kanapek z szynką i ogórkiem i grzanki z pesto.
  - Zrobiłeś to wszystko sam? - zapytałam biorąc jedną grzankę.
  - Pomagała mi Kate. - odparł otulając ramieniem siostrę.
  - W międzyczasie wszystkiego spróbowałam. - powiedziała zadowolona, idąc w moje ślady i biorąc jedną grzankę.
   Zayn również postanowił się nie krępować i zaczął zajadać się przyrządzonymi przez siebie i siostrę smakołykami.
  - A w zasadzie to kiedy przyjdzie Lily? - zapytał biorąc kolejną grzankę z talerza.
  - Zaraz do niej zadzwonię. - powiedziałam wyjmując z kieszeni telefon. Nie przejmowałam się zbytnio przedłużającą się nieobecnością Lily. Od kiedy pamiętam zawsze miała w nawyku się spóźniać, więc nie było to nic niepokojącego ani dziwnego.
   Kiedy już miałam nacisnąć zieloną słuchawę na telefonie przy jej numerze wszyscy usłyszeliśmy przeraźliwy huk jakby coś uderzyło o maskę jakiegoś samochodu z ogromną siłą. Zayn jako pierwszy podniósł się ze swojego miejsca i wyjrzał przez okno w kuchni.
  - O cholera patrzcie. - powiedział przerażony.
   Za oknem stał samochód z wgniecioną maską, a pod nim leżała dziewczyna. Kierowca wybiegł spanikowany i wyciągnął dziewczynę spod kół i w tym momnecie zamarłam. Wszyscy zamarliśmy. Okazało się, że Lily nie odbierze telefonu, bo właśnie leżała nieprzytomna na asflacie... Niewiele myśląc wybiegłam z domu i pobiegłam w miejsce, gdzie leżała moja przyjaciółka. Za mną wybiegła Kate i Zayn, który krzyknął do przerażonego kierowcy, żeby natychmiast zadzownił po karetkę. Sam uklęknął przy Lily odpychając mnie i Kate i przyłożył jej dwa palce do szyi sprawdzając puls.
  - Zayn proszę powiedz, że ona żyje! - krzyknęła Kate szarpiąc swojego brata. - Ratuj ją słyszysz?! No na co czekasz?! - zdenerwowała się, gdy Zayn odszedł od Lil z grobową miną.
  - Przykro mi dziewczyny, ale ona nie żyje...
   To zdanie zapamiętam do końca swojego życia. Mimo, że przed chwilą nie zanosiłam się płaczem będąc jeszcze w kompletnym szoku to teraz rzuciłam się na ziemię i krzyknęłam tak głośno, że z okien pobliskich domów wyjrzeli wszyscy sąsiedzi Kate. Wiem, że potem dużo osób wybiegło ze swoich domów oglądając całą sytuację jakby to było dobre przedstawienie w teatrze. Kate zanosiła się histerycznym płaczem, a Zayn dawał jej jakieś tabletki przytulając ją do siebie mocno i chowając jej głowę w swoją szyję tak, żeby nie oglądała zwłok przyjaciółki. Chwilę później przyjechała karetka i lekarze zakryli martwe ciało Lily jakąś folią stwierdzając jej zgon. Przyjechała też policja, która zaczęła zadawać mnóstwo pytań. Zaczęli też zadawać je mi, ale nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Podszedł do mnie wtedy jeden z lekarzy i wstrzyknał mi jakiś silny środek uspokajający. W tym czasie ciało Lily zostało przeniesione do karetki, a kilka mężczyzn zaczęło czyścić ślady po krwi na asflacie. Droga została zabarykadowana, a ja nadal tkwiłam w tym samym miejscu cicho płacząc i spoglądając w stronę karetki, gdzie była moja przyjaciółka. Uświadomiłam sobie wtedy, że już nigdy więcej nie usłyszę jej głosu, jej śmiechu, nie pójdę z nią nigdy więcej na zakupy i nie urządzimy sobie babskiego wieczoru. Nie będziemy plotkować o naszych chłopakach (choć Liam nie był z Lily i nigdy już nie będzie co również sobie uświadomiłam), a jedyne miejsce gdzie będę mogła ją teraz odwiedzić to cmentarz.
   Po pewnym czasie przyszedł po mnie Zayn i zabrał z powrotem do domu. Chciałam zostać jeszcze z Lily, ale nie miałam siły mu się wyrywać, dlatego pozwoliłam, żeby mnie zaprowadził do środka. Kiedy weszłam zobaczyłam jak na kanapie leży Kate. Była cała blada i patrzyła się niemo w jeden punkt. Nigdy nie widziałam jej w takim stanie, ale Zayn twierdził, że ma tak zawsze po każdym ataku i to znak, że lekarstwa zaczynają działać. Uwierzyłam mu i siadłam na fotelu, gdzie mnie usadził. Potem dał mi wody i jakieś leki, które kazał mi połknąć. Nie wiedziałam co to jest, ale byłam zbyt zszokowana całą sytuacją sprzed dosłownie chwili, żeby trzeźwo myśleć, dlatego robiłam dokładnie to co mi mówił.
   Po godzinie lub więcej moja psychika zaczęła przyzwyczajać się do nowej myśli, a mózg zaczął ponownie myśleć i zdawać sobie sprawę z tego co dookoła mnie się dzieje. Kate nie leżała już na kanapie tylko siedziała ze swoim bratem w kuchni i tuliła się do niego wypłakując mu wszystkie łzy na ramieniu. W kółko powtarzała jedno zdanie ,,Ona nie żyje", a on głaskał ją po głowie próbując uspokoić, ale chyba sam nadal był w wielkim szoku i wszystko co się stało do niego nie dochodziło. Wcześniej był zbyt zajęty nami, żeby o tym myśleć teraz zdawał sobie powoli sprawę z tego, że przyjaciółka jego siostry, którą sam znał od dziesięciu lat umarła przed jego domem potrącona przez samochód.
  - Lucy, napisałem do Louisa powinien zaraz tu przyjechać. - powiedział Zayn, gdy Kate puściła go na chwilę, żeby pójść do toalety.
  - Dzięki. - odparłam podchodząc do kuchennego okna, żeby wyjrzeć i sprawdzić co robią policjanci.
   Karetka już dawno odjechała, policja też powoli się zbierała odgradzając drogę przejazdu, a jedyną oznaką tego, że przed chwilą miał tu miejsce straszliwy wypadek z ofiarą śmiertelną były nie do końca zmyte ślady krwi na ulicy.
  - Bardzo mi przykro. Dla mnie to też był wielki szok. - powiedział stając za mną i kładąc mi dłoń na ramieniu. Bez słowa odwróciłam się i wtluliłam się w Zayna. Odwzajemnił mój uścisk i nic więcej nie mówiąc pogłaskał mnie po włosach. Wiedział, że tego potrzebuję i byłam mu za to bardzo wdzięczna. Stał się moim przyjacielem na którego zawsze mogłam liczyć. Wcześniej nigdy bym nie pomyślała, że starszy brat mojej przyjaciółki może stać się dla mnie kimś ważnym. Był taki czuły i opiekuńczy, że coś mnie do niego ciągnęło i sprawiało, że miałam przy nim poczucie bezpieczeństwa, ale trochę inne niż przy Louisie.
  A jeśli już mówimy o Lou zjawił się kilka minut po tym, gdy odsunęłam się od Zayna i dalej zaczęłam wpatrywać się w okno. Za nim przyjechał zatroskany Justin, który przejął od Zayna Kate zaczynając kołysać ją w swoich ramionach.
  - Jak się czujesz kochanie? Słyszałem o wszystkim, jestem w kompletnym szoku tak strasznie ci współczuję. - powiedział Lou otulając mnie swoimi ramionami od tyłu podczas gdy ja nadal stałam przy oknie nie odrywając wzroku od jezdni.
  - A jak się mogę czuć po stracie przyjaciółki, z którą przyjaźniłam się przez 10 lat?! - zapytałam ze wściekłością momentalnie odwracać się w stronę Louisa, który był nieco wystraszony moja reakcją i z obawą o własne zdrowie wycofał się do tyłu z uniesionymi rękami.
  - Spokojnie skarbie, nie chciałem cię zdenerwować, domyślam się jak się czujesz i chciałem tylko...
  - Zostaw mnie. - syknęłam znów odwracając się w stronę okna, ponieważ czułam, że obecność Lou w tym momencie nie działa na mnie dobrze.
*Louis*
   Odszedłem od Lucy wiedząc pozwalając jej na chwilę spokoju. Nie rozumiałem jej bólu i nie mogłem zrozumieć, bo to nie ja straciłem kogoś z kim byłem związany przez tyle lat, ale wiedziałem, że jest jej teraz bardzo ciężko tym bardziej, że cały ten tragiczny wypadek miał miejsce zaledwie dwie godziny temu. Sam, kiedy tylko się o tym dowiedziałem byłem w kompletnym szoku. Znałem Lily, rozmawiałem z nią przecież kilka razy, była najlepszą przyjaciółką mojej dziewczyny, a teraz tak nagle umarła. Wpadła pod samochód i w jednej sekundzie straciła życie. Za każdym razem, gdy dowiaduję się o śmierci kogo znałem i z kim rozmawiałem (co jak na razie wydarzyło się dopiero trzy razy) myślę, że to niemożliwe, niedorzeczne. Tak jakby osoby, które mnie znają i ja ich znam były nieśmiertelne.
  - Hej, stary nie przejmuj się, Lucy jest teraz w szoku, dlatego na ciebie nakrzyczała, zobaczysz, że potem będzie wszystko okej. - poklepał mnie po plecach Zayn.
  - Tak, wiem, ale sam jestem jeszcze w szoku mimo, że nie przeżywam tego tak jak ona.  odpowiedziałem zerkając na Lucy, która wciąż tkwiła przy oknie ze wzrokiem wlepionym w jezdnię.
  - Uwierz mi, że ja w jeszcze większym. Znałem Lily tyle samo lat co Kate, była w końcu jej przyjaciółką, przyjaźniły się we trzy. Przed chwilą sam próbowałem ją ratować, ale kiedy przyłożyłem jej palce do szyi pulsu już nie było.
  - To na pewno było straszne widzieć czyjeś ciało wiedząc, że ten ktoś już nie żyje. - stwierdziłem. - A co z policją? Nie będą zadawać dziewczynom pytań? Nie ma żadnej sprawy?
  - Oczywiście, że będzie, ale nie dzisiaj. Policjanci stwierdzili, że najlepiej będzie jeśli Kate i Lucy trochę ochłoną i złożą zeznania, kiedy będą w stanie w formie świadków. Ja też.
  - Trzeba będzie powiedzieć o tym Liamowi. - przypomniałem sobie. - Chciał związać się z Lily i poukładać sobie z nią życie, a teraz...
  - Biedny Liam. - pokiwał głową Zayn siadając na kanapie.
   Usiadłem obok niego rozpierając się na kanapie. Chwilę potem dołączył do nas Justin, który zostawił Kate razem z Lucy, Teraz dziewczyny razem stały przy oknie co chwilę żałośnie pochlipując. Było mi ich naprawdę szkoda i chyba nie tylko mi. Zayn i Justin też patrzyli się na nie ze współczuciem.
  - Biedna Katie. Zostanę dzisiaj u was na noc, na pewno chce żeby ktoś z nią był. - oświadczył Zaynowi Justin.
  - Ma mnie, możesz wrócić na noc do siebie. - mruknął Zayn. Od Justina wiedziałem, że brat Kate go nie lubi i nie przyjął wiadomości o ich związku z radością. Zamiast gratulacji usłyszał tylko, że jeśli spróbuje zranić Kate będzie gryźć glebę, co raczej nie zabrzmiało przyjacielsko.
  - Jestem jej chłopakiem, mam prawo być w tak trudnych chwilach przy swojej dziewczynie. - zapierał się Justin.
  - A ja jestem jej bratem i również mam prawo być przy swojej siostrze.
  - Spokojnie chłopaki nie brakuje nam tu jeszcze tego, żebyście się tu teraz pobili. - próbowałem załagodzić sytuację i po części mi się to udało. Justin i Zayn odwrócili os siebie nienawistne spojrzenia i odwrócili się do siebie plecami.
  - Zachowujecie się jak przedszkolaki, Zayn Kate jest już dorosła może pozwól jej zadecydować czy chce spędzić tak bolesny dla niej wieczór ze swoim chłopakiem. - doradziłem, jednak moja porada jak się szybko okazało była całkowicie zbędna.
  - Chłopakiem. - prychnął Zayn. - Ona już miała takiego właśnie chłopaka jak Justin.
  - Nie jestem taki jak on! - krzyknął podirytowany Justin wstając ze swojego miejsca. - Nie zostawię Kate, bo ją kocham kiedy to w końcu do ciebie dotrze i przestaniesz mi ubliżać i grozić?! Czy ona grozi twojej dziewczynie?
  - Nie grozi, bo się z nią przyjaźni, a wiesz dlaczego?!
  - Spokój! - tym razem to uniosłem się ze swojego miejsca, ponieważ naprawdę nie chciałem, żeby w tym nieszczęśliwym dniu oprócz wypadku Lily powstała tu bójka między Zaynem przesadnie dbającym o swoją siostrę, a Justinem, który nie mógł dłużej znieść brata swojej dziewczyny.
  - Czy możecie nie krzyczeć?! - krzyknęła Kate z kuchni.
  - Zapytaj swojego brata. - warknął Justin na co Zayn zmierzył go morderczym wzrokiem.
  - Nie lubię Louisa, ale teraz powiedział wyjątkowo mądrą rzecz. Zachowujecie się jak przedszkolaki. - powiedziała wściekła Kate podchodząc do naszej trójki. - Zayn, Justin dziś u mnie zostanie czy ci się to podoba czy nie. Jesteś moim bratem, ale czasami trochę przesadzasz.
  - Mam pomysł. - nagle w salonie przy boku Kate pojawiła się również Lucy. - Napijmy się wszyscy wtedy wyładujemy tą całą napiętą atmosferę.
  - Skarbie to nie jest dobry pomysł...- zacząłem podchodząc do Lucy, żeby odwieźć ją od pomysłu picia alkoholu, jednak Kate stojąca obok niej stwierdziła, że to znakomity pomysł i już po kilku sekundach na stoliku stały dwie butelki whiskey.
   Mimo moich początkowych protestów alkohol szybko został rozlany do kieliszków, bo w zasadzie chyba nikt ze zgromadzonych nie liczył się wtedy z moim zdaniem. Gdy jedna z litrowych butelek została opróżniona (w zaskakująco szybkim tempie), a całej naszej piątce alkohol zaczął buzować w żyłach Kate podrzuciła pomysł, żebyśmy zagrali w grę ,,Nigdy nie robiłam", na co wszyscy chętnie się zgodzili, w tym również ja. W końcu kto nie lubi grać w tę grę, kiedy jest się pijanym, po to, żeby być bardziej pijanym i powiedzieć dużo różnych, głupich rzeczy, których następnego dnia będzie się żałować.
  - Kto zaczyna? - zapytał Justin, gdy wszyscy siedzieliśmy już w kółku z kubeczkami przepełnionymi alkoholem.
  - Ja. - zgłosiłem się z zadowoleniem. - Chociaż to będzie trudne, bo dużo rzeczy już robiłem w swoim życiu.
  - No dalej Tommo, na pewno jest rzecz, której jeszcze nie robiłeś. - powiedział Justin, a ja zastanowiłem się przez chwilę.
  - Faktycznie. Nigdy nie uprawiałem seksu z kimś starszym ode mnie. Zdecydowanie wolę młodsze. - uśmiechnąłem się puszczając oczko do Lucy siedzącej obok mnie.
   Ze swoich kubków napili się Justin, Lucy i Kate.
   Następną osobą była Lucy, która widząc wzrok innych skierowany na swoją osobę wtuliła się w moje ramię z zawstydzeniem co według mnie było bardzo urocze. Lubiłem, kiedy tak się zachowywała. Czułem się wtedy jak jej superbohater, a to wspaniałe uczucie.
  - Więc...nigdy nie spotykałam się z dwoma osobami na raz.
   Tym razem alkohol wypiło tylko męskie grono. Lucy zmroziła mnie wzrokiem, a Kate widząc jak Justin bierze łyka ze swojego kubka pokręciła z zażenowaniem głową.
  - Kaczusiu, ale to było zanim cię poznałem. - zaczął natychmiast tłumaczyć się Justin, na co Kate westchnęła.
  - Nigdy nie paliłam papierosów. - powiedziała po chwili.
  - Serio? Nigdy? - zapytałem z niedowierzaniem. Z reguły każdy w swoim życiu zapalił chociaż raz papierosa, a Kate wyglądała mi na taką osobę, która podobnie jak ja wiele rzeczy w swoim życiu już spróbowała.
  - Nigdy mnie do tego nie ciągnęło. - wzruszyła ramionami. - Wystarczy, że Zayn pali, ten smród jest okropny.
  Kiedy nadeszła kolej na Zayna, zaczął myśleć, przez chwilę a po chwili wypalił zadowolony:
  - Nigdy nie obciągałem facetowi kutasa.
   Jedyną osobą, która sięgnęła po kubeczek była Kate.
  - No co? - zapytała, gdy wszyscy zaczęli się na nią patrzeć z niedowierzaniem. - To było tylko raz z moim byłym chłopakiem, nie oceniajcie mnie.
  - A ja nigdy nie masturbowałem się w miejscu publicznym. - powiedział Justin, na co kubek podniosłem ja i Zayn.
  - Fuj, jesteś obrzydliwy. - powiedziała Lucy odsuwając się ode mnie na pewną odległość.
  - Daj spokój, to było w męskiej toalecie, musiałem poradzić sobie jakoś z problem. - odparłem ponownie ją do siebie przytulając.
   Gra toczyła się jeszcze przez dobre pół godziny dopóki mój kubek nie stał się pusty. Nie trudno było jednak przewidzieć, że to właśnie ja zostanę zwycięzcą. Osobą, której kubek był najpełniejszy była Lucy, więc zgodnie z zasadami gry powinienem wyznaczyć jej zadanie do wykonania.
  - Możesz być pewna, że wyznaczę ci zadanie skarbie, ale nie tutaj i nie teraz. - powiedziałem uśmiechając się znacząco na co Justin zagwizdał.
  - Chyba wolę nie wiedzieć i nie słyszeć co będziecie robić.
  - Oh, tak przyjacielu, masz rację. - zaśmiałem się, a Lucy schowała głowę w moją pierś.
  - Jesteś okropny. - wymruczała w moją bluzę.
  - Kochanie, w nocy będziesz mówiła zupełnie inaczej. - szepnąłem jej na ucho.
  - Kto jest za tym, żebyśmy sobie zapalili ziółka? - zapytał Zayn, pierwszy podnosząc się z podłogi.
   Chętni byli wszyscy co nie trudno było odgadnąć, dlatego Zayn poszedł na górę i przyniósł trzy zwinięte skręty.
  - Mam tylko trzy, więc nasze dwie urocze pary się podzielą, prawda?
  - Jasne. - odparliśmy równocześnie z Justinem biorąc po jednym z foliowej siateczki.
  - Lucy, wiesz jak się dzielić dymem prawda? - zapytałem Lucy siedzącej mi na kolanach, która pokiwała głową z uśmiechem.
  - Ja palę pierwsza. - oświadczyła zabierając mi skręta z dłoni i podpalając go, a następnie zaciągnęła się nim i wypuściła dym do moich otwartych ust.
  - Zayn, pozwalasz swojej siostrze palić zioło? - zapytałem śmiejąc się pod nosem.
  - No...tak, w końcu jest przecież dorosła, a to wcale nie jest aż tak szkodliwe. - odparł spoglądając na Kate dzielącą się dymem z Justinem.
  - Louis, ja chyba nie powinnam tego robić. - powiedziała Lucy, gdy nasz skręt powoli zaczynał się już wypalać i tym razem to ja dawałem jej dym do ust.
  - Czego? Palić marihuany? Kotku przecież to już kiedyś ze mną robiłaś, nie pamiętasz?
  - Nie, nie o to chodzi. Nie powinnam bawić się dosłownie kilka godzin po śmierci mojej przyjaciółki, kiedy ten wieczór miałam spędzić właśnie z nią.
  - Myślę, że Lily nie chciałaby, żebyś zamiast tego co teraz robisz płakała w poduszkę i wylewała swoje gorzkie żale. Otwórz usta.
  Lucy westchnęła ciężko, ale otworzyła usta biorąc kolejną dawkę dymu. Była już wyraźnie wstawiona i w dodatku na haju. Może to co powiedziała miało swoje rację, ale sądzę, że skoro Lily jeszcze przed paroma godzinami sama zamierzała się dobrze bawić nie zabroniłaby tego swoim przyjaciółkom. A gdyby nie porządna dawka alkoholu i odrobinę marihuany Lucy i Kate pewnie leżałyby teraz kłodą na łóżku i wypłakiwały wszystkie łzy przytulone do zdjęć swojej zmarłej przyjaciółki. A jeśli chodzi o Kate to siedziała teraz na Justinie i namiętnie się z nim całowała zupełnie nie przejmując się tym, że obok niej siedzi jej brat,a zaraz niedaleko niego ja i Lucy.
  - Możecie nie wkładać sobie teraz języków do gardeł? - zapytałem zniesmaczony.
  - A co zazdrościsz stary? - zapytał Justin uśmiechając się do mnie złośliwie.
  - Mam swoją dziewczynę, a poza tym tobie nie mam czego zazdrościć. - prychnąłem z pogardą.
  - Jesteś tego pewien? - zapytał spod uniesionych brwi.
  - Owszem. Jestem tak samo pewien tego co powiedziałem jak i tego, że masz małego penisa. - zaśmiałem się, a Lucy spojrzała na mnie karcąco.
  - Louis jak możesz mówić takie rzeczy?
  - Wcale nie. - oburzył się Justin wydymając dolną wargę.
  - Kate chyba może to potwierdzić. - powiedziałem spoglądając na Kate.
  - Może przyjaciel Justina nie jest wielki, ale za to wariat. - odparła głaszcząc przygaszonego Justina po głowie.
  - Kate, po co to mówiłaś. Mogłaś powiedzieć, że jest duży. - zasmucił się, a ja i Zayn wybuchnęliśmy śmiechem. Jedynie Lucy powstrzymywała się od śmiechu, ale widząc minę Justina także zaczęła się śmiać.
  - Nie przejmuj się kochanie, oni ci zazdroszczą, że z twojego przyjaciela u dołu taki wariat. - pocieszała go Kate, jednak jej chłopak nadal nie był zadowolony.
  Po pewnym czasie, gdy śmiech między naszą trójką ustał,a narkotyki nieco wyparowały i zdaliśmy sobie sprawę z późnej pory stwierdziliśmy, że najlepiej będzie posprzątać teraz puste butelki po alkoholu ze stolika, a potem położyć spać. Co prawda wolałem wrócić razem z Lucy do siebie, jednak alkohol mi na to nie pozwalał, wolałem nie jeździć po pijaku, a zwłaszcza, kiedy nie wypiłem wcale mało.
  - Zajmiemy z Lucy pokój gościnny. - powiedziałem do Zayna, który pokiwał głową podnosząc ostatnią butelkę po whiskey z ziemi.
  - Tylko nie uprawiajcie tam seksu, bo nie mam ochoty słuchać waszych jęków. - zaśmiał się.
  - A ja mam zamiar pieprzyć się z małym wariatem Justina, prawda kochanie? - zapytała Kate stojąc i śmiejąc się na środku salonu. Wydaje mi się, że wypiła najwięcej z całej naszej piątki i zastanawiał mnie tylko fakt jakim cudem nie wybuchła jej jeszcze od tego głowa.
  - Tak! Już od tygodnia na to czekałem. - ucieszył się Justin i pociągnął za sobą Kate na górę.
  - Hej, to nie jest śmieszne, mam pokój obok was i nie chcę tego słuchać! - krzyknął za nimi Zayn, ale Kate już zamknęła swój pokój i nie słuchała swojego brata, chociaż myślę, że nawet gdyby to usłyszała nic by sobie z tego nie zrobiła.
  - Mam nadzieję, że się przynajmniej zabezpieczą. Nie chcę zostać wujkiem - mruknął niezadowolony i poszedł na górę.
  - My też będziemy się kochać? - zapytałem Lucy sugestywnie poruszając brwiami.
  - Nie. - odparła kręcąc głową i ciągnąc mnie za rękę. - My idziemy spać.
*Lucy*
   Gdy weszliśmy z Louisem do pokoju gościnnego zdałam sobie sprawę z tego, że nie pożyczyłam od Kate nic do spania, a wolałam nie wchodzić do jej pokoju z czystej obawy, że jej słowa wypowiedziane pod wpływem alkoholu mogą okazać się prawdziwe, a widok Justina i Kate uprawiających seks raczej nie był widokiem, który chciałam zobaczyć, dlatego zdecydowałam spać w samej bieliźnie ku radości Louisa.
  - Kochanie, czy pamiętasz jak miałem wyznaczyć ci zadanie? - zapytał obserwując mnie uważnie jak półnaga idę w stronę pościelonego łóżka.
  - Nie mam teraz ochoty się z tobą pieprzyć, Louis. - odpowiedziałam zgaszając lampkę i nakrywając się po uszy kołdrą, na znak, że nie jestem zainteresowana jego fantazjami seksualnymi.
  - Chciałem tylko, żebyś mi zrobiła masaż. - powiedział zawiedziony kładąc się obok mnie.
  - Masaż twojego penisa?
  - Nie, taki normalny masaż. W łazience przy pokoju Kate jest olejek eteryczny, mogłabyś mi pomasować plecki.
  - Lou, naprawdę jestem już śpiąca. - próbowałam protestować, ale po licznych prośbach i błaganiach Louisa w końcu się zgodziłam i poszłam do łazienki po olejek po drodze słysząc jęki dochodzące z pokoju Kate co oznaczało, że jej słowa były całkowicie prawdziwe. Współczułam jedynie Zaynowi, którego pokój był obok i doskonale słyszał każdy jęk swojej siostry i jej chłopka. Ma naprawdę ciężkie życie.
  - Połóż się. - powiedziałam zapalając znów lampkę przy łóżku i klękając obok Louisa.
  Lou bardzo chętnie wykonał moje polecenie, a ja usiadłam na jego pupie i wylałam na swoje ręce odrobinę olejku następnie rozprowadzając go po jego plecach.
  - Pomasuj mi najpierw kark, a potem łopatki. - wymruczał w poduszkę, na której miał schowaną głowę.
  - Jeszcze jakieś życzenia? - spytałam z sarkazmem w głosie, jednak mimo to posłuchałam się rad Louisa i zaczęłam masować mu kark wcierając w niego olejek.
  - Nie, to wszystko. - odpowiedział.
   Masaż trwał może jakieś 20 minut. Nie liczyłam czasu, ani nie patrzyłam na zegarek ponieważ w tym czasie moje myśli znów były skupione na Lily, a ręce machinalnie wykonywały tylko swoją pracę. Miałam sobie za złe, że zaledwie godzinę po jej śmierci zaczęłam pić alkohol i bawić się jakby jej śmierć w ogóle mnie nie obeszła. Miałam wtedy nadzieję, że gdy zacznę pić zapomnę o tym tragicznym wypadku i usunę ze swojej pamięci widok jej martwego ciała wyciągniętego spod kół samochodu, a potem zakrytego folią i pakowanego do karetki.To było naprawdę okropne i nie chciałam tego pamiętać. Dopiero teraz, gdy alkohol powoli opuszczał mój organizm zdawałam sobie z tego wszystkiego sprawę i wspomnienia znów we mnie uderzyły tym razem ze zdwojoną siłą. Zdałam sobie sprawę również z tego, że to dopiero początek drogi, którą będę miała do przejścia. Czeka mnie przecież odwiedzenie komisariatu policji i złożenie zeznań na temat jej śmierci, a potem pojawienie się w sądzie i składanie zeznań jako świadek. Nie wiem czy ten wypadek był winą kierowcy samochodu, czy Lily, która weszła na jezdnię, ale tak czy inaczej mężczyzna i tak będzie musiał odpowiedzieć za jej śmierć. Oprócz tego za kilka dni na pewno odbędzie się jej pogrzeb, a ja nie wiem czy będę miała odwagę i siłę po raz ostatni spojrzeć na jej martwe ciało.
   Kiedy Louis obrócił się znów na plecy i oświadczył, że idzie spać gasząc światło (wcześniej dziękując mi za masaż dając mi buziaka w usta) ja leżałam nieruchomo wpatrując się w sufit i zastanawiając się co się dzieje teraz z Lily. Czy jej ciało leży teraz w kostnicy? Czy jej rodzice wiedzą już o śmierci córki, czy myślą, że śpi u Kate po świetnej zabawie. Nie, na pewno już wiedzą, ktoś już ich pewnie powiadomił. Czy płaczą teraz tak samo jak płakałam ja i Kate na środku ulicy tuż po jej wypadku? A Liam? Czy on wie? A młodszy brat Lily? Co sobie pomyśli, gdy zorientuje się, że jego starsza siostra już nigdy nie wróci? To wszystko jest takie straszne i smutne. Pamiętam jak jeszcze wczoraj ustalałyśmy nasz wspólny wieczór i jak śmiałyśmy się we trzy siedząc w szkolnej kawiarni pijąc kawę latte z podwójną pianką. Lily była wtedy taka szczęśliwa i nawet nie zdawała sobie sprawy, z tego, że kolejnego dnia umrze.
   Jęki za ścianą wreszcie ustały. Kate skończyła uprawiać już seks z Justinem i pewnie teraz śpi. A może nie śpi i zastanawia się nad śmiercią Lily tak samo jak ja? Ale nie, ona wypiła za dużo alkoholu, zacznie o tym myśleć dopiero jutro gdy zostanie sama, bo ona nigdy nie płacze przy kimś. Tylko dzisiaj płakała i dostała kolejnego napadu histerii po pół roku przerwy. A ja mam ochotę wrócić do bulimii i pójść zwymiotować wszystkie grzanki, kanapki i inne przekąski, które dzisiaj zjadłam. Teraz terapeutka, którą miał mi zapewnić Louis będzie potrzebna mi również do tego, żeby poradzić sobie ze śmiercią przyjaciółki, o ile w ogóle sobie z nią poradzę.
 Dobranoc Lily.
 Następny rozdział: 27 kwietnia

wtorek, 28 marca 2017

Rozdział 26

*Lucy*
   Poprzednią noc spędziłam u Louisa mimo, że moja mama nie była z tego zadowolona, ale po tak burzliwym dniu potrzebowałam zasnąć obok kogoś bliskiego i obudzić się wtulona w jego bok słuchając bicia jego serca. To piękne uczucie, najpiękniejsze jakie znam.
   Obudziliśmy się oboje wcześnie. Louis musiał odwieźć mnie do domu, a sam jechał na trening zaczynający się o tej samej godzinie co moje lekcje.
  - Przyjadę po ciebie po szkole. - powiedział, kiedy samochód zaparkował na podjeździe przed moim domem. - I przyszykuj sobie jakąś ładną sukienkę, bo zabiorę cię na prawdziwą randkę do restauracji.
  - Z jakiej to okazji? - zapytałam zdziwiona.
  - Czy musi być jakaś okazja, żebym mógł zabrać swoją dziewczynę gdzieś gdzie zasługuje? - odpowiedział mi pytaniem na pytanie.
  - Robisz się coraz bardziej romantyczny. - powiedziałam ze śmiechem. - Ale dobrze wybiorę sobie coś ładnego.
   Kiedy auto Louisa odjechało, a ja weszłam do domu powitała mnie głucha cisza. Mama już dawno pojechała do pracy, wieszak na płaszcze był pusty, zniknęły również kluczyki do samochodu, a na stole nie leżały żadne jej papiery, o których mogła zapomnieć, co oznaczało, że szanse na jej powrót są zerowe, dlatego postanowiłam to wykorzystać. Moją pierwszą lekcją była matematyka, której szczerze nienawidzę, a nauczycielka (najbardziej znienawidzona przez wszystkich uczniów liceum Bentleya) jest wymagająca do tego stopnia, że kartkówki są u niej na prawie każdej lekcji, więc nie chcąc ryzykować kolejną negatywną oceną stwierdziłam, że najlepszym wyborem będzie po prostu na nią nie iść.
   Ze spokojem udałam się więc do swojego pokoju, żeby zmienić ubrania na dzisiejsze, a później skierowałam się do łazienki w celach upiększających, jeśli wiecie co mam na myśli. Kiedy wszystkie czynności, które powinnam zrobić zostały ukończone zeszłam na dół włączając telewizor i zabierając się za oglądanie kolejnego sezonu Kardashianek. Jednak w mojej głowie była jedna rzecz, która nie pozwalała mi się skupić na losach Kim, która właśnie poszła razem z Kourtney, żeby dowiedzieć się o płci swojego dziecka. Przez cały czas gryzło mnie moje wczorajsze zachowanie w stosunku do Lily, Kate i Zayna. Sama nie wiem kogo potraktowałam najgorzej, ale wiedziałam, że będę musiała przeprosić całą trójkę i zwierzyć się dziewczynom z mojej bulimii. Jako moje dwie najbliższe przyjaciółki powinny o tym wiedzieć, ale będzie to niezwykle trudne dla mnie do powiedzenia.
   Równo o godzinie 9 wyszłam z domu i po 20 minutach dotarłam pod budynek szkoły. W szatni zaczepiło mnie kilka dziewczyn, z którymi chodzę na matematykę, żeby pożyczyć mi swoje notatki, za które podziękowałam i je wzięłam. Teraz przynajmniej będę przygotowana do następnej lekcji, a jestem pewna, że matematyczka już więcej razy mi nie odpuści.
  - Widziałyście gdzieś Kate albo Lily? - zapytałam Ashley i Anne, które nadal wiernie dotrzymywały mi towarzystwa.
  - Kate jest u trenera w kantorku, a Lily ostatnio widziałam w kawiarni. - odparła Anne szczęśliwa, że to właśnie ona mogła udzielić mi cennej odpowiedzi.
  - W porządku, w takim razie dziękuję wam za notatki i do zobaczenia. - powiedziałam zamykając swoją szafkę i wychodząc z szatni. Anne i Ashley pomachały mi na pożegnanie, a ja popędziłam na górę w poszukiwaniu Lily. Sprawę Kate i Zayna wolałam załatwić później, ponieważ przeczuwałam, że z tym pójdzie mi najciężej.
   Nie musiałam zbyt długo się rozglądać, żeby znaleźć Lily. Wychodziła właśnie z kawiarni trzymając w ręce papierowy kubek z gorącą czekoladą. Na mój widok stanęła w miejscu nie wiedząc co powinna teraz zrobić.
  - Hej Lil. - podeszłam do niej, zaczynając od zwykłego przywitania.
  - Hej. - mruknęła.
  - Możemy pogadać? - zapytałam rozglądając się po korytarzu. Wszędzie gdzie tylko sięgnęłam wzrokiem byli uczniowie z różnych klas. Jedynym ustronnym miejscem, gdzie zwykle nie przebywało wiele osób była szatnia dziewczyn, dlatego zaproponowałam Lily właśnie to miejsce, w które później się udałyśmy.
- O czym chcesz ze mną gadać? - zapytała Lily siadając na ławce w szatni.
  - Chcę pogadać o tym co wczoraj się stało na wfie. Powinnam powiedzieć wam to już dawno temu, ale zwyczajnie nie miałam odwagi. Myślałam, że poradzę sobie z tym sama. - westchnęłam.
  - Chyba wiem o co chodzi. - powiedziała Lily. - Kate powtórzyła mi to co mówił jej Zayn.
  - Czy oni naprawdę informują się o wszystkim? - zadałam pytanie skierowane po połowie do przyjaciółki, a po połowie do siebie samej. Lily wzruszyła ramionami, a ja nie chcąc dalej przedłużać momentu do którego dążyłam zaczęłam opowiadać Lily całą swoją historię od początku. Po wszystkim nie kryła swojego zaskoczenia jak i również oburzenia faktem, że dowiaduje się o tym dopiero teraz, ale mimo to uściskałyśmy się, a ja znów poczułam, że zawsze mogę liczyć na pomoc przyjaciółek.
   Dzwonek zadzwonił w momencie, gdy wyszłyśmy z szatni. Lil popędziła do swojej sali, a ja skręciłam korytarzem kierując się na swoje zajęcia, na które specjalnie się nie spieszyłam. Pani Stanley - nauczycielka historii, kobieta po pięćdziesiątce zbliżająca się do emerytury niespecjalnie zainteresowała się, gdy weszłam do sali z niemrawym ,, przepraszam za spóźnienie" i z hukiem położyłam swoje rzeczy na ławce. Po tylu latach pracy w szkole chyba była do tego przyzwyczajona. Zauważyłam, że w sali nie ma jeszcze kilku uczniów i dopiero, gdy wszyscy już przyszli Stanley zaczęła sprawdzać listę obecności, po której zaczęła prowadzić lekcje o ile można nazwać to lekcją. Była dziś zmęczona do tego stopnia, że kazała przeczytać nam temat w podręczniku, a sama z ociąganiem zaczęłam uzupełniać dziennik.
   Po skończonej lekcji zaczęłam szukać Kate. Liczyłam na to, że nie siedzi znów u swojego brata w kantorku tylko chodzi gdzieś razem z Naomi i Judie lub pije z nimi miętową herbatę w kawiarni. Nie myliłam się, nie musiałam długo się za nią rozglądać, by dostrzec ją w kawiarni, gdzie siedziała przy jednym z elitarnych stolików, jak nazwali to uczniowie tej szkoły. Podobno kawiarnia od początków wybudowania tej szkoły należała do tak zwanej elity, ale później gdy zaczęli w niej przebywać również ci '' zwykli" uczniowie elita wydzieliła miejsce, gdzie siadali tylko oni i tak to już zostało.
   Podeszłam do stolika Kate zajmując wolne miejsce. Siedzące dwa stoliki dalej Melody i Cindy pomachały mi na przywitanie, ale nie zamierzałam odwzajemnić tego gestu, gdyż zwyczajnie nie miałam na to czasu.
  - Naomi, Judie, możecie zostawić nas same? - zapytałam dziewczyny siedzące przy Kate, jednak moja prośba zabrzmiała bardziej jak żądanie czym również się nie przejęłam. Na moje słowa od razu wstały opuszczając stolik i zostawiając mnie z przyjaciółką.
  - Musimy porozmawiać. - powiedziałam, gdy Naomi i Judie już na dobre odeszły.
  - Inaczej nie wypraszałabyś moich koleżanek. - wywróciła oczami Kate biorąc kolejny łyk miętowej herbaty przez zakręconą słomkę w jej ulubionym, fioletowym kolorze.
  - Wiem, że wczoraj nie zachowałam się w porządku wobec ciebie nie mówiąc ci prawdy, ale...
  - Obraziłaś mojego brata i jednocześnie mnie przed szkołą. - powiedziała zachowując stoicki spokój, który przerażał mnie w niej najbardziej. Kiedy nie okazywała kompletnie żadnych emocji wtedy było już wiadomo, że jest bardzo zła. To był jej znak rozpoznawczy, który umieli rozpoznać tylko najbliższe jej osoby. Inni mogli zastanawiać się tylko co jest nie tak lub myśleć, że Kate nie ma nastroju.
  - Wiem, jego też przeproszę, ale najpierw chciałam zacząć od ciebie. - westchnęłam dosuwając swoje krzesełko do stolika. - Zayn miał rację, ale bałam się do tego przyznać. Wiem, powinnam powiedzieć ci o tym już dawno temu kiedy to wszystko się zaczęło, ale nie potrafiłam.
  - Jak to się zaczęło? - zapytała odsuwając od siebie herbatę.
   Więc po raz trzeci w przeciągu ostatnich 24 godzin opowiedziałam historię swojej bulimii, o tym jak do niej wróciłam i czemu to zrobiłam. Mimo, że na samym początku mina Kate nie wyrażała kompletnie nic tak jak poprzednio to po pewnym czasie na jej twarzy pojawiło się współczucie i gdy już skończyłam opowiadać jej wszystko przytuliła mnie i zamówiła mi miętową herbatkę jako oznakę swojego wybaczenia.
  - Myślałam, że już skończyło ci się kieszonkowe. - powiedziałam przypominając sobie moment, w którym Kate oznajmiła wszystkim wszechobecnym, że po wyjeździe jest spłukana i nie dostała od rodziców więcej kieszonkowego.
  - Bo się skończyło, dlatego teraz zabieram od Zayna.
  - Wie o tym?
  - Nawet sam mi daje i będzie dawał dopóki rodzice nie wrócą z kolejnej delegacji.
  - A jeśli mówimy już o Zaynie, to gdzie on teraz jest? - zapytałam.
  - U Hetfielda. - odpowiedziała mi zerkając na swój telefon. - Właśnie wyszedł.
  - Piszecie do siebie za każdym razem gdy zmieniacie miejsce?
  - Zdarzają się wyjątki. - wzruszyła ramionami chowając telefon do kieszeni. - Jeżeli chcesz pogadać z nim jeszcze na tej przerwie, to radzę ci idź do niego teraz. Za chwilę rzuci się na niego Mia i jej spółka, ostatnio cały czas go podrywa.
  - Zauważyłam, dzięki za herbatę. - powiedziałam wstając i przysuwając swoje krzesło do stolika. Chciałam wspomnieć jeszcze o naszej rozmowie i powiedzieć do Kate coś w stylu ,, cieszę się, że nie mamy już przed sobą tajemnic", ale odpuściłam to sobie wiedząc, że moja przyjaciółka nie należy do osób, które lubią żyć wspomnieniami nawet jeśli mówimy tu o wspomnieniach sprzed kilku minut.
   Zgodnie z tym co mi powiedziała udałam się w kierunku gabinetu dyrektora i kiedy byłam w połowie drogi napotkałam na niej Zayna.
  - Hej. - przywitałam się, a moja pewność siebie, która towarzyszyła mi jeszcze przed chwilą wyparowała. Zawsze bowiem znalazła się osoba lub sytuacja przez, którą czułam się bardzo niepewnie.
  - Witaj Lucy. - odpowiedział podnosząc na mnie swój wzrok.
  - Chciałam...z tobą pogadać.
  - Zapraszam. - Zayn wskazał, żebym poszła przodem i poszliśmy do jego kantorka. Podczas tej niedługiej drogi widziałam jak Mia, która nosiła się z zamiarem zagadania przystojnego trenera patrzy na mnie zazdrośnie, ale po chwili to spojrzenie znika i tylko uśmiecha się do mnie niewinnie. Jej zachowanie pozostanie dla mnie już zawsze zagadką, ale w zasadzie wolę, gdy usługuje mi na każdym kroku niż gdy mnie wyzywa choć i z tym już sobie nieźle radzę. Szkoła Kate robi swoje.
  - Zrobić ci herbaty? - spytał Zayn, gdy drzwi od jego kantorka zostały za nami zamknięte, a ja siadłam na tym samym miejscu, na którym siedziałam wczoraj.
  - Nie dziękuje, piłam przed chwilą z Kate w kawiarnii. Zayn pokiwał głową i zajął swoje miejsce naprzeciwko mnie.
   Tak jak poprzednio przez moment zapadła między nami cisza, ale w odróżnieniu od dnia wczorajszego to ja przerywam milczenie.
  - Przepraszam za to jak na ciebie nakrzyczałam i byłam dla ciebie nie miła. Miałeś rację co do każdego słowa. Przepraszam, po prostu się bałam. Nie chciałam, żeby mój sekret się wydał.
  -Wiem Lucy, rozumiem to i przyjmuję twoje przeprosiny. Najważniejsze jest teraz to, żebyś otrzymała odpowiednią pomoc i wsparcie od rodziny i przyjaciół.
  - To już jest załatwione. Louis obiecał, że poszuka mi najlepszego psychologa. - powiedziałam dumna z tego jaki mój zazwyczaj mało pomocny chłopak może okazać się wspaniały. Wiedziałam, że najgorsze jest jeszcze przede mną, terapia i te wszystkie sprawy, ale pierwszy krok został już zrobiony i to przynosiło mi niesamowitą ulgę.
  - Ale w zasadzie jak domyśliłeś się tego, że mam bulimię? - zapytałam Zayna. W końcu nagłe zasłabnięcie mogło być równie dobrze objawem czegokolwiek innego, a on już za pierwszym razem postawił prawidłowe przypuszczenie.
  - Około dwa lata temu, pamiętam moment, kiedy byłaś u Kate i gdy wszedłem do was do pokoju zauważyłem jak wpychasz w siebie wszystkie przekąski postawione na jej biurku. Potem słyszałem jak wymiotujesz w łazience i nawet chciałem z toba o tym porozmawiać, ale nie było do tego sposobności, a kilka dni później już o tym zapomniałem. Przypomniało mi się to dopiero wczoraj, gdy zemdlałaś. Twoje nagłe zaburzenia równowagi świadczyły albo o zaburzeniu krążenia albo o chorobie o podłożu psychicznym. Wykreśliłem powód pierwszy i została mi tylko bulimia. - wytłumaczył Zayn. - W każdym razie chcę, żebyś wiedziała, że możesz liczyć na moje wsparcie w każdej chwili. - brunet ścisnął moją dłoń, a następnie wstał ze swojego miejsca zamykając mnie w uścisku.
  - Dzięki Zayn. - powiedziałam, gdy po chwili uwolniłam się z jego ramion.
  - Nie ma sprawy, widzimy się na wfie. - uśmiechnął się do mnie. - I jeszcze jedno. Nie rób tego więcej, proszę.
  - Postaram się. - westchnęłam, a potem nacisnęłam klamkę i opuściłam pomieszczenie.
   Po trzech następnych lekcjach zmęczona dotarłam do szatni, gdzie w pośpiechu przebrałam się i weszłam na salę razem z Kate i Lily podczas gdy reszta dziewczyn była jeszcze w trakcie przebierania się i plotkowania.
  - Co będziemy dziś robić Zayn? - zapytała Kate podchodząc do brata i siadając obok niego na ławce.
  - Gramy w siatkówkę tak jak wczoraj. Świetnie wam wtedy szło.
  - Nie lubię siatki. - westchnęła Lily.
  - Ja też nie. - dodałam mając nadzieję, że dzięki temu Zayn zmieni plany co do naszych dzisiejszych zajęć.
  - Dajcie spokój, siatkówka jest super.
  - Pograjmy w koszykówkę. - zaproponowała Lily wychodząc na środek sali i udając, że rzuca piłką do kosza.
  - Wszystkie jesteście na to za niskie. - stwierdził Zayn. - Siatka jest dla was najlepsza.
   Być może próbowałybyśmy dyskutować z Zaynem dalej, ale na salę weszły wszystkie dziewczyny, więc jakiekolwiek rozmowy z nim były wykluczone. Jeszcze przed feriami Lindy i Rose - dziewczyny, z którymi chodzę na geografię zaprotestowały mówiąc, że to niesprawiedliwe, że ja i Lily możemy zwracać się do trenera po imieniu tylko dlatego, że przyjaźnimy się blisko z jego siostrą. Zayn musiał wtedy załagodzić sytuację i powiedział nam, żebyśmy starały unikać się dłuższych rozmów z nim na lekcji. Sam obawiał się tego, że te dwie lalunie pójdą z tym do Hetfielda, a on nie zaliczy praktyk studenckich, dlatego od tej pory rozmawiałyśmy z nim tylko po lekcjach lub przed nimi, gdy wszystkie dziewczyny opuściły salę.
   Po krótkiej rozgrzewce zostałyśmy rozdzielone na dwie drużyny i rozpoczęła się gra. Przyznam, że na początku nie szło mi najlepiej. Nie potrafiłam odbić żadnej piłki lecącej do mnie, a raz dostałam piłką w twarz. Gdy więc przyszła kolej, żebym zaserwowała piłkę zaczęłam protestować nie chcąc poniżyć się jeszcze bardziej, ale Zayn w porę przybiegł do mnie i zaczął pokazywać mi w jaki sposób powinnam odbić tak, żeby piłka przeleciała na drugą stronę siatki.
  - Teraz pochyl się i nie uginając ręki odbij piłkę. - poinstruował mnie, przez cały czas stojąc za mną i trzymając mi jedną rękę. Spróbowałam powtórzyć jego ruch, jednak zamiast tego piłka wypadła mi z ręki i poturlała się po podłodze.
  - Spokojnie, spróbujmy jeszcze raz. - powiedział Zayn podnosząc piłkę i podając mi ją.
  - Nie podoba mi się ta gra. - mruknęłam po raz kolejny ustawiając się w tej samej pozycji.
  - Nie tak, nie tak. - Zayn pochylił się nade mną i mogłabym przysiąc, że poczułam jak jego ręka dotyka mojej pupy przez chwilę się na niej zatrzymując, a później wędruje we właściwe miejsce. Wytłumaczyłam sobie to jednak tym, że było to całkowicie przypadkowo, dlatego nie zwróciłam na to uwagi. Przecież wie o tym, że chodzę z Louisem, a sam również ma dziewczynę. Poza tym jest tutaj praktykantem, a takie zachowanie wykracza poza regulamin szkoły, którego on stara się przestrzegać.
   Po skończonych zajęciach wfu przyszedł czas na oczekiwany powrót do domu. Na parkingu jak zwykle czekało na mnie białe auto, z którego wysiadł Louis, by potem odwieźć mnie do domu, gdzie miałam zmienić swój strój i jechać z nim na obiad do restauracji. Spodziewałam się, że restauracja będzie z pewnością należała do tych lepszych, gdzie cena za szklankę wody wynosi tyle ile dobry obiad w pubie, dlatego przygotowałam na to wyjście czerwoną, koronkową sukienkę z wyciętym dekoltem z myślą o Louisie.
  - Poczekaj tu, ja się tylko przebiorę. - poleciłam Louisowi usadzając go na swoim łóżku.
  - Nie spiesz się mamy rezerwacje dopiero za godzinę, a ja rozegram w tym czasie kolejną rundkę Candy Crush.
  - Na której jesteś planszy? - zapytałam zaciekawiona. Candy Crush to gra w której głównym celem jest przesuwanie kolorowych cukierków i bycie na jak najwyższej planszy, gdzie każda z nich ma swoją nazwę. Samej czasami zdarza mi się pograć w tą grę i wiem, że potrafi naprawdę wciągać mimo, że na pozór cukierki nie wydają się ciekawe.
  - Karmelowa Zatoka, nieźle co?
  - Jestem trzy plansze dalej. - odpowiedziałam zadowolona i wystawiłam Louisowi język.
  - To niemożliwe, pokaż. - zażądał rzucając swój telefon na łóżko.
   Wyjęłam z kieszeni swój telefon, włączyłam grę i pokazałam Lou swoją planszę. Nie był zadowolony z tego, że wreszcie znalazł się ktoś lepszy od niego, dlatego milcząc włączył swoją grę i zaczął przesuwać cukierki na planszy.
  - Zobaczysz i tak cię wyprzedzę. - warknął do mnie nie odrywając wzroku od gry.
  - Twoje niedoczekanie skarbie. - powiedziałam całując go w policzek, a następnie znikając za drzwiami łazienki.
   Przebrałam się w niej w moją sukienkę oraz postanowiłam poprawić również swój dzienny makijaż. Jasno różową szminkę zamieniłam na krwistą czerwień, a na oczach narysowałam cienką, subtelną kreskę. Do tego wytuszowałam rzęsy tak, żeby nabrały większej objętości. Efekt końcowy był zniewalający. Byłam pewna, że gdy przy wyjściu założę wysokie, czerwone szpilki moje nogi będą wyglądać o niebo lepiej, a ja sama zaprezentuję się znacznie lepiej niż teraz.
  - Możemy już iść Louis. - powiedziałam otwierając drzwi łazienki. Lou po kilku ruchach wyłączył grę i włożył znów telefon do kieszeni.
  - O kurwa. - powiedział na mój widok skanując mnie dokładnie wzrokiem od góry do dołu. - Wyglądasz cholernie seksownie, najchętniej wziąłbym cię już teraz, na twoim biurku.
  - Ale nie weźmiesz, bo idziemy na randkę, więc spróbuj nie pożerać mnie wzrokiem, żeby w spodniach nie zrobił ci się namiot, bo nie wejdziemy tak do restauracji.
  - Dlaczego zawsze musisz psuć te gorące chwile. - mruknął niezadowolony. - Mogę chociaż złapać cię za tyłek?
  - Nie. Wychodzimy. - powiedziałam stanowczo zabierając jeszcze ze sobą małą kopertówkę wysadzaną kryształkami Swarowskiego, którą kiedyś dostałam od Kate do której schowałam swój telefon i portfel. Przy wyjściu usłyszałam od Lou jeszcze kilka komplementów i próśb, żeby chociaż mógł mnie dotknąć, ale każdą z nich kończyłam takim samym słowem, którego chyba nie trudno się domyślić.
  - Jestem wielkim szczęściarzem, że mam taką cholernie gorącą dziewczynę. - powiedział, gdy wsiedliśmy już do samochodu. - Chyba sam Bóg wrzucił mi cię wtedy pod koła.
  - Nasze pierwsze spotkanie było dosyć osobliwe. - stwierdziłam przypominając sobie feralny sylwestrowy wieczór, gdy ja i Louis się poznaliśmy. Na pewno nie był to sposób poznania, w jaki zazwyczaj poznają się normalni ludzie, ale przecież kto powiedział, że my jesteśmy normalnymi ludźmi?
   Po kilkunastu minutach jazdy dotarliśmy do restauracji na samym końcu miasta. Miła wielkie okna i piękne zadaszenie. Na parkingu znajdowało się wiele samochodów takich jakie miał Louis. Było kilka czerwonych ferrari, lamborghini i lexusów. Wszystkie z wyższej półki tak samo jak goście. Kiedy tylko weszliśmy do środka dwóch szatniarzy zabrało od nas nakrycia, a jedna z kelnerek wskazała nam miejsce gdzie powinniśmy usiąść bez wypytywania Louisa o nazwisko. Jak się okazało kelnerka rozpoznała Louisa od razu, ponieważ, gdy doprowadziła nas do właściwego stolika zdjęła z niego karteczkę z napisem: TOMLINSON.
  - Proszę bardzo o to państwa karty menu. Proszę zadzwonić tym dzwoneczkiem, kiedy będą państwo gotowi do złożenia zamówienia. - powiedziała uprzejmie kelnerka, a następnie oddaliła się zostawiając nas samych.
   Nasz stolik był nieco oddalony od stolików innych gości przez co zachowała się dla nas większa prywatność. Tak jak podejrzewałam goście byli wystrojeni w podobne ubiory do naszych. Panie miały piękne, drogi sukienki i wysokie szpilki, a panowie eleganckie fraki. Prawie na każdym stoliku stała butelka musującego szampana albo białego wina. Potrawy były podawane w mniejszych ilościach na dużych talerzach w towarzystwie bukietu warzyw. Kiedy zerknęłam do karty menu zorientowałam się, że ceny są jeszcze bardziej kosmiczne niż podejrzewałam. Cena sałatki greckiej (jednej z najtańszych dań) wynosiła 16£, a musujący szampan, którego goście tak chętnie pili 120£ za  jedną butelkę.
  - Co sobie życzysz kochanie? - zapytał Louis znad karty dań.
  - Widziałeś ceny tych dań? - spytałam go dyskretnie przerzucając strony karty tak, żeby nikt z gości nie zorientował się, że nie znajduje się na ich poziomie, a cena podane w karcie są trzy razy wyższe niż moje miesięczne kieszonkowe.
  - Owszem, jadłem tu już wiele razy. - odpowiedział mi odkładając swoją kartę. - Polecam ci musującego szampana. W tej restauracji podają tylko te z najwyższej półki i smakują naprawdę wybornie. Nie przejmuj się cenami. - powiedział widząc moją minę. - Ja za wszystko płacę.
  - W takim razie poproszę tylko sałatkę grecką i ewentualnie szklankę wody. - powiedziałam zamykając kartę dań. Wiedziałam o tym, że Louisa na to wszystko stać, ale mimo to głupio się czułam zamawiając kosztowne dania na jego rachunek. Nie chciałam, żeby przeze mnie zbankrutował lub co gorsze żałował, że w ogóle mnie tu zabrał, gdyby zobaczył koszt swojego zamówienia po tym, gdybym zamówiła to na co miałam ochotę.
  - Nie wygłupiaj się. Przyszliśmy tu na obiad, a nie na lekką przekąskę przed obiadem. Zamów sobie stek albo coś innego co chciałabyś zjeść. - zażądał stanowczym głosem tym samym, którego użył w stosunku do mnie w niedzielę, w łazience po obiedzie z Nicholasem, kiedy wkładał mi do ust swoją koszulkę.
  - Lou, ale...- spróbowałam zaprotestować.
  - Nie słyszę słowa więcej. - zgasił mnie szybko. - Wolisz szampana czy wino?
  - Szampana. - odpowiedziałam na nowo wertując kartki menu. - Chętnie zjadłabym ośmiornicę duszoną z batatami. Uwielbiam owoce morza.
  - Też je kocham. Zamówię to samo, jeszcze nigdy nie jadłem tutaj ośmiornicy. - powiedział Louis dzwonią dzwoneczkiem pozostawionym nam przez kelnerkę.
   W mgnieniu oka znalazł się przy nas jeden z kelnerów przyjmując od nas zamówienie, a później oddalając się z niskim ukłonem. Chwilę potem pojawił się znowu niosąc nam szampana i kryształowe kieliszki. Następnie otworzył nam butelkę i rozlał alkohol do kieliszków uprzednio pytając się czy sobie tego życzymy. Szampan rzeczywiście smakował wybornie. Przyznam, że jeszcze nigdzie nie piłam go tak dobrego pomimo, że kilka razy zdarzyło mi się wypić alkohol z wyższej półki.
  - Ta restauracja jest naprawdę świetna. - powiedziałam odsuwając kieliszek od ust. - Obsługa jest bardzo uprzejma i kulturalna, a szampan doskonały i ten wystrój... - zachwycałam się dalej.
  - Myślałaś, że gdzie cię zabiorę? Do byle jakiej restauracji jak ostatnio zabrał nas Liam w Austrii? Ja moja ukochana wybieram tylko te najlepsze z najlepszych. - wychwalał się Lou z dumnie uniesioną głową. Chciałam jedynie zauważyć, że restauracja, którą wybierał nam Liam była zatwierdzona przez Louisa, który stwierdził, że możemy tam wejść, ale nie przypomniałam mu tego małego drobiazgu, gdyż nie chciałam psuć dzisiaj jego dumy i zadowolenia faktem, że chociaż raz udało mu się zabrać dziewczynę na wspaniałą randkę. (O ile moje poprzedniczki chodziły z Lou na randki pomiędzy przerwami od seksu)
   W końcu po długim czasie oczekiwania zamówione przez nas dania dotarły do naszego stolika. Ten sam kelner, który wcześniej dostarczył nam szampana, podał nam ośmiornice z taką samą gracją i w tak samo szybkim tempie oddalił się od stolika życząc smacznego.
  - Wyglądają wyśmienicie. - powiedziałam biorąc do ręki sztućce i patrząc z wielkim apetytem na ośmiornicę zalaną sosem o bursztynowej barwie razem z ułożonymi wokoło niej upieczonymi batatami.
  - Na pewno tak smakuje skoro sama nam to wybrałaś. Smacznego skarbie. - uśmiechnął się Louis zajadając się po chwili ośmiornicą.
   Rzeczywiście smak był nieziemski tak jak zresztą wszystko w tej restauracji. Kiedy ośmiornice zostały już przez nas zjedzone migiem zjawił się przy nas kelner zabierając puste talerze.
  - Czy życzą sobie państwo deseru? - zapytał.
  - Owszem. Co może nam pan polecić? - spytał Louis, a kelner zaczął po kolei wymieniać mu zapewne wszystko co mieli na karcie. Swoją drogą to naprawdę imponujące, że tutejsza obsługa uczy się menu na pamięć. Myślę, że w rzadko której restauracji to się zdarza. Kelnerzy raczej nie znają wszystkich dań i często nawet nie wiedzą z czego są robione co według mnie jest bardzo istotnym szczegółem.
  - Lucy, co powiesz na Pana Cotte ze świeżymi malinami?
  - Tak, myślę, że może być. - odpowiedziałam Louisowi zajęta oglądaniem widoku zachodzącego słońca przez wielkie okno restauracji.
  - Lucy?
  - Tak?
  - Co byś zrobiła gdybym powiedział ci, że kiedy ostatnio uprawialiśmy seks zapomniałem użyć zabezpieczenia?
   I w tym momencie cały czar prysnął. Wróciłam do rzeczywistości wybudzona z pięknego snu i spojrzałam na Louisa przestraszona. Zapomniał się zabezpieczyć ostatnim razem czy po prostu chciał zadać głupie pytanie, żeby mnie zdenerwować? Miałam szczerą nadzieję, że to drugie ponieważ na dzień, w którym ostatni raz byliśmy ze sobą bardzo blisko przypadał na moje dni płodne, a prawdopodobieństwo zapłodnienia po jednym stosunku bez zabezpieczenia w przypadku młodej kobiety takiej jak ja wynosiło powyżej 30%. (zapamiętałam tą wiadomość z lekcji o wychowaniu seksualnym prowadzoną dla dziewcząt w pierwszej i drugiej klasie liceum. Nasza nauczycielka najwięcej mówiła właśnie o ciąży przestrzegając dziewczyny, żeby szczególnie uważały na swoje dni płodne i wyliczały je w prowadzonym przez siebie kalendarzyku miesiączki, który nam rozdawała. Żadna z nas nie wzięła chyba tego na poważnie myśląc, że przecież zawsze są ostrożne podczas zbliżeń ze swoim chłopakiem, ale jak teraz się okazuje nie zawsze może tak być, gdy ponoszą cię emocje po nudnym obiedzie z nowym partnerem twojej mamy)
  - Powiedz, że to twoje kolejne durne pytanie mające na celu doprowadzenia mnie do palpitacji serca. - syknęłam do Louisa z trudem ukrywając swoje narastające zdenerwowanie.
  - Niestety chyba nie. - odparł spuszaczając głowę i unikajac mojego spojrzenia, które w tym momencie wypalało w nim wielką dziurę i gdyby mogło zabijać leżałby w tym momencie martwy pod stołem.
  - Jak mogłeś zapomnieć?
  - Nie wiem, zawsze pamiętam, ale tym razem wyleciało mi zupełnie z głowy. Przepraszam. - mruknął.
  - Przepraszasz mnie? Zdajesz sobie sprawę z tego, że teraz mogę być z tobą w ciąży?
  - Wiem o tym. - westchął Louis. - Ale obiecuję, że nawet jeśli w niej będziesz to cię nie zostawię i razem wychowamy tego smrodka. Zamieszkasz wtedy u mnie, wyremontujemy jeden pokój, wybierzemy mu albo jej jeśli to będzie dziewczynka wspólnie mebelki i...
  - Louis stop. - przerwałam mu. - Na razie nie wiemy czy na pewno jestem w ciąży, więc nic sobie nie planuj. Zresztą to nie jest takie kolorowe jak ci się wydaje. Dziecko wymaga całodobowej opieki. Trzeba zmieniać mu brudne pieluchy, karmić i wstawać w środku nocy, kiedy płacze. Nie dalibyśmy rady, ty masz karierę, a ja jeszcze szkołę, a po niej planuje studia.
  - Mógłbym z niej zrezygnować i zatrudnić się później jako trener. - oświadczył jakby to było czymś naturalnym, ale ja wiedziałam, że to nie przyszłoby do niego tak łatwo, ponieważ jak na razie z tego co widzę, kariera znaczy dla niego naprawdę wiele.
  - Nie wiesz co mówisz. - westchnęłam. - W każdym razie ja nie jestem gotowa do tego, żeby zostać matką. - zagryzłam mocno wargę i schowałam w twarz w dłoniach.
  - Hej Lucy. Spójrz na mnie. - usłyszałam łagodny głos Louisa, a gdy w żaden sposób na niego nie zareagowałam usłyszałam szuranie krzesła i kilka sekund potem Louis stanął przy mnie głaszcząc mnie po plecach.
  - Też nie jestem gotowy do tego, żeby być teraz ojcem, ale jeśli bedę musiał poradzę sobie z tym i nigdy cię nie zostawię. Kocham cię, tyle razy ci to już mówiłem.
  - Ja ciebie też Lou. - odparłam przytulając się do niego i całując w usta smakujące jeszcze duszoną ośmiornicą.
  - Przepraszam. - usłyszeliśmy nad głowami głos kelnera. - Nie chciałbym państwu przeszkadzać, ale przyniósłem deser, czy mam podać go teraz?
  - Tak, oczywiście, przepraszamy. - uśmiechnęłam się do mężczyzny.
  - Oh nie mają państwo za co, życzę smacznego.
   Nie muszę chyba komentować tego jak bardzo smakowała mi Pana Cotta z malinami, podczas jedzenia której razem z Lou postanowiliśmy nie wracać już do tematu mojej ewentualnej ciąży tylko rozkoszować się deserem. Gdy kelner przyniósł nam rachunek Louis nie pozwolił mi na niego spojrzeć, a gdy wkładał do środka pieniądze kazał odwrócić mi się tyłem tak, żebym nie widziała jaką sumę włożył do środka, ale ja i tak wiedziałam ile zapłacił pamiętając ceny potraw, kiedy dostałam kartę menu.
  - Może pojedziemy teraz do mnie? - zaproponował, gdy wsiedliśmy do samochodu.
  - Bardzo bym chciała, ale nie dzisiaj. Muszę powtorzyć sobie jeszcze nowy dział z matematyki.
  - Powiedz mi tylko jaki i nauczę cię. - powiedział skręcając w autostradę.
  - Tak jak poprzednjm razem?
  - Przecież ci się podobało i koniec końców dostałaś trójkę, więc?
  - Nie Lou, nie dzisiaj.
  - Jesteś uparta. - westchnął.
  - Już to słyszałam. - zaśmiałam się wychylając się ze swojego miejsca, żeby pocałować go w policzek.
   Kiedy samochód Louisa dotarł pod mój dom z wielkim żalem zabrałam z niego swoje rzeczy i położyłam dłoń na klamce.
  - Do zobaczenia kochanie. - pożegnałam się szybko.
  - A gdzie mój soczysty buziak w usta? - zapytał zawiedziony.
   Widząc jego minę pochyliłam się nad nim, ale zamiast zwykłego pocałunku zostałam wciągnięta przez Louisa na jego kolana, gdzie zaczął mnie zachłannie całować i wkładać ręce pod moją sukienkę.
  - Jesteś taka seksowna. - wymruczał odrywając swoje usta od moich ust i przysysając się nimi do mojego odsłoniętego dekoltu.
  - Louis, muszę iść. - powiedziałam bawiąc się jego włosami i ciągnąć za ich końcówki.
  - Tak? Bo nie wyglądasz mi na taką. Co powiesz na szybki numerek na tylnych siedzeniach? - zaoferował z chytrym uśmiechem na ustach.
  - Przecież dopiero rozmawialiśmy o tym, że mogę być w ciąży. - przypomniałam mu wracając na swoje miejsce.
  - Spokojnje tym razem nie zapomnę o gumce.
  - Nie. Do zobaczenia Louis. - powiedziałam naciskając klamkę i opuszczając samochód w obawie, że mimo swojego rozsądku po raz kolejny ulegnę Louisowi.
   Gdy odjeżdżał z parkingu pomachałam mu jaszcze stojąc przy drzwiach i z uśmiechem weszłam do środka zadowolona z przebiegu mojej dzisiejszej randki. Postanowiłam nie mówić mamie nic o ewentualnej ciąży pamiętając o jej przestraszonym spojrzeniu gdy pomyślała, że to właśnie z Lou chcemy jej przekazać, a co do siebie stwierdziłam, że najlepszym wyborem będzie bardziej skupić się na nauce i zbliżających się wielkim krokami egzaminach niż na ciąży, której równie dobrze może nie być.
Następny rozdział: 12 kwietnia


wtorek, 14 marca 2017

Rozdział 25

*Lucy*
   Byłam na środku wielkiej polany, widziałam tatę. Podbiegłam do niego i wtuliłam się w niego tak jak kiedyś.
  - Tęskniłam za tobą. - powiedziałam wtulona w jego szary, kaszmirowy sweter, który dawno temu dostał od mamy jako prezent urodzinowy.
  - Ja za tobą też córeczko. - odpowiedział otulając mnie swoimi ramionami.
  - Wróć do nas. Mama zaczęła spotykać się z Nicholasem, nie lubię go.
  - Dlaczego? - zapytał, ale zanim zdążyłam udzielić mu jakiejkolwiek odpowiedzi znikąd pojawił się przeraźliwy i głośny pisk jakiegoś elektrycznego urządzenia. Znów znalazłam się w domu, a tata znikł rozpływając się w powietrzu.

                                  ***
   Nienawidzę poniedziałków, a zwłaszcza tych po długich przerwach od szkoły. Wtedy żałuję, że nie mogę cofnąć się w czasie chociaż o dwa dni, żeby móc wyłączyć ten cholerny budzik i dalej iść spać. Jednak niestety nikt nie wynalazł jak do tej pory maszyny do czasoprzestrzeni i ku mojemu wielkiemu nieszczęściu byłam zmuszona wstać, wyłączyć budzik i szykować się do szkoły.
  - Wstawaj o leniu. - szturchnęłam Louisa chrapiącego sobie cichutko na boku obok mnie. Otworzył oczy, podniósł się na chwilę do pozycji siedzącej, a potem z powrotem opadł na łóżko ze słowami ,, Nie muszę, mam dzisiaj wolne"
  - Ale ja idę do szkoły. - uświadomiłam go, poszturchując go po raz kolejny. - Nie zostaniesz sam, bo nie masz kluczy, żeby zamknąć dom.
  - W takim razie zostanę i poczekam aż wrócisz. - wymruczał w poduszkę.
  - Nie możesz, złaź.
  - Dlaczego?
   Westchnęłam ciężko. Dyskusje z Louisem zazwyczaj kończą się na niczym, a ja nie miałam czasu ani nerwów, żeby wymyślać inne sposoby ściągnięcia go z mojego łóżka, dlatego zwyczajnie zrzuciłam z niego kołdrę i zabrałam mu z pod głowy poduszkę.
  - Hej, tak nie wolno! - krzyknął podrywając się z łóżka.
  - Masz pięć minut na to, żeby się ubrać. - oświadczyłam poważnie wyciągając z szafy swoje ubrania i kierując się do łazienki.
  - A ty gdzie idziesz?
  - Ubrać się i umalować do łazienki.
  - Dlaczego nie możesz tutaj? - spytał robiąc minę zbitego pieska.
  - Dobrze wiesz czemu. Nie będę przebierać się przy tobie.
  - Ale czemu, przecież widziałem cię już nago.
  - Czas ci ucieka. - ostrzegłam wchodząc do łazienki i zamykając ją na zamek. Kiedy się przebierałam słyszałam jak Louis otwiera swoją walizkę co oznaczało, że posłuchał się mnie i zaczyna się ubierać, a gdy przystąpiłam do nakładania makijażu słyszałam jak schodzi po schodach na dół.
  Gdy po pewnym czasie opuściłam łazienkę poczułam zapach smażonych naleśników. Lou stał przy kuchence nucąc sobie pod nosem jakąś melodię i przekładał na patelni naleśniki. Na blacie obok niego stał słoik nutelli, a ja widząc to nie potrafiłam pohamować swojego apetytu. Wyjęłam z szafki dwa talerzyki i nałożyłam na swój talerz pierwszego naleśnika posmarowanego grubą warstwą nutelli. Za nim poszedł następny, a później jeszcze następny. Nie mogłam się pohamować.
  - Gdzie ty to wszytko mieścisz? - zaśmiał się Louis odkładając swój talerz do zmywarki. Wytarłam brudną od czekolady buzię i spojrzałam na swój talerz, na którym został jeszcze jeden nadgryziony naleśnik.
  - Muszę iść do toalety. - mruknęłam i bez słowa więcej pobiegłam na górę.
   Dwa dni temu obiecałam sobie, że to już koniec mojego objadania się, a później wymiotowania. Robiłam to przez cały wyjazd i po całej ,,misji" jak miałam w zwyczaju to nazywać patrzyłam na swoje odbicie w lustrze z tym samym obrzydzeniem. Nienawidziłam się za to, ale nawyk był silniejszy. Tym razem również przegrałam. Ze łzami w oczach pochyliłam się nad toaletą i wyrzuciłam z siebie wszystkie sześć naleśników, które zjadłam przed chwilą. Potem umyłam zęby i starłam z pod oczu rozmazany tusz.
  - Jesteś zwykłą, głupią bulimiczką. - szepnęłam do siebie patrząc na własne odbicie z nienawiścią i wściekłością. - A przecież miało być inaczej.
  Właśnie miało, ale ty nie potrafisz się zmienić. Podpowiedział mi głos w głowie. Towarzyszył mi zawsze, kiedy to robiłam i nie pozwolił mi o sobie zapomnieć. Moja samoocena znacznie wtedy spadała, ale pocieszałam się tym, że w końcu ona nigdy nie była wysoka. Zawsze ktoś był ode mnie ładniejszy, znalazł się ktoś mądrzejszy, a ja pozostawałam szarą, zakompleksioną myszką. Nawet kiedy byłam w związku z Tylerem on dawał mi to odczuć, oglądając się na spacerze ze mną za innymi dziewczynami. Kiedyś kiedy rozmawiał ze swoim przyjacielem słyszałam jak rozmawiają o dziewczynach z naszej szkoły. Tyler mówił, że chciałby, żebym miała taki tyłek i takie piersi jak niektóre z nich. Uciekłam wtedy do łazienki i popłakałam się, a gdy już wyszłam on zachowywał się jak gdyby nigdy nic, a ja nie powiedziałam mu co usłyszałam.
  - Lucy jesteś tam? - usłyszałam pukanie do drzwi i zaniepokojony głos Louisa. Pewnie musiałam długo być w łazience jeżeli zaczął się do mnie dobijać.
  - Tak, już wychodzę. - odpowiedziałam mu, a od razu potem otworzyłam drzwi i wyszłam z fałszywym uśmiechem na twarzy, bo nie chciałam żeby zaczął mnie wypytywać o to czy coś się dzieje i zaczął zadawać niewygodne pytania. Bałam się, że przez jedno nieprawidłowe słowo mogłabym wydać swój sekret.
  - Zostało nam jeszcze dużo czasu do rozpoczęcia twoich lekcji, więc pomyślałem, że moglibyśmy pójść do mnie, gdzie odłożyłbym swoją walizkę, a później podwiózłbym cię do szkoły. Co ty na to?
  - Tak, możemy tak zrobić. - pokiwałam głową.
  - Świetnie, to chodźmy.
   Louis zabrał swoją walizkę i staszczył ją po schodach na dół, a później wolnym spacerkiem ruszyliśmy pod jego willę. Kiedy ze spokojem przemierzaliśmy ulice Doncaster kilku paparazzich mimo wczesnej pory już czaiło się w krzakach robiąc nam z ukrycia zdjęcia. Nie przeszkadzało mi to dopóki jeden z nich nie podszedł do nas otwarcie zadając mi pytanie.
  - Jesteś jego dziewczyną? Chodzicie ze sobą?
   Jeszcze dwa tygodnie temu nienawidziłam tego typu pytań ze strony fotografów i reporterów zaczepiających mnie na ulicy z oczywistej przyczyny: nie byłam dziewczyną Louisa, a nasze relacje były bliżej nieokreślone co często mnie denerwowało, teraz poczułam się zupełnie inaczej. Mogłam z dumą odpowiedzieć tak, owszem, ale bałam się, że Lou nadal będzie chciał nas ukrywać, dlatego postanowiłam taktownie milczeć, modląc się w duchu, żeby mężczyzna dał nam spokój i odszedł.
  - Tak, to jest moja dziewczyna. - oboje spojrzeliśmy w stronę Louisa, który mimo moich wcześniejszych podejrzeń otwarcie przyznał się co go ze mną łączy, a na potwierdzenie swoich słów pocałował mnie w usta i przytulił do swojego boku. Byłam na tyle oszołomiona jego zachowaniem, że nie oddałam uścisku, a jedynie stałam obok niego nieruchomo.
  - Od kiedy jesteście razem? -zapytał fotograf z wielkim zadowoleniem, że udało mu się jako pierwszemu zdobyć tak cenne informacje.
  - Byliśmy razem już podczas naszego wspólnego wyjazdu do Austrii i mogę panu powiedzieć, że jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwy, a teraz proszę nam pozwolić rozkoszować się wspólnym spacerem i odejść na pewną odległość. - zakończył Louis biorąc mnie za rękę i ruszając pewnym krokiem przed siebie.
   Mężczyzna spełnił jego prośbę oddalając się od nas i wyjął z kieszeni swoich spodni komórkę, a później zaczął z kimś rozmawiać bardzo przy tym gestykulując. Nie musiałam się nawet zastanawiać o czym może rozmawiać, bo oczywistym faktem było, że prowadzi konwersację z gazetą dla której pracuje, by później ona jako pierwsza mogła zdradzić całej Wielkiej Brytanii informację o tym jak nazywa się i kim jest nowa partnerka Louisa Tomlinsona, co szczerze mówiąc trochę mnie przerażało, ponieważ nie wiem jak się będę czuła, gdy na każdej gazecie plotkarskiej na którą tylko spojrzę, będzie umieszczone moje zdjęcie.
  - Czemu nic nie mówisz kochanie? Jesteś na mnie zła, za to, że powiedziałem temu gościowi o nas? - spytał Louis patrząc na mnie przejętym wzrokiem.
  - Nie wiem co mam ci powiedzieć. Jestem w szoku, bo nie miałam pojęcia, że będziesz miał odwagę powiedzieć o nas publicznie. Zdajesz sobie sprawę, że jutro lub za dwa dni nasze zdjęcia będą wszędzie?
  - Oczywiście, ale nie przeszkadza mi to, a tobie?
  - Trochę się tego obawiam. - przyznałam szczerze. - Ale jestem z ciebie dumna.
  - Ze mnie?
  - Że miałeś odwagę się przyznać do tego, że jesteś ze mną. - powiedziałam posyłając mu szczery uśmiech.
  - Myślałaś, że się ciebie wstydzę? - Lou stanął na środku chodnika puszczając rączkę walizki i spojrzał na mnie zupełnie poważnie, jakbym przed chwilą powiedziała mu coś co zmieni na zawsze jego życie.
  - Kiedyś tak było... - przyznałam cicho, zagryzając dolną wargę i spuszczając głowę.
  - Zapomnij o tym co było kiedyś. Kiedyś byłem zwykłą męską dziwką. Zaliczałem każdą panienkę w Doncaster, a teraz mam wspaniałą dziewczynę i nigdy nie pozwolę jej odejść. To ty mnie zmieniłaś, na lepsze i powinienem ci za to dziękować.
   Podniosłam głowę i spojrzałam na Louisa ze łzami w oczach. Stanęłam na palcach i pocałowałam go wplątując mu rękę we włosy. Miałam nadzieję, że tak już będzie zawsze. Wyobrażałam sobie, że zestarzejemy się ze sobą, a Louis jako starszy z laską będzie przynosił mi każdego dnia kwiaty i mówił jak bardzo mnie kocha. Na razie, być może moje słowa brzmią jak nierealne marzenia osiemnastolatki, ale mając przy sobie takiego chłopaka, wierzyłam w to, że nierealne marzenia staną się realne. I myślę też, że jesteśmy na dobrej drodze.
   Przez resztę drogi Lou nie puszczał mojej ręki. Opowiadał mi o tym jak wspaniale się ze mną czuje, a mi było bardzo przyjemnie tego słuchać. Całkowicie zapomniałam o swoich zmartwieniach, przeszłości z Tylerem i o tym co zrobiłam rano. Po prostu rozkoszowałam się chwilą, a problemy przestały istnieć. Pojawiły się dopiero wtedy, gdy auto Louisa zaparkowało pod moją szkołą, a dziewczyny, które właśnie do niej szły zaczęły poszturchiwać się między sobą i coś szeptać. Co prawda uodporniłam się już na te szepty i nawet potrafiłem przejść obok plotkar z dumnie uniesioną głową, ale nadal niezmiernie mnie to złościło, bo połowa rzeczy, które sobie o nas opowiadały były wyssane z palca. Humor poprawił mi się jednak bardzo szybko widząc jak z samochodu obok wysiada Kate przywieziona przez Justina. Pożegnała się z nim całując go czule, a gdy już chciała wejść do szkoły stanęła na środku widząc ja za nią wysiadam ja.
  - Przyjadę po ciebie po skończonych lekcjach. - oznajmił mi Louis zanim trzasnęłam drzwiami.
  - Jasne, do zobaczenia. - pocałowałam go szybko i podbiegłam do przyjaciółki.
  - Hej, Kate. - przywitałam się, przytulając brunetkę.
  - Hej. Widzę, że znalazłaś sobie darmową podwózkę. - szturchnęła mnie uśmiechając się przy tym.
  - Ty tak samo. - odparłam poruszając brwiami i wskazując na auto Justina.
  - Ja po prostu zmieniłam szofera.
  - A gdzie Zayn? - zapytałam wchodząc do szkoły. Nasza pierwsza lekcja odbywała się właśnie z nim, dlatego byłam ciekawa czy praktykant już przyjechał.
  - Spóźni się, bo zapomniał ustawić sobie budzika, a ja za późno go obudziłam.
  - Przynajmniej będziemy miały więcej czasu na rozmowy.
  - Właśnie. - uśmiechnęła się zadowolona Kate.
     Po naszym wejściu do szatni wszystkie dziewczyny, które już się przebierały przywitały nas z uśmiechami. Nie, żeby wcześniej mnie nikt nie lubił i nikt się ze mną nie witał, ale jednak zanim zaczęłam umawiać się z Louisem to raczej wszyscy szczerzyli się do Kate, a nie do mnie, dlatego teraz, gdy zyskałam na popularności i każda osoba w tej szkole wiedziała kim jestem było to dla mnie trochę dziwne i czasami nawet przerażające. Jednym słowem, jeszcze nie przywykłam do popularności.
  - Świetnie dzisiaj wyglądasz Lucy. - pochwaliła mnie Megan, która od pewnego czasu nieustannie za mną chodziła.
  - Dzięki, - odpowiedziałam jej, wyjmując ze swojej torby strój do ćwiczeń.
  - Kate, będzie dzisiaj Zayn? Nie widziałam go na korytarzu ani w pokoju nauczycieli. - zapytała słodkim głosikiem Mia. Ona też zmieniła swoje podejście. Na każdej lekcji wf- u próbowała bezskutecznie zbliżyć się do Zayna, a żeby mieć u niego większe szanse zaczęła być miła dla Kate, a co za tym idzie również dla mnie. Pewnego razu podeszła do nas z dwoma kartonikami mleka czekoladowego, które jak sama powiedziała kupiła specjalnie dla nas, ponieważ dowiedziała się, że obie bardzo je lubimy. Mimo, że przyjęłyśmy je od niej z niechęcią i z podejrzeniami, że mogą być one przeterminowane lub Mia coś do nich dorzuciła to i tak postanowiłyśmy je wypić, bo nie ma nic lepszego niż mleko czekoladowe w kartonikach.
  - Dla ciebie trener. - warknęła do niej Kate. - I tak, będzie dzisiaj.
   Mia nie zadawała już więcej pytań. Nie chciała narażać się bardziej Kate, kiedy ona była zła, bo wiedziała jak to może się dla niej skończyć. Dla Kate też mogło być to niebezpieczne, bo w końcu jej choroba nie minęła, a na pewno nie chciałaby, żeby cała szkoła się o tym dowiedziała.
  - Hej wszystkim. - do szatni weszła zdyszana Lily. Widać, żeby była po długim biegu.
  - Hej, Lil. - powiedziałyśmy jednocześnie razem z Kate.
  - Nawet nie wiecie jak bardzo się spieszyłam. Zapomniałam nastawić sobie budzika i obudziłam się za późno.
  - Gdzieś już słyszałam tą historię. - powiedziałam uśmiechając się do Kate porozumiewawczo mając na myśli jej brata. - Chyba wszyscy nie mogą przestawić się po tym leniwym tygodniu.
  - Oj tak, był zdecydowanie leniwy. - uśmiechnęła się Lily pospiesznie wyjmując ubrania z przepakowanej torby.
  Po 15 minutach Zayn wszedł do szatni zapraszając całą grupę na salę. Jako rozgrzewkę kazał przebiec nam pięć okrążeń co robił zawsze, dlatego nie było to dla żadnej z nas zaskoczeniem. W połowie drugiego okrążenia poczułam jak kręci mi się w głowie, dlatego przystanęłam na chwilę z boku, żeby nie przeszkadzać w bieganiu reszcie dziewczyn. Po chwili poczułam jak zaczynam tracić równowagę i nagle w płucach braknie mi tchu. Złapałam się więc kurczowo za szczebel drabinek, ale mimo to czułam jak zaczynam upadać. Potem podbiegł do mnie Zayn i podniósł mówiąc coś do mnie, ale sama nie wiedziałam co, ponieważ na moment straciłam kontakt z rzeczywistością. Czułam tylko jak gdzieś mnie niesie i krzyczy coś do Kate, a ona spanikowana wybiega z sali i biegnie przed siebie.
  - Hej Lucy, słyszysz mnie? Powiedz coś do mnie, nie zamykaj oczu.- słyszałam co chwilę, ale mimo to zamknęłam oczy, które zrobiły się strasznie ciężkie.
   Obudziłam się w pokoju pielęgniarki. Poznałam go po ścianach i niewielkiej szklanej szafeczce z lekami. Obok mnie siedziała Kate, a Zayn rozmawiał o czymś z pielęgniarką.
  - Obudziła się! - krzyknęła do brata i pielęgniarki. Oboje szybko znaleźli się koło mnie i zaczęli na zmianę wypytywać o różna rzeczy.
  - Brałaś jakieś leki, jesteś na coś chora? - pytała pielęgniarka.
  - Nie biorę żadnych leków i nie jestem na nic chora. - odpowiedziałam podnosząc się z leżanki na której byłam ułożona. - To było z przemęczenia, wczoraj za późno położyłam się spać, nic więcej. - powiedziałam szybko, bo doskonale wiedziałam czemu pojawiło się u mnie tak nagle złe samopoczucie. Wymiotowałam częściej niż powinnam. Po każdym posiłku jaki tylko zjadłam, a było ich naprawdę dużo i w dużych ilościach.
   Dwa lata temu, gdy zaczęła się u mnie bulimia miałam podobny przypadek, z tą różnicą, że niestety nie zdarzył się on wtedy raz a kilka. Potrafiłam stracić przytomność nawet cztery lub pięć razy w tygodniu, bo wymiotowałam naprawdę często. Mama w pewnym momencie zaczęła się o mnie poważnie martwić i zabrała mnie na badania, ale oprócz przyjmowania magnezu w tabletkach lekarz nie zalecił mi nic, ani nic nie podejrzewał, bo uwierzył w moją historię, że to wina przemęczenia. Jednak ani pielęgniarka ani Zayn nie uwierzyli mi w to co im powiedziałam. Kate również zaczęła patrzeć na mnie powątpiewająco. Nie wiedziała o mojej bulimii. Ani ona ani Lily. Nikt poza mną samą i chciałam, żeby tak zostało, w końcu po co mają się niepotrzebnie stresować?
  - Nie wydaje mi się Lucy, lepiej powiedz nam prawdę. Brałaś coś wczoraj, a może przyjmujesz regularnie jakieś leki szkodzące twojemu zdrowiu? - wypytywała pielęgniarka.
  - O co mnie pani podejrzewa? -  zapytałam zdenerwowana. Brakowało jeszcze tego, żeby szkolna pielęgniarka zaczęła podejrzewać mnie o branie narkotyków. Co to to nie. Pierwszy raz zapaliłam marihuanę z Louisem i nic poza tym. Nie pozwolę, żeby ta kobieta próbowała mnie w coś wrobić. To niedorzeczne.
  - O nic cię nie podejrzewam, chcę się tylko dowiedzieć powodu twojej nagłej utraty przytomności.
  - Już pani powiedziałam, to przez zmęczenie, znam siebie i swój organizm.
   Pielęgniarka mimo moich zapewnień nadal stała nade mną nieprzekonana. Powiedziała, że najlepiej będzie jak powiadomi o tym moją mamę, jednak na całe szczęście do całej dyskusji wtrącił się Zayn, które powiedział, że to nie będzie konieczne, ponieważ on osobiście wszystko załatwi. Mimo, że pani Lindgren była na początku do tego pomysłu niechętna to w końcu po dłuższych namowach zgodziła się i pozwoliła opuścić mi swój gabinet.
  - Dzięki. - powiedziałam do Zayna, gdy byliśmy w drodze powrotnej do sali gimnastycznej. - Ta szurnięta pielęgniarka na pewno zrobiłaby z tego jakąś sensację gdyby nie ty.
  - Może powinna. - spojrzał na mnie.
  - Co masz na myśli?
  - To nie jest z przemęczenia. Wiem to i nie wciśniesz mi bzdur, pogadamy sobie po lekcji.
  - Ale Zayn... - zaczęłam, ale on wszedł bez słowa więcej do sali i zostawił mnie nie pozwalając mi nawet na dokończenie zdania.
  - Lucy, powiedz mi o co chodzi? Przecież zawsze mówiłyśmy sobie o wszystkim. - Kate spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem przystając w kącie sali.
  - Już mówiłam, że to było z przemęczenia. Niczym się nie przejmuj. - uśmiechnęłam się do niej, najlepiej jak potrafiłam.
  - Kate, gramy teraz w siatkówkę, idź się ustawić, a ty Lucy, usiądź na ławce. - polecił nam Zayn, przerywając naszą rozmowę.
   Ucieszyłam się z takiego obrotu spraw, bo dzięki temu, że Kate musiała iść ja nie musiałam się już więcej z niczego tłumaczyć, chociaż dobrze wiedziałam, że ona i tak mi nie odpuści i chyba tak samo jak jej brat. Oboje byli uparci. Na pierwszy rzut oka było widać, że są rodzeństwem.
   Kiedy usiadłam na ławce widziałam jak Kate rozmawia jeszcze z Zaynem, a potem przytula się do niego. Gdy ustawiła się już przed siatką zaczepiła ją Lily i obie zaczęły rozmawiać co chwilę ukradkiem zerkając na mnie. Obie miały bardzo zmartwione miny przez co zrobiło mi się ich szkoda. Nie chciałam, żeby moje przyjaciółki musiały się mną zadręczać, i nie chciałam też, żeby prawda o mnie wyszła na jaw, dlatego podczas lekcji wymyślałam nowe kłamstwo, które mogłoby je bardziej przekonać tak samo jak Zayna, który kazał zostać mi po lekcji i z nim porozmawiać. Rozmowy z nim obawiałam się najbardziej, bo jako student Akademii Wychowania Fizycznego wiedział co nieco o chorobach co mogłoby go doprowadzić na właściwy trop, dlatego musiałam wymyślić coś naprawdę dobrego.
   Po skończonej lekcji Kate podeszła do Zayna zaczynając z nim o czymś rozmawać odchodząc nieco na bok, dlatego uznałam to za zielone światło i wyszłam z sali niezauważenie ciesząc się w duchu, że udało mi się uniknąć rozmowy z Zaynem. Moja radość nie trwała jadnak długo. Poczułam jak czyjaś ręka odciąga mnie na bok, a potem zostałam wprowadzona do kantorka wf-isty.
   Zayn polecił mi usiąść na krześle, a drugie stojące obok mojego zajął on. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Nie miałam pojęcia czemu to ma służyć. Czy to jedna z jego metod, żebym zaczęła z nim rozmawiać, czy może po prostu nie wie jak powinien zacząć tak, żeby mnie nie spłoszyć. W każdym bądź razie po chwili zreflektował się i zaczął rozmowę, która dla mnie ciągnęła się godzinami i w czasie której zerkałam co kilka minut na drzwi marząc o tym, żeby ktoś wszedł tu w tej chwili i mnie wydostał.
  - Wiem o tym, że nie mówiłaś wtedy prawdy i domyślam się jaki był prawdziwy powód twojego nagłego omdlenia. - zaczął. - Ale zanim ci to powiem dam ci szanse na to, żebyś mi się sama do tego przyznała.
   Przyznam, że to co powiedział trochę mnie przestraszyło, ale mimo to nie miałam zamiaru mówić Zaynowi o swoim szkodliwym uzależnieniu, przez które mój stan zdrowia nie jest najlepszy. Przez ostatnie tygodnie bardziej go polubiłam i zaczęliśmy ze sobą więcej rozmawiać, ale to nie oznaczało, że nagle będę zwierzała mu się ze wszystkiego. Nie należałam do tych osób i nie miałam zamiaru do nich należeć.
  - Chyba pomyliłeś mnie z Kate. - powiedziałam odważnie.
  - Kate to Kate. Ona mówi mi zawsze o wszystkim, dlatego, że jestem jej starszym bratem, a od ciebie oczekuje, że powiesz mi tylko o tej jednej rzeczy. Nic więcej.
  - Nie wiem o jakiej rzeczy mówisz. - brnęłam dalej.
  - A mówi ci coś słowo bulimia?
  Zamarłam. Domyślił się, ale jak? Kate mu powiedziała? Ale przecież ona też nie wie. Nikt nie wie, więc jak się tego dowiedział?
  - Nie wiem o czym mówisz. - powtórzyłam głucho nie chcąc się od razu zdradzać. Przecież to są tylko jego domysły. Nie ma pewności czy są prawdziwe i nie będzie jej mieć.
  - Myślę, że jednak wiesz. - Zayn również szedł ze mną w zaparte. - Dlaczego zwyczajnie nie pozwolisz sobie pomóc?
  - Bo nie ma w czym.
  - Jesteś uparta. - stwierdził.
  - Zupełnie jak ty. - odpyskowałam. - Mogę już sobie pójść? Ta rozmowa nie ma żadnego sensu.
  - Zrozum, że potrzebujesz pomocy. Bulimia jest chorobą na tle psychicznym. Jeżeli ją zignorujesz i pozwolisz dalej jej nad sobą panować może się to dla ciebie skończyć o wiele gorzej niż dzisiaj.
  - Dziękuje za rady Zayn, ale nie będą mi one potrzebne. - powiedziałam, a potem szybko wstałam z krzesła i wyszłam z kantorka trzaskając za sobą drzwiami.
  Kiedy tylko weszłam do szatni Kate i Lily od razu zaczęły mnie o wszystko wypytywać, ale kiedy nie powiedziałam nic więcej co przed chwilą Zaynowi obie odpuściły i bez słowa odeszły. Na przerwie podeszło do mnie jeszcze kilka dziewczyn wszystkie pytające o to samo. Żałowałam wtedy, że nie mogę wrócić do czasów, zanim stałam się popularna i nikogo nie obchodziło co się ze mną dzieje, bo w tym momencie tak by było wygodniej. Na następnej przerwach próbowałam porozmawiać z Kate, ale ona siedziała w kawiarni z Naomi i Judie popijając miętową herbatę, a później poszła do swojego brata, którego nie chciałam już widzieć ani tym bardziej z nim rozmawiać, dlatego zdecydowałam się nie iść za nią. Lily również zdawała się mnie nie zauważać. Obie były na mnie widoczne złe za to, że nie chciałam powiedzieć im prawdy, ale nie mogłam i koniec. Stwierdziłam, że złość im w końcu przejdzie i już jutro wszystko wróci do normy, dlatego nie zamartwiałam się już tym więcej.
   W końcu rozległ się dzwonek kończący lekcje. Z ulgą udałam się do szatni, a potem wyszłam na parking, gdzie już stał samochód Louisa. Z radością ruszyłam w jego stronę, ale zatrzymałam się na widok Zayna stojącego przy aucie mojego chłopaka. Z początku myślałam, że chce się z nim tylko przywitać i może umówić na jakiś męski wieczór, ale kiedy usłyszałam jak wypowiada moje imię zdenerwowałam się, bo wiedziała już o czym rozmawiają. Zayn zawiadamiał Louisa o wszystkim co się dzisiaj stało i najprawdopodobniej dzielił się z nim też swoimi podejrzeniami, bo Lou nie miał za ciekawej miny. Nie mogłam już dłużej na to patrzeć, dlatego wyszłam zza rogu i zdenerwowana jak nigdy dotąd do nich podeszłam.
  - To prawda co mówi Zayn? Zemdlałaś dzisiaj na jego lekcji? - od razu wypalił Louis.
  - Tak, to prawda, ale mówiłam już wszystkim, że to z przemęczenia. - wycedziłam patrząc ze złością na Zayna.
  - Dlaczego denerwujesz Louisa opowiadając mu swoje brednie? Myślałam, że to między sobą już załatwiliśmy. - zwróciłam się do niego.
  - Nic nie zostało załatwione i dobrze o tym wiesz. Wyszłaś trzaskając drzwiami i sama zakończyłaś rozmowę.
  - Bo kłamiesz! - wykrzyknęłam tupiąc nogą. Miałam gdzieś to, że wokół nas zebrało się już kilka osób przypatrujących się całej sytuacji. Chodziło mi tylko o to, żeby pozbyć się Zayna i przekonać Louisa, żeby nie wierzył w żadne jego słowo.
  - Dobrze wiesz, że to co mówię to prawda tylko boisz się do tego przyznać.
  - Nie mieszaj się w nie swoje sprawy. - syknęłam.
  - Czyli to co on mówi to prawda? - odezwał się Louis, który przez cały czas z uwagą przysłuchiwał się naszej kłótni.
  - Nie. - odparłam. - Zayn coś sobie ubzdurał, bo jest taki sam jak jego siostra. Musi wszystko wiedzieć niezależnie od tego, czy druga osoba tego chce czy nie.
  - Nie mieszaj w to teraz mojej siostry! - krzyknął Zayn.
  - Oh uderzyłam w twój czuły punkt? - zaśmiałam się sarkastycznie. - Nie martw się ona też zawsze cię broni. Jesteście tacy sami.
   Wiedziałam, że w tamtym momencie ostro przegięłam. Sytuacja Zayna i Kate była trudnym tematem od zawsze. Zayn zawsze dbał o siostrę jak o swoją własną córkę, a gdy ktokolwiek odważył powiedzieć o niej chociaż jedno złe słowo kończył marnie. Mimo to nie przejęłam się tym. Zostawiłam Zayna i wsiadłam do samochodu nakazując Louisowi, żeby zrobił to samo.
  - Co ty wyprawiasz? - zapytał wściekły wyjeżdżając ze szkolnego parkingu.
  - O co ci chodzi?
  - Czemu naskoczyłaś tak na Zayna i czemu nie mówisz mi prawdy? Kiedy miałaś zamiar mi o tym powiedzieć, jak długo to trwa? - zasypywał mnie pytaniami.
  - Możemy nie rozmawiać o tym w samochodzie? - zapytałam znużona.
  - Jasne. - syknął i skręcił w boczną uliczkę prowadzącą do jego domu.
   Wiedziałam jak to wszytko się rozpocznie i nawet byłam już na to psychicznie przygotowana. Wysiądziemy bez słowa z samochodu i wejdziemy do jego ogromnego domu, a gdy tylko Louis zamknie drzwi zacznie krzyczeć na mnie za to, że już na samym początku związku zaczynam mieć przed nim jakieś tajemnice, o których na dodatek dowiaduje się od brata mojej przyjaciółki. Wiedziałam również, że bez sensu będzie ukrywanie przed Lou moich tajemnic, ponieważ to nie doprowadzi do niczego dobrego, a tylko bardziej go rozzłości, a takiego nie lubiłam go oglądać. Najbardziej lubiłam gdy zdejmował z siebie koszulkę i mogłam popatrzeć się na jego mięśnie, ale na to chyba nie miałam dzisiaj co liczyć.
  - Wysiadaj. - warknął, gdy zaparkowałam autem na swojej posesji. Z ociąganiem wysiadłam z samochodu zostawiając w nim tylko swoją torbę i zabierając swój telefon do kieszeni. Poczłapałam za Louisem, gdy szedł do drzwi i weszłam do środka nawet nie rozbierając się i zostając w holu w oczekiwaniu na rozpoczęcie jego tyrady.
  - Zdejmij kurtkę i wejdź do środka. - powiedział patrząc na mnie wyczekująco.
  - Nie widzę w tym sensu. - mruknęłam. - Lepiej zacznij na mnie krzyczeć teraz dopóki jestem na to przygotowana.
  - Nie będę na ciebie krzyczeć. - oświadczył zmieniając głos na dużo łagodniejszy niż wcześniej. - Tylko rozbierz się i wejdź do środka.
   Wywróciłam oczami i zrobiłam to o co prosił mnie Louis. Zaskoczył mnie nagłą zmianą swojego zachowania, ale ucieszyłam się z tego powodu, bo w końcu chyba nikt nie lubi kiedy się na niego krzyczy. Gdy moja kurtka wisiała już na wieszaku, a buty stały na półeczce obok jego weszłam w głąb wielkiego domu i skierowałam się do salonu z mnóstwem wielkich okien oświetlających światłem słonecznym całe pomieszczenie łącznie z wbudowaną kuchnią.
  - Usiądź. - polecił mi wskazując na fotel.
  - Nie chcę. - odparłam krzyżując ręce na piersi.
  - Jak wolisz.
  - Możemy już zacząć tą rozmowę? Naprawdę chcę mieć to już z głowy. - westchnęłam.
  - Dlaczego mi nie powiedziałaś? - zaczął spokojnie Louis, uważnie mi się przyglądając. Źle się czułam z jego spojrzeniem, które wręcz mnie pożerało, by dowiedzieć się wszystkiego dlatego odwróciłam wzrok wbijając go w okno. - Ja powiedziałem ci o mojej siostrze, powiedziałem ci wszystko co chciałaś o mnie wiedzieć, więc dlaczego ty nie powiedziałaś mi czegoś tak ważnego o sobie? Myślałem, że związek opiera się na zaufaniu, ale jeżeli ty nie mówisz mi takich rzeczy to widocznie u nas tego nie ma.
  - A gdybym powiedziała ci, że jestem bulimiczką, która posiada wieczne kompleksy to dalej byś mnie kochał? Dalej chciałbyś ze mną być? - zapytałam powstrzymując łzy napływające mi do oczu. Nienawidziłam ich zupełnie tak samo jak siebie. Zdradzały moje wnętrze, które tak bardzo próbowałam ukryć. Chciałam grać kogoś takiego jak Kate. Bez uczuć, obojętna na wszystko, ale za każdym razem mi nie wychodziło i cholernie mnie to frustrowało. Nie wiedziałam jak Kate tak może. Jak może nie płakać i potrafić zachować kamienną twarz nawet w krytycznych sytuacjach. Ja tak nie potrafiłam.
  - Jak widzisz dowiedziałem się i nadal cię kocham. Kocham cię tak samo jak wczoraj, gdy się ze sobą kochaliśmy czy dzisiaj rano, gdy szliśmy razem za rękę i twoja choroba tego nie zmienia. Mam do ciebie pretensje tylko o to, że mi tego nie powiedziałaś.
  Pokiwałam głową nie wiedząc co powinnam teraz powiedzieć. Pierwsza łza spłynęła po moim policzku. Czułam się podle zarówno przez to, że trzymałam tajemnice przed Louisem jak i przez to, że tak bardzo nakrzyczałam dzisiaj na Zayna, który chciał mi tylko pomóc i w dodatku obraziłam swoją przyjaciółkę, a jego ukochaną siostrę. Nie mogłam sobie tego wybaczyć, czułam się z tym jak potwór.
  - Powiesz mi jak długo to trwa? Dlaczego to robisz?
  - Zaczęło się dwa late temu. - wydusiłam drżącym od płaczu głosem. - Nie akceptowałam siebie, zaczęłam dostrzegać swoje wady. Nie cierpiałam swojej figury i swojego ciała, chciałam to zmienić, ale każda moja próba przejścia na dietę kończyła się tak samo dlatego postanowiłam sięgnąć do bardziej drastycznych metod. Czytałam w internecie, że to jest bezpieczne i można całkiem sporo schudnąć, dlatego postanowiłam spróbować. Ale zabrnęłam za daleko. Wymiotowałam częściej niż miałam zaplanowane. Zaczęły się u mnie pierwsze omdlenia i złe samopoczucie, przesadziłam. W końcu zaczęło robić się na tyle niebezpiecznie, że przestałam i obiecałam sobie, że już do tego nie wrócę.
  - Ale wróciłaś...
  - Tak. Na wyjeździe, kiedy Kate powiedziała o tym, że została fotomodelką, ale to nie jej wina tylko dawnego uzależnienia, które znów dało o sobie znać. Ono po prostu nigdy nie odpuszcza. Zapragnęłam być szczuplejsza między innymi dla ciebie. Chciałam, żebyś też mógł pochwalić się ładną, szczupłą i zgrabną dziewczyną jak Justin.
  - Ale przecież jesteś ładna, szczupła i zgrabna. - powiedział Louis przytulając mnie do siebie i ścierając moje łzy z policzków. - Dla mnie byłaś taka zawsze i taka będziesz nawet gdy urodzisz nam piątkę dzieci i będziesz z szóstym w ciąży.
   Zaśmiałam się. Być może Louis nie był nigdy mistrzem pocieszania, ale mimo to uwielbiałam gdy to robił tak samo jak uwielbiałam gdy mnie do siebie przytulał. Lubiłam być trzymana w jego ramionach. Czułam się tam bezpiecznie.
  - Chcesz z tym skończyć? - zapytał odsuwając mnie od siebie na niewielką odległość.
  - Chcę, ale to nie takie proste Louis. - westchnęłam wydostając się z jego objęć i zaczynając chodzić po pokoju. - To tak jak z narkotykami. W końcu się od nich uzależniasz i mimo, że chcesz z nimi skończyć to nie możesz, bo przy każdej możliwej okazji znów dajesz się skusić i przegrywasz z uzależnieniem.
  - Załatwię ci najlepszego psychologa w tym mieście, w najlepszej klinice i uwierz mi, że z tego wyjdziesz, Cały czas będę przy tobie.
  - Louis wiesz jakie to są koszty? - pokręciłam głową siadając w końcu na wygodnym fotelu. Muszę poprosić mamę, żeby załatwiła nam takie obicia, bo naprawdę wygodnie się na nich siedzi.
  - Wiem, ale jestem gotowy za wszystko zapłacić, bo chcę, żebyś była zdrowa i szczęśliwa.
  - Jestem szczęśliwa będąc z tobą. Liczę na to, że kiedyś mi się uda wyjść z bulimii i obiecuję ci, że będę starać się o to, żeby tak się stało. - zapewniłam Louisa posyłając mu szczery uśmiech.
  - Nie możesz walczyć z tym sama. Potrzebujesz pomocy specjalisty, a ja ci go załatwię. - powiedział pewnie, dumny z tego, że może mi pomóc.
  - Jak oddam ci potem te pieniądze?
  - Nie musisz mi ich oddawać. Mam ich wystarczająco dużo, a dla swojej dziewczyny zrobię wszystko.
  - Dziękuje. - powiedziałam wstając z fotela i wtulając się w Louisa. Przytulił mnie do siebie mocno, a potem pocałował czule w usta odgarniając mi następnie z oczu kosmyki włosów, które znów nieproszone pojawiły się na mojej twarzy.
  - Jeszcze dzisiaj poszukam ci najlepszej kliniki i psychologa, a resztę załatwimy najszybciej jak się będzie dało.
  - Doceniam to jak wiele dla mnie robisz. Chcę, żebyś wiedział, że bardzo cię za to kocham. - szepnęłam mu do ucha stając na palcach. Musiałam robić tak za każdym razem, gdy chciałam pocałować Lou lub powiedzieć mu coś na ucho z racji mojego niskiego wzrostu. On też był jednym z moich wielu kompleksów, ale teraz widziałam w nim zalety. Dzięki temu, że byłam niska, a Louis był ode mnie dużo wyższy czułam się przy nim bezpieczniej i mogłam wtulać się w jego tors, który był moją ulubioną częścią jego ciała. W końcu wysportowana klatka piersiowa to wizytówka każdego mężczyzny, a zwłaszcza takiego sportowca jakim był mój i nie zamierzałam go nikomu oddać.
  - Ja też cię kocham skrzaciku.
  - Skrzaciku? - uśmiechnęłam się podnosząc głowę do góry, żeby spojrzeć mu w twarz.
  - Tak, jesteś moim skrzacikiem. - odpowiedział również się uśmiechając i całując mnie w czoło.
  - To urocza nazwa. Też muszę jakąś dla ciebie wymyślić.
  - Przecież kiedyś wymyśliłaś, Luigi pamiętasz? Z tej bajki o samochodzikach.
  - Faktycznie. - przypomniałam sobie. - Luigi... pasuje do ciebie.Więc jesteś moim Luigim.
  - Mogę być kimkolwiek chcesz tylko nie nazywaj mnie tak za często. - mruknął zaczynając bawić się moimi włosami.
  - Dlaczego?
  - Nie wiem, po prostu sądzę, że do mnie nie pasuje.
  - Nie znasz się. - powiedziałam udając oburzoną, a później oboje się zaśmialiśmy.
   Poczułam się po raz kolejny naprawdę szczęśliwa i po raz kolejny zdałam sobie sprawę ile uśmiechu wniósł Lou do mojego życia mimo, że nasze pierwsze spotkanie o ile można je tak nazwać na pewno nie było idealne jak te w romantycznych filmach. Ale my tworzymy swój romantyczny film i mimo, że czasami są w nim dramatyczne sceny to zawsze kończy się szczęśliwie i to jest w tym wszystkim najważniejsze.
 Następny rozdział: 29 marca