środa, 8 czerwca 2016

Rozdział 6

*Louis*
   Następnego dnia, po imprezie obudziłem się z wielkim kacem. Po wyjściu Lucy było mi strasznie głupio, chciałem zapomnieć o wszystkim i dlatego trochę za dużo wypiłem. W dodatku wylądowałem w łóżku z Jane. Dla wyjaśnienia ja i Jane kiedyś mieliśmy ze sobą pewien układ. Łączył nas seks, ale w końcu Jane stała się wobec mnie zaborcza. Kontrolowała mnie na każdym kroku, chciała stałego związku, a ja nie chciałem się w coś takiego pakować, więc po prostu odciąłem się od niej. Sam nie wiem po co ją wczoraj do siebie zaprosiłem. Może dlatego, że wiedziałem jak to się wszystko skończy, ale i tak jestem na siebie strasznie zły. Lucy miała rację. Jestem zwykłą świnią, wykorzystuje kobiety tylko do seksu, ale niestety ja już taki jestem i chyba nie umiem się już zmienić.
   Nie chętnie zwlokłem się z łóżka i poszedłem do kuchni. Wyjąłem z szafki tabletkę na ból głowy i popiłem sokiem pomarańczowym stojącym na blacie. Nie miałem ochoty nic jeść, dlatego wróciłem do mojej sypialni, żeby się przebrać. Założyłem luźne w kroku spodnie dżinsowe i białą bluzę z logo mojego klubu. Zerknąłem na zegarek stojący na mojej szafce nocnej. Było już 20 minut po 12. Postanowiłem, więc zadzwonić do Lucy i spróbować ją jeszcze raz przeprosić, chociaż byłem pełen wątpliwości czy ode mnie odbierze. Rozejrzałem się po pokoju, ale nigdzie nie mogłem dostrzec swojego telefonu, więc zszedłem do kuchni z myślą, że może tam go zostawiłem.
Rzeczywiście mój Iphone leżał na kuchennym stole. Chwyciłem go i wcisnąłem zieloną słuchawkę przy nazwisku Lucy. Czekałem cztery sygnały i już miałem zrezygnować i się rozłączyć, kiedy usłyszałem jej cichy głos.
  - Słucham?
  - Hej Lucy. - przywitałem się.
  - Kto mówi? - zapytała, a w jej głosie było słychać rozkojarzenie.
  - No jak to kto, przecież masz mój numer. To ja Louis.
  - Ah, to ty. - westchnęła - Nie spojrzałam na wyświetlacz.
  - Inaczej byś nie odebrała? - spytałem chociaż to pytanie brzmiało bardziej jak stwierdzenie.
  - Bingo.
  - Słuchaj wiem co o mnie sobie pewnie teraz myślisz, ale pozwól mi wytłumaczyć. - zacząłem błagalnie.
  - Nie i nie dzwoń do mnie więcej. - zażądała twardo Lucy. - Zresztą tu nie ma nic do tłumaczenia, Louis. Ja już wszystko wiem.
   Zanim zdążyłem się odezwać usłyszałem przerywane połączenie. Próbowałem zadzwonić do niej jesze raz ale po jednym sygnale włączyła mi się jej poczta głosowa. Zdenerwowany rzuciłem komórką o blat. Nie wiem czemu, ale w tej dziewczynie było coś co mnie do niej przyciągało. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Najpierw rzeczywiście chciałem ją tylko posuwać, ale wczoraj, gdy zobaczyłem ból w jej oczach, kiedy dowiedziała się prawdy zrobiło mi się tak głupio i było mi jej strasznie żal. Nie chciałem, żeby przeze mnie było jej smutno. To  nie znaczy oczywiście, że zmieniłem zdanie o angażowaniu się w stałe związki. Ja po prostu chcę się z nią pogodzić i mieć z nią dobre relacje. Tylko na tym mi zależy.
   Ułożyłem więc w głowie idealny plan. Zdobędę jej adres i złożę jej niespodziewaną wizytę. Tylko skąd ja go wezmę? Tego nie przemyślałem, ale zaraz w końcu nazywam się Louis Tomlinson. Ja zawsze dostaje to czego chcę. Wystarczy trochę poszperać w internecie i na pewno znajdę to co chcę. Poszedłem więc na górę i otworzyłem laptopa. Wpisałem w wyszukiwarkę Lucy Swan. Jako pierwsze wyskoczyło mi jej konto na facebooku. Kliknąłem w nie, bo pomyślałem, że może uda mi się dzięki temu czegoś dowiedzieć. Niestety na jej profilu nie było podane zbyt dużo informacji. Dowiedziałem się tylko tyle, że mieszka w Sheffield - jednej z dzielnic w Doncaster niedaleko ode mnie. Przejrzałem jeszcze jej zdjęcia. Na jednym zdjęciu była razem z Kate. Zdjęcie mogłoby się wydawać zupełnie zwyczajne, jednak dla mnie miało duże znaczenie. Powiększyłem je i przyjrzałem się z bliska. Poznawałem tę okolicę. W tle za Kate i Lucy było widać strumyk i kilka ceglanych domków poustawianych równo obok siebie. Wiedziałem jak tam dojechać. Nie miałem co prawda pewności czy w jednym z tych domków mieszka Lucy, ale zawsze mogę kogoś podpytać o jej adres.
   Wyjąłem z szafy dżinsową kurtkę i ruszyłem do wyjścia. Postanowiłem pojechać moim czarnym range roverem, żeby się za bardzo nie wyróżniać.Wziąłem jeszcze z holu kluczyki i pojechałem na poszukiwania Lucy.
*Lucy*
   Po krótkiej rozmowie z Louisem, w złym nastroju wyszłam z pokoju z zamiarem zejścia na dół. Jednak zatrzymałam się, kiedy zobaczyłam moją mamę klęczącą przy walizce w swojej sypialni. Zapukałam w uchylone drzwi dwa razy i weszłam do pomieszczenia.
  - Mamo, po co pakujesz walizkę, gdzieś się wybierasz? - zapytałam
  - Oh, Lucy. Właśnie miałam ci o tym powiedzieć. Muszę jechać do Danielle. Dzwoniła do mnie wczoraj zapłakana. Rozstała się z Drakiem. Na pewno mnie teraz potrzebuje,więc zaproponowałam jej, że do niej przyjadę. Sama rozumiesz. Nie będzie mnie przez jakiś tydzień. Poradzisz sobie, prawda?
   Danielle to moja starsza siostra. Ma 21 lat i studiuje w Walii. Wyjechała tam od razu po śmierci naszego taty, który zginął w wypadku samochodowym trzy lata temu. Drake to jej narzeczony. No cóż, teraz to były narzeczony. Jestem bardzo blisko z moją siostrą, ale nieczęsto ją odwiedzam, bo bilety lotnicze niestety nie są tanie.
  - Mogę jechać do Danielle z tobą - zapytałam z nadzieją w głosie. - Bardzo się za nią stęskniłam.
  - Lucy, naprawdę będzie lepiej jeśli zostaniesz - powiedziała mama podnosząc głowę znad walizki. - Wiesz, że bilety dużo kosztują, a poza tym za chwilę wychodzę, nawet nie zdążyłabyś się spakować.
  - No dobrze. - zawiedziona, dałam za wygraną. - Tylko pozdrów ode mnie Danielle.
  - Będę o tym pamiętać - zapewniła mnie mama i posłała mi ciepły uśmiech, po czym zapięła walizkę i ruszyła z nią w stronę schodów. Pomogłam jej ją znieść, a potem przytuliłyśmy się na pożegnanie. Patrzyłam jeszcze jak mama idzie do taksówki, wkłada walizkę do bagażnika, wsiada do niej i po chwili rusza.
   Zamknęłam drzwi, kiedy taksówka zniknęła mi z oczu i rozłorzyłam się leniwie na kanapie. Obok mnie zakręcił się mój piesek. Biały maltańczyk, którego nazwałam Sisi. Sisi wdrapała się na kanpę i usiadła mi na brzuchu, drapiąc pazurkami moją bluzkę.
  - Złaź ze mnie Sisi - podniosłam się i posadziłam ją na podłodze, sama również siadając tyle, że na kanapie. Nie chciałam siedzieć w domu sama, dlatego postanowiłam zadzwonić do Lily lub Kate i zaprosić moje przyjaciółki do siebie. Jednak zanim zdążyłam wyciągnąć mój telefon z kieszeni, usłyszałam dzwonek do drzwi. Pomyślałam, że to na pewno moja mama się po coś wróciła, dlatego pospiesznie się podniosłam i otworzyłam drzwi nawet nie zaglądając uprzednio przez wizjer co miałam zawsze w zwyczaju. Ku mojemu zdziwieniu w progu nie stała moja mama tylko... Louis.
  - Skąd masz mój adres? - zapytałam mrużąc podejrzliwie oczy.
  - Twój facebook plus informacje od twoich bardzo miłych sąsiadów. - wyszczerzył się. - Będę musiał im jeszcze raz podziękować. To naprawdę mili i uprzejmi ludzie.
  - A ja chyba będę musiała z nimi poważnie porozmawiać. - oświadczyłam poważnie i już miałam zamknąć Louisowi drzwi przed nosem, kiedy wdarł mi się do domu, rozglądając się po nim dookoła.
  - Jesteś sama?
  - Jak widać. - powiedziałam i podeszłam do niego, chwyciłam go za nadgarstek jak nieposłuszne dziecko i zaczęłam ciągnąć w stronę drzwi.
   Na początku Louis nie stawiał żadnego oporu, nie bardzo wiedząc o co chodzi, ale potem zorientował się co zamierzam zrobić, więc zaparł sę nogami, nie pozwalając mi go wypchnąć za drzwi.
  - Traktujesz tak wszystkich swoich gości? - zapytał z udawaną urazą.
  - Tylko tych nieproszonych.
  - Miło mi. Szoda jednak, żebyś marnowała swoje siły. Ze mną nie wygrasz, jestem od ciebie dużo silniejszy. - stwierdził patrząc na to jak nadal z niepowodzeniem ciągnę go do wyjścia.
  - Czyżby? - puściłam go na chwilę i stanęłam z założonymi rękami.
  - Chcesz się przekonać? - zapytał a na jego twarz wdarł się zadziorny uśmieszek.
  Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, Louis wziął mnie, przewiesił sobie przez ramię i zaczął iść w stronę schodów. Szarpałam się z nim i cały czas krzyczałam żeby mnie puścił.
  - No skoro tego chcesz... - westchnął, po czym puścił mnie na chwilę, tak że moja głowa znalazła się na wysokości jego pośladków.
  - Louis!!! - krzyknęłam znowu niezadowolona - Teraz wiszę głową dosłownie przy twoim tyłku!
  - Podoba ci się mój tyłek? - zapytał i mogłabym przysiąc, że znowu głupkowato się uśmiecha.
  - Nie!
  - Zła odpowiedź, kochanie
   Louis znowu mnie opuścił. Tym razem zawisłam niebezpiecznie nad ziemią i pisnęłam przerażona. Kiedy weszliśmy już po schodach, Lou stanął pośrodku korytarza nie wiedząc zapewne w którą stronę ma teraz iść.
  - Tam jest mój pokój. - wskazałam ręką na pokój obok sypialni mojej mamy, nadal zwisając mu przez ramię w niewygodnej dla mnie pozycji.
   Louis wszedł ze mną do mojej sypialni i położył mnie na łóżku. Już myślałam, że wreszcie da mi spokój, ale niestety myliłam się. Zawisł nade mną i przytrzymał mnie za nadgarstki. Dobrze, że nie ma mojej mamy, bo jeśliby teraz weszła do mojego pokoju i zobaczyła nas w tej dwuznacznej sytuacji na pewno miałabym potem wygłaszane dwugodzinne kazanie na temat stosunków seksualnych i o antykoncepcji.
  - Nadal masz wątpliwości co do tego kto jest silniejszy? - zapytał Louis, przygniatając swoimi nogami moje.
  - Nie już nie mam, a teraz możesz mnie puścić - zaśmiałam się.
  - Nie tak szybko. Masz powiedzieć: Louis Tomlinson jest najprzystojniejszym mężczyzną na świecie albo nic z tego.
  - Nie powiem tego.
  - W porządku ja mogę być z tobą w takiej pozycji cały dzień tylko, że jak twoja mama wróci nie wiem co sobie o nas pomyśli.
  - Ona wraca dopiero za tydzień. Pojechała do mojej siostry, która obecnie mieszka w Walii.
   Dlaczego ja mu to powiedziałam? Teraz pewnie będzie odwiedzał mnie codziennie. Powinnam zapanować nad swoim słowotokiem.
  - To dobrze, będę cię odwiedzał codziennie - ucieszył się Louis mówiąc dokładnie to samo co sobie pomyślałam. Niech to szlag.
  - Uhh nie, nie pozwalam ci a tak poza tym to robi mi się niewygodnie. - zaczęłam narzekać. Nawet gdybym chciała go od siebie odepchnąć to i tak nie byłam w stanie, bo moje ręce nadal pozostawały w jego stalowym uścisku nad moją głową.
  - Więc po prostu to powiedz.
   Pewnie nadal bym się z nim targowała, żebym nie musiała tego mówić, ale w obecnej sytuacji nie miałam innego wyjścia. Dłużej bym już nie zniosła tej pozycji, dlatego postanowiłam mu ulec.
  - Louis Tomlinson jest najprzystojniejszym mężczyzną na świecie. - wydusiłam z ogromym niezadowoleniem.
  - Co powiedziałaś, chyba nie usłyszałem. - droczył się ze mną.
  - Przecież powiedziałam, masz mnie teraz puścić. - zażądałam od niego.
  - Powiedz to jeszcze raz, głośniej tak żebym usłyszał, bo wcześniej jakoś nie usłyszałem.
  - To powinieneś zaopatrzyć się w jakiś dobry aparat słuchowy. - mruknęłam wywracając oczami.
   Nagle poczułam w podbrzuszu okropny, przeszywający ból. Skrzywiłam się i syknęłam z bólu. Louis zauważył to i natychmiast mnie puścił, a ja od razu usiadłam na łóżku i skuliłam się, łapiąc się za brzuch.
  - Co się stało? To ja ci zrobiłem? Za długo na tobie leżałem? - zaczął zadawać mi pytania zaniepokojony moją nagłą zmianą zachowania.
  - Nie, to nie ty. Po prostu strasznie mnie rozbolał brzuch. Przepraszam pójdę na chwilę do toalety. Poczekaj tu i nic nie ruszaj.
   Potem szybko wyszłam z pokoju i weszłam do toalety. Usiadłam na kibelku i wszystko się wyjaśniło. Dostałam akurat teraz miesiączki. Po prostu świetnie, idealny moment. Co ja teraz powiem Louisowi. Na pewno będzie pytał co mi jest.
   Gdy już wyszłam po jakiś 10 minutach, Louis tak jak podejrzewałam od razu poderwał się z mojego łóżka z pytaniem co się stało i czy już wszystko ze mną w porządku.
  - Tak jest już okej. To nic takiego. - powiedziałam wymijająco - Nie chcę cię wyganiać Louis, ale trochę źle się teraz czuję, więc myślę, że powinieneś już sobie iść.
  - Jesteś pewna, że to nic takiego? - upewnił się patrząc na mnie badawczo.
  - Tak, to tylko takie... damskie sprawy.
   Na twarzy Louisa pojawił się uśmiech.
  - Masz okres? - zapytał, a raczej stwierdził zadowolony ze swojego odkrycia.
  - Tak, dlatego powinieneś już iść.
   Myślałam, że dłużej mi zajmie wyganianie go, ale Louis nie mówił już nic więcej tylko zszedł posłusznie na dół i skierował się do wyjścia. Pożegnałam się z nim jeszcze krótko, a później wróciłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam telefon i zdecydowałam zadzwonić do mojej koleżanki z klasy - Cassie, dowiedzieć się kiedy są przygotowania do egzaminu z matematyki i dowiedzieć się co było zadane. Jestem już w ostatniej klasie liceum i za kilka miesięcy będę miała egzaminy końcowe, dlatego wolę powoli zacząć się do nich przygotowywać. Przerwa świąteczna skończyła się już dawno, jednak ja siedziałam do tej pory w domu z racji mojego pobytu w szpitalu. Niestety od poniedziałku wracam do szkoły i znowu wrócę do moich codziennych obowiązków.
  - Halo? - odezwała się Cassie w słuchawce
  - Hej Cassie. Dzwonię po lekcje. Powiesz mi co było zadane?
  - Jasne, zaraz ci wszystko podam. Słyszałam, że byłaś w szpitalu, lepiej się już czujesz? To było coś poważnego? - w głosie Cassie słychać było zmartwienie.
  - Teraz czuje się już dobrze. Miałam tylko niegroźny wstrząs mózgu. - uspokoiłam ją. Z Cassie znałyśmy się od trzeciej klasy podstawówki i można powiedzieć, że się przyjaźnimy, ale nie tak mocno jak z Kate czy z Lily.
  - Tylko?! Dziewczyno, mówisz mi że miałaś wstrząs mózgu, leżałaś w szpitalu a ja mam uwierzyć, że to było tylko?
   Opowiedziałam jej więc wszystko. No dobra może nie do końca wszystko. Przedstawiłam Cassie tą samą historyjke co mojej mamie. Nie mogłam narażać na cokolwiek Louisa, w końcu mu to obiecałam, a ja obietnic dotrzymuje. Gadałyśmy z dobre pół godziny, dopóki nie usłyszałam ponownego dzwonka do drzwi. Pożegnałam się, dlatego z Cassie i zeszłam na dół zobaczyć kto znowu postanowił zakłócić mój spokój. Przez wizjer zobaczyłam Louisa  z siatką z supermarketu w ręce. Przewróciłam oczami i otworzyłam mu drzwi.
  - Znowu ty? Przecież mówiłam ci, że nie za dobrze się teraz czuje.
   Louis zignorował moją uwagę ii wtargnął do środka.
  - Wiesz co jest najlepsze, kiedy kobieta ma okres? Słodycze i kiszone ogórki! - wykrzyknął i zaczął wypakowywać na stół zawartość siatki.
   Kładł po kolei: batoniki czekoladowe, bitą śmietanę, dwa litrowe kubełki lodów, cztery paczki kwaśnych żelków, pudełko z czekoladkami nadziewanymi różnymi smakami i całe duże pudełko kiszonych ogórków.
  - Myślisz, że ja to wszystko zjem? - zapytałam obrzucając wzrokiem stos jedzenia na moim stole.
  - Oczywiście, że nie. Ja to z tobą zjem.
  - Jesteś nienormalny. - zaczęłam się śmiać. - Nawet we dwójkę tyle tego nie zjemy.
  - Cóż, w końcu mamy na to tydzień, więc myślę, że jednak zjemy.
  - Chcesz powiedzieć, że będziesz u mnie nocować? - spytałam z niedowierzaniem.
  - Bardziej miałem na myśli to, że  będę cię codziennie odwiedzać, ale oczywiście chętnie przystanę na twoją propozycję.
  - Nie, lepiej będzie jak mnie będziesz tylko odwiedzać.
  - Czyli zgadzasz się, żebym do ciebie przychodził? Ooo jesteś taka kochana. - Louis podszedł do mnie z rozłożonymi rękami i mnie przytulił , a raczej ścisnął tak, że na moment zabrakło mi powietrza w płucach.
  - Nawet gdybym się nie zgodziła to i tak byś mnie odwiedzał, więc co za różnica co powiem? - stwierdziłam delikatnie go od siebie odpychając.
  - W sumie racja. Może obejrzymy razem jakiś film? - zaproponował Louis, otwierając paczkę żelków i wyciągając ją w moim kierunku.
   Wzięłam od niego kilka i podeszłam do telewizora.
  - Jestem za. Jaki oglądamy film?
  - A jakie masz?
   Schyliłam się przeszukując moją biblioteczkę z filmami i zaczęłam wymieniać tytuły.
  - Trzy metry nad niebem, Frank, Anabelle...
  - Anabelle! - wykrzyknął entuzjastycznie Louis podchodząc do biblioteczki i biorąc odpowiednią płytę.
  - Nie, nie lubię horrorórw. Zawsze się na nich boję a potem nie mogę zasnąć w nocy.
  - Możesz się we mnie wtulić. Służę ramieniem. - puścił mi oczko i włożył płytę do odtwarzacza zanim zdążyłam ponownie zaprotestować.
   Kiedy na ekranie pojawiło się menu, Louis wcisnał na pilocie przycisk start i zaczęliśmy oglądać. Na początku sceny nie były, aż takie straszne, ale potem się przeraziłam i schowałam głowę w poduszki. Louis widząc to zaśmiał się i przyciągnął mnie do siebie.
  - Jestem wygodniejszy niż te poduszki.
  - No dobra, może rzeczywiście. - przyznałam i ułożyłam głowę na jego kolanach, a chwilę później jego lewa ręka oplotła moją talię.
   Po kilkunastu minutach leżenia w tej samej pozycji zrobiło mi się niewygodnie i zaczęłam się wiercić próbując znaleźć wygodniejszą pozycję, kiedy nagle usłyszałam stłumiony jęk Louisa.
  - Lucy, błagam nie wierć się tak, jeśli nie chcesz, żeby twoja poduszka zrobiła się twarda. - powiedział niskim, zachrypniętym głosem.
   Dobrze wiedziałam o co mu chodzi i zawstydziłam się. Jestem pewna, że w tamtym momencie moje policzki zrobiły się purpurowe, dlatego przysłoniłam je włosami.
  - Umm, przepraszam. - wymamrotałam i położyłam się z daleka od jego krocza, tak, że byłam na skraju kanapy. Nie odważyłam się już zmienić pozycji do końca trwania filmu. Tylko podczas jednej ze straszniejszych scen wtuliłam się w tors Louisa.
   Gdy na ekranie telewizora pojawiły się napisy końcowe, podniosłam głowę ze swojego miejsca i wyjęłam płytę z odtwarzacza. Za oknem było już ciemno chociaż dopiero kilka minut temu wybiła osiemnasta. Zza chmur wyłonił się  księżyc, a jego blada poświata wpadała przez okno. Co prawda zostawałam już w domu kilka razy sama na noc, ale dzisiejsza noc zapowiadała się straszna. Szczerze mówiąc czułabym się bezpieczniej gdyby Louis został u mnie dzisiaj na noc, ale nie miałam odwagi mu tego zaproponować.
  - Zagramy w dziesięć pytań? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Louisa. - Chodzi w tym o to, że zadajemy sobie nawzajem pytania na zmianę. Każdy może zadać dziesięć. - wyjaśnił.
  - Okej. - zgodziłam się i usiadłam na kanapie obok niego. - Więc zaczynaj.
  - Mieszkasz tylko z mamą? - zadał pierwsze pytanie Louis.
  - Tak. Mój tata zmarł w wypadku samochodowym trzy lata temu.
  - Przykro mi.
   Na chwilę ogarnął mnie smutek na samo wspomnienie o śmierci taty, ale szybko wróciłam do porządku i kontynuowałam grę.
  - A gdzie mieszkają twoi rodzice?
  - Mama w Londynie, czasami ją odwiedzam, albo ona mnie, a tata... nie wiem. W zasadzie nie obchodzi mnie to. - Louis zacisnął szczękę i spuścił wzrok. Chciałam go jeszcze delikatnie wypytać o ojca, jednak on zadał mi następne pytanie.
  - Co chcesz robić po skończeniu szkoły?
  - Pójdę na uniwersytet o ile zdam dobrze egzaminy końcowe i się tam dostanę, a skąd wiesz, że nadal chodzę do szkoły?
  - Widziałem twój dowód osobisty w szpitalu, kiedy musiałem udawać twojego narzeczonego, zapomniałaś? Dobra, teraz ja, a więc...
  - Hej, to się nie liczyło teraz moja kolej - zaprotestowałam - Co się stało z twoim tatą?
  - Nie chcę odpowiadać na to pytanie. - nagle zobaczyłam jak w oczach Louisa zalśniły łzy. Zrobiło mi się go szkoda, chyba jego tata musiał go strasznie zranić.
   Bez słowa przytuliłam go i pogłaskałam uspakajająco  po plecach.
  - W porządku, nie musisz mi nic o nim mówić.
  - Dzięki. - odpowiedział cicho wtulając się we mnie.
   Potem Louis zadawał mi jeszcze pytania związane ze szkołą i przyjaciółmi. Jakie mam oceny, z kim się przyjaźnię i tym podobne, a ja podpytałam go trochę o jego karierę. I tak z dziesięciu pytań zrobiło się koło dwadzieścia. Zanim się spostrzegłam zegar pokazał godzinę 21.
  -   Będę  się juże zbierał. Późno już. - oświadczył podnosząc się z kanapy.
  - Nie! - poderwałam się natychmiast. - To  znaczy... umm chciałam, żebyś został, bo tak ciemno już i... wogóle - poprawiłam się, kiedy spotkałam zdziwione spojrzenie Louisa.
  - Niech zgadnę. Chcesz żebym został u ciebie na noc, bo boisz się spać sama po tym horrorze? - zapytał ze śmiechem.
  - No.... właśnie, ale to twoja wina, bo ty mi puściłeś ten horror i to przez ciebie się teraz boję.
  - No dobra, tylko nie mam się w co przebrać do spania.
  - Dam ci jakąś bluzkę Drake' a z pokoju Danielle. - machnęłam ręką i zaczęłam wchodzić na górę. Widząc to, Louis podreptał za mną.
  - Kto to jest Drake? - zapytał dorównując mi kroku.
  - Były narzeczony mojej siostry - Danielle. - odpowiedziałam krótko, a potem ncisnęłam klamkę do pokoju siostry.
   Podeszłam do jej szafy i wyciągnęłam z niej czarną bluzkę należącą do Drake' a, po czym podałam ją Louisowi.
  - Powinna być dobra.
  - Dzięki. Gdzie masz łazienkę, chciałbym się umyć.
  - Po lewej. - pokazałam na odpowiednie pomieszczenie, a sama weszłam do swojego pokoju po piżamę z zamiarem pójścia do łazienki na dole.
  - Ręczniki są w szafce pod umywalką. A co do spania, to możesz spać w pokoju Danielle. - rzuciłam przez ramię, przeszukując moją szafę w poszukiwaniu jakiejś seksownej piżamki. Nie oceniajcie mnie. Po prostu nie chce wyglądać odpychająco przy Louisie.
  - Ja tam mogę spać z tobą. - stwierdził stojąc w progu łazienki.
  - Nie, Louis. - powiedziałam stanowczo i zeszłam na dół nie chcąc wdawać się z nim w kolejną dyskusję.
   Wzięłam szybki prysznic, umyłam włosy, zmyłam makijaż i umyłam zęby, a potem wyszłam z łazienki i rozwiesiłam mokre ręczniki na kanapie w salonie.
   Słyszałam szum wody na górze, więc stwierdziłam, że Louis nadal bierze prysznic, dlatego włączyłam telewizor i ułożyłam się wygodnie na kanapie oglądając kolejny odcinek Kardashianek. Nawet nie zorientowałam się, kiedy zasnęłam.
*Louis*
   Gdy skończyłem brać prysznic, wyszedłem z łazienki w koszulce, którą mi dała Lucy i w bokeserkach. Zajrzałem do jej sypialni, zapytać się gdzie mam powiesić mokry ręcznik, ale ku mojemu zdziwieniu tam jej nie było.
   Nagle z dołu usłyszałem odgłosy dochodzące najprawdopodobniej  z telewizora, więc stwierdziłem, że najpewniej tam jest, dlatego zszedłem po schodach na dół. Kiedy byłem już na dole stanąłem rozczulony widokiem, który zobaczyłem.
   Lucy spała słodko na kanapie trzymając nadal w ręku pilot do telewizora. Jej mokre, długie, kasztanowe włosy spływały po jej ramieniu, zwisając z kanapy. Była ubrana w krótką, cienką, pastelowo - różową bluzkę na krótki rękaw odsłaniającą jej pępek i krótkie spodenki z zawiniętymi nogawkami w czarnym kolorze. Dzięki temu mogłem podziwiać jej szczupłe nogi i płaski brzuch.
   Stałem tak przez chwilę, aż w końcu na palcach wyłączyłem telewizor, rozwiesiłem mój mokry ręcznik na kanapie obok jej ręcznika i wziąłem ostrożnie śpiącą Lucy na ręce tak, żeby jej nie obudzić. Po cichu zaniosłem ją na górę i położyłem ją do jej łóżka, a sam położyłem się obok, korzystając z okazji, że śpi i nie widzi jak się obok niej kładę. Zgasiłem zapaloną lampkę obok jej łóżka i nakryłem nas kołdrą. Chwilę potem, poczułem jak Lucy wtula się w moją klatkę piersiową zapewne myśląc, że to poduszka.
  - Dobranoc kochanie. - powiedziałem jej cicho do ucha, objąłem ją jedną ręką w pasie, a potem odpłynąłem razem z nią w głęboki sen.


               

      

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Rozdział 5

*Louis*
   Kiedy się trochę ocknąłem z tego co się stało między mną a Lucy, postanowiłem iść jej poszukać. Byłem zły na Justina, za to, że nam przerwał, bo być może teraz bym ją pieprzył. Nie ukrywam, że na tym najbardziej mi zależy, ale oczywiście Lucy nie musi o tym wiedzieć. Nie chcę się bawić w związki, nie jest mi to na rękę. Jest dobrze tak jak jest tyle, że potrzebuje jakiejś dziewczyny do pieprzenia no i właśnie nadarzyła się do tego świetna okazja. Wystarczy, że pobawię się w romantyka, a Lucy już będzie gotowa wejść mi do łóżka, o ile ten gamoń znowu tego nie spieprzy. Była już prawie moja, widziałem, jak chciała mnie pocałować. Już w szpitalu przyszedł mi do głowy ten genialny pomysł, ale nie do końca wypalił, dlatego postanowiłem kontynuować go dzisiaj i zaprosiłem Lucy na moją imprezę.
  Obszedłem cały salon i kuchnię na dole, ale nigdzie nie mogłem znaleźć Lucy. Może weszła na górę? Postanowiłem to sprawdzić i już miałem wejść po schodach, kiedy zauważyłem przy barierce Kate rozmawiającą... zaraz z Justinem? Tak to zdecydowanie był on i nawet się śmiali. Ta dziewczyna potrafi zaskakiwać, widziałem jak nas patrzyła jak by chciała powiedzieć ,, Dla mnie i tak jesteście moralnym zerem ", a teraz w najlepsze rozmawia z moim przyjacielem. Boję się tylko, że Justin chce ją tylko przelecieć, a wtedy Lucy na pewno byłaby zła na mnie za to, że nie ostrzegłem Kate co planuje mój przyjaciel. Chociaż Kate nie wydaje się łatwa, więc nie powinna ulec Justinowi.    Pomijając ten fakt, podszedłem do niej delikatnie odciągając ją od Justina. Z jej twarzy momentalnie zniknął uśmiech.
  - Czego chcesz? - zapytała oschle.
  - Nie wiesz może gdzie jest Lucy? Nigdzie jej nie mogę znaleźć.
  - Ostatni raz, kiedy ją widziałam była z tobą.
   Justin uśmiechnął się pod nosem.
  - Może się speszyła. - zasugerował nie przestając się uśmiechać - Chyba wszedłem w nieodpowiednim momencie.
  - O czym ty mówisz? - wychwyciła natychmiast Kate patrząc na przemian to na mnie to na Justina nic nie rozumiejącym wzrokiem.
   W myślach przyłożyłem Justinowi za to, że się wygadał. Kate od początku mnie nie lubiła. Zawsze kiedy mnie widzi rzuca mi takie spojrzenia jakby chciała mnie zabić. Dziwi mnie dlaczego zgodziła się przyjść na moją imprezę. Lucy musiała ją pewnie bardzo długo namawiać.
  - Ohh, umm Justin ma na myśli, to, że rozmawialiśmy o prywatnych sprawach i on... podsłuchał część naszej rozmowy - próbowałem się tłumaczyć, chociaż przyznam, że to była najgłupsza wymówka jaką kiedykolwiek słyszałem. Posłałem Justinowi błagające spojrzenie i na szczęście mój przyjaciel wiedział co robić
  - Kate, nie masz się czym przejmować, naprawdę. Jest tak jak mówi Louis. - powiedział do niej uspakajająco - Chodźmy się czegoś jeszcze napić
  Zanim Kate zdążyła się sprzeciwić, Jus pociągnął ją za rękę w przeciwna stronę, a ja poszedłem na górę, szukać Lucy
*Lucy*
   Kiedy wracałam do domu taksówką po drodze Louis dzwonił do mnie trzy razy, ale za żadnym nie odebrałam. Nie byłam w stanie z nim rozmawiać, poczułam wstyd po tym co się wydarzyło w ogrodzie. Nie chodzi tu oczywiście o Justina. Wysłałam mu tylko wiadomość o takiej samej treści co do Kate i Lily.

  "Źle się poczułam i postanowiłam wrócić do domu. Mam nadzieje, że nie masz mi tego za złe."

   Jednak chwilę później dostałam od niego odpowiedź.

   "Może jednak wrócisz na imprezę? Wiem, że nie wyszłaś przez złe samopoczucie. Wybacz mi za tamtą sytuację w ogrodzie. Jeśli wrócisz, dopilnuję, żeby tym razem Justin ani nikt inny nam nie przeszkodził."

   Nie miałam zamiaru powtarzać tego co zamierzaliśmy zrobić, ale pomyślałam, że może postąpiłam zbyt pochopnie od razu wychodząc od Louisa. Mogę się przecież dobrze bawić bez niego.

   "W sumie czemu nie, ale nie mam zamiaru robić powtórki z rozrywki, od razu ostrzegam."
   Prawie od razu telefon ponownie zawibrował mi w ręce

   "Czyli to znaczy, że nie dostanę od ciebie całusa? :( "

   "Tak, właśnie to znaczy Louis"

   Potem schowałam telefon do torebki, nie zamierzając już więcej odpisywać na smsy i kazałam taksówkarzowi zawrócić z drogi do miejsca z którego mnie odebrał. Na szczęście nie był to ten sam taksówkarz, który zawoził mnie i moje przyjaciółki za pierwszym razem.
  - Na pewno, chce pani zawrócić? - upewnił się mężczyzna w średnim wieku, zsuwając z nosa swoje duże okulary podobne do tych, które nosił Harry Potter.
  - Tak, proszę zrobić to o co proszę.
   Taksówkarz bez reszty zbędnych pytań, zawrócił z drogi i skierował samochód w przeciwną stronę.
Po mniej niż pięciu minutach znów stanęliśmy pod ogromną rezydencją Louisa. Na szczęście nie zdążyliśmy daleko odjechać, dlatego droga zajęła tak mało czasu.
  - Ile płacę? - zwróciłam się w stronę kierowcy, wyciągając z torebki portfel.
  - Nic, niech pani da sobie spokój. Ledwo zdążyliśmy ruszyć z miejsca. - uśmiechnął się życzliwie. Chyba musiał mieć dzisiaj dobry humor. Tym lepiej dla mnie, że nie muszę płacić, bo inaczej nie wiem czy starczyło by mi na drogę powrotną, po zakończeniu imprezy.
  - Dobrze. Dziękuję panu bardzo. - posłałam mu miły uśmiech i pociągnęłam za klamkę w drzwiczkach.
  - Miłej zabawy życzę. - rzucił mi jeszcze taksówkarz zanim zamknęłam drzwi.
   W polepszonym nastroju, ruszyłam przed siebie. Przekroczyłam nadal otwarta główną bramę i zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, bo muzyka dudniła już na tyle głośno, że z pewnością nikt by nie usłyszał mojego pukania. Drzwi chwilę później otworzyły się, ale nie stanął w nich tak jak poprzednio Louis. Otworzył je ktoś z gości, ale zanim zdążyłam zobaczyć kto, ta osoba wtopiła się w tłum.
   Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nigdzie nie mogłam dostrzec Louisa, ale za to zobaczyłam Kate rozmawiającą z Justinem przy barku z alkoholem w ręce. Zdziwiłam się na ten widok, bo na początku Kate mówiła na Justina "głuptok", ale cóż moja przyjaciółka szybko zmienia zdanie.          Zaczepiłam stojącą niedaleko mnie wysoką blondynkę z nadzieją, że może ona wie gdzie jest Louis. Chciałam go znaleźć, żeby powiadomić go o swoim przyjściu i wyjaśnić mu całą tą sytuację sprzed kilkunastu minut. Czułam się z tym jakoś niezręcznie, dlatego chciałam wyjaśnić mu to co się stało. W zasadzie to boję się, że zaczynam się w nim powoli zakochiwać. Staram się za wszelką cenę odgonić tą myśl od siebie i dlatego uważam, że to co chciałam zrobić było pomyłką. Nie powinnam tego chcieć. Ani ja ani on. Możemy co najwyżej zostać przyjaciółmi. Nie tylko przez sposób w jaki się poznaliśmy, ale głównie dlatego, że pochodzimy z dwóch różnych światów. On jest gwiazdą sportu, a ja...? Zwykłą nastolatką, w dodatku jeszcze nie skończyłam szkoły...
   Blondynka, którą zapytałam o Louisa, powiedziała mi, że widziała go jak szedł na górę z jakąś dziewczyną. Dziewczyną? Czy to możliwe, żeby on pieprzył się po kątach z jakąś laską, kiedy przed chwilą chciał mnie pocałować? Pomyślałam, że może coś jej się pomyliło i biegiem poszłam na górę, uprzednio dziękując jej za pomoc. Nie wiedziałam, w którym pomieszczeniu może być Louis. Na górze było dużo sypialni i łazienek, był też nawet pokój gier i prywatna siłownia Louisa.
 Nagle, gdy zbliżyłam się do jednej z zamkniętych sypialni usłyszałam długi, przeciągły jęk. Byłam prawie pewna, że należał on do osoby, której właśnie szukałam.
  - Ohh, Alyssa, właśnie tak kochanie. - mówił męski, lekko zachrypnięty głos.
   Z zaciśniętym gardłem, nacisnęłam cicho klamkę i uchyliłam drzwi. Zobaczyłam jakąś dziewczynę na kolanach przed Louisem, robiącą mu loda. Myślałam, że za chwilę zwymiotuję, dlatego pospiesznie odwróciłam się, zamykając z trzaskiem drzwi. Nie wiem czemu, ale coś we mnie pękło. Poczułam się zdradzona. Miałam do niego żal o to, emocje się we mnie wprost gotowały. Na początku chciało mi się płakać, a teraz rozpacz przerodziła się w złość na tyle silną, że powstrzymywałam się, żeby nie wejść do tego pokoju jeszcze raz i nie powyrywać tej dziwce wszystkich kudłów. Rozum mi mówił, że nie powinnam być zła, bo w końcu nie jesteśmy razem, ale w tym momencie mnie to nie obchodziło. Chciał się ze mną całować w ogrodzie, a teraz pozwala na to, żeby jakaś plastikowa lala, robiła mu dobrze? Czy chciał po prostu się ze mną zabawić jak z nią, bawiąc się w pieprzonego romantyka?!
   Zacisnęłam zęby i wściekła zeszłam na dół. Byłam pewna, że Louisowi chodziło wyłącznie o to. W końcu każdy gwiazdor taki jest. Jak mogłam pomyśleć, że mogłoby być inaczej?
   Byłam już na dole i właśnie podchodziłam do barku, napić się jakiegoś mocnego drinka, żeby nieco uspokoić buzujące we mnie emocje, kiedy poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam stojącego przede mną Louisa.
  - Lucy, to ty byłaś na górze i weszłaś do mojej sypialni?
   Postanowiłam udawać przed Louisem, że o niczym nie wiem, ale postanowiłam też, że ze mną nie będzie miał tak łatwo. Pokażę mu na co stać Lucy Swan.
  - Przyjechałam tu z powrotem dopiero przed chwilą. Szukałam cię, ale nie znalazłam, więc postanowiłam napić się jakiegoś drinka. Chcesz też? - zapytałam najsłodszym głosikiem na jaki było mnie stać.
   Louis miał zmieszany wyraz twarzy. Najwyraźniej nieco zbiłam go z tropu. Prawdopodobnie spodziewał się, że przyznam się, do tego, że widziałam go w nieciekawej sytuacji i wybuchne gniewem.
 - Umm, nie dzięki jakoś nie mam ochoty na alkohol. - odpowwiedział drapiąc się po karku i wbijając zawstydzony wzrok w podłogę.
   Pokiwałam głową i nalałam sobie wódki z lodem i sokiem, po czym zaczęłam kontynuować rozmowę.
  - Byłeś w sypialni się przebrać czy po co tam poszedłeś? - spytałam niby od niechcenia
  - Ymmm... nie, znaczy... tak. Oblałem się sokiem, więc poszedłem zmienić spodnie. - kłamał Louis. Dobrze widziałam, że się nie przebierał. Poza tym miał te same spodnie co poprzednio. To było beznadziejne kłamstwo. Jeśli chciał, żebym w to uwierzyła mógł przynajmniej przebrać te spodnie na inne albo wymyślić coś lepszego, jednak nie zamierzałam mu tego mówić.
  - Ohh, rozumiem. Postaraj się teraz nic na siebie nie wylać.
  - Tak, na pewno nie wyleję... Przepraszam cię, ale muszę iść do.... umm za chwile wracam. - rzucił na szybko i odszedł pospiesznie gdzieś w tłum tańczących gości.
    "Jesteś taki żałosny" pomyślałam patrząc na niego z politowaniem kiedy odchodził. "A mimo to on ci się podoba" - mówiło coś w środku mnie. "Nie, to dupek" - odpowiedziałam w myślach mojemu wewnętrznemu głosowi i ruszyłam w tłum tańczących ludzi.
  - Mogę panią prosić do tańca? - zapytał jakiś chłopak mniej więcej odrobinę po dwudziestce w wieku Louisa.
   Już miałam powiedzieć mu jakąś banalną wymówkę, kiedy stwierdziłam, że może uda mi się zagrać tym Louisowi na nerwach. Skoro on może to ja też.
  - Z chęcią. - uśmiechnęłam się i podałam mu rękę
  - Jestem Niall. - przedstawił się, ciągnąc mnie w głąb salonu.
  - Lucy.
  - Piękne imię. Prawie tak piękne jak ty.
   Zarumieniłam się i schowałam twarz we włosach. Niall był naprawdę przystojny. Miał czuprynę blond włosów, jasną cerę i błękitne oczy. Był wyższy ode mnie o dwie głowy, ale zresztą jak każdy. Nie należę do wysokich osób.
  - Znasz Louisa?
   To pytanie mnie nieco zdziwiło. Chyba normalne, że go znam skoro mnie tu zaprosił, zresztą jak pewnie każdy. Nie sądzę, żeby Louis zapraszał osoby, których nie zna, dlatego to samo powiedziałam Niallowi.
  - Więc chyba nie znasz go zbyt dobrze. - zaśmiał się chłopak. - Louis zaprasza nawet przypadkowe dziewczyny, których nie zna, żeby potem się z nimi bzykać. Z jedną już chyba to zrobił, bo widziałem jak bierze jakąś na górę. Nie powinienem tego mówić, bo to mój dobry kolega, ale chciałem cię po prostu ostrzec. Szkoda mi takiej ładnej dziewczyny jak ty, dlatego uważaj na niego.
   Wszystkie moje podejrzenia się potwierdziły. Louis jest typowym kobieciarzem, żeby nie nazwać go męską dziwką. Byłam wdzięczna Niallowi, że mnie przed nim ostrzegł.
  - Dziękuję ci Niall za ostrzeżenie, z pewnością będę na niego uważać.
   Niall pokiwał głową, a potem oboje daliśmy się porwać w wir tańca do piosenki "Someone like you" Adele. Po chwili tańca postanowiłam dowiedzieć się od niego parę rzeczy.
  - A w zasadzie to skąd znasz Louisa?
  - Poznaliśmy się na wspólnym meczu. Ja też jestem piłkarzem tyle, że nieco mniej znanym niż Louis. Gram w Doncaster Rovers.
  - Ahh, tak chyba cię kojarzę. Niall Horan, prawda?
  - Dokładnie. - Niall uśmiechnął się z dumą. - Oglądasz, mecze Doncaster Rovers?
  - Czasami zdarzyło mi się zobaczyć.
   Niall w pewnym momencie mocniej mnie objął, a ja wtuliłam się w zagłębienie jego szyi. Kątem oka zobaczyłam zazdrosne spojrzenie Louisa, ale natychmiast odwrócił wzrok, kiedy zobaczył, że się na niego patrzę. Chwilę potem Louis stanął przy nas i odepchnął Nialla ode mnie.
  - Odbijany, przyjacielu. - powiedział zadowolony, obejmując mnie w tali tak jak poprzednio robił to Niall.
  - Co ty robisz? - zapytałam z pretensją w głosie, niechętnie kładąc mu ręce na ramionach.
  - Teraz ja będę z tobą tańczył, nie podoba ci się? 
  - Nie.
  - Jesteś na mnie zła?
  - Skąd. Niby dlaczego miałabym być zła? - starałam się brzmieć naturalnie, ale trochę mi to nie wychodziło, ponieważ prawda była taka, że byłam na niego okropnie zła. Nie mogłam uwierzyć, że zaprosił mnie tu tylko po to, żeby mnie przelecieć.
  - Mówisz tak jakbyś była na mnie za coś wkurzona. Niall ci coś o mnie powiedział? - Louis chyba zaczął się domyślać o co mi chodzi, ale ja uparcie milczałam. W tle usłyszałam jak poprzednia piosenka się skończyła i teraz ktoś włączył coś szybkiego, ale Lou odwrócił się i gestem pokazał, żeby włączyć coś wolniejszego. Z głośników popłynęła więc wolna piosenka "Say Something" - A great big world.
  - Nie wierz mu. - odezwał się po chwili patrząc na mnie z miną zbitego pieska.
  - Nawet nie wiesz co mi powiedział.
  - Czyli przyznajesz się, że coś ci o mnie nagadał. - było to bardziej stwierdzenie niż pytanie
  - Może.
  - Lucy, proszę powiedz. Co on mówił?
   Chciałam się jeszcze pobawić z Louisem w podchody, ale stwierdziłam, że dłużej tak nie mogę. Musiałam mu wszystko wygarnąć. Nie byłam już dłużej w stanie ukrywać mojej złości tymbardziej, że było to po mnie widać.
  - To że jesteś zwykłym dupkiem i od początku chodziło ci tylko o to, żeby mnie przelecieć! - wykrzyczałam. - Ale nie obwiniaj Nialla o swoje niepowodzenie. Już wcześniej się tego domyśliłam jak tylko zobaczyłam cię z tą dziewczyną w twojej sypialni.
   Louis był kompletnie zbity z tropu. Otworzył usta ze zdziwienia i puścił mnie, a ja wykorzystując okazję odwróciłam się do niego plecami i poszłam przed siebie. Nie chciałam wychodzić jeszcze z imprezy. Moja gra się dopiero zaczęła. Chciałam flirtować z każdym i pokazać mu, że tylko on nie może mnie mieć. Moim celem było pokazanie mu, że dla mnie jest zerem, jednak na razie potrzebowałam wyjść i zaczerpnąć świeżego powietrza.
   Zanim zdążyłam dojść do drzwi, poczułam czyjaś silną rękę na ramieniu.
  - Lucy, daj mi wytłumaczyć.
  - Zostaw mnie. - strąciłam jego rękę z obrzydzeniem i wyszłam przed willę.
   Na szczęście Louis nie poszedł dalej za mną, więc mogłam spokojnie usiąść i pozbierać myśli. Przysiadłam sobie nad oświetlonym basenem i spojrzałam w swoje odbicie na tafli wody. Patrząc na nie, widziałam zagubioną dziewczynę, która nie jest do końca pewna swoich uczuć. Nie wiem czemu, ale pomimo tego co się dowiedziałam o Lousie i w jakiej sytuacji go zastałam nie potrafiłam przestać o nim myśleć. W mojej głowie cały czas odtwarzał mi się obraz, gdy prawie się pocałowaliśmy w ogrodzie. Miałam nieodparta chęć zrobić mu na złość, wywołania u niego zazdrości, ale obawiam się, że on szybko znajdzie sobie jakieś pocieszenie. Stwierdziłam więc, że moja zemsta będzie tu bez sensu i dam sobie ze wszystkim spokój.
*Louis*
   Lucy otworzyła ze złością drzwi i wyszła na dwór. Nie poszedłem za nią. Chciałem dać jej trochę czasu na przemyślenia. Źle, że się dowiedziała prawdy o mnie w taki sposób. Myślałem, że przynajmniej zdążę się z nią bzyknąć, ale pech chciał, że akurat Niall musiał wszystko wygadać. Mimo to nie byłem na niego zły. Szczerze to było mi nawet żal Lucy. Dziewczyna chyba się we mnie zabujała. Nie powinna się zakochiwać w kimś takim jak ja, ale to ja dałem jej do tego podstawy, dlatego postanowiłem naprawić przynajmniej po części swój błąd.
   Wyszedłem z domu i rozejrzałem się dookoła. Nad brzegiem basenu siedziała szczupła, niska dziewczyna o jasno- brązowych włosach. To była ona. Wolnym krokiem zbliżyłem się do niej i przysiadłem się obok.
  Lucy nawet nie podniosła na mnie wzroku. Siedziała wpatrzona w swoje odbicie ze smętnym wyrazem twarzy. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, aż postanowiłem pierwszy coś powiedzieć.
  - Wiem, że pewnie masz mnie teraz za skończonego dupka, ale...
  - To prawda. Jesteś zwykłą świnią. - przerwała mi w połowie zdania Lucy.
   Westchnąłem z rezygnacją, ale dalej kontynuowałem swój monolog
  - Nie chciałem, żebyś dowiedziała się tego i to w taki sposób, ale teraz żałuję tego, że chciałem ci zrobić takie świństwo. To znaczy nadal uważam, że jesteś gorącą laską, ale jesteś dobrą osobą. Nie powinienem tak cię potraktować. Nie zasługujesz na to.
  - Wow. Myślałam, że nigdy nie usłyszę czegoś takiego z twoich ust.- powiedziała z wyczuwalnym sarkazmem. - Jestem w szoku, ale to nie znaczy, że ci wybaczyłam. W zasadzie chciałeś mnie przelecieć i co potem? - podniosłą swój wzrok na mnie, wyczekująco
  - Myślałem, że będziemy tak jakby przyjaciółmi od.... no wiesz... - zacząłem zmieszany
  - Od seksu? - dokończyła za mnie Lucy.
  - No właśnie.
   Nie miałem odwagi, żeby się potem odezwać. Myślałem, że Lucy zaraz mi przyłoży, jednak nic takiego się nie stało. Ona po prostu z powrotem patrzyła w spokoju na wodę, nic nie mówiąc. Po dłuższej chwili niezręcznej ciszy, odezwała się melancholijnym głosem.
  - Miałeś mnie za łatwą od samego początku? Od samego początku chciałeś mnie tylko pieprzyć?
   Nie odezwałem się. Postanowiłem taktownie milczeć, bo co niby miałem jej odpowiedzieć? Tak, Lucy właśnie tak było? Jednak ona była mądra. Domyśliła się mojej odpowiedzi. Pokiwała głową ze zrozumieniem i wstała.
  - Muszę już iść.
   Automatycznie również i ja poderwałem się z miejsca.
  - Lucy, przepraszam - mówiłem błagalnym tonem. Coś w mojej głowie nie pozwalało mi jej stracić. Nie chciałem, żeby odeszła i nigdy więcej się do mnie nie odezwała. Po prostu musiałem ją zatrzymać.
  - Muszę już iść. - powtórzyła z naciskiem i odwróciła się kierując się w stronę wyjścia z mojej rezydencji.
  - Może, przynajmniej cię odwiozę? - zaproponowałem nieśmiało.
  - Przecież piłeś.
    "No tak musiałem wypić ten cholerny alkohol". Zrezygnowany spojrzałem smutno na oddalającą się Lucy, i krzyknąłem za nią.
  - Mogę chociaż do ciebie jutro zadzwonić?
   Odwróciła się na moment.
  - Nie wiem. - powiedziała prawie niesłyszalnie, po czym wyszła z terenu mojej posiadłości, zniknęła za zakrętem i całkowicie straciłem ją z zasięgu wzroku.





                                                                           ***      
Koniec rozdziału 5, czytasz = komentujesz ;) do następnego! <3  PS: pojawiły się nowe postacie w zakładce "Bohaterowie" /Lucix i Gazix

piątek, 27 maja 2016

Rozdział 4

Tydzień później
*Lucy*
   Dzisiaj jest dzień mojego wypisu ze szpitala. Za kilka minut powinna przyjechać po mnie mama. Teraz pakuję swoje rzeczy i powoli przygotowuje się do wyjścia. Jeśli chodzi o Louisa, to przez ten tydzień nie miałam z nim żadnego kontaktu. Nie przyszedł do mnie ani razu, a ja nawet do niego nie dzwoniłam, chociaż przyznam, że czasami nachodziła mnie nieodparta ochota, żeby to zrobić.
   Co do sprawy z policją, postanowiłam, że nie będę go o nic oskarżać. Dzisiaj będę musiała zadzwonić do niego w tej sprawie i powiadomić o mojej decyzji. Szczerze, boję się tego. Najbardziej obawiam się reakcji ze strony Louisa.
 - Pani Swan, zostałem proszony o powiadomienie panią, że pani mama czeka już na panią przed szpitalem. A to jest pani wypis - lekarz stojący w progu podał mi kawałek papieru. Podziękowałam mu i wyszłam z sali udając się prosto do recepcji.
   Pokazałam recepcjonistce wypis, po czym skierowałam się do wyjścia przez wielkie szklane drzwi. Na szpitalnym parkingu stała już czarna toyota mojej mamy.
  - Lucy! - krzyknęła mama, kiedy mnie zauważyła.
  - Cześć mamo - przywitałam się z nią, posyłając jej niewyraźny uśmiech.
    Niestety moja rodzicielka, chyba zauważyła moje przygnębienie, bo od razu spytała:
  - Coś jest nie tak?
  - Wszystko w porządku, mamo.
   Spakowałam moją torbę z ciuchami do bagażnika, starając się odwrócić wzrok. Potem bez słowa udałam się na miejsce pasażera, zamykając za sobą drzwi. Chwilę później obok mnie usiadła moja mama przyglądając mi się badawczo. Włożyła kluczyki do stacyjki nadal nie spuszczając ze mnie wzroku, co powoli zaczęło mnie denerwować.
  - Możesz przestać przestać tak mi się przyglądać?! - zapytałam trochę nieprzyjemnie.
  - Chcę tylko wiedzieć co się dzieje - odparła spokojnym tonem.
  - Już mówiłam. Nic. Wszystko jest ok.
  - A ja myślę, że nie. Czuję, że coś przede mną ukrywasz, ale wiesz przecież, że możesz mi o tym powiedzieć.
  - A może nie chcę? Przewidziałaś to?
  - Nie rozumiem, zawsze mi wszystko mówiłaś. - westchnęła mama.
  - Ale teraz nie mam ochoty na zwierzenia.
   Mama już nic nie powiedziała i w milczeniu ruszyłyśmy. Nie powiedziałam jej o Louisie. Wypadek wytłumaczyłam tym, że potrącił mnie jakiś mężczyzna, ale nie widziałam nawet jego twarzy. Znalazłam się w szpitalu, bo pomógł mi jakiś przechodzący chłopak i tyle. Na początku mama nalegała, żeby pójść z tym na policję, ale odwiodłam ja od tego pomysłu tłumacząc, że widziałam niewiele, a to zbyt mało informacji dla policji, żeby zacząć dochodzenie. Kiedy odwiedziła mnie w szpitalu dzień po nowym roku, zakazałam mówić komukolwiek z personelu, że w dzień wypadku przywlókł mnie tu "narzeczony". Na szczęście nikt nie pytał się o powody mojej decyzji i w szpitalu nikt nie wspomniał nawet słowem o Louisie.
   Przez cała drogę do domu, żadna z nas nie odezwała się ani słowem. Kiedy samochód stanął pod domem, postanowiłam przełamać lody.
  - Przepraszam, że byłam dla ciebie taka ostra, ale po prostu nie chce o tym rozmawiać. Musisz mnie zrozumieć...
  - Rozumiem, powiesz mi jak będziesz chciała - powiedziała mama posyłając w moją stronę lekki uśmiech.
   Również się do niej uśmiechnęłam i przytuliłam. Kochałam moją mamę i nie chciałam mieć z nią złych relacji, ale stwierdziłam, że wiadomość o Louisie zostawię tylko dla siebie, Kate i Lily
   Potem wyszłam z samochodu i otworzyłam bagażnik wyciągając z niego moją wyładowaną torbę, którą zaraz zabrała ode mnie mama.
  - Nie dźwigaj jej, ja ci ją zaniosę.
  - Dzięki, mamo.
   Chwilę później z kieszeni moich spodni wydobył się dzwonek mojej komórki. Odebrałam nawet nie patrząc kto dzwoni.
  - Lucy, czemu nie zadzwoniłaś, że wyszłaś już ze szpitala? - w słuchawce rozpoznałam głos Lily.
  - Skąd wiesz? - spytałam beznamiętnym głosem.
  - Bo przed chwilą byłyśmy z Kate w twojej sali i lekarz nam powiedział, że przed chwila dostałaś wypis.
  - Fakt, zapomniałam wam powiedzieć, przepraszam.
  - Jak się czujesz? - spytała zatroskanym głosem Lily.
  - Całkiem dobrze.Wybacz, zadzwonię później, jestem trochę zmęczona.
  - Nie ma sprawy, rozumiem. Tylko zadzwoń potem.
  - Obiecuję - powiedziałam szybko i rozłączyłam się.
   Tak naprawdę nie byłam zmęczona. Chciałam tylko zadzwonić do Louisa. Nie wiem czemu, ale myślami byłam cały czas przy nim. Przypominałam sobie każdy szczegół z naszych rozmów. Może nie przypadkiem, Louis mnie potrącił? Może był w tym jakiś głębszy sens...
   Stojąc nadal przed domem, wyjęłam z torebki karteczkę z numerem Louisa, którą zostawił mi przed wyjściem ze szpitala. Było to nasze ostatnie spotkanie. Potem już się nie widzieliśmy.
   Trzęsącymi się dłońmi wstukałam numer napisany na kartce, nacisnęłam zieloną słuchawkę i w napięciu czekałam, aż odbierze.
  - Halo? - usłyszałam zachrypnięty głos po czterech sygnałach czekania.
   Przez chwilę głos nie przechodził mi przez gardło. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.
  - Halo?! - ponowił swoje pytanie zdenerwowanym głosem Louis.
    Wreszcie zdecydowałam się coś powiedzieć.
  - Louis, to ja Lucy. Lucy Swan, nie wiem czy mnie pamiętasz - zaczęłam niepewnym głosem.
  - Ta, pamiętam. Ta dziewczyna, która wyskoczyła mi w sylwestra przed maskę samochodu.
  - No właśnie. Dzwonię w tej sprawie. Miałam ci powiedzieć moją decyzję w sprawie doniesienia na ciebie na policję i zdecydowałam, że nic im nie powiem.
  - Grzeczna dziewczynka, a już myślałem, że będę się musiał bardziej starać, żebyś milczała.
  - Jak to? - zapytałam zdezorientowana - Myślałam, że ci na tym nie zależy. W szpitalu wydawało cię to zupełnie nie obchodzić, to znaczy kiedy dawałeś mi swój numer, bo najpierw...
  - Zdenerwowałaś mnie. Byłaś dla mnie taka oziębła, że postanowiłem grać według twoich zasad. Byłem taki sam jak ty - skwitował Louis z zadowoleniem przy okazji przerywając mi w połowie zdania.
  - Przepraszam, rzeczywiście nie byłam dla ciebie zbyt miła - powiedziałam ze skruchą.
  - Mało powiedziane, ale wiesz, mam pewien pomysł, może zaczniemy od początku i dla ocieplenia naszych stosunków dasz się zaprosić do mnie dzisiaj wieczorem na imprezę ? Możesz przyprowadzić swoje koleżanki jak chcesz.
  - Jasne, o której i gdzie?
  - O 21, South Cave 14
  - Okej, będę.
   Już miałam zakończyć naszą rozmowę, kiedy zastanowił mnie pewien fakt. A mianowicie skąd Louis wie, że wyszłam już ze szpitala? Równie dobrze, mogłam przecież nadal w nim przebywać, a nie sądzę, że przyszedł tam jak Kate i Lily, żeby mnie odwiedzić i sprawdzić jak się czuję.
 - A co jeśli nadal jestem w szpitalu?
  - Nie jesteś, dzwoniła do mnie dzisiaj lekarka z informacją, że zostałaś już wypisana i czujesz się dobrze.
  - Co? Zostawiłeś jej swój numer?
  - Tak. Musiałem mieć pewność kiedy wyjdziesz i czy przypadkiem nie pójdziesz na policję od razu potem, a lekarce powiedziałem, że wyjeżdżam w sprawach służbowych i chciałbym mieć wiadomości o stanie zdrowia narzeczonej. Wiesz, dbam o swoje interesy.
   Westchnęłam z rezygnacją. Mogłam się tego po nim spodziewać, tylko dlaczego ta lekarka nie powiedziała mi o tym? Pewnie myślała, że o wszystkim wiem, w końcu Louis to mój "narzeczony".
  - Dobra, nieważne, muszę już kończyć mama mnie woła - skłamałam.
  - Więc, do zobaczenia, Lucy - pożegnał się Louis.
  - Do zobaczenia Louis - również się pożegnałam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę, po czym skierowałam się w stronę domu.
*Louis*
    Po zakończonej rozmowie z Lucy, zacząłem przygotowywać dom na imprezę, którą dzisiaj szykuję z okazji wygranego meczu " Manchester United ". Strzeliłem aż dwa gole, dzięki temu wygraliśmy z " Bayernem Monachium ".
   Poprosiłem o pomoc Liama i Justina w przygotowaniu imprezy, ale niestety oboje odmówili tłumacząc się brakiem czasu, więc wszystko będę musiał zrobić sam. Co prawda mam zatrudniona sprzątaczkę i teoretycznie mógłbym ją poprosić o pomoc, ale i tak biedaczka się tutaj przepracowuje.
   Zacząłem wkładać do lodówki piwa i inne alkohole, które niedawno kupiłem w sklepie niedaleko mojej willi. Mieszkam w najbardziej snobistycznej dzielnicy Doncaster, więc tutaj nikogo nie dziwi widok sławnego piłkarza w sklepie. Obok mnie mieszka dużo innych sławnych ludzi nie tylko piłkarzy, dlatego to miejsce często odwiedzane jest przez natrętnych fanów. Justin mieszka w innej dzielnicy, niedaleko Liama i co najważniejsze dla Justina również niedaleko seksownych sąsiadek. Sam przyznam, że dawno nie miałem jakiejś dziewczyny w łóżku i coraz bardziej zaczyna mi tego brakować, ale myślę, że dzisiaj wieczorem uda mi się jakąś zaciągnąć. Może nawet to będzie Lucy? Jest ładna, może mogłaby być tylko trochę wyższa, ale poza tym nic jej nie brakuje. Muszę tylko jej pilnować, żeby czasem któryś z moich kumpli się do niej nie dokleił. Tej nocy musi być moja.
*Lucy*
  - Kate, daj spokój w tej sukience widać mi prawie cały tyłek - mówiłam do Kate, która cały czas upierała się, żebym założyła krótką, czarną sukienkę, która prawie wszystko mi odsłaniała
   Byłyśmy u niej domu i właśnie przymierzałyśmy sukienki z szafy Kate na imprezę do Louisa. Jej szafa wprost pękała w szwach od nadmiernej ilości ubrań.
  - No dobra, może rzeczywiście - w końcu przyznała mi racje Kate - ale ta jest idealna. Uniosła do góry dwuczęściową sukienkę, z białą koronką na górze i różową, tiulową spódniczką na dole
 - Jest bardzo ładna, mogę ją przymierzyć, a ty co zamierzasz założyć?
  Kate wyjęła z szafy miętową sukienkę, wysadzaną od góry kryształkami i diamencikami
  - Jest cudowna - krzyknęła z zachwytem Lily, siedząca do tej pory na łóżku.
  - Wiem, dostałam ją od taty na 18 urodziny. Postanowiłam trzymać ją na specjalne okazje - uśmiechnęła się z zadowoleniem Kate - A co do ciebie Lily, proponuję ci tą - powiedziała pokazując na prostą, granatową sukienkę z czarną kokardką przewiązaną w pasie i zwisającymi od niej paskami z tyłu.
  - Ładna, myślisz, że spodobam się w niej komuś? - zapytała Lily, wstając i uważnie oglądając sukienkę trzymaną przez Kate.
  - Na pewno, Lily, idź przymierzyć, mamy coraz mniej czasu - ponagliła ją Kate.
   Kiedy Lily weszła do łazienki, przymierzyć swoją sukienkę, ja postanowiłam poczekać, aż wyjdzie, a w tym czasie zaczęłam poprawiać makijaż.
  - Możesz przecież iść do łazienki na dole - powiedziała Kate - nie martw się Zayn już poszedł na siłownię, nie będzie cię podglądać.
   Zayn jest starszym, przyrodnim bratem Kate. Ma 20 lat i szczerze mówiąc jest bardzo przystojny. Kiedyś się w nim nawet podkochiwałam. Teraz studiuje na A -  wf i niestety ma już dziewczynę, na dodatek całkiem ładną. Z tego co wiem od Kate ma na imię Gigi i jest fotomodelką. Gigi jest w naszym  wieku, dlatego Kate świetnie się z nią dogaduje.
  - Nie, dzięki - podziękowałam - wolę poczekać, aż Lily wyjdzie i wtedy się przebiorę.
  - Więc skoro ty nie chcesz, ja pójdę - oświadczyła moja przyjaciółka biorąc ze sobą swoją miętową sukienkę i schodząc po schodach na dół.
   Kiedy wszystkie byłyśmy już przebrane i umalowane, zaczęłyśmy zbierać się do wyjścia.
  - Tylko nie wpadnij znowu pod samochód Lucy - zaśmiała się Lily.
  - Nie mam takiego zamiaru - odpowiedziałam jej również się śmiejąc.
   W świetnych nastrojach, wyszłyśmy z domu Kate i wsiadłyśmy do taksówki czekającej już pod domem, którą wcześniej zamówiłyśmy, z racji tego, że żadna z nas nie ma prawa jazdy.
  - Jaka ulica? - zapytał taksówkarz, gdy wsiadłyśmy do taksówki i usiadłyśmy wygodnie na tylnych siedzeniach.
  - South Cave 14 - odpowiedziałam.
  - South Cave 14? - zapytał ze zdziwieniem - Są panie pewne, nie pomyliły panie ulic?
  - Nie, dobrze pamiętam gdzie mam jechać.
  - To najbardziej snobistyczna dzielnica Doncaster. Mieszkają tam tylko celebryci i gwiazdy sportu - poinformował mnie starszy mężczyzna siedzący za kółkiem.
  - Jedziemy na imprezę do Louisa Tomlinsona! Zaprosił nas - zakrzyknęła radośnie Lily
  Taksówkarz spojrzał na Lily z niedowierzaniem, ale szybko odwrócił głowę i włączył silnik samochodu.
  - Więc jedziemy na South Cave 14? - upewnił się wyjeżdżając z ulicy na której mieszkała Kate i skręcając w boczną aleje.
  - Przecież już panu mówiłyśmy, mamy zadzwonić po tego piłkarzyne, żeby wreszcie zawiózł nas pan na miejsce?! - powiedziała z niecierpliwością Kate, unosząc głos.
   Starszy pan pokiwał natychmiast przecząco głową.
  - Skąd moim obowiązkiem jest panie bezpiecznie zawieźć do celu. Za 15 minut powinniśmy tam być.
  - Kate, przestraszyłaś go - szepnęłam do przyjaciółki tak żeby taksówkarz nie usłyszał.
  - No i co? Trzeba było mnie nie denerwować - odszepnęła Kate - Skoro mówimy South Cave 14 to znaczy, że chcemy jechać na South Cave 14.
  - I tak niepotrzebnie się unosiłaś.
   Dalsza część drogi minęła nam w spokoju. Tak jak zapowiedział taksówkarz na miejsce dotarliśmy po 15 minutach. Kiedy stanęliśmy pod ogromną, białą willą z basenem oniemiałam z wrażenia. Jak go na to stać? Jako piłkarz musi nieźle zarabiać. Teoretycznie byłam już tu tydzień temu, ale nie miałam okazji zobaczyć domu od zewnątrz.
  - 15 dolarów - powiedział mężczyzna, odwracając się w moją stronę. Wyjęłam z torebki odpowiednia sumę i podałam mu, a potem wysiadłam z auta razem z Kate i Lily.
   Brama willi Louisa była otwarta, więc swobodnie przez nią przeszłyśmy. Już przed drzwiami dało się słyszeć głośną muzykę, co oznaczało, że impreza już się rozpoczęła, choć było dopiero kilka minut po 21. Zapukałam do drzwi, a po chwili zjawił się w nich uśmiechnięty Louis
  - Lucy! Jak świetnie, że przyszłaś - przywitał się ze mną gestem wpuszczając nas do środka.
  - Hej Lily, witaj Kate - przywitał się również po chwili z dziewczynami.
   Kate rzuciła mu tylko niechętne ,, cześć ", natomiast Lily zatrzepotała rzęsami i uśmiechnęła się czarująco. Louis jednak wydawał się nie być zainteresowany zalotami mojej przyjaciółki i zaczął przedstawiać nam gości.
  - Tak więc to są moi przyjaciele Justin Bieber i Liam Payne - w pierwszej kolejności wskazał na swoich koleżków, których zdążyłam już poznać przy naszym "poznaniu" - a to są: Chloe Marshall, Jane Mccartney, Charlie White... - po kolei pokazywał na resztę gości, z którymi grzecznie się przywitałyśmy, a później usiadłyśmy wszystkie trzy na kanapie w ogromnym salonie.
  - Boże, Lucy! - krzyknęła mi do ucha podekscytowana Lily - widziałaś jego kolegów? Są tacy seksowni, a zwłaszcza ten brunet, jak on ma na imię?
  - Liam - odpowiedziałam przewracając oczami.
   Kate siedziała sztywno obrzucając kolegów Louisa pogardliwym wzrokiem.
  - Pewnie takie same głuptoki jak ten cały Louis - skwitowała.
  - Kate, nie możesz wszystkich od razu oceniać, nawet ich nie znasz.
  - A ty znasz, że tak ich bronisz?
  - Tak jakby - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
  - Idę się napić, muszę się trochę rozluźnić skoro mam tu spędzić najbliższych kilka godzin - rzuciła na odchodne zostawiając mnie samą z Lily, jednak i ona zaraz odeszła mówiąc, że idzie poflirtować z Liamem. Zastanawiam się, czy aby na pewno dobrze zrobiłam zabierając ze sobą na tę imprezę Lily.
   Chwilę później zobaczyłam jak podchodzi do mnie Louis z dwoma drinkami.
  - Przyniosłem ci drinka - powiedział wręczając mi kolorowy alkohol, wzięłam go od niego i zrobiłam łyka, po czym od razu się skrzywiłam.
  - Gorzkie.
  - Prawie każdy alkohol taki jest. Nigdy go nie piłaś?
  - Rzadko pije tego typu napoje.
  - Gdzie twoje przyjaciółki? - wypytywał mnie dalej Louis.
  - Kate poszła ci obrabować barek a alkoholami, a Lily podrywać Liama - zaśmiałam się.
  - Imprezowe dziewczyny, może wyjdziemy do ogrodu porozmawiać. W tych warunkach trudno jest cokolwiek usłyszeć.
  - Okej - przystałam na propozycje Louisa i ruszyliśmy w stronę ogrodu, który znajdował się niedaleko nas.
   Gdy usiedliśmy już na wiklinowych krzesłach przy szklanym stoliku w ogrodzie Louisa, siedzieliśmy przez chwile w milczeniu, aż Louis odezwał się pierwszy.
  - Żałuję, że poznaliśmy się w takich niecodziennych okolicznościach, ale może to i dobrze, że wpadłaś mi pod koła, bo wtedy nie siedzielibyśmy tu i teraz razem.
  - Wiesz dziwi mnie tylko jedno. Taka nagła zmiana twojego zachowania w stosunku do mnie. Przyznaj, że najpierw niezbyt za mną przepadałeś - trąciłam Louisa w ramię, uśmiechając się.
  - Ty za mną też - bronił się Louis.
  - To prawda, ale chyba trudno mi się dziwić.
   Louis pokiwał głową i napił się swojego drinka. Potem odstawił go na stolik i zbliżył się do mnie.
  - Wiesz, wtedy w szpitalu nie zdążyłem czegoś dokończyć - powiedział z poważną miną patrząc się na mnie intensywnie.
  - Czego? - zapytałam z ciekawością.
   I w tym momencie jego twarz przybliżyła się niebezpiecznie blisko mojej twarzy, a dwoma palcami chwycił za mój podbródek. Otworzyłam oczy ze zdziwienia. Teraz byłam pewna, że w tą nieszczęśliwą, sylwestrową noc, Louis chciał mnie pocałować. Zrobiło mi się jakoś przyjemnie ciepło na sercu i już wyciągnęłam się w jego stronę. Nasze usta dzieliły już tylko milimetry, kiedy nagle szklane drzwi otworzyły się z impetem.
  - Stary, skończyło się piwo, masz ... Ouu sorry. - w drzwiach stanął speszony Justin, który zastając nas w obecnej sytuacji natychmiast się wycofał.
   Zdążył już niestety zepsuć między nami atmosferę. Louis odsunął się ode mnie na bezpieczną odległość, a ja od razu wstałam strzepując niewidzialny kurz z sukienki.
  - Lepiej już pójdę - powiedziałam zawstydzona i wyszłam z ogrodu zanim Louis zdążył cokolwiek zrobić albo powiedzieć, nawet nie zabierając ze sobą mojego niedopitego drinka. Nagle to co chciałam zrobić wydało mi się czymś niedorzecznym. Jak mogłam być taka głupia. Znam go przecież od tygodnia, a już chciałam się z nim całować. Zresztą to nie pierwszy raz.
   Zdecydowałam wrócić do domu. Chciałam jeszcze powiadomić o tym Kate i Lily, ale Lily flirtowała w najlepsze z Liamem siedząc mu okrakiem na kolanach, a Kate gdzieś przepadła, dlatego wyszłam z imprezy nawet im o tym nie mówiąc. Wezwałam taksówkę, gdy znalazłam się już na zewnątrz i wysłałam obu moim przyjaciółką esemsa, że źle się poczułam i postanowiłam wrócić taksówką do domu. Patrzyłam jeszcze chwilę na wyświetlacz komórki czekając na jakiś telefon albo smsa od Louisa, jednak żadne powiadomienie od niego do mnie nie przyszło. Stwierdziłam więc, że pewnie na nas obydwojgu zadziałał tak alkohol a to co zamierzaliśmy zrobić nigdy nie powinno się zdarzyć.
                                                                    ***
   Witamy w rozdziale 4 !!! Na szczęście udało mi się go napisać mimo, że mojej współautorki niestety teraz nie ma. Jesteśmy, jednak obie bardzo zawiedzione tak małą ilością komentarzy, ale zdecydowałam się opublikować ten rozdział dla osób, które może to czytają tylko nie chcą komentować. Prosiłabym jednak, żeby osoby, które odwiedzają naszego bloga pisały pod rozdziałem ,, czytam ". Byłby to dla nas znak, że mamy czytelników i na pewno byłaby to też spora motywacja. Być może wtedy rozdziały będą się pojawiać się dwa razy w tygodniu i byłyby trochę dłuższe. Pozdrawiam Gazix :*


czwartek, 26 maja 2016

Rozdział 3

*Lucy*
   - Szczęśliwego nowego roku Lucy.
    W drzwiach zobaczyłam Louisa. Stał uśmiechając się do mnie. Zastanawiało mnie po co tutaj przyszedł, więc zadałam mu to pytanie. Nie wierzyłam, że zerwał się ze swojej imprezy po to, żeby złożyć mi życzenia noworoczne.
  - W jakim celu tu przyszedłeś?
  - Nie mogę przyjść do swojej "narzeczonej"? - powiedział, uśmiechając się zadziornie i podchodząc bliżej mnie.
Nagle Kate siedząca po mojej lewej stronie wstała zezłoszczona i podeszła do Louisa ze zwiniętą pięścią.
  - To przez ciebie moja przyjaciółka tutaj leży, ty pieprzony kutasie. Zaraz przywitasz się z moją pięścią!
  - Kate! - zganiłam ją, wstając z łóżka do pozycji siedzącej - Przestań.
  - Twoja przyjaciółka też nie jest bez winy ślicznotko - odpowiedział jej Louis, odsuwając jej rękę w dół i zupełnie się tym nie przejmując.
   Poczułam się trochę tak jakby zazdrosna, kiedy on powiedział do Kate "ślicznotko". Zaraz, ja zazdrosna? Przecież to dupek, mam go nienawidzić, a nie być o niego zazdrosna. Zanim jednak zdążyłam się odezwać, usłyszałam podekscytowany szept Lily.
  - Lucy, nie mówiłaś, że ten gość to Louis Tomlinson!
  - Kto? Skąd wiesz jak on się nazywa?
  - Louis Tomlinson to ten piłkarz z Manchester United! - tym razem Lily powiedziała to trochę za głośno i Louis spojrzał na nią, po czym się uśmiechnął
  - Tak, rzeczywiście, chcesz mój autograf ? - spytał
Tym razem to ja postanowiłam zabrać głos i przerwałam Lily, która już otwierała usta, żeby coś mu odpowiedzieć.
  - Kate, Lily czy możecie nas zostawić na chwilę samych?
    Lily skrzywiła się, ale podniosła się niechętnie z miejsca i ruszyła w stronę drzwi, a Kate posłała Louisowi ostatnie groźne spojrzenie i również wyszła.
  Gdy miałam już pewność, że w sali nie ma nikogo oprócz nas gestem pokazałam chłopakowi, żeby usiadł na krześle obok mojego łóżka.
  - Więc jesteś piłkarzem? - zapytałam od razu.
  - Myślałem, że wiesz - odparł siadając na wskazanym przeze mnie krześle.
  - Wiesz, jakoś nie jestem fanką piłki nożnej.
  - Za to twoja przyjaciółka jak najbardziej - podsumował uśmiechając się pod nosem.
  - Ohh, ona ogląda te wszystkie mecze, tylko po to, żeby popatrzeć na przystojnych piłkarzy - powiedziałam przypominając sobie jak Lily opowiadała mi o tym, który piłkarz ostatnio zdjął koszulkę i jaki ma fantastycznie wyrzeźbiony tors. Zaśmiałam się z tego cicho pod nosem i znów spojrzałam na siedzącego obok mnie Louisa. Swoją drogą ciekawe czy on też ma taką umięśnioną klatę, jak ci inni piłkarze z okładek popularnych magazynów, które pokazywała mi przyjaciółka.
  Louis również uśmiechnął się pod nosem, a następnie zwrócił się w moją stronę.
  - Szkoda, że ty ich nie oglądasz. Zobaczyłabyś jakim jestem zajebistym piłkarzem.
   "Ciekawe, czy tak zajebiście jak wyglądasz" - pomyślałam, jednak Louis wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu i skinął głową co oznaczało, że chyba pomyślałam to na głos. Cholera, jak mogłam to zrobić?
  - Wiesz, ty też jesteś całkiem ładna - stwierdził po chwili.
  - Wow, dzięki. Miałam uznać to za komplement? - zapytałam, śmiejąc się.
  - Zdecydowanie tak - odpowiedział Louis i zaczęliśmy razem się śmiać.
   Gdyby ktoś powiedział mi kilka godzin wcześniej, że zostanę potrącona przez sławnego piłkarza, po czym wyląduję przez to w szpitalu, a później będę się razem z nim śmiać, kazałabym temu komuś zapisać się do dobrego psychiatry, jednak przez te niecałe 3 godziny odkąd poznałam Louisa, mogę stwierdzić, że zaczynam go lubić. Przez to zaczynam się wahać czy powinnam złożyć na policji zeznania obciążające go. W końcu to znacząco wpłynęłoby na jego karierę, a teraz chyba nie chcę jej niszczyć.
   Między nami zapadła niezręczna cisza. Louis popatrzył mi w oczy i wydawało mi się, że ma ochotę  mnie pocałować, bo nagle zaczął przybliżać swoją twarz do mojej. Przegryzłam wargę, ze zdenerwowania. Nie to, żebym nigdy się nie całowała, ale znamy się dosyć krótko, a poza tym nie mogę zapomnieć w jakich okolicznościach poznaliśmy. Nie wypadałoby się nam, więc całować, ale jego malinowe, usta aż się o to prosiły. Zanim zdążyłam wykonać jakikolwiek ruch, do sali na szczęście albo nieszczęście z trzaskiem wparowała Kate.
  - Koniec tej schadzki! - wykrzyknęła, a ja i Louis szybko się od siebie oddaliliśmy.
  Nagle odzyskałam mój zdrowy rozsądek.
  - Na ciebie już chyba czas, Louis - powiedziałam do niego oziębłym tonem odwracając głowę w drugą stronę - Dzięki za życzenia, a co do glin to zastanowię się czy im coś powiem.
  - Nie potrzebuję twojej łaski - odparł również oziębłym głosem chłopak - Do zobaczenia - rzucił na odchodne i wyszedł z pomieszczenia jakby nigdy nic się nie stało.
    A może się naprawdę nic nie stało, tylko ja ubzdurałam sobie w mojej pustej głowie, że on chce mnie pocałować. Być może chciał mi coś powiedzieć na ucho, dlatego zaczął przybliżać swoją twarz do mojej. Nie powinnam być dla niego taka oschła, ale przy Kate poczułam się bardzo niezręcznie. Mogłaby pomyśleć, że Louis mi się podoba i my naprawdę chcieliśmy się pocałować. Nie chciałam, żeby tak się stało, dlatego musiałam go tak potraktować. Postanowiłam więc, że spróbuję mu to wszystko jakoś wyjaśnić, kiedy znów się spotkamy.
   Ale moment, ja nawet nie mam jego numeru, więc jak się spotkamy?
  - Kate, zawołaj na chwilę Louisa - powiedziałam do przyjaciółki - albo nie, ja sama to zrobię - stwierdziłam po chwili i odpięłam od siebie wszystkie rurki do których byłam podpięta.
  - Lucy! - zawołała za mną Kate - co ty wyprawiasz?!
  - Muszę iść, proszę nie zatrzymuj mnie - rzuciłam szybko przez ramię i rzuciłam się w stronę drzwi, zakładając wcześniej moje niebotycznie wysokie szpilki.
   Na korytarzu, przed drzwiami stała jeszcze Lily, która na mój widok otworzyła usta ze zdziwienia
  - Lucy, czy ty nie powinnaś być...
  - Nie teraz Lily - przerwałam jej w pół zdania i szybkim krokiem zaczęłam przemierzać szpitalne korytarze w poszukiwaniu Louisa. Mam nadzieję, że nie zdążył jeszcze opuścić terenu szpitala. Kręciło mi się w głowie, ale zignorowałam to i dalej rozglądałam się próbując odnaleźć go wzrokiem
*Louis*
   Gdy opuściłem salę Lucy zdecydowałem wracać na imprezę. Wtedy w sali, zanim przyszła jej przyjaciółka, naprawdę miałem ochotę ją pocałować. Miała takie idealne usta i muszę przyznać, że ta dziewczyna naprawdę mnie pociąga. W tamtym momencie, myślałem tylko o tym, żeby zerwać z niej tą sukienkę i pieprzyć do upadłego. Była idealna w każdym calu. Żałuję, że nie przyjrzałem jej się dokładniej, kiedy leżała nieprzytomna u mnie w domu.
   Kompletnie zbiła mnie z tropu, kiedy odezwała się do mnie takim oziębłym głosem. Myślałem, wtedy, że ona też chciała mnie pocałować, ale może to i lepiej, że do tego nie doszło.
   Wyjąłem z kieszeni telefon i wcisnąłem środkowy guzik. Na ekranie pojawiło się kilka nieodebranych połączeń od Liama i Justina i esemesy z pytaniami gdzie jestem, ale jeden z nich najbardziej przykuł moja uwagę. Był to ten od Justina:
 "Tommo, zdążyłem! Ale gdzie ty do cholery jesteś? Nigdzie nie mogę cie znaleźć"
Zaśmiałem się z mojego przyjaciela. Zastanawiało mnie czy on kiedykolwiek skończy z panienkami na jedną noc. Wydawało mi się, że Justina już nic ani nikt nie jest w stanie zmienić, a ten komu się to uda będzie cudotwórcą.
  Nagle usłyszałem za sobą jakiś damski głos, który woła mnie po imieniu. Na początku pomyślałem, że to pewnie jakaś moja napalona fanka, ale kiedy się odwróciłem zobaczyłem Lucy biegnąca na szpilkach w moja stronę, a raczej próbującą biec, bo co chwilę się na nich potykała. Na głowie miała okręcony nadal biały bandaż, spod którego wystawały loki jej kasztanowych włosów
  - Czego jeszcze chcesz, Lucy? - zapytałem oschle, kiedy znalazła się już obok mnie.
  - Przepraszam, że byłam dla ciebie taka oschła, ale kiedy weszła Kate, ja...
  Lucy zachwiała się niebezpiecznie na szpilkach i upadła prosto w moje ramiona, łapiąc się za głowę
  - Hej, co ci jest? - spytałem lekko przerażony, trzymając ją nadal mocno w ramionach. Jeśli teraz zemdleje, będzie to już trzeci raz tego wieczoru.
  - Trochę mi się kręci w głowie - odpowiedziała słabym głosem.
  - Nie powinnaś wstawać z łóżka, zaniosę cię tam z powrotem.
   Lucy, tylko posłusznie skinęła głową, a ja wziąłem ją na ręce, jak pannę młodą i zaniosłem do sali. Pielęgniarka widząc nas, chwyciła się za głowę.
  - Pacjentka nie może wstawać z łóżka! Dopiero co się przebudziła to niebezpieczne.
  - Wiem, dlatego właśnie ją tu zanoszę. Sama z niego wstała.
  - Powinien pan bardziej pilnować narzeczonej.
  - Spokojnie, dopilnuję, żeby już się nie podnosiła z łóżka.
   Gdy położyłem już moją "narzeczoną" na łóżku, odwróciłem się do wyjścia i już miałem wychodzić, kiedy usłyszałem za sobą  jej słaby głos.
- Louis, proszę, zaczekaj.
  Nie wiem, czemu, ale nie potrafiłem tak po prostu wyjść. Odwróciłem się do niej i spojrzałem na nią. W jej oczach była taka bezradność.
   Niestety, wszystko przerwał lekarz, który wszedł do sali, wypraszając mnie z niej gestem. Ale zaraz, w końcu nazywam się Louis Tomlinson i nikt nie ma prawa mnie wypraszać. A po drugie jestem "narzeczonym" pacjentki, więc mam pełne prawo tu zostać.
  - Zostanę tu i poczekam, aż pan skończy to co musi zrobić - oświadczyłem twardo.
  - Nie może pan, zostać. Musi pan opuścić na chwilę pomieszczenie.
  - Nie - upierałem się.
   Lekarz westchnął z rezygnacją i pokręcił głową.
  - Widzę, że żadna siła stąd pana nie wypchnie.
  - Dokładnie.
  - W porządku, więc może pan tu zostać, ale proszę nikomu nie mówić, że na to panu pozwoliłem
  - Będę milczał jak grób - powiedziałem zadowolony, że udało mi się dopiąć swego. Zresztą jak zwykle.
   Patrzyłem w milczeniu, jak ten lekarz zapina Lucy z powrotem jakieś rurki i poprawia jej bandaż na głowie. Kiedy odchylił lekko dekolt jej sukienki, żeby ją zbadać, coś we mnie pękło. Poczułem złość. Tak jakby Lucy była tylko moja i nikt nie miał prawa jej dotykać. To było co najmniej dziwne, przecież znamy się kilka godzin, nie powinienem nic takiego czuć. Muszę się opanować, dzisiaj co najmniej zwariowałem. Co mnie skłoniło do tego, żeby przy niej zostać. Przecież ta dziewczyna jest dla mnie nikim. Praktycznie jej nie znam.
   Po skończonym badaniu, lekarz wyszedł i zostawił nas samych. Usiadłem na łóżku Lucy i czekałem na to co miała mi do powiedzenia.
   Lucy wzięła głęboki oddech i zaczęła powoli mówić.
  - Chciałam cię przeprosić za to, że cię tak potraktowałam, ale nie chciałam, żeby Kate coś sobie ubzdurała. Wiesz, że cię lubię, albo coś.
  - A lubisz mnie? - zapytałem zaciekawiony.
  - Nie wiem, a ty mnie lubisz?
  - Nie wiem - odpowiedziałem identycznie - Tylko to miałaś mi do powiedzenia, bo tak jakby szkoda mi czasu, muszę wracać do kumpli.
  - Ohh, racja - w głosie Lucy słychać było zawód, ale to ona pierwsza rozpoczęła tą grę, a ja postanowiłem ją tylko kontynuować. Być może jakby nie udawała takiej niedostępnej, pieprzylibyśmy się na tym łóżku, ale cóż do tego raczej nigdy nie dojdzie.
  - Chciałam tylko zapytać - zaczęła po chwili milczenia - Jak mam się z tobą skontaktować, kiedy już wyjdę ze szpitala. Wiesz chyba w jakiej sprawie - jej głos stał się teraz zupełnie obojętny
   Na komodzie obok łóżka zobaczyłem kartkę i długopis. Wziąłem ją i zapisałem na niej Lucy mój numer, po czym podałem jej go.
  - Dzwoń na ten numer.
  Potem bez słowa wyszedłem z sali widząc po drodze przyjaciółki Lucy. Jak mniemam Kate - zmroziła mnie wzrokiem i zacisnęła usta w wąską linię. Szkoda, że mnie nie lubi, fajna z niej dupa tak jak już wcześniej zauważył Justin. Druga z nich - Lily spojrzała na mnie z rozmarzeniem, a ja puściłem jej oczko. Kate widząc to szturchnęła Lily i pokręciła głową wywracając oczami
*Lucy*
   Po wyjściu Louisa, poczułam dziwna pustkę. Wiem, że to ja wszystko spieprzyłam. Nie musimy się przecież nienawidzić. Z jednej strony chciałabym z nim normalnie porozmawiać, tak jak na początku, kiedy przyszedł do mnie z powrotem, a z drugiej coś każe mi być dla niego oschłą i zimną. Jest to też po części również jego wina, bo gdy ja go chciałam przeprosić, jego zdawało się to kompletnie nie obchodzić. Zresztą nieważne, nie powinnam martwić się w nowy rok. Mówią, że taki jaki będzie pierwszy dzień nowego roku taki będzie cały rok, dlatego postanowiłam nie wracać już myślami do Louisa.
  - Boże, widziałaś jaki on jest przystojny! - krzyknęła Lily wchodząc do środka.
    "Owszem, widziałam" pomyślałam, ale powiedziałam na głos zupełnie co innego.
  - Widziałam przystojniejszych. Poza tym to burak i cham, a na dodatek przez niego tutaj leżę.
  - Właśnie, Lucy ma rację. Przejrzyj na oczy Lily - dodała Kate wchodząc do pomieszczenia za nią i siadając na swoim wcześniejszym miejscu.
  - Przecież wiem, że nie zachował się jak dżentelmen, ale jestem pewna, że nie chciał zrobić Lucy krzywdy i na pewno teraz tego żałuje.
  - Akurat - prychnęła z pogardą Kate.
  - Dziewczyny, nie kłóćcie się. Jest nowy rok, wypijmy za to o ile zostało jeszcze trochę szampana - powiedziałam i podniosłam się żeby sprawdzić czy w zielonej butelce jeszcze coś jest.
   Napój w butelce zachlupotał na dnie, więc jeszcze trochę zostało. Wylałam go do końca do trzech plastikowych kubków i wszystkie wzniosłyśmy toast.
  - Za nowy rok! - powiedziałam głośno i stuknęłyśmy się kubkami.
  - I za lepszy, następny sylwester - dodała Kate lekko się uśmiechając.
                                                                        ***
   Więc mamy skończony już trzeci rozdział! Mamy nadzieję, że wszystkim się podobało. Następny będzie wstawiony, kiedy zobaczymy pod rozdziałem minimum 3 komentarze. Nie miejcie nam tego za złe, ale chcemy mieć pewność, że ktoś to czyta ;) :*
Do czwartego rozdziału! Gazix i Lucix xx



piątek, 20 maja 2016

Rozdział 2


*Lucy*
  Obudziłam się w jakimś obcym miejscu, ale nie był to dom Louisa. Wokół mnie były białe ściany i jakaś stara komoda. Do tego okropnie bolała mnie głowa, jakby ktoś uderzył mnie z całej siły jakimś tępym narzędziem. Przez moment myślałam nawet, że to wszystko nie dzieje się naprawdę i to jedynie jakiś realistyczny sen, ale z moich rozmyślań wyrwała mnie pielęgniarka, która weszła do pomieszczenia, w którym się znajdowałam.
  - Widzę, że już się obudziłaś złotko, twój narzeczony bardzo się o ciebie martwił - powiedziała patrząc na mnie z politowaniem.
  - Co do cholery? Jaki narzeczony, ja nie mam żadnego narzeczonego - powiedziałam zdezorientowana.
  O kim ta pielęgniarka mówiła? Może coś jej się pomyliło, ale najbardziej zastanawiało mnie to jakim cudem się tutaj znalazłam. Z moich obserwacji wynika, że najprawdopodobniej znajduję się w szpitalu, inaczej nie leżałabym na łóżku i nie byłoby tu przy mnie tej pielęgniarki, dlatego skoro już tu jest postanowiłam się od niej czegoś dowiedzieć.
  - Może mi pani powiedzieć jak się tutaj znalazłam?
  - No tak, pewnie niewiele pamiętasz. Więc przywiózł cię tu jakiś mężczyzna o brązowych włosach, średniego wzrostu. Podawał się za twojego narzeczonego. Powiedział też, że uderzyłaś się bardzo mocno o regał, po czym zemdlałaś. Lekarze mówią, że miałaś delikatny wstrząs mózgu, ale ja za wiele nie mogę ci nic powiedzieć. Wiem jedynie, że twój stan nie jest poważny i za niedługo powinnaś opuścić szpital.
  Czy ona mówiła o Louisie? Dlaczego podał się za mojego narzeczonego skoro nim nie jest? I czy to przez ten wypadek miałam wstrząs mózgu? Ale chyba powinam wcześniej poczuć, że coś jest ze mną nie tak. Cholera, ale mnie ta kroplówka irytuje. Zresztą nieważne, muszę z nim natychmiast porozmawiać i dowiedzieć się o co tutaj do cholery chodzi. Pamiętam jedynie, że po tym jak mnie potrącił. obudziłam się w jego domu przy dwóch jego niezbyt mądrze wyglądających kolegach.
  - W porządku, niech pani go poprosi, muszę z nim porozmawiać - oznajmiłam.
Na szczęście pielęgniarka nie pytała mnie o nic i tylko skinęła głową.
  - Za chwilę będę musiała przyjść i zmienić ci kroplówkę, w zasadzie miałam to zrobić już teraz, ale domyślam się, że chcielibyście być sami - powiedziała na odchodne i wyszła z mojej sali zapewne po Louisa.
  Po chwili do sali wszedł zmieszany chłopak, uśmiechając się niewinnie do pielęgniarki zanim ponownie wyszła. Potem powolnym krokiem podszedł do mojego łóżka.
  - Więc... yyyyy jak się czujesz? - zapytał, wbijając wzrok w ziemię i co chwilę niepewnie na mnie spoglądając
  - W porządku, chcę tylko od ciebie sensownych wyjaśnień i to natychmiast. Co się tu dzieje i dlaczego ta kobieta powiedziała mi, że podałeś się za mojego narzeczonego?! - krzyknęłam na niego zdenerwowana.
  - Nie złość się na mnie, ale musiałem tak powiedzieć, żeby lekarze powiedzieli mi coś o stanie twojego zdrowia. Kiedy znowu zemdlałaś w moim domu to się trochę przestraszyłem - tłumaczył się skruszony Louis.
  - Dlaczego zemdlałam?
  - Pewnie przez ten wypadek. Mogłaś na początku nie odczuwać bólu głowy, bo byłaś oszołomiona, ale nie mogłem powiedzieć lekarzom prawdy, dlatego skłamałem, że się uderzyłaś o komodę. Błagam zrobię co zechcesz tylko nic im o mnie nie mów. Nie mogę mieć problemów z policją, to może zaszkodzić mojej karierze i reputacji. Trzymaj się mojej wersji wydarzeń i oboje na tym skorzystamy.
  - Nic mnie nie obchodzi twoja zasrana kariera ani reputacja! Człowieku ty mnie mogłeś zabić! - uniosłam się.
  - Ale nie zabiłem! - krzyknął również Louis.
  - Już postanowiłam - powiedziałam twardo, maksymalnie na niego zła - Kiedy tylko stąd wyjdę, idę na policję.
 Louis westchnął ciężko.
  - Dobra, ile chcesz kasy?
  Myślałam, że się chyba przesłyszałam. Czy on proponował mi pieniądze w zamian za milczenie? Chciał mnie tak zwyczajnie przekupić? Za kogo ten człowiek się uważa? Muszę mu chyba jasno dać do zrozumienia, że mnie się nie da przekupić. Będę nieugięta w swojej decyzji, on musi za wszystko odpowiedzieć bez względu na nic.
*Louis*
  Jak ta dziewczyna mnie denerwuje. Czy ona do jasnej cholery nie wie kim ja jestem? Jeżeli ona pójdzie z tym na policję, gazety i media mnie obsmarują. Już widzę nagłówek portali plotkarskich: LOUIS TOMLINSON O MAŁO CO NIE ZABIŁ NIEWINNEJ DZIEWCZYNY W SYLWESTRA. Po prostu genialnie. Dlatego pomyślałem, że da się przekupić kasą, jednak jej odpowiedź zupełnie mnie zbiła z tropu.
  - Jeżeli myślisz, że możesz mnie kupić jak jakąś rzecz Louis, to się grubo mylisz, więc jeśli nie masz mi nic więcej do powiedzenia to możesz opuścić to pomieszczenie, bo marnujesz tylko swój czas.
  Już miałem odpowiedzieć coś Lucy, jednak w ostatniej chwili zrezygnowałem i szybkim krokiem poszedłem do wyjścia.
  - I lepiej załatw sobie dobrego adwokata - dodała na odchodne ze złośliwym uśmiechem.
 Rozwścieczony wyszedłem z sali i poszedłem w stronę Liama i Justina.
  - Co jest stary? - zapytał mnie od razy Liam.
  - Szkoda gadać - powiedziałem przez zaciśnięte zęby - Jedziemy na imprezę nie mam zamiaru się tu dłużej marnować.
  - Od początku to mówiłem! Zaraz będzie północ, więc musimy tam szybko dotrzeć. Ja prowadzę - oświadczył Justin. 
  Byłem już tak zły, że nawet nic nie odpowiedziałem tylko ruszyłem przed siebie, a za mną chłopaki. Po drodze zauważyłem dwie dziewczyny wypytujące recepcjonistkę o Lucy. Zdążyłem się dowiedzieć, że ma na nazwisko Swan, zobaczyłem jej dowód osobisty, bo w końcu musiałem wiedzieć jak ma na nazwisko moja "narzeczona". Teraz żałuje, że tu przyszedłem. Mogłem być już na imprezie, ale skąd mogłem wiedzieć, że ona nie da mi się przekupić. 
  Jedna z dziewczyn miała jasne, kręcone, blond włosy sięgające za ramiona, a druga proste ciemne, prawie czarne, też długie. To były chyba jej koleżanki i to chyba właśnie z jedną z nich Lucy rozmawiała, tuż przed tym, zanim zemdlała, ale zresztą co mnie to obchodzi.
  - Fajna dupa z tej brunetki - powiedział Justin lustrując wzrokiem jedną z nich.
  - To koleżanka Lucy, zostaw ją w spokoju, znajdziesz sobie inna laskę to bzykania - odpowiedziałem Justinowi groźnie, ciągnąc go w stronę wyjścia. Wolałem, żeby nie ruszał jej przyjaciółeczki, bo przez to mógłbym mieć większe problemy.
  - No całkiem niezłe te koleżanki, Lucy - dodał Liam.
  - Przestańcie się na nie gapić. Przez wasze chore fantazje, mogę mieć jeszcze większe kłopoty, więc idziemy, jeżeli chcecie zdążyć do klubu przed północą - westchnąłem przewracając oczami.        Rzeczywiście jej koleżanki są bardzo ładne, ale to są koleżanki Lucy Swan - dziewczyny, która może mnie zniszczyć za jednym pstryknięciem palców. Nawet jeżeli znajdę sobie dobrego adwokata, media i tak nie będą mówiły o mnie dobrych rzeczy jak do tej pory.
  - Nie możemy zabrać ich ze sobą do klubu? - zaproponował Liam zza moich pleców.
  - Ciebie naprawdę pojebało - odparłem - Idziemy.
  Po niedługim czasie wsiedliśmy do mojego samochodu. Justin na miejscu kierowcy, ja na miejscu pasażera i Liam na tyłach. Jechaliśmy w ciszy, dopóki Justin się nie odezwał.
  - A tak w zasadzie to co ona ci powiedziała?
  - Kto?
  - No ta dziewczyna przez, którą jeszcze nie jesteśmy na imprezie - w głosie mojego przyjaciela słychać było pretensje.
  - Kazała mi załatwić sobie dobrego adwokata - mruknąłem niezadowolony.
  - No to grubo Tommo - do rozmowy przyłączył się Liam - Wiesz, że to może ci nieźle zaszkodzić?
  - Co ty nie powiesz?
  - Może wyluzujesz się trochę w klubie. W końcu jest sylwester, trzeba to świętować. Za pół godziny będziemy mieli 2016 rok.
  - Może nowy rok będzie lepszy, bo jak na razie to nie mam szczęścia. Dlaczego akurat mi musiała wyskoczyć? Nie mogła komuś innemu?
   Dalsza cześć drogi minęła nam szybko. Justin jechał 100 km/h, więc w niecałe 15 minut byliśmy już na miejscu. Kolejka do klubu była ogromna, ale my nie zamierzaliśmy w niej stać. Kiedy podeszliśmy do barierek pokazałem dowód ochroniarzowi i wpuścił nas niemal od razu kiwając z uznaniem głową. Kątem oka zauważyłem na jego koszulce nadruk z "Manchester United", gdzie gramy, pewnie dlatego nie stawiał większych oporów i nie pieprzył o równości obywateli jak poprzednim razem mi się zdażyło usłyszeć od innego ochroniarza przy klubie. Koniec końców, i tak wszedłem bez kolejki.
   Gdy znaleźliśmy się już w środku, zamówiliśmy sobie drinki przy barze, a potem ruszyliśmy w tłum. Od razu przylepiły się do nas jakieś laski. Liam zaczął z jedną flirtować, a Justin? Cóż jak to Justin już kierował się z jakąś dziewczyną w obcisłej, czarnej sukience do łazienki, dobrze wiemy po co, jednak zatrzymałem go w połowie kroku.
  - Mógłbyś poczekać z tym do północy? Przegapisz nowy rok pieprząc się z pierwszą, lepszą laską w kiblu.
  - Daj spokój, przecież zdążę - machnął ręką Justin i szybko się odwrócił, zanim zdążyłem znowu go zatrzymać, dlatego postanowiłem poszukać Liama. Nie wiem czemu, ale nie miałem ochoty na flirty co było do mnie niepodobne. Wstyd mi przyznać, ale cały czas myślę o Lucy, mimo, że porządnie się przez nią wkurzyłem. Ta dziewczyna jest denerwująca, ale też intrygująca i piękna. Już, kiedy wnosiłem ją do mojego domu to zauważyłem, ale nie przyznam się przecież do tego chłopakom. Tylko by mnie wyśmiali, że podoba mi się dziewczyna, którą potrąciłem i która teraz grozi mi policją. Ciekawe co teraz robi. Chyba pokrzyżowałem jej sylwestra, na pewno jest na mnie za to strasznie wściekła.
   Nagle do głowy przyszedł mi zajebisty pomysł. Pojadę do niej, do szpitala. Może przy okazji uda mi się namówić ją na zmianę decyzji i wynagrodzę jej jakoś szkody, której jej wyrządziłem.
*Lucy*
   Chwilę po wyjściu Louisa w mojej sali pojawiły się Kate i Lily.
  - Biedaczko, co ten kutas ci zrobił? - zapytała zatroskanym głosem Lily, podbiegając do mojego łóżka i siadając na jego skraju.
  - Jak mnie tu znalazłyście? - zapytałam zdziwiona, przecież nawet nie zdążyłam do nikogo zadzwonić i powiadomić kogokolwiek o moim stanie i miejscu pobytu.
  - Kate namierzyła twój telefon - odpowiedziała Lily jakby to było najoczywistszą rzeczą na świecie.
  - Kate, jak ty to do cholery zrobiłaś? - zwróciłam się do drugiej mojej przyjaciółki.
 Kate w odpowiedzi uśmiechnęła się chytrze i wzruszyła ramionami.
  - Magia. Nie myślisz chyba, że czekałybyśmy, aż do nas zadzwonisz.
  - A po drodze kupiłyśmy nam sylwestrowego... - zaczęła Lily i powoli wyciągnęła coś z torby - szampana!!! Tutaj są kubeczki - dodała i wyciągnęła jeszcze plastikowe kubki, kładąc wszystko na małej komodzie obok mojego łóżka.
  - Jesteście nienormalne, a jak ktoś z personelu to zobaczy? W szpitalu nie można pić alkoholu.
  - Oj Lucy, jest sylwester, wyluzuj - powiedziała Kate i usiadła po mojej drugiej stronie - Swoją drogą, niech ja tylko zobaczę tego drania, który ci to zrobił. Wiesz jak on się w ogóle nazywa?
  - Louis - odpowiedziałam krótko.
  - A nazwisko?
  - Aż tak szczegółowo się nie przedstawiał, ale myślę, że policji wystarczy to co o nim wiem
  - Czyli? Co o nim więcej wiesz? - dopytywała Lily.
  - Ej miałyśmy chyba świętować nowy rok, a nie zaprzątać sobie głowę tym kolesiem. Zresztą jestem pewna, że jeszcze się spotkamy. On zrobi wszystko, żebym tylko nie powiedziała nic glinom. Proponował mi nawet pieniądze w zamian za milczenie.
  - Co? Ten człowiek jest niepoważny!  - oburzyła się Kate.
  - Hej! Proszę was, nie mówmy już o nim więcej, on już wystarczająco mi zepsuł wspaniale zapowiadającą się imprezę. A tak poza tym powinnyście na nią pójść beze mnie. Kate, wiem jak uwielbiasz imprezy i ile godzin się pewnie na nią szykowałaś - spojrzałam przepraszająco na przyjaciółkę.
  - Nie ma mowy nie zostawimy cię tu! - sprzeciwiła się.
  - Właśnie - dodała Lily.
  - Jesteście kochane.
   Uścisnęłam dziewczyny, lekko podnosząc się z łóżka. Kątem oka zerknęłam na zegarek tykający na ścianie. Była 23:45. Został zaledwie kwadrans do rozpoczęcia nowego roku - 2016. Mam nadzieję, że następny sylwester będzie lepszy od tego, bo bynajmniej nie o takim spędzaniu ostatnich chwil starego roku marzyłam.
   Przez ostanie 15 minut wspominałyśmy poprzedni rok śmiejąc się co chwilę. W pewnym momencie do sali weszła jedna z pielęgniarek, żeby nas uciszyć i uświadomić, że na oddziale są jeszcze inni pacjenci. To wywołało u nas tylko jeszcze większą salwę śmiechu. W pewnym momencie wskazówki zegarka na ścianie wybiły równo godzinę 12, a Kate krzyknęła:
  - Szczęśliwego nowego roku!!!
  - Szczęśliwego nowego roku!!! - odkrzyknęłam razem z Lily.
   Byłam szczęśliwa, że mimo tego wszystkiego co się stało mogę spędzić nowy rok z moimi dwoma najlepszymi przyjaciółkami. Pewnie mama zaraz zadzwoni do mnie złożyć życzenia noworoczne i zapyta jak impreza. Postanowiłam, że nie będę jej martwić i powiem jej o szpitalu dopiero jutro, tylko niepotrzebnie będzie się zamartwiać.
   Obserwowałam jak Lily nalewała szampana do plastikowych kubeczków, kiedy drzwi do pomieszczenia się otworzyły i stanął w nich ktoś kogo nie spodziewałam się zobaczyć.
  - Szczęśliwego nowego roku, Lucy.

                                                               


                                                                        ***
Dobiegliśmy do końca  2 rozdziału! Mam nadzieję, że się podobało :) czytasz = komentujesz. Rozdziały będą się pojawiać mniej więcej co tydzień xx /Lucix i Gazix